Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Sama nie samotna

(38)
Niezamężna heteroseksualistka po czterdziestce to najsłabiej opisana postać w historii – twierdzi brytyjska pisarka Carol Clewlow, której opowieść „Singlom żyje się lepiej” znalazła się na półkach naszych księgarń, obok „Nowej singielki” i „Rozkoszy życia w pojedynkę”.
  • 2008-05-17 08:18 | annabell

    Re: Sama nie samotna

    Nie czytałam omawianych poradników, więc nie będę się na ich temat produkować, natomiast chciałabym odnieść się do postaci Marty z "Nad Niemnem".
    Na ogół czytelnik zauważa i zapamiętuje tylko pierwszą część opowiedzianej przez Orzeszkową historii starej panny: nieumiejętne pokierowanie swoim życiem w młodości, lata życia "na przyczepkę" przy rodzinie brata, poczucie marginalizacji, obsesyjna praca jako ucieczka od refleksji nad zmarnowanym życiem, podświadome dązenia autodestrukcyjne (Marta nie chce się leczyć, woli chorować i prędzej umrzeć).
    Myślę, że autorka napisała tę postać, skupiającą wiele cech smutnego stereotypu starej panny, właśnie po to, żeby go w finale książki zburzyć. Aby pokazać czytelnikom inny, zmieniony model kobiety samotnej, nową Martę, nową i szczęśliwą "singelkę"! Momentem kulminacyjnym opowieści o Marcie jest przecież osiągnięcie przez nią dojrzałości do szczęśliwego bycia kobietą niezamężną żyjącą w majątku Korczyn. Benedykt uświadamia siostrze jej wielką wartość i to, że zasługuje na dobre rzeczy, nagle wszyscy zdają się mówić: Marto, jesteś świetną kobietą, masz prawo i obowiązek o siebie dbać, cieszyć się, masz prawo być dumna ze swojej pracy i swojego życia, bo jesteś wyjątkowa, mądra, pracowita, mnóstwo ludzi cię lubi i szanuje! Twoje życie ma głęboki sens, w odróżnieniu od np. życia mającej małżeństwo i dzieci (byle jakie te więzi, ale w końcu są!) i wieczny "globus" czyli chroniczne zdołowanie i niezadowolenie pani Emilii...
    Jeśli ktoś zapyta mnie "co pisarka chciała powiedzieć" przedstawiając historię Marty, odpowiem, że właśnie tę optymistyczną przemianę zahukanej i pełnej kompleksów "starej panny" w dowartościowaną i szczęśliwą "singelkę".
    Tylko dlaczego o tej drugiej części historii o Marcie nikt zdaje się nie pamietać? Stereotyp łatwiej zapamiętac, czy co?..
  • 2008-05-17 10:15 | szopa

    chyba nie podoba mi się ta tematyka

    Co by te panie nie napisały dobrego na temat singli to fakt jest taki że tych kilkadziesiąt milionów pań żyjących samotnie to zjawisko całkowicie marginalne. Prócz tego ile z tych pań ma satysfakcję z takiego sposobu życia, ile wybrało go świadomie i jest tak naprawdę szczęśliwych? I jeszcze jedno. Nawet jeśli teraz czują się dobrze, to co będzie gdy przyjdzie starość i nie będzie z kim się pokłócić do kogo zwyczajnie otworzyć gębę? Nie podoba mi się opisywanie tak mało znaczących zjawisk społecznych, czytanie książek, które właściwie sprawiają satysfakcję ich autorom sorrki autorkom, a nie czytelnikom. Tym bardziej, że jak się uprzeć z tych samych faktów można wysnuć tezy całkowicie przeciwne. Ale to tylko moje zdanie. Nie kupię jednak tych książek, tak jak nie kupuję książek o rozterkach życiowych gejów czy trudach egzystencji społeczności slumsów południowoamerykańskich.
  • 2008-05-17 10:51 | Harpijka

