Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Pamiętnik emigrantki

(5)
2006-08-07 10:06 | Polityka.pl
  • 2006-07-30 05:08 | zigi

    chwala rodzicielom!

    Tak naprawde to jestes juz drugim pokoleniem. To twoi rodzice podjeli decyzje o wyjezdzie, to oni znosili trudy i wyrzekali sie w imie dobra dzieci. To oni emigrowali.
    Sto lat temu drugie pokolonie musialo sie urodzic w Stanach, by dojsc do czegos. Nie pisze tego by umniejszyc skale twojego sukcesu. Godne szacunku jest to, co osiagnelas Ty (i twoi rodzice). Jednak pewne rozgraniczenie pomiedzy pokoleniem twoich rodzicow i twoim wlasnym jest porzadane chocby ze wzgledu na szacunek dla ich wkladu i poswiecenia.
  • 2006-08-06 03:24 | Przyszly Emeryt

    Re: Do emigrantki

    Ja rowniez z duzym zainteresowaniem przeczytalem twoj post. Nie mieszkam poza polska (z premedytacja pisze przez male "p", bo jeszcze do tego nie dorosla) tak dlugo jak ty, ale ostatnio przezylem cos podobnego do ciebie. Powiodlo mi sie, a wlasciwie mojej rodzinie w Anglii, pracuje w City. Bylem wlasnie w Polsce ponad trzy tygodnie. Odwiedziem wszystkie stare katy, zakamarki z ojcem, ktroy pomimo swojego wieku wysiadywal ze mna w swoim samochodzie i obwozil mnie po Wielkopolsce. Tylko po to by sprawc mi przyjemnosc. No i sie z nimi porzegnalem, fajnie bylo, wrocilem do Anglii. A tu nagle po dwoch dniach dostaje telefon, iz ojciec mial zawal, siedze w biurze, w pracy i ... nie moge nic zrobic, nic a nic. Nie moge go przytulic, dotknac, byc przy nim. Jestem prawie 2000 km od niego. Straszne. Nikt nie bedzie nigdy wiedzial jak czuje sie taki czlowiek jak ja. Dlatego teraz wiem, ze wroce do polski predzej niz pozniej. Nawet tej przez male "p". Bo tam lepiej, bede przy bliskich.

    P.

