Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

My, przestępcy

(6)
Internet XXI w. nie jest już przestrzenią wolności. Kolejne regulacje, konwencje i dyrektywy określają, co jest w nim dozwolone, a co narusza prawo. Regulować oczywiście trzeba, byle z głową.
  • 2008-02-02 13:55 | mw

    Inwigilacja przestaje być transgrsją

    Obawiamy się inwigilacji. Co robić? Nic. Przyzwyczaić się. Bo podsłuchiwanie i podglądanie, a także rejestrowanie tego na wieczną rzeczy pamiątkę i rozgłaszanie wszem i wobec czeka nas wszystkich.Słusznie domagamy się, aby służebne państwo zapewniło nam, społeczeństwu, bezpieczeństwo. I jednocześnie, równie słusznie, domagamy się wolności osobistej i autonomii dla jednostki. De Tocqueville pisał, że ludzie "chcą pozostawać pod opieką" i "życzą sobie pozostać wolnymi". Uważał za niemożliwe mieć i to i to; ceną za bezpieczeństwo zbiorowe jest wolność jednostki, a raczej jej utrata. A przecież oba to aksjomaty demokratycznego państwa i społeczeństwa. Ale de Tocqueville żył w czasach, gdy bezpieczeństwo wspólnoty i wolność jednostki pojmowane były od wieków tak samo. Dopiero powstanie nowoczesnego pojęcia demokracji, a w ostatnich dziesięcioleciach globalizacja, zagęszczenie i wzmożenie kontaktów międzyludzkich, nowe technologie – doprowadziły do przedefiniowania wartości. W tym pojęć bezpieczeństwa wspólnoty i wolności jednostki.Wolna jednostka w bezpiecznej wspólnocie? A jednak to możliwe. Powoli obojętniejemy przecież na publiczne ujawnianie faktów z prywatnego życia. To, co staje się powszechne – przestaje być niezwykłe. Wszyscy mówimy i robimy mniej więcej to samo. Ba, nawet nasze poglądy nie różnią się tak bardzo. Tyle, że zdaliśmy sobie z tego sprawę dopiero niedawno, gdy informacje o nas i o naszym życiu stały się publiczne. Kiedyś człowiek przekonany był o swej wyjątkowości. I niebezpodstawnie. Dostęp do informacji i skala ich rozpowszechnienia wykluczały . . . właśnie ich powszechność.To, co było nie do pomyślenia kiedyś – teraz, gdy dominuje egalitarna, popularna kultura masowa, uważane jest za normalne i nie budzi większych oporów. Jeszcze niedawno stawiano weto planom monitorowania miejsc publicznych, a dziś najdokładniej monitorowane są skupiska ludzi w państwach najbardziej demokratycznych (np. Londyn). Podobnie dzieje się w kwestiach obyczajowych. Jeszcze dla naszych dziadków i babć, a może nawet rodziców, niewyobrażalne było całowanie się w miejscach publicznych. Dziś jest to czymś normalnym, a zażenowanie przeniosło się na widok całujących się publicznie mężczyzn. To tylko kwestia czasu, gdy i u nas ten obraz spowszednieje. To tak, jak z ingerencją mediów w życie prywatne: kiedyś była ograniczona do prasowych artykułów (bez fotografii!), w formie bardzo konwencjonalnej i ocenzurowanej, a dziś tylko najbardziej drastyczne ujawnienia budzą sprzeciw. Ale nie na długo. Przyzwyczajamy się, a sprzeciw trwa tylko tak długo, jak długo ujawniane zachowania i poglądy objęte są kulturowym tabu. W miarę jak wyzwalają się spod tego zakazu, a tym samym ich ujawnienie przestaje zagrażać jednostce – inwigilacja przestaje być transgresją. Być może nawet, że społeczne ujawnienie jest jedyną drogą do likwidacji społecznej represji. A co z tym bezpieczeństwem? Wrogom społeczeństwa demokratycznego wytrącona zostanie z ręki ich broń: szantaż powoływaniem się na o prawo (sic!) do ukrywania swej działalności przestępczej pod pozorem ochrony prywatności. Oczywiście, wymaga to zmian kulturowych: lęk przed inwigilacją to głównie lęk przed celem, w jakim jest ona obecnie używana przez większość, uzurpującą sobie prawo wykluczania i dyskryminacji za wiele zachowań i postaw (a nawet ich kryminalizacji i penalizacji) tylko dlatego, że ujawnia je lub zdaje sobie z nich sprawę mniejszość. A może w bezpiecznym społeczeństwie demokratycznym to właśnie wielość mniejszości stanowić będzie, bezpieczną już, większość?
  • 2008-02-02 23:25 | ioo

    masakra prawna

    Drogi redaktorze B.!Blagam, prosze czytac ustawy o ktorych sie pisze. Przez takie bzdury ludzie smieja sie z Newsweeka.1. dozwolony uzytek nie jest uzalezniony od kupowania czegokolwiek (art. 23. ust. 1)2. dozwolony uzytek nie dotyczy programow komputerowych (art. 77.)3. tak, rozpowszechnianie tlumaczen filmow wymaga zgody wlasciciela praw. To tzw. prawo zalezne (art. 2. ust. 2)
  • 2008-02-03 11:22 | mw

    -> ioo

    Podaj proszę, jakie to prawo (ustawa)?
  • 2008-02-04 11:38 | lex

    do mw

    To ustawa o prawie autorskim.
  • 2008-02-04 13:25 | mw

    -> lex

    Dzięki.
  • 2008-02-13 11:46 | Maciek

    Komentarze do art.

