Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wielka mistyfikacja

(5)
Gdyby Che żył dłużej, jego legenda zawaliłaby się pod ciężarem bezmiernych zbrodni, do których przykładał rękę. Zastrzelono go w samą porę. Doprawdy, miał osobliwe szczęście.
  • 2007-10-17 13:33 | beec

    dokopac Macierewiczowi :(

    Tomasz Wołek pisujący w "Polityce" .. przeciwnik do niedawna wszystkiego co lewicowe .. ciekawostka przyrodnicza ... Niestety, artykuł nie zawiera żadnych konkretnych faktów a wyłącznie insynuacje i wiadomości zasłyszane. Proponuję autorowi odszukanie i przeczytanie biografii Che, napisanej przez Rosjanina, niestety nie pomnę jego nazwiska ani tez tytułu książki. Wydano ja w latach 70/80.tych XX w. To naprawdę interesująca lektura; nie była pisana na kolanach. Autor zadał sobie trud wędrówki śladami Che; na książkę składają się rozmowy z ludźmi, którzy osobiście stykali się z Che, a opinie o nim były naprawdę różne. Pisanie jednak, tak jak to red. Wołek zrobił - o zbrodniach .. a w podtekście wskazanie na Macierewicza - cały podrozdzialik "5", jest obrzydliwe.
  • 2007-10-18 04:25 | WG

    Zastrzelono go w samą porę...

    Cytat z biografii Tomasza Wołka w Wikipedii:"W 1999 udał się razem z Michałem Kamińskim i Markiem Jurkiem do Anglii, by prywatnie spotkać się z generałem Augusto Pinochetem, osadzonym w areszcie domowym na podstawie "Konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa" i oskarżonym w Hiszpanii o zbrodnie przeciwko ludzkości, zabójstwa i stosowanie tortur. Celem wyjazdu było wręczenie mu pamiątkowego ryngrafu z Matką Boską. Zdaniem wręczających Pinochet przysłużył się obronie praw człowieka, wolności i sprawiedliwości walcząc z komunizmem."I dlatego jest wg "Polityki" najodpowiedniejszym autorem analizy fenomenu Che...Czy jest tam jeszcze jakiś redaktor odpowiedzialny? Wołek probuje skojarzyc Maciarewicza z Guevarą, ale sam sie jako autor wywodzi w prostej linii od Wyszyńskiego (Andrieja) - ten charakterystyczny styl...(prosze przeczytać ponownie niektore smaczne fragmenty).Nawiasem mówiąc, bratnie "Forum" przynosi w numerze 41 podobnie "odbrązawiający" wybor artykułów o Guevarze. Jakas akcja?Może by w nastepnej kolejności zabrać sie do legendy Ronalda Reagana, Margaret Thatcher czy Karola Wojtyły? A może i samego szefa na najwyższej chmurce?...W cywilizowanych krajach to robią.
  • 2007-10-23 20:52 | Marcq

    Natura ciągnie Wołka do lasu?