    > Z duzym zainteresowaniem przeczytalem Twoj "Pamietnik".Ja tez przezylem podobna "przygode zyciowa".Spedzilem 20 lat poza Polska.Pisze poza Polska,bo blakalem sie przez 10 lat po roznych krajach europejskich zanim trafilem do Stanow.Dopiero tutaj poczulem sie u siebie.Dopiero tu bylo to czego szukalem w zyciu.Osiagnalem mala stabilizacje i robilem plany na przyszlosc,konkretnie na czas kiedy stane sie emerytem,porzadnym amerykanskim emerytem.Kiedy jednak nadszedl ten czas cos we mnie sie odezwalo.Nie,to nie jakas tesknota za krajem,od ktorego sie juz odzwyczailem.Nie czulem juz zwiazku z Polska,czulem sie w niej obco,tymczasowo.Na poczatku przyjezdzalem do kraju tak jak Ty corocznie na wakacje.Pozniej jednak coraz mniej,az w koncu nie bylem przez 6 lat."Ruszylo" mnie wtedy gdy moja stara matka trafila do szpitala.Powiedzialem sobie;badz czlowiekiem,masz czas musisz sie osobiscie nia zajac.Tak trafilem do kraju i bylem z matula do konca.Zostalem jeszcze 3 miesiace,zeby zlikwidowac jej sprawy,bo reszta rodziny miejscowej byla zbyt zajeta,zeby to zrobic.
    > Juz 10 lat wczesniej kupilem matuli piekne mieszkanie,zeby na stare lata miala dobrze,oplacalem opiekunke itd.Teraz zostalem sam w tym mieszkaniu,bylo mi smutno,zal sprzedac cos co kojarzy sie z matka,z moim "gniazdem".
    > I wtedy cos we mnie odezwalo sie.Tu jest moje miejsce a nie tam,ze oceanem.Jestem tu sam,bo ani rodzina ani starzy znajomi juz zapomnieli o mnie,odzwyczaili sie ode mnie,a ja od nich.Wrocilem do Stanow tylko w celu likwidacji swoich spraw.Po krotkim pobycie jestem znow w Polsce,u siebie.Czuje sie tu bezpiecznie,b.powoli zaczynam miec nowych znajomych.Mam narazie duze trudnosci z Polskimi przepisami,urzednikami itp.Tam jednak wszystko bylo latwiejsze,bardziej logiczne.Marzylem o domku na wsi,takim z duzym ogrodem.Jednak to juz za trudne dla mnie.Nie pokonam bariery biurokracji i wyciagnietych rak urzednikow.Zrezygnowalem,moze zdecyduje sie na wymarzony domek nad Baltykiem w Niemczech,blisko polskiej granicy.Tam latwiej,ludzie zyczliwi.Tutaj uwazaja,ze "amerykaniec" powinien rozdawac im dolary na ulicy.Tam nikt nie bedzie wiedzial ile mam pieniedzy i kim jestem naprawde.Moze to byl moj blad na samym poczatku,ale nie przewidzialem tego,zapomnialem o naszych "zaletach" narodowych.
    > To o czym tu pisze to jakby dalszy ciag Twojej opowiesci,tak bedzie za "dziesiat" lat w Twoim przypadku.Moj amerykanski przyjaciel tez chcial wrocic do Polski,ale moje doswiadczenia troche go ostudzily.On spedzil w Stanach ponad 30 lat i nie jest odwazny.On zupelnie nie zna Polski i Polakow.On wie tylko tyle co widzi na moim przykladzie i boi sie.Narazie jest na etapie kupna wakacyjnej siedziby w Polsce,ale pietrzaca sie biurokracja coraz bardziej studzi jego zapal,mimo moje pomocy.
    > Zycze Ci powodzenia w nowej ojczyznie.Z tego co napisalas widze,ze masz szanse.Nie wracaj do kraju.Tu mozna byc tylko na wakacjach lub na emeryturze.Trzeba jednak miec jakas baze,zeby od czasu do czasu odpoczac od polskich realiow.  
  • 2006-08-07 10:06 | Emeryt

