Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Rodzice jak dzieci

(5)
2006-09-06 03:51 | Polityka.pl
  • 2006-09-06 03:51 | Jacek Zakowski

    Co zrobic z islamistami

    Dobry artykul ale zawiera powazna pomylke. Chodzi o zamach na budynek federalny w Oklahomie. Sprawca Timothy McVeigh, bohater pierwszej Gulf War nie mial nic wspolnego z protestanckimi ekstremistami. Chcial on zaprotestowac przeciwko rosnacej inwazji agencji rzadowych jak FBI, CIA i inne sluzby specjalne w zycie prywatne amerykanow a takze przeciwko zawlaszczeniu struktur panstwowych przez amerykanska elite polityczno-finansowa. Od czasu zamachu sytuacja przeciw ktorej protestowal ulegla dalszemu pogorszeniu. Warto tez wspomniec, ze idea swietej wojny (jihad) siega VI wieku n.e.. Jej zrodlem jest sura 9 (Al Bar at) Koranu nakazujaca walke z niewiernymi i podbicie ich terytorium.
  • 2006-09-07 18:54 | Karina

    Rodzice i ... dziadkowie

     Ja, choć mam trzydzieści lat, a moi Rodzice 50, od 15 lat wiem, czym jest opieka nad starszym człowiekiem: moja babcia ma 95 lat. Babci żyje się świetnie - ma zapewnioną opiekę 24 godziny na dobę od wielu lat. Gorzej z nami. Najgorsze jest obciążenie psychiczne kumulowane latami w całej rodzinie. Nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie tego zrozumieć. Codzienne poranne i wieczorne rytuały zmiany pampersów, przygotowywanie posiłków o ustalonych porach, pranie i sprzątanie - teoretycznie niewiele, ale cały czas ktoś musi być w domu. Mama albo ja, bo powiedzmy sobie szczerze: starymi ludźmi zajmują się głównie kobiety. Wyjazd - a co z babcią? Najczęściej ja wprowadzam się wtedy do rodziców - mieszkam w pobliżu. "A co z babcią, wszystko w porządku, co jadła, co piła itd." - słyszę przez telefon. Nasze życie jest podporządkowane starej babci. Bardzo ją kocham, ale uważam, że za dużą część naszego życia zajęła, nawet nie wiadomo, kiedy? Na pewno jakiś przemądrzały psycholog poradziłby nam, aby zmienić myślenie albo układ życia rodzinnego. Tak naprawdę, nie da się tego zrobić - rytm dnia starego człowieka wyznacza nasz rytm. Nie wiem, czy starczy mi sił, by opiekować się swoimi Rodzicami, gdy będą starzy. Opiekować się kimś na chwilę - to wspaniały gest dobroci i poświęcenia, opiekować się człowiekiem przez wiele, wiele lat - to oddanie swojego życia dla tej osoby. Wybór pomiędzy rodziną założoną przez siebie, a rodziną, z której się pochodzi jest wyborem tragicznym. Ofiarami jesteśmy my sami.
  • 2006-09-09 12:22 | synowa

    My też się starzejemy

     Artykuł dobry i potrzebny ale zimny. Autorka raczej nie zna z autopsji tego o czym pisze. Karina ma niestety bardzo dużo racji. Blisko 20 lat temu wzięliśmy do siebie matkę męża, absolutnie nie nadawała się do samodzielnego życia. Nasze samodzielne życie przestało wtedy istnieć. Oczywiście dajemy sobie radę. Nasze dzieci, dla których babcia nigdy nie chciała być babcią, pomagają nam w karmieniu i sprzątaniu. A ja poprzysięgłam sobie w duchu, że nigdy przenigdy jeżeli to tylko będzie w mojej mocy, nie postawię ich w takiej sytuacji. Starzejemy się z mężem ze świadomością, że kiedyś podjęliśmy decyzję w poczuciu obowiązku ale bez wyobraźni. I robimy wszystko, żeby nie stać się parą zgredowatych wczesnych staruszków.
    Jeszcze jedno - nie należy liczyć na pomoc rodziny. Oni bardzo kochają i szalenie się przejmują ale na odległość. Najbardziej pomogli nam obcy ludzie.
  • 2006-09-12 15:18 | Marta