    Wielką mistyfikację - s w o j ą wielką mistyfikację - red. Wołek zaczyna od mocnych słów: "Gdyby Che żył dłużej, jego legenda zawaliłaby się pod ciężarem bezmiernych zbrodni, do których przykładał rękę. Zastrzelono go w samą porę. Doprawdy, miał osobliwe szczęście."Po takim trzęsieniu ziemi napięcie powinno stopniowo wzrastać - tak przynajmniej uczył Hitchcock. Niestety. Do końca artykułu nie dowiadujemy się, jakie to bezmierne zbrodnie zasługiwały na zastrzelenie "w samą porę" człowieka jak psa - bo tak "obrońcy wolności" potraktowali bezbronnego już i rannego jeńca Che Guevarę. To, że Guevara spełniał zapotrzebowanie na ikonę "pokolenia 1968" (a i późniejszych) nie jest odpowiedzią na pytanie d l a c z e g o na tę ikonę wybrało ono właśnie tego "zbrodniarza". Fakt permanentnego niemal "bycia w drodze" przez Guevarę - od czasu "Dzienników motocyklowych" po śmierć w Boliwii - nie jest odpowiedzią wystarczającą.Zamiast wyjaśnień, na jakiej podstawie autor oskarża, mamy natomiast tekst świetnie spełniający zasady "czarnego PR-u", choćby wtręt o A. Macierewiczu, jako niegdysiejszym wielbicielu Guevary (notabene - o tej fascynacji również i ja słyszałem lata już temu). Pytanie za 5 punktów: czy uwielbienie - powiedzmy - oficera SS dla poezji Heinego deprecjonuje tę poezję?? Podobnie przywołanie Bismarcka i jego bon motu o "katylinarskiej egzystencji". Postać Katyliny i jego życiorys pasuje do życiorysu Che jak pięść do nosa. I podobnie przywołanie epizodu, gdy - goszczony przez Mao - był Guevara świadkiem "przyrządzania" dalekowschodniego specjału: mózgu żywej małpy. Barbarzyństwo! Tylko:1. jak miał zareagować na to zagraniczny g o ś ć, będący na dodatek przedstawicielem swego rządu? Palnąć przemowę na temat azjatyckiego barbarzyństwa? Czy raczej "dla dobra sprawy" zmilczeć - i wtedy i potem - i co najwyżej skomentować marginalia?2. czy red. Wołek zna "technologię produkcji" europejskich gęsich wątróbek, tzw. strassburskich? Jeśli tak, przyzna zapewne, że jest to barbarzyństwo nie mniejsze. Tym bardziej, że cierpienie gęsi trwa tam nie chwilę, lecz długie tygodnie.W sumie - czarnego PR-u ci u Wołka dostatek, gorzej z refleksją d l a c z e g o? Dlaczego właśnie Che wciąż jest "obiektem kultu tak irracjonalnego"?? Próbując tego dociec - red. Wołek nie zauważa (woli nie zauważyć?), że ten kult bynajmniej nie trwa wyłącznie tam, gdzie Guevara nigdy nie bywał i gdzie istotnie stał się ikoną odrealnioną i uświęconą. On trwa również w ł a ś n i e t a m, gdzie Guevara żył, walczył - i gdzie zginął. Na Kubie, w Boliwii, w Argentynie... Dlaczego?Myślę, że clou sprawy można sprowadzić do tego, czego red. Wołek odmawia Guevarze, a co w ł a ś n i e t a m było widoczne, jak na dłoni: do bezinteresownego poświęcenia życia - c a ł e g o życia - sprawie, którą uznało się za świętą. Czy t a sprawa na aż takie poświęcenie zasługiwała - inna to już dyskusja.Che był bezwzględny, ale był bezwzględny przede wszystkim wobec s i e b i e. Dobitnie dowodzi tego sposób postępowania Guevary: od dziecka chorego na astmę - a przecież wciąż walczącego ze słabością; obsesyjnie wręcz reagującego na wszelkie próby traktowania go jako "kogoś lepszego" - bo równość ludzi była dlań jednym z dogmatów; mogącego mieć świetną synekurę jako argentyński lekarz, albo, później, jako państwowy urzędnik na Kubie - a wciąż wybierającego, a to w Kongo a to w Boliwii, walkę "o wolność waszą i naszą". Walki jak najbardziej dosłownej, z bronią w ręku. Ta właśnie walka to był leitmotiv jego życia, próby dywagacji: kto go "wypchnął" do Boliwii na śmierć, są niepoważne.Rocznica śmierci Che mogła być świetnym punktem wyjścia do rozważań nt. nieuchronności degrengolady władzy zdobytej z poparciem społecznym (bo to poparcie przecież było! Bez niego nie byłoby możliwe zwycięstwo Castro, czego red. Wołek też nie zauważa), ale pozbawionej demokratycznej kontroli. Albo, jeszcze bliżej polemiki z poglądami Che, nt. bezsensu "eksportu rewolucji". Od nich autor wolał jednak uciec w kierunku łatwizny.Nawet jednak przy bezsensie "eksportu" rozwiązań uważanych za jedynie słuszne przez "eksportera", ale niekoniecznie przez "importerów", Che ma wielką moralną przewagę nad politykami dnia dzisiejszego, którzy - niepomni jego doświadczeń - robią to samo. Np. nad Bushem juniorem. Bo Che popełniał błędy, ale popełniał je o s o b i ś c i e - i osobiście zapłacił za nie najwyższą cenę. Za identyczne błędy Busha, choćby w Iraku, płacą najwyższą cenę inni, także Polacy.Podsumowując: z tekstu artykułu wynika, że autor - po długiej serii tekstów przyzwoitych, a nawet bardzo przyzwoitych - wraca do poetyki "wakacji z agentem". Tylko czy koniecznie musi to robić w "Polityce"??
  • 2007-11-07 21:32 | anjagi

    Pisać pewnie każden może

    Lepiej lub gorzej...Odwaga w nazywaniu polityków "zbrodniarzami" tanieje gdy Oni już nie żyją, lub nie są u władzy.Boimy się nazywać zbrodniarzami na przykład przywódców pewnego - podobno wielce z nami zaprzyjaźnionego - państwa za oceanem Atlantyckim, które "morduje" na prawo i na lewo i szykuje się otwarcie do nowych zbrodni...Obywatelu Wołek napiszcie coś o tych zbrodniach w Iraku.Ilu Irakijczyków zostało zamordowanych?
  • 2007-11-19 11:10 | antifa

    Gratulacje!!!

    Gratulacje dla red. Wołka za niezwykle obiektywny artykuł o legendzie Che Guevary! Teraz z niecierpliwością oczekuję na równie obiektywny artykuł poświęcony prawdziwemu bohaterowi Ameryki Południowej - Augusto Pinochetowi. Red. Wołek ma tu ułatwione zadanie - z Pinochetem spotkał sie przecież osobiście. Panie Wolek, prosimy o szczegółowe anegdotki na temat szwadronów śmierci, chętnie posłuchamy peanów na cześć prawdziwego herosa!