    Podpisuję się pod wszystkim, o czym tu piszesz! Skądinąd zawsze mnie złościło marginalizowanie - w szkole czy krytyce literackiej - jednej z najciekawszych postaci w tej książce na rzecz rozpaczliwie mdłych i jednowymiarowych głównych bohaterów.
  • 2008-05-17 14:40 | ex-inżynier

    Re: Sama nie samotna

    Pani Kaziu, choc jest Pani szkodliwa, lubię Panią mimo wszystko i Pani zgrywy. Powiem więc Pani gwoli ostrzeżenia, że taka jedna sigielka-intelektualistka lat 87 mieszka vi-s-vis mnie. Nocą odwiedza mnie w szlafroku i papilotach, by porozmawiać ze mną o literaturze, bo nikt już w całym bloku nie może jej wytrzymać. Czego Pani nie życzę serdecznie.
  • 2008-05-17 15:07 | J.Lorkiewicz

    Re: Sama nie samotna

    Taaaaak ... Mila Pani.
    Czytajac Pani tekst mialem przed oczyma kariere dwoch znanych mi singielek -
    zreszta zorganizowanych, spelnionych zawodowo (a przy tym konsekwentnych, praktykujacych katoliczek) . Jedna z nich byla zyjaca w glebi XX wieku profesor nauk zootechnicznych (zmarla w 1972), uznana w swoim srodowisku, druga to kobieta fizyk - do dzis bardzo sprawna profesjonalnie, bywala w swiecie, bioraca udzial w duzej skali eksperymentach. Bywa czesto postrachem meskiej czesci tej profesji.
    Urodzilem sie w polowie XX wieku i NIGDY nie spotkalem sie nawet ze sladami "XIX-wiecznego mizogynizmu" o ktorym Sz Pani lubi pisac i jednoczesnie bylem jak najdalszy od traktowania samodzielnosci kobiet jako Bozego dopustu. Po prostu takie, dosc rzadkie sytuacje sie zdarzaly i tyle. W odroznieniu od nich moja kuzynjka - poczatkowo obiecujacy mikrobiolog pracujacy na uniwersytecie zrezygnowala z karioery alademickiej, wyszla za maz wlasnie gdzies w okolicach menopauzy i jako mezatka pracujaca bez sukcesow w byle jakiej szkole sredniej byla zdecydowanie bardziej spelniona niz wczesniej w srodowisku uniwersyteckim, ktorego nie akceptowala i vice versa. - przy czym jej plec nie miala tu wiele do rzeczy - juz raczej poczucie przyzwoitosci w relacjach zawodowych i towarzxyskich , rzetelnosc w realcjonowaniu wynikow badan wlasnych i niechec do lansowanego tamze "modelu kariery".
    Zycie jest o wiele bardziej zlozone i wielowymiarowe niz sie zazartym feministkom wydaje.
    Pierwsza z wspomnianych przeze mnie na wstepie "zrealizowanych" pan- singielek miala na ogol przystepny charakter, choc zdarzaly jej sie staropanienskie kasliwe uwagi, czesto nie do strawiena przez otoczenie. Druga pani obecne dr (a moze juz dr hab.) nauk fizycznych miala charakter dosc potworny, rowniez w stosunku do innych singielek, z ktorymi pracowala w zwiazku z czym pozbyto sie jej z pierwszego miejsca pracy bo "nie szlo z nia dalej nic robic". Jaki by byl jej charkter gdyby wyszla za maz - nie wyobrazam sobie by mogl byc trudniejszy!!!
    Tak wiec po pierwsze, stawia Pani problemy sztuczne usilujac pozenic sytuacje nie majace wspolnego mianownika, Sprowadza pani dyskusje do realiow rozwinietego swiata Zachodniego grupujacegio ponizej 10% swiatowej populacji (to co pani tu wypisuje odnosi sie w znikomym stopniu juz n/p do latynoskich czy azjatyckich srodowisk emigracyjnych w samym USA. Teza o tym,ze samoaprecajcja singielek czyni swiat lepszym jest w najlepszym razie dyskusyjna.
    W sumie - radze zmienic temat i pasje zyciowe!!!
  • 2008-05-17 16:40 | lafcadio

    trudno nie zuważyć, że mimo że jest to zjawisko marginalane i prawdopodobnie wiele z tych kobiet nie wybrało takiego sposobu życia świadomie i nie daje im ono satysfakcji to można to porównać z sytuacją mężatek, które wzięły ślub ze strachu przed samotnością i męczą się w nieudanych związkach. to też zjawisko marginalane, ale istniejące, więc warto o nim wspominać.
    P.S. Jeśli nie czytało się pewnych książek to jak można wypowiadać się na temat tego czy sprawiają one przyjemność czytelnikom?
  • 2008-05-17 16:57 | Wojciech

