Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Ucho w pieluchach

(2)
Dzieci, które od małego mają kontakt z muzyką, szybciej uczą się mówić, nie mają kłopotów z koncentracją, są po prostu szczęśliwsze. Dlatego ich umuzykalnianie trzeba zacząć jak najwcześniej. I to najlepiej czynnie.
  • 2007-07-10 13:18 | Maszka

    Łyżka dziegciu

    Wspaniałe są takie wydarzenia i inicjatywy, ale to nie zmieni dramatycznej sytuacji zawinionej przez nieszczęsną, przynajmniej w kwestii edukacji muzycznej, reformy szkolnictwa z 99 roku. Dopóki nie wróci do szkół, zwłaszcza podstawowych, normalne nauczanie muzyki, które obejmuje czytanie nut i jakieś elementarne umiejętności wykonawcze nie mamy się co łudzić - wyrośnie kolejne kompletnie głuche pokolenie. Warto się przysłuchać wytworom (bo słowo utwór nazbyt jest pochlebne) współczesnej popkultury. Wielu wykonawców szczyci się tym, że tworzy piosenki autorskie - własny tekst i muzyka. Zadziwiające jak w tych piosenkach dotkiliwie słychać, że w szkołach coraz mniejszy nacisk kładzie się na samodzielne przeczytanie utworów literackich (szczególnie poezji). Dla młodego pokolenia nie ma znaczenia czy "wyrażanie siebie" i "własnych doświadczeń" szlifowane mozolnie nieporadną, acz mocno chropowatą formą w własnoręcznie pisanych tekstach jest żenującym banałem. Dawniej tzw. juwenilia, nawet uznani poeci chowali pod poduszką. Publikowanie czegokolwiek zatrącającego banałem było kompromitacją, na którą nikt się nie poważył, a dziś "twórcy" szczycą się swoją ignorancją i brakiem wyczucia artystycznego nie dostrzegając żadnego obiektywnego kontekstu swoich usiłowań.
    Z muzyką sprawa ma się jeszcze gorzej. Mam kolegę, świetnie wykształconego (dyplom polskiej i francuskiej uczelni, biegła znajomość czterech języków) dwudziestosześciolatka, który z kolegami założył amatorski zespół rockowy. Grają i występują od trzech, czterech lat, nawet, jeśli się uda za pieniądze. Kiedyś zwierzył mi się, że w niektórych pisenkach starsznie trudno mu wymyślić solówkę na gitarze. Gra różne dźwięki, ale jakoś nie pasują do akordów granych przez kolegów. Wtedy sobie uświadomiłam, że człowiek ten przez 20 lat nie byle jakiej edukacji ogólnej nie zdołał dowiedzieć się o istnieniu harmonii funkcyjnej, a nawet o podstawowych zasadach muzyki - fakcie istnienia gam i charakterystycznych dla nich trójdźwięków. Muzykom trudno w to uwierzyć, ale takie są realia. Dopóki ktoś z odpowiedzialnych za programy nauczania w zwykłych szkołach się nie ocknie, to żadne akcje o zasięgu kilkuset odbiorców nic nie pomogą. Sama mam dzieci, staram się je rozwijać muzycznie i mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że na takich imprezach spotyka się w zasadzie ta sama ekipa dzieci i rodziców. Te dzieci i tak mają zmasowany kontakt z muzyką od urodzenia. Gorzej z resztą, której jedyna szansa na zetknięcie z prawdziwą kulturą to dobra szkoła zdolna uzupełnić to, co mogą im zaoferować rodzice.
    Pozdrawiam
  • 2007-07-10 13:18 | Maszka

    Łyżka dziegciu

    Wspaniałe są takie wydarzenia i inicjatywy, ale to nie zmieni dramatycznej sytuacji zawinionej przez nieszczęsną, przynajmniej w kwestii edukacji muzycznej, reformy szkolnictwa z 99 roku. Dopóki nie wróci do szkół, zwłaszcza podstawowych, normalne nauczanie muzyki, które obejmuje czytanie nut i jakieś elementarne umiejętności wykonawcze nie mamy się co łudzić - wyrośnie kolejne kompletnie głuche pokolenie. Warto się przysłuchać wytworom (bo słowo utwór nazbyt jest pochlebne) współczesnej popkultury. Wielu wykonawców szczyci się tym, że tworzy piosenki autorskie - własny tekst i muzyka. Zadziwiające jak w tych piosenkach dotkiliwie słychać, że w szkołach coraz mniejszy nacisk kładzie się na samodzielne przeczytanie utworów literackich (szczególnie poezji). Dla młodego pokolenia nie ma znaczenia czy "wyrażanie siebie" i "własnych doświadczeń" szlifowane mozolnie nieporadną, acz mocno chropowatą formą w własnoręcznie pisanych tekstach jest żenującym banałem. Dawniej tzw. juwenilia, nawet uznani poeci chowali pod poduszką. Publikowanie czegokolwiek zatrącającego banałem było kompromitacją, na którą nikt się nie poważył, a dziś "twórcy" szczycą się swoją ignorancją i brakiem wyczucia artystycznego nie dostrzegając żadnego obiektywnego kontekstu swoich usiłowań.
    Z muzyką sprawa ma się jeszcze gorzej. Mam kolegę, świetnie wykształconego (dyplom polskiej i francuskiej uczelni, biegła znajomość czterech języków) dwudziestosześciolatka, który z kolegami założył amatorski zespół rockowy. Grają i występują od trzech, czterech lat, nawet, jeśli się uda za pieniądze. Kiedyś zwierzył mi się, że w niektórych pisenkach starsznie trudno mu wymyślić solówkę na gitarze. Gra różne dźwięki, ale jakoś nie pasują do akordów granych przez kolegów. Wtedy sobie uświadomiłam, że człowiek ten przez 20 lat nie byle jakiej edukacji ogólnej nie zdołał dowiedzieć się o istnieniu harmonii funkcyjnej, a nawet o podstawowych zasadach muzyki - fakcie istnienia gam i charakterystycznych dla nich trójdźwięków. Muzykom trudno w to uwierzyć, ale takie są realia. Dopóki ktoś z odpowiedzialnych za programy nauczania w zwykłych szkołach się nie ocknie, to żadne akcje o zasięgu kilkuset odbiorców nic nie pomogą. Sama mam dzieci, staram się je rozwijać muzycznie i mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że na takich imprezach spotyka się w zasadzie ta sama ekipa dzieci i rodziców. Te dzieci i tak mają zmasowany kontakt z muzyką od urodzenia. Gorzej z resztą, której jedyna szansa na zetknięcie z prawdziwą kulturą to dobra szkoła zdolna uzupełnić to, co mogą im zaoferować rodzice.
    Pozdrawiam