Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wejść w cudzą rozpacz

(1)
Osobiste świadectwo traumy.
  • 2007-12-30 00:42 | Elżbieta Maruszak

    Co wynika z cierpienia?

    Agata Tuszyńska: Ćwiczenia z utraty. Kraków 2007 Książki Agaty Tuszyńskiej czytałam dotychczas z zainteresowaniem, również takie uczucie towarzyszyło mi, gdy sięgałam po Ćwiczenia.... Z informacji na odwrociu okładki wiedziałam, czego książka dotyczy, szukałam raczej odpowiedzi na pytanie, dlaczego została napisana i co ma z niej wynikać dla czytelnika. Ktoś, kto decyduje się na opublikowanie swoich intymnych, bolesnych przeżyć musi mieć jakiś cel, inny niż rozdrapywanie rany, czy epatowanie smutkiem. Książkę przeczytałam uważnie i z rosnącym zdziwieniem. Nie jest to bowiem rzecz o Henryku Dasko, ani o jego życiu, ani o jego trudnym odchodzeniu. Jest to zdecydowanie książka o Agacie Tuszyńskiej, zawiedzionej w późnej miłości, męczennicy u boku ciężko chorego i wymagającego człowiek, którego wręcz na siłę dwukrotnie zmusza do ceremonii zawarcia związku małżeńskiego. Zadziwia mnie, po co to pani Agacie, po co ten cyrk, rękawiczki, różowe pantofle i złotordzawa garsonka. Chory został zmuszony do przyjęcia trzykrotnie większej dawki leków, by przez chwilę mogł „uczestniczyć” w ceremonii. Był niemal nieprzytomny i tragicznie wyczerpany, ten cyrk nie dla niego, tylko dla zdrowej, obserwującej z ciekawością pochody znajomych i przyjaciół do łóżka chorego. Zatem po co to było? To pytanie powinno pojawić się raz jeszcze, gdy już w domu ciągle niezwykle słaby pan Henryk został zmuszony do ponowienia ceremonii, razem z całym rytuałem jej towarzyszącym. Nie mógł odmówić „Agacie od cudu”, jak podpisywała kartki wysyłane do znajomych. Niewiele wiemy o panu Henryku, w chwilach, gdy czuł się nieco lepiej – pisał autobiografię, poza tym recytował rosyjskie wiersze i cytował współczesnych autorów kanadyjskich. Nie identyfikujemy się z jego cierpieniem, bo w książce cały punkt ciężkości został przeniesiony na autorkę. To ona cierpi, to ona traci, to ona się męczy. Oczywiście sytuacja chorego była bardzo trudna i trwała dosyć długo, jednak pani Agata nie była sama, otaczały ją tłumy ludzi chętnych do pomocy i pomagających. Tak chętnych, że pani Agata mając umierającego męża mogła korzystać z tygodniowych wyjazdów na narty, prowadzić własną terapię, wychodzić na wiele godzin do miejskiej biblioteki. W książce powraca żal, że nie tak miało być, o dziwo wini za to męża. Ze zgrozą powtarza sobie na usprawiedliwienie, że nie jest to ten człowiek, którego znała i pokochała. W końcu wyczuwa się wręcz oczekiwanie na jego śmierć. Tak, jak na początku był bunt przeciwko wyrokowi losu, potem walka z przeznaczeniem, na końcu oczekiwanie odejścia jako oznaka wytchnienia, odpoczynku, spokoju. Przy wszystkich odwołaniach w tekście do literatury i filozofii, przy przywołaniu znaczących nazwisk w literaturze, nie potafię odpowiedzieć na pytanie, dlaczego ta książka powstała. Oczywiście mogłaby być pamiętnikiem i mieszkać z godnością w szufladzie biurka pani Tuszyńskiej, ale została opublikowana i powtarzam raz jeszcze – nie wiem, po co. Poza ostatnim zdaniem, ten tekst budzi niepokój, że w przypadku tej rodziny – śmierć to tylko kolejny temat. Nie polecam tej książki ani osobom cierpiącym, bo ich nie pocieszy, ani osobom „utopionym” w cierpieniu bliskich, bo nie da im żadnej podpowiedzi, rady ani ukojenia. Jest to sprawnie napisana, nieźle wydana kolejna pusta bańka naszej literatury.