    Re:Samotny,samotna -ofiara czy wybraniec losu?

    Mój serdeczny kolega, który jest samotny, co kilka dni powtarza stałą formułkę, "jaki jestem szczęśliwy że w domu nikt na mnie nie czeka, nikt po mnie nie sprząta, nikt nie zmusza mnie do wyścigu szczurów"... To powtarza jak mantrę, widocznie ma wątpliwości ? Najpiękniejsze w życiu jest pożądanie osoby płci przeciwnej i jej akceptacja. Jeżeli potrafimy zdobyć i zasłużyć na miłość drugiej osoby, to jest to spełnienie absolutnie godne naszego życia. Jeżeli nasze trudne dzieci na naszych oczach wchodzą w życie i potrafimy cieszyć się i podziwiać ich rozwój, to jest to spełnienie równie ważne. Jednak nie zawsze los nam daje taką szansę. Jak się nie ma to co się lubi, to trzeba polubić to co się ma. Ludzie zupełnie nam obcy są także piękni i szlachetni. Można ich szukać będąc samotnym.
  • 2008-05-17 23:10 | elsby

    Re: Sama nie samotna

    Jako "single" płci męskiej z sympatią myślę o żeńskich "odpowiednikach".Tak trzymać.
    Oczywiście każdy wybór związany jest z kosztami i jest to kwestia wolnośc.Zaś siostrą wolności jest samotność, która jest czasem gorzkawa w smaku, ale ja nie lubię słodyczy.
    Z innej beczki - zabawny jest ton minoderyjnej przygany w niektórych postach. Opresyjna stadność i nieprzesadnie ukrywana stygmatyzacja wyraźnie "wychodzi" przy okazji takich tematów. Polska jest trudnym krajem dla wolnych.Pozdrowienia z Kopenhagi.
  • 2008-05-17 23:38 | Selene

    Re: Sama nie samotna

    nienawidze slowa 'singiel'.. trzeba znalezc poslki odpowiednik
  • 2008-05-18 01:33 | Paparazzi

    Sprawa dotyczy nas w niewielkim stopniu, gdyż przemiany obyczajowe naszkicowane przez panią Kazię czekają nas jako społeczeństwo za kilkanaście lat. Loża 'nowych' samotnych kobiet to zajwisko miejskie i obyczajowo odstające od mentalnego zaścianka. Zauważanie przez państwo takich zjawisk jest niemożliwe i jest w tym surowa, pragmatyczna logika. Ale za dwadzieścia parę lat, jak dobrze pójdzie, może będziemy tak opływać w zbytki, że będziemy skutecznie upominać się nie tylko o opiekę dla starych panien z wyboru ale i bardziej egzotycznych tworów jak ludzi papug lub stowarzyszeń przyjaciół bydgoskich przylaszczek. ;-) A co do tego tekstu powyżej, to nie każdy jest stworzony do dostrzeżenia piękna bycia we dwoje. I to jest całkiem naturalne.
  • 2008-05-18 07:25 | ania

