Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Tygrys ściga smoka

(13)
Nowy Świat leży dziś w Azji. Dwie najludniejsze potęgi dawno już przestały być takie biedne, a rozwijają się szybciej niż Ameryka i Europa. Gdyby powstał twór o nazwie Chindie, rządziłby niepodzielnie na naszym globie.
  • 2007-02-07 21:12 | Pawel Lepkowski

    Komentarz do artykulu K. Mroziewicza

    Pan Ambasador napisal jak zwykle swietny tekst. To czyta się z przyjemnoscia. Ale mam wrazenie, ze do tekstu wkradlo sie kilka niescislosci, nad ktorymi moznaby się zastanowic. W tekscie co chwila przewija sie pewien zdumiewajacy typ porownan Indii i Chin do Stanow Zjednoczonych. Nie po raz pierwszy zreszta pan Mroziewicz stosuje ta obrazowa technike porownawcza. Kiedys przed objeciem swojej placowki ambasadorskiej pan Krzysztof Mroziewicz w wywiadzie dla TVP porownywal skale kontrastow spolecznych Indii do roznic jakie wystepuja w …Kalifornii ( konkretnie do Beverly Hills, gdzie podobno przekroj roznic społecznych jest zblizony do Indii). To zdumiewajace porownanie jezeli wezmie sie pod uwage, ze zgodnie z raportem ONZ World Food Programme blisko polowa wszystkich ludzi glodujacych na swiecie mieszka w Indiach. Ten sam raport Narodow Zjednoczonych podaje szokujace dane na temat elementarnego niedozywienia 35 procent populacji Indii. To jest 350 milionow ludzi spozywających dziennie posilki o kaloryczności i wartościach odżywczych porownywalnych jedynie do porcji glodowych przyznawanych wiezniom hitlerowskich obozow koncentracyjnych. Gdyby wiec stosowac ta retoryke porownanwcza do Stanow Zjednoczonych nalezaloby powiedziec, ze w Indiach gloduje tyle ludzi ile wynosi cala populacja USA, Kanady i Australii. Oceniając postep cywilizacyjny Indii nie sposob przejsc obojetnie obok danych raportu WFP ONZ o chorobach i smiertelnosci ciezarnych kobiet w Indiach. Dziewiec na dziesiec ciezarnych kobiet w Indiach cierpi na elementarne niedozywienie, awitaminoze i anemie. Smiertelnosc kobiet ciazy w Indiach przekracza 20% populacji tej grupy. To sa dane z punktu widzenia USA czy Unii Europejskiej szokujace. Ponad polowa wszystkich dzieci indyjskich cierpi na wady rozwojowe a nawet na skarlenie wynikajace z podstawowego niedoboru witamin i składnikow mineralnych w pozywieniu, wad genetycznych rodzicow czy elementarnego braku higieny i opieki pediatrycznej. Choroby, ktore swiat pokonal dekady temu sa w Indiach nadal potencjalnymi mordercami. Szczepienia dzieci w wieku niemowlecym i szkolnym sa w Indiach dostepne dla bardzo elitarnej grupy wybrancow. Jedna z najwiekszych dolegliwosci, ktora dotyka wiekszosc dzieci i dorosłych w Indiach to biegunki i choroby przewodu pokarmowego o jakich niesilno się zachodniej medycynie. Elementarny brak bieżącej i czystej wody robi swoje.
    Stosowanie porownan do Stanow Zjednoczonych w nielicznych dziedzinach zycia społecznego Indii jest jak wybieranie calych ziaren w tonach zepsutego zboza. Wieczne przywolywanie hasla propagandowego, ze Indie sa zagłebiem informatycznym jest lekkim nieporozumieniem. Tym bardziej, ze eksploatacja tanich informatykow indyjskich moze sie w relatywnie niedługim czasie skonczyc. Pensje personelu IT systematycznie rosna a spolecznosc informatykow indyjskich ma coraz wieksze apetyty na lepsze zycie , nawet w obskurnych warunkach ulicy indyjskiego miasta. Korzystanie z usług indyjskich firm produkujacych software komputerowy nazywa sie offshore outsourcing i jest powszechnie stosowana praktyka przez wielkie korporacje amerykanskie i brytyjskiej. We współczesnym swiecie programy maja byc tanie, a do tego celu musi pracowac armia opłacalnych informatykow. Jak na obecne przewidywania Indie tylu ich nie wyprodukuja a apetyty finansowe indyjskich programistow spowoduja zawalenie sie rynku produkującego software w Indiach. Juz dzisiaj konkurencja dla indyjskich programistow sa chociażby programiści z Rumunii, ktorzy sa czterokrotnie tansi.Czesc poduslug indyjskich jest zlecania firmom …chinskim. Dlaczego tak się dzieje, ze robote dostaja Chińczycy zamiast zatrudnic wieksza ilosc indyjskich pracownikow? Dlatego, ze tak propagandowo naglosniona edukacja indyjska jest czesciowo mitem. W kraju gdzie analfabetyzm jest jedna z podstawowych kwestii spolecznych , ,,produkcja” kadry informatycznej jest zartem. A przy okazji czy nie jest zastanawiajace, ze tak często dzieciaki majace problemy z nauka w szkole sa tzw. geniuszami komputerowymi? Moze dla pokolen sprzed rewolucji komputerowej lat 90-tych widok dzieciaka walącego wklawiature jest widokiem geniusza. A realia technologiczne sa zupełnie inne i wcale nie wymagaja Az takiego poziomu wykształcenia.
    Trudno sie nie usmiechnac nad komentarzem ambasadora Mroziewicza, kiedy pisze , ze na indyjskiej gieldzie jest 2 razy wiecej firm niż w USA. To taka troche argumentacja jak z epoki Gierka , kiedy było wiecej telewizorow kolorowych niż w ,,zacofanych” czasach Sanacji. Proszę sobie wyobrazic, ze Honduras produkuje miliony razy wiecej bananow niż Islandia. Wiec pewnie jest potega!
    Rozsmiesza tez jedno z pierwszych zdan, ze w Szanghaju jest wiecej drapaczy chmur niz w calych USA. Spiesze poinformowac pana ambasadora, ze w Szanghaju jest oficjalnie 950 wysokich budynkow. To duzo , fakt! Tylko, ze 174 budynki maja powyżej 20 pieter, czyli około 100 metrow. Dla porownania w miescie Nowy Jork jest zbudowanych 80 budynkow powyżej 40 pieter, czyli powyżej 184 metrow. Te 20-pietrowe nie biore pod uwage, takich mamy duzo na polskich osiedlach z plyty. Na suburbiach Nowego Jorku, czesciowo na zachodnim brzegu rzeki Hudson znajduje sie 20 budynkow z ktorych najnizszy Prudential Plaza w Newark ma 114 metrow wysokosci i 24 pietra. W Nowym Jorku sa w trakcie budowy 4 duze drapacze chmur w tym Freedom Tower i 2 sa w planie. Razem liczba tzw. drapaczy chmur w NY i jego okolicach jest podobna jak w Szanghaju, chociaz pamiętajmy, ze w Szanghaju wiekszosc z tych wysokich domow ma przeznaczenie mieszkalne. Jezeli wziac pod uwage, ze w Chicago mamy kolejne 17 drapaczy chmur w tym najwyższy Sears Tower to chyba nie nalezy nawet brac pod uwage centra Miami, Las Vegas czy Seattle, zeby stwierdzic, ze Szanghaj nie ma wiecej ,,prawdziwych” drapaczy chmur niz cale USA. To troche chyba lekko niezręczna i mocno chybiona uwaga.
    Mam wiele innych uwag pod adresem tekstu pana Ambasadora Mroziewicza. Sam jestem dziennikarzem felietonista i odruchowo mam krytyczny stosunek do takich tekstow. Jednak ogromnie cenie sobie Krzysztofa Mroziewicza za ogromna wiedze i talent. Tego nie zmienia zadne drobiazgi, ktore moga sie kazdemu zakrasc do artykulu.
    Pawel Lepkowski

