Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Smutek Guteberga ... a może rozpacz metodyka?

(1)
2008-05-14 22:13 | Maria Szczęsna Nowakowska
Z promowaniem kultury literackiej rzecz ma się podobnie jak z jedzeniem; fast food musiał zyskać przeciwwagę w slow foodzie, kultura masowa wytworzy kiedyś zapotrzebowanie na powolne smakowanie tekstów.
Bogactwo kultury elektronicznej a zatem i popularnej opiera się na wielotworzywowości i bardzo misternej siatce wewnętrznych odniesień. Żadne z tych zjawisk nie jest omawiane na przeciętnej lekcji polskiego, a szkoda, bo bez rzetelnej analizy nie można zachęcić do poznawania przekazu o innych właściwościach.
W moim odczuciu zwięzłość stanowi pewną zaletę nowego kanonu lektur; daje ona twórczym polonistom sporo czasu na realizowanie własnych pomysłów, a zatem i na omawianie lektur wykreślonych, takich jak Quo vadis i na tłumaczenie młodej kultury, w której uczniowie chętnie uczestniczą. Pozostaje tylko pytanie co z resztą kadry, będącej póki co poza uwagą ministerstwa i mediów.
Zdaje mi się bowiem, że największym problemem polskiej edukacji nie jest kanon lektur, lecz polonista per se. Oczywiście, nie mam tu na myśli wybitnych osobowości czy wielkich pedagogów; mowa tu o tzw. średniej krajowej. By nie pozostać gołosłownym - UŁ rekrutuje na filologię polską corocznie ponad 200 osób. Większość z nich wybiera specjalizację pedagogiczną, większość też deklaruje, że skoro nic innego im w życiu nie wyjdzie – pójdą uczyć. Zaciekawiona – poszłam ich śladem.
Praktyki w szkole podstawowej wyposażają przyszłych nauczycieli w cenne uwagi metodyczne. W klasie nie ma uczniów z ADHD czy problemami emocjonalnymi – jest za to 15 orzeczeń (w domyśle – o różnych dysfunkcjach). Orzeczenia siedzą z boku i nie biorą udziału w lekcji, nie należy też ich pytać, bo są kłopotliwi. Praktykanci przyjmują to ze spokojem. Jeden z nich nazwie później uczniów klasy piątej kretynami, dodając, że „świnie wiedziałyby lepiej od was jak to rozwiązać”. Zalicza praktyki na satysfakcjonującą ocenę. Istotna jest też atmosfera na zajęciach. Powiedzenie „witam was serdecznie na mojej lekcji” jest niedopuszczalnym i niezdrowym spoufalaniem się z uczniami, formułę „kto chciałby rozwiązać ćwiczenie” powinno się zastąpić „X, rozwiązuj ćwiczenie”, bo przecież tu nie może być mowy o żadnym widzimisie ucznia. Podejrzaną egzotyką jest chwalenie klasy za ciekawe wypowiedzi czy dobrze wykonane ćwiczenia.
Warto przyjrzeć się z bliska i bez osłon szkolnej rzeczywistości, by zrozumieć, gdzie swoje źródło ma niskie czytelnictwo czy mniej niż wybiórcze pojęcie o tekstach kultury. Skoro nauczycielowi i uczniom lekcja kojarzy się z (mniej lub bardziej) poniżającym odbębnianiem, to szkoła nie jest miejscem, w którym zrodzić by się mogła – wymagająca otwartości i wrażliwości - ciekawość świata.