    "samojednik"? :)
  • 2008-05-18 09:28 | jezier

    'kilkadziesiąt milionów pań żyjących samotnie to zjawisko całkowicie marginalne' - przednie zdanie;)
  • 2008-05-18 11:33 | frank drebin

    obecnie single sa w roznych kulturach. artykul opisuje zenskie single swiata zachodu. mieszkam w azji i tu singli jest ogrom, obojga plci i nie wiedze, zeby byli specjalnie szczesliwi. raczej rzadko z wlasnego wyboru. zazwyczaj zahukani przez rodzicow, ktorzy najpierw kaza odniesc sukces, no a potem kaza sie ozenic. presja od urodzenia do smierci. gdzie tu miejsce na szczescie. rozczarowani rodzice, dziecko, samotnosc i pogon za kolejnymi celami.
    nic wesolego. nie bardzo wierze w szczescie singli. chyba ze dorabiaja sobie jakas teorie do tego stanu, zeby nie oszalec. taka sztuczna racjonalizacja.
    albo kupuja sobie zony w biedniejszych krajach azji pld-wsch, a raczej sluzace na starosc, dla siebie i rodzcow.
  • 2008-05-18 15:58 | CiociaHania

    Nawet jeśli
    teraz czują się dobrze, to co będzie gdy przyjdzie starość i nie będzie z kim się pokłócić do kogo
    zwyczajnie otworzyć gębę? - ciekawe zalozenie: jak wiadomo kobiety rozmawiaja wylacznie ze swomi mezami i dziecmi (jezeli z nimi mieszkaja!). No, ale czego sie spodziewac po osobie, ktora nie interesuje sie niczym, nawet tak pasjonujacymi rzeczami jak "rozterki zyciowe gejow czy trudy egzystencji spolecznosci slumsow poludniowoamerykanskich"...
  • 2008-05-18 18:01 | nh

    "Niezamężna heteroseksualistka " dawniej po prostu "kobieta" ,boze,co za sztuczna nowomowa,nie ma to jak na sile zmieniac swiat,az do zrzygania
  • 2008-05-19 00:08 | Alik kot Jarka

    Gruba, leniwa ogladajaca mydlane programy czytajaca z "przezyciem" romanse,

    wiedzace wszytstko najlepiej. Jednym slowem typ tesciowej. Warto je omijac z daleka.
    Mlodasza generacja jest bardzej aktywna i swiadoma siebie, chyba zostanie taka na pozniejsze lata.
  • 2008-05-19 03:26 | Bozena

    Re: Sama nie samotna

    Eliza Orzeszkowa byla zamezna dwukrotnie!!!
  • 2008-05-19 10:51 | anna

    Medialna teza

    Nie wierzę w to, że single są szczęśliwi - lub inaczej - wierzę, że można być szczęśliwym bez partnera przez pewien czas. Kilka lat. Ale nikt mi nie wmówi, że człowiek samotny, jest szczęśliwy.
    Jestem typem, który dobrze czuje sie sam, a w czasie przerwy między jednym a drugim związkiem, lubię odetchnąć i jest mi z tym dobrze, nawet przez kilka lat. Ale taki stan nie może trwać wiecznie. Nie uwierzę w to, że samotność może uszczęśliwiać, bo normalnie skonstruowany człowiek potrzebuje ciepła, wsparcia, dotyku, pieszczot i intymności.

    Twierdzenie, że bycie singlem jest super, to medialna blaga- nowy temat, który został przez media wyprodukowany. Nikt, kto przez całe życie pozostaje sam, szczęśliwy być nie może.

    I odróżnijmy dwie rzeczy - bycie 'starą panną', czyli nie wstąpienie w związek małżeński, nie musi wcale oznaczać życia w pojedynkę. Pisanie o starych pannach w kontekście życia bez partnera jest jakimś pomieszaniem pojęć.
  • 2008-05-19 23:55 | linea

    Re: Sama nie samotna

    single sa szczesliwi co nie znaczy ze nie mozna miec partnera na stale. nie ma to jak wolnosc
  • 2008-05-20 01:16 | jellyfish

    Re: Sama nie samotna

    Moim zdaniem do opisywanego problemu życia w samotnosci nalezy podchodzic tylko i wylacznie z punktu widzenia indywidualnego kobiety badz to mężczyzny.Zatrzymując się na chwile na człowieku jako osobie o indywidualnych predyspozycjach,logicznym jest że kazdy z nas oczekuje od życia spelnienia,nie zawsze jednak u boku partnera badz to partnerki.Istotną rolę odgrywa tu też kwestia wychowania,to rodzice wpajaja nam najwiecej wartosci.Kreuja pewne wzorce.Na podstawie tej tezy jestem sklonna teoretyzowac ze czesto bycie singlem nie jest do konca naszym wyborem.
  • 2008-05-20 07:48 | castor

