Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Nie stawiała zbytnio oporu

(4)
2006-09-21 20:47 | Polityka.pl
  • 2006-09-21 20:47 | dziewczyna

    zbulwersowana zakończeniem

    Chciałabym popolemizować odrobinę z zakończeniem artykułu pani Pietkiewicz: "(...)w głębi duszy wciąz tkwi poczucie śmieciowe. I nie można go zmyć do końca. Wydrukowane jest na stałe." Uważam za krzywdzącą taką opinię. Nie bylam może osobą zgwałconą, ale dzieki Bogu prawie, 20 lat temu, mogło do tego dojść. Zastanawiam się czy pisząc swój artykuł skonsultowała się Pani z kobietami,dla których minęło już kilkanaście lat i więcej, od tego typu zdarzeń?, czy porozmawiała Pani choćby przez chwilę z osobami zgwałconymi, które obecnie odniosły sukces, potrafiły się pozbierać, są znane i spełnione?, jak np. pani Beata Pawlikowska. Z tonu pani artykułu wynika, że nie miała pani w swoim bliskim otoczeniu nikogo z takim doświadczeniem, lub choćby kogoś do kogo pani miałaby stosnek emocjonalny, bo myslę, że inaczej wyglądałaby wymowa pani artykułu. Rozumiem, że chciała pani przestrzec bezdusznych rodziców, którzy nie reagują na przeżycia swych dzieci i ich dramat (ci mało wykształceni, prości ludzie, z pewnością nie czytają "Polityki"), ale uważam, że poruszane tego typu problemy powinne mieć wymowę optymistyczną. Jako dziennikarka powinna pani poczuc w tym swoją misję.....
    Zapewniam Panią, że kobiety po przejściach też bywają silne, a sytuacja kobiet zgwałconych nie jest beznadziejna i to piętno wcale nie jest"wydrukowane na stałe". Te kobiety potarfią być silne, pozbierać się, odnieść sukces i być szczęsliwe w życiu prywatnym i zawodowym!
    Chodzi o to, aby dać czytelnikom jasny sygnał,że mają przed sobą misję, aby zachowywać wyrozumiałość i normalność wobec zgwałconych kobiet, dac im szansę na normalne życie, a nie traktować je jako napiętnowane na zawsze.
    Uważam, że w końcu powinno się zacząc mówić o tym, iż kobiety zgwałcone mają szansę się z tym uporać, tak, jak alkoholicy są w stanie uporać się ze swym problemem, bo to jest problem. Trudny, ale dający się przepracować. Pani artykuł powinien mieć raczej wymowę optymistyczną, a nie pesymistyczną! Godząc się na takie "nie dające się zmyć do końca poczucie śmieciowego", zaprzecza pani, jak sądzę, założeniom swego artykułu i podtrzymuje pani, iż ostatecznie i tak, to gwałcący faceci będą góra do końca naszego życia, bo o nich nigdy nie zapomnimy. Zapewniam panią, że można złapać do tego dystans i żyć normalnie!
    Pozdrawiam
  • 2006-09-21 22:18 | pewi

    Nie stawiała oporu!!! (SIC!)

    Jestem po lekturze artykułu. I jestem zdruzgotany stawianymi tam tezami, a już na pewno jedną zasadniczą. Otóż brzmi ona iż osoba zgwałcona aby uznano ją w sądzie za ofiarę, musi i to ewidentnie, bronić się w trakcie tego przestępstwa. Stwierdzam z pełnym przekonaniem, że jest to nieprawda. Co więcej uważam, iż taka teza jest wręcz społecznie niebezpieczna bo może być powodem działań przestępczych potncjalnych gwałcicieli. Wręcz jest zachętą dla nich. Wystarczy wszakże, po jego lekturze, iż potencjalny sprawca pomyśli że przecież twierdził będzie w sądzie że to nie był gwałt bo przecież ona się nie broniła, i nie poniesie odpowiedzialności. W swej praktyce zawodowej wielokrotnie miałem do czynnienia ze zgwałconymi kobietami (ale i mężczyznami) i nigdy nie miało znaczenia czy ofiara broniła się czy nie. Tymczasem z tego artykułu wynika iż w każdym sądzie muszą w takich sprawach być ewidentne dowody obrony po stronie ofiary. Nie mogę jednak z niego wyczytać na jakiej podstawie autorka artykułu tak twierdzi. Przywołała wszak tylko dwa przykałady takich uzasadnień natomiast wyrok SA w Krakowie wskazała jako wyjątek a nie regułę, w mym przekonaniu jest akurat odwrotnie. Autora powołuje się na przekonania społeczne co do wpływu zachowania kobiety na wyrok sądu (mającego traktować jako przyczynienie się ofiary do jej zgwałcenia) jednak na społeczne przekonania wpływ ma także treść opracowań w mediach i ten artykuł właśnie takie błędne i nieprawdziwe przekonania tylko ugruntowuje. Od lat 80 - tych jestem czytelnikiem Polityki i zawiedziony jestem treścią tego artykułu. I dla jasności, nie jestem ofiarą gwałtu, nie jestem kobietą natomiast miałem z ofiarmai takich czynów do czynienia z racji wykonywanego zawodu. Pozdrawiam. Wiesław Pędziwiatr
  • 2006-09-25 22:32 | Ellen

    ...

    Gwałt to inaczej zmuszanie kogoś do kontaktów seksualnych. I gwłat zawsze będzie gwałtem. Nie ważne czy dziewczyna stawiała opór czy nie. Ktoś ją gdzieś wypprowadził, zasłonij ręką usta, przytrzymał ręcę. Sama tam nie szła. A nawet jeśli poszła ( powiedzmy, że zdarzenie miało miejsce na imprezie w pokoju u koleżanki ) powiedziała nie. A nie to znaczy nie.