Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

La Mar Enfortuna: sefaradyjskie przypadki Nowojorczyków

(9)
Muzyczne żenienie tradycji.
  • 2008-05-21 22:01 | Dorota Szwarcman

    Re: La Mar Enfortuna: sefaradyjskie przypadki Nowojorczyków

    Nie muzyka sefaradyjska, tylko sefardyjska.
    Muzyka synagogalna nie jest muzyką uładzoną. Wie to ktoś, kto ją choćby raz w życiu słyszał.
    Muzyka chasydzka nie jest chaotyczna, jest oparta na bardzo regularnie zbudowanych melodiach. Tylko śpiewa się ją w sposób ekstatyczny.
    Odrodzenie muzyki żydowskiej w USA było wcześniej niż powstał Tzadik Johna Zorna.
    Jeśli pisze się o czymś, warto coś na ten temat wiedzieć.
  • 2008-05-22 11:41 | Joanna Wojdas

    Z „sefardyjską” racja, wkradł się błąd i trzeba go koniecznie poprawić. Choć można to było zrobić w redakcji. ;-) Zestawienie obok siebie muzyki synagogalnej i muzyki chasydzkiej, których clue jest wszak wykonanie (!), narzuca porównania: uładzona – chaotyczna/ekstatyczna. Zależy jak Pani zechciała odczytać to, co napisałam. Napisałam „Do rozpowszechnienia zainteresowania muzyką żydowską na Zachodzie najbardziej przyczynił się John Zorn”, co jako żywo nie jest równoznaczne z odrodzeniem muzyki żydowskiej w USA, o której Pani mówi. Znów przeinaczenie i nadużycie w czytaniu.
  • 2008-05-22 15:54 | Joanna Wojdas

    Re: La Mar Enfortuna: sefaradyjskie przypadki Nowojorczyków

    Z „sefardyjską" racja, wkradł się błąd i trzeba go koniecznie poprawić. Choć można to było zrobić w redakcji. ;-) Zestawienie obok siebie muzyki synagogalnej i muzyki chasydzkiej, których clue jest wszak wykonanie (!), narzuca porównania: uładzona – chaotyczna/ekstatyczna. Zależy jak Pani zechciała odczytać to, co napisałam. Napisałam „Do rozpowszechnienia zainteresowania muzyką żydowską na Zachodzie najbardziej przyczynił się John Zorn", co jako żywo nie jest równoznaczne z odrodzeniem muzyki żydowskiej w USA, o której Pani mówi. Znów przeinaczenie i nadużycie w czytaniu.
  • 2008-05-23 02:51 | Andrzej Kalinowski.