    Artykuł ten probuje nadac sens zyciu kobiety niezameznej. Oklamac ja, ze jest jej lepiej samej by nie czuła sie zapomniana i niedowartosciowana.
    Skierowany jest do tej grupy ktora nigdy nie probowała zwiazku bojac sie odrzucenia.
    Czesc singli zyje w zwiazkach na odległosc. Moze byc to zwiazek z partnerem ktory jest juz zwiazany wezłem małzenskim badz z innym singlem ale takze na odległosc. Ta grupa akceptuje w wiekszosci taki stan i jest z niego zadowolona.
  • 2008-05-22 12:03 | Kasia

    Re: Sama nie samotna

    hmmm. Eliza Orzeszkowa chyba wlasnie dlatego byla Orzeszkowa, ze w mlodym bardzo wieku zostala wydana za maz za pana Orzeszko... a malzenstwo, mimo iz nadzwyczaj nieszczesliwe, uchronilo ja jednak od sromoty staropanienstwa. Nie wszystkie te panie odbito wedle jednego szablonu! No tak. A swoja droga, patetycznie ujete 'samodoskonalenie' nie moze miec miejsca bez finansowej niezaleznosci (przypomnijmy sobie 'Wlasny pokoj', zeby nie wywazac drzwi juz otwartych).
  • 2008-05-29 13:23 | Artur

    Re: Sama nie samotna

    Współczesny świat oferuje naprawdę dziesiątki alternatyw wobec konserwatywnych związków małżeńskich i nie ma się co dziwić, że niektórzy z nich korzystają.
    Wg mnie lepiej realizować się np. zwiedzając , podróżując niż tkwić w skostniałej strukturze, która człowieka (w najlepszym wypadku) mocno ogranicza.
  • 2008-05-29 21:46 | szopa

    ... to nie tak, że nie interesuję się niczym. Nie przepadam za taką tematyką. Mam wiele ulubionych książek, ale ten temat wydaje mi się trochę na siłę wciskany czytelnikowi.
  • 2008-05-29 21:49 | szopa

    w porównaniu do ośmiu miliardów ludzi żyjących na ziemi to nawet mniej niż marginalne, choć z punktu widzenia bezpośrednio zainteresowanych na pewno ważne. Ale niestety nie z mojego
  • 2008-05-29 21:58 | szopa

    Komentowałem raczej artykuł i jego tematykę, a nie same książki, jak zresztą większość ludzi na tej stronie. Co do przyczyn nieudanych małżeństw, całej problematyki dotyczącej ludzi w nich żyjących to myślę, że jest to zjawisko godne zainteresowania zarówno autorów jak i czytelników i niewątpliwie nie marginalne.
  • 2008-05-29 22:02 | szopa

    To łatwo powiedzieć [cytat]
    realizować się np. zwiedzając , podróżując niż tkwić w skostniałej strukturze, która
    człowieka (w najlepszym wypadku) mocno ogranicza.
    [/cytat] Zazwyczaj nie ma na to czasu, pieniędzy ani możliwości. A jeśli nawet, to dużo fajniej robić to z kimś niż samemu.
  • 2008-05-30 17:33 | baran54

    Re: Sama nie samotna

    Zdaje się ,że podobna sytuacja istnieje wśród mężczyzn. podobnie wszystko się wali. A kobiety chca za wszelką cenę podporzadkować sobie męża. to jest chore i grozne. A dzieci to widza i tak samo będa postępować w przyszłości. pzdr
  • 2008-06-01 04:41 | notansencillo

