Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

O drodze do duszy i innych historiach

(1)
Rozmowa z Jerzym Pilchem, zdobywcą Paszportu "Polityki" w dziedzinie literatury
  • 2008-02-23 17:26 | Tokarski

    Krzysztof

    Tak się składa, że Pilch i ja żyliśmy przez pewien czas w tym samym mieście. Składa się także, że znaliśmy tych samych ludzi, których życzliwy uśmiech traktuję jak łaskawość losu. Nie jestem pewien, czy łaskawością losu jest fakt, że kiedyś spędziliśmy razem jakiś czas i mieliśmy okazję wymienić (niezobowiązująco) swoje poglądy na życie i na kobiety. Potem drogi nasze się rozeszły, on porzucił Kraków i przestał się pokazywać na ulicy Wiślnej, ja popadłem w głęboki niedostatek i wtedy poczułem gwałtowną potrzebę porozmawiania z nim, ale on nie chciał wracać do jakiejś znajomości, może nie przynoszącej mu chwały, czego nie można powiedzieć o mnie. Ale ja go potrzebowałem, bo nie potrafiłem zrozumieć samego siebie, a nie miałem w zasięgu głosu drugiego Pilcha. Powoli wychodziłem z nędzy, samodzielnie i z ogromnym mozołem. Stale jednak Pilch właził mi w duszę czy to z telewizora, czy to z jakiejeś gazety. Wpadały mi w ucho plotki o jego życiu erotycznym, i o czkawce minionej skłonności. Dzisiaj, gdy czytam ten wywiad, to nie mogę znaleźć ani cienia Pilcha z czasów wspólnie pitej czarnej kawusi u Noworola i wysłuchiwania skarg na zły los. Dzisiaj zastępuje (oby godnie) samego Miłosza, a może nawet Lema. Dzisiaj nie mam śmiałości mówić o Pilchu w drugim przypadku, Ty! A jednak go potrzebuję, a on mnie nie. Nie odpowiada na moje prowokacje, moje listy. Może jestem zbyt podłej natury? W końcu coś tam w życiu przeżyłem, coś mi się udało, a co potem zmarnowałem. Mam jednak zadziwiająca skłonność robienia rzeczy niezwykłych i już myślałem, że to może we mnie zainteresować Pilcha, żeby nie powiedzieć Jurka.Teraz jego głos jest słuchany jak jakiejś wyroczni, a zawiłości myśli rozszyfrowywane są jak jakieś tajemne zaklęcie na mądrość życiową. To mnie denerwuje, bo ja jakoś odnaleźć tej mądrości nie mogę, mimo upływu lat. Byłbym jednak bardzo szczęśliwy, gdyby ten mędrzec zaszczycił mnie swoim zainteresowaniem. Bardzo mi go potrzeba, bo być może to być najważniejsza w moim życiu rozmowa. KT.