    Re: La Mar Enfortuna: sefaradyjskie przypadki Nowojorczyków

    Z pewnym rozczarowaniem przeczytałem dwa ostatnie Pani teksty, a ponieważ onegdaj na forum Diapazonu chwaliłem Panią za odważny debiut tym razem przyszedł czas na krytykę. Po pierwsze wątpliwą, a wręcz chybioną wydaje się być efektownie brzmiąca teza, że „do rozpowszechnienia zainteresowania muzyką żydowską na Zachodzie najbardziej przyczynił się John Zorn”, a kolejne palące słowa: „co jako żywo nie jest równoznaczne z ODRODZENIEM(?!!!) muzyki żydowskiej w USA”, obnażają jej powierzchowny charakter. Taka karkołomna słowna fraza wskazuje bowiem na brak wiedzy autora w dziedzinie historii amerykańskiej muzyki, to też jak sądzę najbardziej wstrząsnęło Panią Dorotą, nie dziwię się zatem jej szybkiej reakcji, takie bowiem konstrukty słowne, od razu tworzą fałszywe sensy czyli bzdury rodem z kotła popkultury, a podjęty temat wart jest bardziej uważnego i wnikliwego tekstu.
    Od lat John Zorn dociera do wąskiego i dość elitarnego grona melomanów, fakt, że robi to konsekwentnie za pomocą sprawnie zarządzanego niszowego wydawnictwa Tzadik, nie upoważnia do tak daleko idących uogólnień. Wyciąga Pani z tego faktu zbyt daleko idące wnioski, albo zbyt dużo uwagi przywiązuje do efektownie brzmiących konstrukcji słownych. Popularność muzyki klezmerskiej na zachodzie (jeżeli takowe istnieje)
    Wiąże się raczej z ponownym odkryciem folkloru Bałkanów, którego bezpośrednim źródłem były przemiany polityczne przełomu lat 80. i 90. Zainteresowanie muzyką Synagogalną i śpiewem Chasydów, w pewnych kręgach akademickich, stało się modne jeszcze wcześniej bo już na początku lat 80. także w Polsce. Nikt wtedy nie słyszał o Johnie Zornie, a on sam mieszkał wówczas w Japonii komponując muzykę do wątpliwych artystycznie filmów.
    Owszem, ostatnio mieliśmy do czynienia z kilkoma udanymi próbami nawiązującymi do wątków sefardyjskich (Peter Apfelbaum, Renaud Garcia-Fons, Anouar Brahem, Michel Godard, Maria Schneider, Leszek Możdżer i Zohar Fresco, a na gruncie improwizowanej muzyki dawnej Jordi Savall), jednak nie ma w tym wielkiej zasługi Johna Zorna, raczej ma to swój związek z próbą przełamania, przez aktywne artystycznie środowiska muzyczne w Europie i Ameryce, pewnych stereotypów wynikających z podziałów kulturowych. Ale płyta: La Mar Enfortu jest fajna i dobrze, że ktoś o tym napisał.
    Niestety także tekst o Kenie Vandermarku - jednym „z najjaśniejszych punktów na firmamencie współczesnego jazzu” wydaje mi się nazbyt emocjonalny i podyktowany obserwacją tylko rodzimej sceny jazzowej. Owszem, słuchając uważnie amerykańskiego i europejskiego jazzu, trudno jest nie zauważyć Sceny Chicagowskiej, jednak tak konkretne wskazywanie na wybranych wykonawców ma w sobie coś z muzycznego marketingu czy strategii promocyjnych przynależnych muzyce pop. Wszelako od końca lat 60. kiedy to duże amerykańskie koncerny płytowe: Columbia, Warner, MCA aktywnie promowały wybranych muzyków jazzowych w tym Milesa Davisa i Johna Coltrane’a, mamy do czynienia z odchodzeniem od tego typu nomenklatury, która przyznaje laury pierwszeństwa wybranym tylko instrumentalistom. Między innymi wycofanie się kompetentnej krytyki jazzowej z rankingów popularności (przede wszystkim na gruncie muzyki "awangardyzującej") ponownie przyczyniło się do dynamicznego rozwoju współczesnej muzyki improwizowanej, której dzień dzisiejszy kipi wręcz od różnorodności, polistylistycznych poszukiwań i pojawiania się wielu, niestety u nas wciąż mało znanych, intrygujących artystycznie osobowości. Warto zauważyć to zjawisko wreszcie w Polsce, tym bardziej oczekuję tego od młodych recenzentów i autorów tekstów o muzyce. Mój sprzeciw wywołuje również sformułowania opisujące koncert Vandermarka i określające kompozycję jazzową: „ich muzyka jest przede wszystkim improwizowana. Ale nie na zasadzie ornamentu, chwili swobody, czy popisu, jak w kompozycji jazzowej” (?!), co sugeruje, że w kompozycji jazzowej mamy do czynienia z jakimś banałem i li tylko żonglerką dźwiękową, a muzyka Kena Vandermark to całkowicie nowa jakość. Tu polecam Pani uwadze jazzowe kompozycje Gila Evansa albo interpretacje tzw. standardów nagranych przez Lee Konitz Trio na płycie „Motion” z 1962 roku (nie mylić z akordeonowym Motion Trio). Zawsze jednak chętnie podejmę z Panią dyskusję na temat muzyki.
  • 2008-05-24 21:25 | Darek

    nowojorczycy

    Zostawiając już spór merytoryczny chciałbym zwrócić uwagę na błąd ortograficzny w tytule recenzji. Nazwy mieszkańców miast piszemy małą literą - np. warszawiacy, gdańszczanie, paryżanie i właśnie nowojorczycy.
    Chyba trochę wstyd?
  • 2008-05-28 10:55 | o saci