    Świetna analiza problemu a ja jego najlepszym przykładem. Pochodze z rozbitej rodziny i nie mam wyrobionego instynktu rodzinnego. Po prostu nie wiem na jakich zasadach funkcjonuje zycie rodzinne, dlatego jestem "przymusowym singlem". W moim przypadku brak doswiadczenia rodzinnego idzie w parze z ogromną nieufnoscią do ludzi co czyni mnie "człowiekiem na bezludnej wyspie".
    pzdr
  • 2008-06-01 19:40 | kisa

    droga szopo na starość kobiety przeważnie są same, wystarczy spojrzeć na naszą i panów średnią wieku, ten argument mnie nigdy nie przekonuje, nikt Ci nie każe czytać takich artkułów,owszem może dobrze jest mięc kogoś na starość, ale też nie zawsze, po śmierci męża znajoma odetchnęła,usłyszałam w odpowiedzi"bo to był despota", dla mnie powoało zrgozą,czyż nie?
    jestem mężatką:)
  • 2008-06-04 18:29 | 4 pancerni

    Doskonalcie się dalej ,KOCHANE. Z męską bezczelnością i polit. niepoprawnością , odpowiem, że my jesteśmy już przy NIEDZIELI , a Wy dopiero przy Środzie. Oczywiście , nie dot. to wszystkich samców. Ale żebyście wiedziały , jak to cudownie być samcem. I robić rzeczy tylko dla nas dostępne . Np. wymyślać bombę A lub H , samemu zbudować dom albo jeżdzić na tylnym kole szybkiego " ścigacza". pzdr
  • 2008-07-03 00:45 | jolka

    wydaje mi sie,ze zycie spoleczno-rodzinne robi sie w pewien sposob bardziej skomplikowane, szczegolnie w naszym kraju, ktory, bylo nie bylo jest dosc tradycyjny. a tu wchodza nowe zjawiska spoleczne-tez zwiazane w duzej czesci z wieksza niezaleznosci finansowa kobiet. (wieksza, ale w Polsce wciaz niewystarczjaca) po odjeciu przymusu laczenia sie w pary z powodow finansowych oraz statusu spolecznego(zeby nie wytykali palcami) coz zostaje? moze partnerstwo-ale juz nie to polegajace na jakimkolwiek przymusie, tylko wynikajace z autentycznej relacji miedzy dwojgiem ludzi. a owa autentycznosc nie ma nic wspolnego z "na zawsze" i "ten jedyny". niech samotne kobiety rodza dzieci, jesli pragna wychowywac dziecko-to przeciez naturalna potrzeba. spoleczenstwo jest tworzone przez zywych, plastycznych ludzi, relacje miedzy nimi. oby kobiety i mezczyzni stawali sie bardziej odwazni, zyly zgodniej z wlasnymi pragnieniami, chociaz czasem to nie jest latwe. niech kazdy robi co chce, o ile, juz dla spokoju dodam-nie krzywdzi innych...
  • 2008-07-03 00:48 | jola

    zgadza sie. skostniale struktury i role nie sa dla wszystkich. na szczescie nawet w tak tradycyjnej Polsce troche sie w tym wszystkim zmienia.
  • 2009-03-08 22:47 | emot

    Re: Sama nie samotna

    autorka jest nie douczona Orzeszkowa była 2 razy zamężna....a po za tym zaczynajac ten tekst od smętnych opisów nie zachęca do czytania ...beznadzieja
  • 2009-05-24 21:46 | aga

    myślę, że przez to, że Pani poprzedniczka nie doczytała, nie zrozumiała tym samym zamysłu autorki
  • 2009-08-06 15:43 | mezatka

    Ze ktos jest singlem, nie oznacza, ze pozostaje sam. Mozna byc singlem i miec np konia albo psa.W wiekszosci przypadkow szczesliwszy taki zwiazek ze zwierzeciem (nie rani, nie zdradza, nie zrzedzi- podpatrzymalam u znajomej singielki) niz z czlowiekiem.
  • 2009-08-06 15:47 | mezatka

    Jetescie, single, takze podziwiani po cichu.
  • 2009-08-06 15:59 | mezatka

    Wiekszosc kobiet "odetchnie" po smierci meza, tylko o tym otwarcie nie mowia. Bo jak tu sie przyznac, ze sie z czyjejs smierci cieszy? Nie wypada i juz.