    Do emigrantki

    Z duzym zainteresowaniem przeczytalem Twoj "Pamietnik".Ja tez przezylem podobna "przygode zyciowa".Spedzilem 20 lat poza Polska.Pisze poza Polska,bo blakalem sie przez 10 lat po roznych krajach europejskich zanim trafilem do Stanow.Dopiero tutaj poczulem sie u siebie.Dopiero tu bylo to czego szukalem w zyciu.Osiagnalem mala stabilizacje i robilem plany na przyszlosc,konkretnie na czas kiedy stane sie emerytem,porzadnym amerykanskim emerytem.Kiedy jednak nadszedl ten czas cos we mnie sie odezwalo.Nie,to nie jakas tesknota za krajem,od ktorego sie juz odzwyczailem.Nie czulem juz zwiazku z Polska,czulem sie w niej obco,tymczasowo.Na poczatku przyjezdzalem do kraju tak jak Ty corocznie na wakacje.Pozniej jednak coraz mniej,az w koncu nie bylem przez 6 lat."Ruszylo" mnie wtedy gdy moja stara matka trafila do szpitala.Powiedzialem sobie;badz czlowiekiem,masz czas musisz sie osobiscie nia zajac.Tak trafilem do kraju i bylem z matula do konca.Zostalem jeszcze 3 miesiace,zeby zlikwidowac jej sprawy,bo reszta rodziny miejscowej byla zbyt zajeta,zeby to zrobic.
    Juz 10 lat wczesniej kupilem matuli piekne mieszkanie,zeby na stare lata miala dobrze,oplacalem opiekunke itd.Teraz zostalem sam w tym mieszkaniu,bylo mi smutno,zal sprzedac cos co kojarzy sie z matka,z moim "gniazdem".
    I wtedy cos we mnie odezwalo sie.Tu jest moje miejsce a nie tam,ze oceanem.Jestem tu sam,bo ani rodzina ani starzy znajomi juz zapomnieli o mnie,odzwyczaili sie ode mnie,a ja od nich.Wrocilem do Stanow tylko w celu likwidacji swoich spraw.Po krotkim pobycie jestem znow w Polsce,u siebie.Czuje sie tu bezpiecznie,b.powoli zaczynam miec nowych znajomych.Mam narazie duze trudnosci z Polskimi przepisami,urzednikami itp.Tam jednak wszystko bylo latwiejsze,bardziej logiczne.Marzylem o domku na wsi,takim z duzym ogrodem.Jednak to juz za trudne dla mnie.Nie pokonam bariery biurokracji i wyciagnietych rak urzednikow.Zrezygnowalem,moze zdecyduje sie na wymarzony domek nad Baltykiem w Niemczech,blisko polskiej granicy.Tam latwiej,ludzie zyczliwi.Tutaj uwazaja,ze "amerykaniec" powinien rozdawac im dolary na ulicy.Tam nikt nie bedzie wiedzial ile mam pieniedzy i kim jestem naprawde.Moze to byl moj blad na samym poczatku,ale nie przewidzialem tego,zapomnialem o naszych "zaletach" narodowych.
    To o czym tu pisze to jakby dalszy ciag Twojej opowiesci,tak bedzie za "dziesiat" lat w Twoim przypadku.Moj amerykanski przyjaciel tez chcial wrocic do Polski,ale moje doswiadczenia troche go ostudzily.On spedzil w Stanach ponad 30 lat i nie jest odwazny.On zupelnie nie zna Polski i Polakow.On wie tylko tyle co widzi na moim przykladzie i boi sie.Narazie jest na etapie kupna wakacyjnej siedziby w Polsce,ale pietrzaca sie biurokracja coraz bardziej studzi jego zapal,mimo moje pomocy.
    Zycze Ci powodzenia w nowej ojczyznie.Z tego co napisalas widze,ze masz szanse.Nie wracaj do kraju.Tu mozna byc tylko na wakacjach lub na emeryturze.Trzeba jednak miec jakas baze,zeby od czasu do czasu odpoczac od polskich realiow. 
  • 2006-12-04 21:57 | kasia

    *

     witam
    gratuluję wytrwałości i tej "mądrości" dziewczynki, zdobywania wiedzy mimo wszystko....
    mnostwo postaci, które poznają smak wypłat cotygodniowych i łatwość wygodnego życia w USA wydaje się "wrzucać na luz", "nic nie robić"... pracować w barze czy sklepie, poprzestać na mieszkaniu w "beasemencie" i sobotnich imprezach w polskich klubach...
    dużo osiągnęłaś, dzięki sobie i mam nadzieje, że jesteś z siebie dumna:) powinnaś!

    moje doświadczenia z emigracją są o tyle podobne, że poznałam rzeczywistość dnia powszedniego Polaka w USA; dokładnie rozumniem te wszystkie niuanse o których piszesz...teraz jestem w PL z nikłą możliwością powrotu do domu, do USA. Tam jest "u mnie", Polska jawi się jako miejsce oswojone, znajome, w którym chyba jednak nie chcę żyć.

    jeszcze raz gratuluję dotychczasowego życia- jeśli można tak powiedzieć;)- i życzę kolejnych sukcesów w Wielkim Mieście, w którym człowiek może osiągnąc wszystko,jeśli bardzo chce

    kasia