Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

"Bóg urojony - czy religia jest opium dla ludu".

(4)
2007-06-12 13:09 | Polityka.pl
  • 2007-06-12 13:09 | Jakub Z. Lichański

    głos do dyskusji w dn. 14 czerwca br, g.

    Szanowny Panie Redaktorze, a oto mój głos:Profesor Jakub Z. LICHAŃSKIPracownia Badań Historii i Teorii RetorykiInstytut Literatury PolskiejUniwersytet WarszawskiRELIGIA – NAUKA – RETORYKAglossyOstatnio ukazała się w Polsce książka poświęcona problemowi relacji pomiędzy nauką i religią [R. Dawkins, Urojony Bóg, Warszawa 2007]. Wywołała nawet spore poruszenie, ale argumenty jakie się przytacza są błahe: generalnie stawiana jest następująca teza – [1] religia myli się, resp. jest fałszem, a nauka przynosi nam wiedzę pewną, resp. jest prawdą.Jest to raczej tzw. twierdzenie metafizyczne – w rozumieniu neopozytywistów wiedeńskich; jego obalenie bądź udowodnienie jest, z formalnego punktu widzenia, dość trudne. Natomiast z materialnego – praktycznie nie możliwe. Załóżmy bowiem, iż jest to twierdzenie następujące:[2] twierdzenia religii są fałszywe, a twierdzenia nauki są prawdziwe.Po takim przeformułowaniu, nawet bez dowodzenia, widać iż twierdzenia [2] nie jest ani prawdziwe, ani fałszywe; jest zapewne błędnie skonstruowane, a generalnie nie można go ani dowieść ani obalić. Wynika to z faktu, iż podstawowe pojęcia:[a] „twierdzenia religii” oraz „twierdzenia nauki”nie są nie tylko zdefiniowane, ale zapewne nie dadzą się w ogóle zdefiniować. Nawet jeśli ograniczymy do „twierdzenia genetyki”, to nadal nic z tego nie wynika. Z prawdziwości, bądź fałszywości nie wynika, iż [2] jest prawdziwe. Można by, co prawda, założyć, że mamy do czynienia z implikacją[3] Jeżeli twierdzenia religii są fałszywe, to twierdzenia nauki są prawdziwektóra, ex definitio, jest prawdziwa [pod warunkiem że następnik jest prawdziwy!; co nie jest oczywiste], ale – jeśli zastosujemy tu regułę – ex falso quodlibet – to wartość tej implikacji nieuleganie zmianie przy podstawieniu następującego poprzednika: twierdzenia patafizyki są fałszywe zamiast twierdzenia religii są fałszywe. Całość takich rozważań mam za kompletną stratę czasu i „mielenie sieczki”. Błąd wynika z dwu, co najmniej powodów: A. pierwszy, to wykroczenie przeciw podstawowej regule retorycznej: przedmiotem dyskusji NIE może być teza filozoficzna. Nawet gdyby problem sformułować:- czy przy dzisiejszej wiedzy naukowej możliwa jest wiara religijnato i tak cały problem nadal dotyczy pewnych tez filozoficznych. Zakłada się bowiem, milcząco!, jakieś przekonania na temat czym jest wiedza/nauka, czym wiara/religia. Zwracam tylko uwagę, że w pierwszym wypadku mówimy o czymś, czego ZASADĄ jest sprawdzalność empiryczna oraz powtarzalność eksperymentu; w drugim – o pewnym doświadczeniu osobistym [singularność!], a ono przeczy temu, co orzekliśmy w pierwszym wypadku. Porównujemy rzeczy nieporównywalne, a to do nikąd nie prowadzi.B. drugi, to niesprecyzowany PRZEDMIOT sporu, czyli wykroczenie przeciw zasadom logiki: ani nauka – nawet jeśli ograniczymy ją do genetyki – ani religia – nawet jeśli ograniczymy ją do twierdzeń zawartych np. w Katechizmie Kościoła Katolickiego albo w encyklice [co jest szalonym uproszczeniem, ale dokonajmy go na użytek wyłącznie niniejszych rozważań] Jesus Dominus – nie zostają w żaden sposób zdefiniowane, tylko przyjmuje się ich potoczne rozumienie. A takie podejście NIE MOŻE być podstawa formułowania żadnych poważnych twierdzeń – poza towarzyska rozmową i to raczej niezbyt poważną. Taka dyskusja ani niczego nie porządkuje, ani nic nie wyjaśnia; natomiast może narobić masę szkody. Co już się ujawnia; przejrzałem wypowiedzi internautów w tej kwestii na stronie polityka.pl i jestem co do tego przekonany; wygrywają tam emocje, a nie rzetelna argumentacja. Szanowni Państwo – szkoda czasu na jałowe rozważania; najśmieszniejsze w tym jest to, iż temat ten warto jest poważnego namysłu, ale trzeba to uczynić całkiem inaczej. Jak – pokazał m.in. profesor Jan Woleński w książce Granice niewiary, Kraków 2004 [acz i lektura tekstów neopozytywistów wiedeńskich warta jest polecenia]. Jednak miejscem takiej dyskusji nie powinna być redakcja nawet najpoczytniejszego tygodnika, ale aula uniwersytecka – zachęcał nas do tego Benedykt XVI w swym wykładzie w Ratyzbonie. Prof. Jakub Z. LichanskiWarszawa, 2007-06-12
  • 2007-06-14 15:23 | Rafał Wonicki

