2007-07-12 01:02
| Piotr Nowak
Czytam i nie wierze. Jak mozna doradzac w tak amatorski sposob wyraznie nie wiedzac o czym sie pisze i nie rozumiejac tematu. W rozdziale "Strzez sie slonca wg autorow krem ktory przpuszcza 1.6% promini UV nie jst dwukrotnie skuteczniejszy od tego ktory przpuszcza do naszej skory 3% (dokladniej liczac chodzi o 1.66% i 3.33%), a zaledwie o 1.5%. Rozumiem ze autorzy chca raczej poruwnac wartosci promieniowania pochlonietego czyli 96.67 z 98.34% i wtedy roznica wychodzi im mala. A kogo obchodzi to co zstalo pochloniete? Liczy sie to co dotarlo do skory. Nalezy uwzgledniac dawke (dose) ktora oblicza sie mnozac natezenie promieniowania razy czas. Z prostych obliczen wynika ze krem o wspolczynniku 60 pozwala na dwukrotnie dluzsze przebywanie na sloncu niz krem o wspolczyniku 30 nim nasza skora otrzyma taka sama dawke promieniowania. Tyle o fizyce, a teraz jezyk polski. Skora cierpnie gdy czytam "jesli calkowite promieniowanie podzielimy przez numer faktora...". Kochani, w czym autorzy broszurki sa mocni? w naukach scislych czy humanistycznych? Na polski, angielskie "factor" tlumaczy sie wspolczynnik. Powinno byc -