  • 2007-06-13 21:36 | Krzysztof

    Errata

    Prosił bym o erratę tego tekstu, roi się w nim od błędów.
  • 2007-06-19 09:44 | asc

    asxasx

    ty chyba zglupial:D
  • 2007-06-21 17:18 | perk

    prosba o korekte

    chciałem przeczytać ten artykuł, ale ilość błędów skutecznie mnie do tego zniechęciła. czy ten tekst widział korektora???
  • 2007-06-22 11:57 | Piotr

    zenada

    To ma byc artukul w polityce? Zenada, czy ktos sprawdzal bledy, chocby w Wordzie???
  • 2007-06-29 00:31 | Sergiusz

    Dobry tekst

    Błędy są-prawda, ale tekst merytorycznie świetny
  • 2007-06-29 16:26 | indi

    Indusi???

    w Indiach nie ma zadnych indusów, hindusi to wyznawcy religii a mieszkancy tego kraju to INDIANIE!!! A jak ktos nie wierzy to niech sie zapyta mieszkanca Indii.
  • 2007-07-02 09:54 | nowy sacz

    trudny

    za dużo błędów i nie ciekawie się to czyta
  • 2007-07-02 15:40 | Paweł Zawadzki

    W sumei dobry art

    alecoswnimjestjednaknietak, wiecie moze co?
  • 2007-07-03 10:35 | ziutek

    Gdzie te błedy?

    Skopiowałem do Worda. Gdzie te błedy, czepliwi internauci?
  • 2007-07-03 10:44 | ziutek

    Gdzie te błedy?

    Skopiowałem do Worda. Gdzie te błedy, czepliwi internauci?
  • 2007-07-05 01:21 | lucek

    szkodazetaksietoczyta

    błędów się nie dopatrzyłem, aleczyta się to fatalnie :|ciekaweczyktostosprawdzał. ;]
  • 2007-12-04 15:44 | Ivon

    Kobiety!

    Po pierwsze są błędy rzeczowe a największy z nich, poza tymi wieżowcami to kobiety: cyt."Za to w przemyśle chińskim pracuje wiele wykształconych kobiet – a w Indiach ich brak.""W Indiach pod tym względem jest znacznie lepiej. Za sterami siadają też kobiety."Czy tekst był czytany przed opublikowaniem, bo mozna się zastanawiać. Po drugie bardzo zabolała mnie uwaga na temat kuchni indyjskiej, religja to jedno a sytuacja gospodarcza tych ludzi to drugie. Nie należy pisać w takim kontekście, gdy zaraz twierdzi się, że to kraj ubogi i na ulacach widać matki z gołymi dziećmi. >Patrz uwagi Pana Pawła Lepkowskiego.Jestem związana z Indiami, z wieloma uwagami jestem w stanie si zgodzić, ale niektóre są wręcz śmieszne....Rozumiem, że ambasadora trzeba szanować, ale też trzeba mieć bardziej obiektywny stosunek do tekstów autorstwa Pana Krzysztofa Mroziewicza. Tekst mnie zmroził "Chindie".