Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Ekstrawagant

(3)
2006-09-14 00:08 | Polityka.pl
  • 2006-09-14 00:08 | Janina Nagórska

    co do opery w zasadzie zgoda

    Co do aktorstwa śpiewaków operowych w zasadzie zgoda - na ogół rozpacz, ale... Ciekawam, czy autor nieudanego - co tu kryć - przedstawienia "Czarodziejskiego fletu" oglądał kiedyś role choćby Simona Keenlyside'a. Polecam jego Hamleta (ze szczególnym uwzględnieniem sceny sceny kłótni z Gertrudą) czy Papagena z Covent Garden (obie role do obejrzenia choćby na DVD wydanych przez Opus Arte). Jeśli znając je reżyser nadal powiada o niezmienialnym zauroczeniu opery czasem minionym zastygłym w sztuczności umiłowanej przez publiczność, to ja niczego nie rozumiem. A jeśli nie zna, to może powinien obejrzeć. Może jednak nadęta sztuczność opery nie jest jej grzechem pierworodnym, ale skutkiem niedostatków indywidualnych wykonawców i twórców predstawień? Jedna wybuczana premiera wiedeńska niekoniecznie uprawnia do tak daleko idących uogólnień.
    Nie zmienia to jednak mojego głębokiego szacunku dla przedstawień Krystian Lupy w teatrze dramatycznym.
    JN
  • 2006-09-16 12:56 | Anna Kijak

    uogólnienia Lupy

    >Jedna wybuczana premiera wiedeńska niekoniecznie uprawnia do tak daleko idących uogólnień.<

    Właśnie... Coś mi się wydaje, że Krystian Lupa "wyżywa" się na operze za swoją porażkę w Wiedniu (chciałabym się mylić). Pewnie, że w operze jest anachronizm, okropne aktorstwo itd., ale żeby od razu sugerować, że to dotyczy wszystkich artystów (również młodych)??? I że tylko takie anachroniczne podejście odpowiada publiczności operowej??? Hmm, albo Lupa nie zna zbyt wielu współczesnych przedstawień operowych (i występujących obecnie śpiewaków), albo za bardzo przejął się swoim wiedeńskim "Fletem".
    Zasugerowano mu tutaj obejrzenie choćby Simona Keenlyside'a. Ja bym jeszcze dorzuciła parę nazwisk: Sarah Connolly, Alice Coote, Waltraud Maier, Thomas Allen, Gerald Finley (różne pokolenia, żeby nie było, iż chodzi tylko o młodych czy starych). Do tego polecałabym jeszcze kilka wizyt w teatrach operowych w Niemczech, Anglii czy Francji (tak po kilka spektakli dzieł z różnych epok). Może wtedy okazałoby się, że ze współczesnym aktorstwem operowym nie jest tak źle ani że Krystian Lupa nie jest tak znowu odkrywczy w swojej chęcie "odświeżenia" opery...

    AK