    Odnoszę się do art. "My, Przestępcy" (29 stycznia 2008) opublikowanego m.in. w serwisie media.wp.pl (http://media.wp.pl/kat,37980,wid,9610399,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=2).Edwin Bendyk napisał: "Autocenzura okazuje się niezwykle skutecznym narzędziem dyscyplinowania sieci nie tylko w krajach niedemokratycznych. Największy serwis wideo YouTube usunął w ub.r. ze swoich serwerów zwiastun filmu animowanego amerykańskiego artysty Michaela Sullivana, „The Sex Life of Robots”, co wywołało oburzenie w środowiskach twórczych. Podobne praktyki wobec niepewnych materiałów stosuje coraz więcej portali internetowych, unikając w ten sposób ewentualnych procesów sądowych. Pomysł, by pilnowaniem sieci obciążyć samych internautów, podoba się politykom. Prezydent Nicolas Sarkozy wymyślił niedawno, by zwiększyć odpowiedzialność portali za walkę z internetowym piractwem"Zaznaczyć należy, że istnieją tysiące portali oferujących pliki filmowe w żaden sposób nie regulowane i nie kontrolowane (m.in. twarda pornografia, przemoc, zabójstwa itd). Youtube, video.google.pl i kilka innych serwisów stanowi wręcz wyjątek od reguły. I po wizycie na owych "ciemnych stronach sieci" usunięcie jakiegoś zwiastunu fimu animowanego wyda się fraszką. Naprawdę jest bardzo, ale to bardzo daleko do cenzury sieci. Nie wspomnę nawet o materiałach dostępnych na wyciągnięcie ręki w sieciach wymiany plików np. TORRENT. Edwin Bendyk napisał: "Serwis Napisy.org nie zajmował się jednak samymi filmami, tylko tłumaczył na polski i udostępniał w sieci listy dialogowe. Jeśli tego typu działalność jest nielegalna, to co w takim razie z usługą automatycznego tłumaczenia, oferowaną np. przez Google? W serwisie tym można, klikając na odpowiedni przycisk, przetłumaczyć treść witryny koreańskiej na język angielski lub francuski (polskiego nie ma w ofercie). Czy w związku z tym procederem Larry Page i Sergey Brin, twórcy Google, powinni zasiąść w areszcie obok administratorów Napisy.org? "Komentarz: jeśli wiadomo, że osoby potrzebujące napisy do filmów korzystają z ich pirackich wersji (DIVX, XVID i inne formaty), to ta kwestia przestaje być niezrozumiała. Osoba, która legalnie zakupiła DVD z danym filmem, ma napisy dołączone na płycie. Tak więc skoro wiadomo, że tylko piraci korzystają z napisów do DIVX-ów, zamknięcie np. serwisu napisy.org jest uzasadnione. Teoretycznie napisy mogą być potrzebne osobie, która legalnie wykonała kopię zapasową filmu (na podstawie Art. 75 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych) - ale to mniej więcej tak prawdopodobne, jak posiadanie przez złodzieja kominiarki w samochodzie dla potrzeb charakteryzacji, albo "łamaków" (czyli narzędzi do włamywania się do aut) w celu otwierania własnego samochodu w razie zgubienia kluczyków. I to zagadnienie także wymagałoby wyjaśnienia i interpretacji polskich przepisów.Tłumaczenia stron internetowych mają się nijak do tego problemu. Po pierwsze z powodu niskiej jakości tych tłumaczeń, a po drugie z powodu ogromnego nakładu pracy jaki trzeba by włożyć w samodzielne przetłumaczenie napisów do filmu (biorąc pod uwagę złożoność techniczną jest to niewykonalne dla większości użytkowników komputerów).Edwin Bendyk napisał: "Aktywność policji, donoszącej co kilka dni o kolejnym wykrytym przestępstwie internetowym, cieszy, nie należy być jednak bezkrytycznym. – W sieci każdy może być przestępcą – twierdzi mecenas Maciej Kliś, specjalizujący się m.in. w przestępczości internetowej. – Dla policji wystarczającą przesłanką do postawienia zarzutu o nielegalne rozpowszechnianie filmów lub pornografii jest posiadanie na twardym dysku takich materiałów oraz programu do wymiany plików.Podobny zestaw materiałów i programów znaleźć można niemal w każdym komputerze; gdy policjanci przeszukują akademiki lub prywatne mieszkania, z dużym prawdopodobieństwem znajdą takie dowody przestępstwa. "Komentarz: tego fragmentu nie rozumiem. Skoro ktoś ma na dysku twardym pirackie filmy, muzykę - to jakie ma znaczenie czy ściągnął te dane z internetu, kupił na "bazarze" czy "przegrał" od kolegi? "Art. 117. 1. Kto bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom w celu rozpowszechnienia utrwala lub zwielokrotnia cudzy utwór w wersji oryginalnej lub w postaci opracowania, artystyczne wykonanie, fonogram, wideogram lub nadanie,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2."PRAWO AUTORSKIE.Edwin Bendyk napisał: "Jeszcze bardziej sprawa komplikuje się w przypadku pornografii dziecięcej, bo już samo posiadanie takich materiałów jest karalne. A mogą się one znaleźć w komputerze bez wiedzy jego właściciela, jako np. zawartość spamu, czyli niechcianej korespondencji trapiącej każdego użytkownika poczty elektronicznej. "Komentarz: Z poczty elektronicznej korzystam od ponad 10 lat i NIGDY nie otrzymałem spamu z dziecięcą pornografią.Nie znam też ani jednej osoby która otrzymała by takiego e-maila razem ze spamem. Nie oszukujmy się, że tego typu pliki na dysku mogą mieć tylko osoby z zaburzeniami. I absolutnie czym innym jest otrzymanie e-maila z taką pornografią, a posiadanie plików na dysku twardym. I bliska zera jest szansa by ktoś posiadał takie materiały bez swojej wiedzy.Maciek