    Re: Rodzice i ... dziadkowie

    Jestem w podobnej sytuacji-chora babcia, rodzice po pięćdziesiątce i choć wciąż pracują to też już schorowani. Babcia do miasta(100km od jej domu)przeprowadzić się nie chce, boi się nowych miejsc, a w bloku czułaby się jak w więzieniu.Rodzicom brakuje jeszcze ze trzy lata do emerytury.Ja niedawno skończyłam studia i znalazłam w końcu pracę. W każdy wolny dzień jeżdżę do babci,żeby odciążyć trochę moją mamę, która albo bierze urlopy,albo swoje chorobowe spędza u babci.Masz rację Karina- to kobiety zajmują się starymi ludźmi. Moja mama ma dwóch braci, którzy jakoś wciąż nie mogą uwierzyć,że babcia wymaga tego,żeby ktoś przy niej był.Wpadają raz w miesiącu na weekend i według nich wszystko jest ok.A babcia,choć faktycznie potrafi jeszcze wykonywać czynności wokół siebie, zapomina o lekach, zapomina o zjedzeniu posiłku, zapomina wyłączyć gaz.Poza tym ma depresję.Potrzebuje,żeby ktoś z nią mieszkał.
    Więc pomieszkujemy u niej na zmianę ja i moja mama.Czasem udaje nam się zabrać babcię na tydzień do nas.
    Żyjemy rytmem dnia babci.Wychodzimy z domu i wracamy z duszą na ramieniu.Wyjeżdzam od babci zawsze z myślą o tym,że już niedługo moi rodzice będą wymagali opieki.Jestem bardzo związana emocjonalnie i z nimi i z babcią,ale przeraża mnie myśl,że zamist spokojnie zaczynać układać swoje życie, najbliższe lata spędzę w podróżach do babci i spowrotem oraz na odbieraniu z drżacm sercem telefonu czy aby znowu coś się nie stało.
    Autorka artykułu słusznie zauważyła-mamy szeroki system pomocy przy wychowywaniu dzieci, ale nikt nie pomaga nam w opiece nad starszymi.To jest wciąż jakieś specyficzne tabu,jakby problem nie istniał.Czy tylko ja mam starą, chorą babcię?Co się dzieje z innymi babciami?I dziadkami?Moja babcia powtarza często "nie chcę być problemem", "nie chcę przeszkadzać"i dosłownie "siada w kąciku". W internecie dziesiątki stron o tym jak pielęgnować dziecko. Nie udało mi się znaleźć natomiast strony,forum dotyczącego ludzi starszych.


    Ja, choć mam trzydzieści lat, a moi Rodzice 50, od 15 lat wiem, czym jest opieka nad starszym człowiekiem: moja babcia ma 95 lat. Babci żyje się świetnie - ma zapewnioną opiekę 24 godziny na dobę od wielu lat. Gorzej z nami. Najgorsze jest obciążenie psychiczne kumulowane latami w całej rodzinie. Nikt, kto tego nie przeżył, nie jest w stanie tego zrozumieć. Codzienne poranne i wieczorne rytuały zmiany pampersów, przygotowywanie posiłków o ustalonych porach, pranie i sprzątanie - teoretycznie niewiele, ale cały czas ktoś musi być w domu. Mama albo ja, bo powiedzmy sobie szczerze: starymi ludźmi zajmują się głównie kobiety. Wyjazd - a co z babcią? Najczęściej ja wprowadzam się wtedy do rodziców - mieszkam w pobliżu. "A co z babcią, wszystko w porządku, co jadła, co piła itd." - słyszę przez telefon. Nasze życie jest podporządkowane starej babci. Bardzo ją kocham, ale uważam, że za dużą część naszego życia zajęła, nawet nie wiadomo, kiedy? Na pewno jakiś przemądrzały psycholog poradziłby nam, aby zmienić myślenie albo układ życia rodzinnego. Tak naprawdę, nie da się tego zrobić - rytm dnia starego człowieka wyznacza nasz rytm. Nie wiem, czy starczy mi sił, by opiekować się swoimi Rodzicami, gdy będą starzy. Opiekować się kimś na chwilę - to wspaniały gest dobroci i poświęcenia, opiekować się człowiekiem przez wiele, wiele lat - to oddanie swojego życia dla tej osoby. Wybór pomiędzy rodziną założoną przez siebie, a rodziną, z której się pochodzi jest wyborem tragicznym. Ofiarami jesteśmy my sami.