    Nie do końca rozumiem dlaczego przy okazji dostało się Gotan Project i skąd pomysł, że to world music. Rozumiem, że na potrzeby dziennikarzy tworzone są tego rodzaju terminy, ale to nie żadne world music tylko stare dobre tango w nowoczesnej aranżacji (moim zdaniem znakomitej!). I jeszcze "niebezpiecznie wygładzone"...tango to przecież muzyka popularna,czyli niejako z definicji "wygładzona". Muzyka do tańca, nucenia. Wzruszająca ("koneser" rzekłby, że często wyjątkowo tanie to wzruszenia). Proszę sobie przypomnieć teksty niektórych utworów wykonywanych przez wielkiego Gardela, czy jego ślicznie podkolorowywane filome fotosy...sądzę więc, że jakieś szalone eksperymenty byłby trochę nie na miejscu...
  • 2008-05-28 11:16 | Joanna Wojdas

    Re: La Mar Enfortuna: sefaradyjskie przypadki Nowojorczyków

    Drogi Panie Andrzeju (myślałam, że od kilku lat jesteśmy "na Ty", ale skoro uznał Pan, że czas przejść na "per Pani/per Pan", ok.), proszę się nie martwić, nie poprzestanę na Vandermarku i wkrótce pewnie napiszę także o organizowanych przez Pana koncertach, bo zarówno ja, jak i wielu moich znajomych (nawet Pan), znamy prezentowaną przez Pana muzykę (także żydowską) w dużym stopniu za sprawą rozpowszechniania jej przez nieocenionego Tzadika.

    A korektę ładnie proszę, by jeszcze raz przeskanowała mój tekst, gdyż nic co ludzkie nie jest mi obce. :)
  • 2008-05-31 16:17 | Andrzej Kalinowski

    Droga Joanno, formę Pan/Pani uznałem za właściwą ze względu na miejsce naszej ewentualnej polemiki, wszelako jestem osobą zdecydowanie już w średnim wieku i mam „oldskulowe” nawyki. W miejscu o bardziej „branżowym” charakterze (Diapazon, Jazz Forum, Glissando) zapewne zwróciłbym się do Ciebie po imieniu. Mam nadzieję, że nie wpłynie to na charakter naszych dotychczasowych relacji.
    Również miejsce publikacji, w moim przekonaniu, zobowiązuje do obiektywnego i szerokiego spojrzenia. I właśnie znając Ciebie liczyłem na teksty bardziej wnikliwe od tych, które od lat wyrażają jedynie środowiskowe preferencje. Przyczyną moich krytycznych uwag nie jest także fakt realizowania koncertów jazzowych przeze mnie, jest nią raczej obserwacja tego co u nas i na świecie zachodzi w muzyce improwizowanej, szerzej piszę o tym w Opcjach nr 1/2008. Liczę na ewentualne krytyczne uwagi z Twojej strony. (ak)
  • 2008-05-31 16:17 | Andrzej Kalinowski

    Droga Joanno, formę Pan/Pani uznałem za właściwą ze względu na miejsce naszej ewentualnej polemiki, wszelako jestem osobą zdecydowanie już w średnim wieku i mam „oldskulowe” nawyki. W miejscu o bardziej „branżowym” charakterze (Diapazon, Jazz Forum, Glissando) zapewne zwróciłbym się do Ciebie po imieniu. Mam nadzieję, że nie wpłynie to na charakter naszych dotychczasowych relacji.
    Również miejsce publikacji, w moim przekonaniu, zobowiązuje do obiektywnego i szerokiego spojrzenia. I właśnie znając Ciebie liczyłem na teksty bardziej wnikliwe od tych, które od lat wyrażają jedynie środowiskowe preferencje. Przyczyną moich krytycznych uwag nie jest także fakt realizowania koncertów jazzowych przeze mnie, jest nią raczej obserwacja tego co u nas i na świecie zachodzi w muzyce improwizowanej, szerzej piszę o tym w Opcjach nr 1/2008. Liczę na ewentualne krytyczne uwagi z Twojej strony.