    Rozum i wiara

    Głos Dawkinsa o religii jako opium dla mas nie jest niczym zaskakującym. Jest on przecież przedstawicielem scjentystycznego naturalizmu. Dla niego współczesny wyemancypowany rozum nie może przecież „karmić się” mitem, musi więc potępiać wiarę. Możemy tu zatem dostrzec odwołanie do klasycznej polemiki między zwolennikami racjonalnego rozumu a ludźmi wiary. Oczywiście niektóre pytania stawiane przez Dawkinsa w swojej książce są bardzo ważne na przykład te dotyczące ładu społecznego. Dlaczego miałby on być nieosiągalny przez jak to mówił Kant „państwo diabłów”? Nie chodzi mi jednak o rozstrzygniecie tego sporu czy przyznanie racji argumentacji Dawkinsa, ale o zwrócenie uwagi na zjawisko wzajemnego otwierania się religii (wiary) i nauki (rozumu) na siebie. Niech przykładem będzie niedawna debata między Josephem Ratzingerem (Benedyktem XVI) a Jürgenem Habermasem. Ratzinger pokazuje, że zsekularyzowany rozum ma swoje granice. Nie jest on uniwersalny. I to jest właśnie rola religii – ma ona pokazywać rozumowi jego własne ograniczenia. Z kolei Habermas dostrzega miejsce religii w spluralizowanym i zsekularyzowanym świecie. Jej usuniecie powoduje więcej złych niż pozytywnych skutków np. fanatyzm religijny. Zdaniem obu myślicieli zarówno religijni jak świeccy obywatele powinni okazywać sobie wzajemny szacunek i otwartość. Oznacza to, że jednostronna perspektywa skazana jest zawsze na porażkę. Może więc lepiej zastanowić się co rozum i wiara mogą dać sobie nawzajem niż przekonywać już przekonanych o tym, że Bóg istnieje (teiści) lub nie istnieje (ateiści).
    Rafał Wonicki
  • 2007-06-14 15:46 | janka graban

    opium ludu - tak powinno brzmieć

    Marks czy Engels nie rozrózniam, w tylule debary do ich popularnego cytatu jest odwołanie. Tyle tylko, że tlumaczenie nie jest poprawne. Powielane przy tym od zawsze. Według pierwowzoru jest de fakto "opium ludu" a nie dla ludu" - i wtedy krag semantyczny jest zupelnie inny. Tyle ku uwadze redakcji