Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

III nagroda

(6)
2007-09-26 22:13 | Polityka.pl
  • 2007-09-26 22:13 | joanna

    Pani Moniko

    Pani Moniko, czytam Pani wypowiedź głównie z zazdrością. Z zazdrością, ze tak jest Pani ukształtowana, by pomimo przełamywania licznych stereotypów, w tym takich, które sugerują / insynuują / krzywdę wyrządzaną dziecku, nie odczuwać poczucia winy. Też mieszkam w Warszawie, też daleko od rodziny. Mam już dwóch synków (2 lata 9 miesięcy i 4,5 miesiąca) i nie mam ochoty ani siły już żyć. Ze zmęczenia, zmartwienia, przytłaczającego poczucia odpowiedzialności. Zaczeło się od przedwczesnego porodu starszego dziecka. Wiem, że to z powodu mojej nierozwagi, i choć teraz z moim wcześniaczkiem jest wszystko dobrze, nadal zatruwa mnie poczucie winy, samooskarżanie. Druga ciąża - i zagrożenie powtórką, tym razem sytuacja jeszcze bardziej skomplikowana - w domu małe dziecko, zawalone zobowiązania w pracy, nawarstwiające się inne problemy. Jakims cudem dociągnełam synka prawie do terminu. Jestem sponiewierana przewlekłym stresem, strachem, zmęczeniem, miotana wściekłością na brak empatii ze strony najbliższych (?), przerażona niepewną przyszłością w pracy, zmuszona do dokonywania niedobrych wyborów, przytłoczona niepokojem - co zrobię z dzieckiem (właśnie zawaliła się koncepcja opieki nad nim), sponiewierana fizycznie. Mimo to światu prezentuję twarz dzielnej matki. Świata nie interesuje nic innego. I zazdroszczę, ze Pani potrafiła zawalczyć o siebie. Z mojego punktu widzenia to akt dużej odwagi ale i wyrazający świadomosć poczucia własnej wartości. Niedostępny dla mnie (jak długo jeszcze?).
  • 2007-09-28 12:23 | monika

    Pani Joanno

    Naprawdę nie jest łatwo wychować dzieci z dala od rodziny i bliskich. Ogólnie przeciętnym polskim rodzinom jest ciężko, nie ma co tego ukrywać. Dlatego doskonale Panią rozumiem. To bardzo, bardzo ważne nie dać się wpędzić w poczucie winy z takich czy innych względow. Ostatecznie to Pani jest matką i to naturalne, że podejmuje Pani decyzje patrząc na wszechstronne dobro dziecka, po prostu nie da się inaczej. Ale nie można przy tym zatracić siebie. A że inni krytykują, albo nie rozumieją? cóż, taka jest ludzka natura, najlepiej patrzeć na to z uśmiechem, ale i tak robić swoje. Ludzie krytykują zwykle to, o czym nie mają zielonego pojęcia, czego sami nie przeżyli, więc nie wiedzą, jak jest. Mówią, jak im się wydaje. Nie warto się tym przejmować, ani zamartwiać. Ja przez wiele miesięcy zachodziłam w głowę, zastanawiając się, co takiego złego zrobiłam w ciąży, że moje dziecko urodziło się z wadą serca. Ale moje zamartwianie się nic nie da, nie cofnie czasu, nie pomoże w niczym. Życzę Pani dużo, dużo sił. Jeśli ma Pani w pobliżu znajomych, przyjaciół, daleką rodzinę - niech Pani czasem prosi o pomoc, nawet drobną, jak zrobienie zakupów czy pobawienie sie z dzieckiem przez godzinkę. Oni mogą nie wiedzieć, że Pani jest ciężko, zwłaszcza, jeśli prezentuje Pani twarz dzielnej matki. Wiele osób lubi dzieci i z radością pomoże. Wierzę, że problem choćby opieki jakoś się rozwiąże. My czekamy na przyjęcie do żłobka, ale tak naprawdę nie wiem, jak maluszek bedzie się czuł, czy nie zacznie chorować, co przy wadzie serca jest niewskazane. I nie wiem, co wtedy zrobimy, bo z jednej pensji długo się nie da wyżyć. Ot, codzienne problemy. Cieszę się, że się Pani odezwała.
  • 2007-09-28 12:59 | AI

    Nie ochrzczone dziecko

    Moje dziecko - już 11 letnie - też nie jest ochrzczone. Była to moja stanowcza decyzja i wszelkie przekonywania ze strony rodziny zupełnie do mnie nie przemawiały. Nie sprawdziły się też żadne czarne scenariusze, jeśli chodzi o lekcje religii - córce wręcz koleżanki z klasy zazdroszczą, że nie musi chodzić na "głupią relę". Co do komunii, to przeszło zupełnie bez echa - kupiłam córce coś ekstra, żeby jej nie było przykro i wyszła na tym lepiej niż inne dzieciaki, które oprócz przyjemności komunijnych musiały też znosić liczne i uciążliwe przykrości (w tym zwłaszcza liczne długotrwałe pobyty w kościele). W klasach I - III religia była na pierwszej lub ostatniej lekcji - wystarczy tego zażądać u dyrekcji szkoły, a są obowiązani to zrealizować. Teraz już o to nie zabiegam, bo staram się, aby Krysia nauczyła się samodzielności, więc ma sama sobie czas zorganizować. Chcę przez to powiedzieć, że naprawdę nie ma powodu truć się jakąś ewentualną szkodą wyrządzaną dziecku przez fakt nie ochrzczenia.Powodzenia.
  • 2008-01-17 19:48 | nika

    zrobię tak samo

    Witam!Pani list podniósł mnie na duchu i pomyślałam - koniec ze stereotypami.Również planuję wysłać męża na urlop wychowawczy tylko i wyłącznie ze względów ekonomicznych, choć mieszkamy w małym miasteczku i pewnie wywoła to sensację. Gdyby było takich kobiet więcej...Życzę wszystkiego dobrego
  • 2008-03-09 10:33 | souldreamer

    POLSKA KATOLICKA?

    Ja równiez z mężem nie bedziemy chcrzcili dziecka co w naszych rodzinach wywołało oburzenie i próby wywierania nacisku na nas. NO bo jak my mozemy decydować za dziecko?:) A chrzczenie dziecka nie jest podejmowaniem decyzji za niego? Trudno mi jest pogodzić się z nietolerancją tzw. "katolików" w naszym kraju. Nie potrafia uszanować tego co inne. Odrzuciałam kościół katolicki już w dzieciństwie (z różnych powodów)a wszelkie próby nacisku na mnie i męża w sprawie chrztu NASZEGO dziecka jeszcze bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu że dobrze postapiłam. Argumenty za chrztem otrzymujemy różne: a że co sie stanie jak umrze (miłe scenariusze rodzinki), a że dzieci będa smiały się (cóż za pozytywny wizerunek dzieci katolików), a że dziecko nam tego nie wybaczy, a żebyśmy zrobili to dla świętego spokoju itd itp. Nerwy nerwy nerwy a nawet krzyki ze strony rodziny. Gdzie jest ta katolicka miłość do bliźniego i uszanowanie "inności". Polska zatrzymała się w średniowieczu... i chyba tam na zawsze pozostanie... a ja z męzem nie jestesmy sami jak widze w nie podejmowaniu decyzji za dzieci w sprawie wiary...Szkoda ze tak wiele osób nie chodzących do kościoła boi się postąpić w podobny sposób i chcrzczą dzieci tym samym tworząc złudny obraz Polski jako kraju gdzie 90% jest Katolikami:) Gdzie oni sa????