Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Oda do pleców

(4)
2006-03-08 20:18 | Polityka.pl
  • 2006-03-08 20:18 | Architekt

    na niedzwiedzia

    Obawiam sie, ze po niezwykle obiecujacym wstepie bedzie rozwiniecie na temat IV RP i plecow pozbawionych erotyki, plecow nie nadajacych sie do objecia oraz oblicz niezbyt sklaniajacych do jakichkolwiek, chocby na niedzwiedzia, pocalunkow. Tu rodzi sie pytanie; prenumerowac ryzykujac konfrontacje z prawda i glebia felietonu, czy tez poniechac i dalej bujac w oblokach wspomnien pierwszych uniesien. "
  • 2006-03-11 12:44 | totamto

    Re: telegraphic observer

    Uprzejmie informuje "mlodzienca; to dla mas popu", ze niegdys probowalam werbalnie uwiesc JP. Prawie sie udalo, jednak kurtyna opadla tak szybko, ze sie zagapilam i nie zdazylam, wiec w finale sie wylozylam. Niom... tak bylo. Okazalo sie bowiem, ze JP jest rzeczywiscie w goracej wodzie kapany, a taki proces mycia jak wiadomo, wysusza i wydelikaca naskorek. Przepadlo wiec razem z hurtem wody polewanej nie tylko po plecach. Z tego prysznica lecialo tak równo-i po twarzy, i po otworach, i wszedzie, a glownie z przodu. JP zidentyfikowalam wiec jako trudny architektonicznie obiekt zbyt osadzony w nowoczesnej epoce esemeskow i ememeskow. Jako wyznawczyni starodawnych epok zrezygnowalam, a wlasciwie zostalam odrzucona."Niestety, latka leca, a kobiety moze i dominuja, tylko mezczyzni niestety rzadza. Polaciami, plaszczyznami i nawet stykami, jak sadze nie tylko w tylnych, przednich, ale i bocznych pozycjach."Po raz kolejny przekonalam sie, ze w nowoczesnosci licza sie tylko ciala."I juz nie wiem czy dalam czy jednak nie dalam tego ciala. "Chcialabym o tym porozmawiac..."To?"Co?
  • 2006-03-13 11:04 | Dialogi Pilsze

    telegraphic observer

    Z kim to JP dialoguje, dowie się ten kto nabędzie papierową wersję. Dokąd zawieść mogą naszego JP figlarne pogawędki o kobiecych plecach, prowadzone z kobietą, która %u201Cdowodziła z pasją%u201D, i ogłoszone zapewne dla uczczenia Dnia Kobiet? Jak to się stało, że poświęcić się dał JP na ołtarzu sztuki wizualnej? Któż go przekonał, czym uwiódł? Tym razem JP utknął w malarstwie. Ale dlaczego nie miałby tknąć malarstwa, wszak dotknął już teatru, filmu, muzyki, telewizji, tych jakże różnych muz, za kazdym dotknieciem te felietony o sztuce przemienił w perełki. Teraz nie jest inaczej. Przyjrzyjmy się głównej tezie JP, wypowiadanej ustami nieznanej nam kobiety; Tycjan i Rubens to mistrzowie malowania pleców? Niewiarygodne, coś takiego wydrukował poważny tygodnik krajowy o globalnym zasięgu, niesłychane. Rubens, zgód%u017Amy się od razu, nigdy nie potrafił namalować damskiego ciała. Jest dla mnie zagadką, jak to się stało. Czy ktoś podsunął mu jakąś starowinę, modelkę z poprzedniej epoki, która pozowała Tycjanowi, i po jej obejrzeniu popadł Rubens w malarską manierę, może nie w manierę, popadł on w barok. Ciała mężczyzn wychodziły mu przeciez całkiem nie%u017Ale, szczególnie plecy, ale biust rubensowski, biodra rubensowskie, plecy rubensowskie, kształty rubensowskie, te frazy urągają elementarnemu poczuciu piękna. Tycjan na jego tle wygląda lepiej, ale ileż u niego kobiecych pleców, niewiele, w każdym razie nic co miało pchnąć sztukę malowania pleców w jakimś określonym kierunku. Musiała interlokutorka nie%u017Ale zbajerować JP. Bo przecież każdy wrażliwy na piękno odbiorca sztuki malowania pleców wie, że najpierw jest Velazquez, chociaż z tą uwagą, że plecy nie stanowią centrum jego uwagi, o wiele ważniejsze są kobiece pośladki oraz lustro, nota bene trzymane przez amorka. Natomiast taki Jean-August-Dominique Ingres, malarz francuski poprzedzający o kilkadziesiąt lat naszego Jana Matejkę, malował plecy kobiece z wielkim mistrzostwem, oddawał całą ich połać, kompleksowo i ze wszelkimi detalami, z ich wertykalną osią, czyli kregosłupem, nawet jeśli rozciągał się on wraz z modelką w linii horyzontalnej i który zawsze u Ingresa przyciąga wzrok widza, także obrzeża pleców, te zaokraglenia po bokach znikające w perspektywie, to łączenie się pleców z szyją, przechodzenie ich w pośladki. Ingres był niewątpliwie pasjonatem damskich pleców, nawet potrafił uwiecznić wpływ ułożenia nóg, jego nienaturalność, ale możliwość, na wygiecie pleców, i zmiane ksztaltu wszystkich jej składowych elementów. Ktoś musiał nie%u017Ale zwie%u017Ać drogiego JP. Któż to był? Ale nic dziwnego, JP jest gorączkowy, jak można mówić o pierwszej zmysłowości pleców, w odniesieniu do pocałunku skladanego na ustach kobiety. Jakże można było zapomnieć o tańcu, tym wstępie do wszelkiej zmysłowości, tej pierwszej bliskosci dwoch zmyslowych istot. Przecież w tańcu latynoskim, rumbie czy pasodoble, podobnie jak w walcu, prawą dłoń partner składa na plecach partnerki, ale umieszcza ją wysoko niemal na jej lopatce - to jeszcze jeden składnik piękna kobiecych pleców, o którym Rubens nie miał najmniejszego pojęcia. Ale już w tangu, aby lepiej pokierować jej posuwistym, jednocześnie gwałtownym ruchem, należy dłoń przyłożyć niżej, aby mieć większą kontrolę nad jej biodrami. Nie mówiąc wiele o oberku, gdyż wtedy można dłoń wśliznąć na jej pośladek, albo o jakimś wolnym i zawiesistym przytulangu, gdy można bładzić po całości, nie wyłączając jej karku. Ale nie wolno zbliżać ust do jej ust, to byłby pocałunek, no chyba że zawiodła któraś faza. Wtedy można.