Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Nominacje. Teatr - Paszporty POLITYKI

(1)
Kończy się zapotrzebowanie na mocny, dosłowny i bieżący teatr - choć taki wciąż, rzecz jasna, powstaje. Rośnie za to popyt na metaforę, parabolę, operowanie na scenie mikroskopem lub lunetą, umiejętność głębokiego wniknięcia w wystawiany tekst i zbudowania świata nieopartego na serwowanym w mediach.
  • 2008-04-02 10:13 | Witold Halwic

    Skandal na 28 WST - KARTOTEKA p. Zadary

    Brałem (raczej próbowałem wziąć) udział w „spektaklu” w budynku (hali przemysłowej) dawnej Warszawskiej Wytwórni Wódek "KONESER" w „inscenizacji” p. Michała Zadary nazwany „Kartoteką” (chyba już nie Tadeusza Różewicza) - w ramach 28 WST - organizator Instytut Teatralny.Wielokrotnie czytałem ten utwór. Oglądałem spektakl w Teatrze Małym w reżyserii Tadeusza Minca (1973 r. - Wojciech Siemion) oraz oglądałem trzy realizacje telewizyjne:K. Swinarskiego (1967 r. - Tadeusz Łomnicki),K. Kieślowski (1979 r. - Gustaw Holoubek),K. Kutza (Kartoteka rozrzucona - 1990 r. - Jerzy Trela, Krzysztof Globisz).To, co zostało zaprezentowane w poniedziałek (31.03.2008 r.) nie mieści się w żadnej skali ocen.Głównie charakteryzowało się to wystawienie (raczej wiec, zebranie, zbiegowisko, masówka – w końcu fabryka) pogardą dla widza. Sposób wystawienia, „sala” i warunki przestrzenne całkowicie uniemożliwiały percepcję wielkich pomysłów natchnionego artysty p. Michała Zadry.Szkoda, że nie było w pobliżu kosza z jajkami, bo przybliżyłbym wizję strony internetowej p. M. Zadary do rzeczywistości. Można by rzec, jaka inscenizacja, takie zachowanie widza. Nie chcę się znęcać nad tym przedsięwzięciem. Wyżej wymienieni reżyserzy zasłużyli sobie, żeby nie być wymieniani obok p. M. Zadary w gronie inscenizatorów „Kartoteki”.Różne pomysły zachowań teatralnych kiedyś „ćwiczyliśmy” na spektaklach w jednym z warszawskich liceów. Teatralnie wychowywaliśmy się na Jerzym Grotowskim – „Apocalypsis cum figuris”, Józefie Szajnie – szczególnie „FAUST” w Teatrze Polskim – 1971 r. – muzyka Bogusław Schaeffer, Replika – 1973 r. i Dante w Teatrze Studio, Erwinie Axerze, Konradzie Swinarskim, Lidii Zamkow – „Komu bije dzwon” – 1972 r. (z Leszkiem Herdegenem), Henryk Tomaszewski – pantomima, Macieju Prusie i trochę zmyleni estetyką i sztuczkami Adama Hanuszkiewicza – „Kordian”, „Beniowski”).Potem w teatrze przeżyłem modę na p. Janusza Wiśniewskiego - Grand Prix Teatru Narodów za autorskie przedstawienia „Panopticum a la Madame Tussaud” i „Koniec Europy” w Teatrze Nowym w Poznaniu – 1984 r. (kalka z Tadeusza Kantora), p. Krzysztofa Warlikowskiego. Na szczęści nie dałem się wciągnąć w „teatr” p. Grzegorza Jarzynę p. Jana Klaty.Robiliśmy to dla kolegów i nauczycieli - za darmo (nie byliśmy ani wykształconymi reżyserami ani aktorami - czyli kompletni amatorzy). Odbywało się to na korytarzach i salach gimnastycznych (między innymi pokazaliśmy bardzo „awangardową” wersję „MAKBETA” – akcja obywała się wieczorem w różnych salach lekcyjnych na schodach, korytarzu i np. łazience – Lady Makbet myła ręce – nasi widzowie przemieszczali się wraz z linearnie pokazywanymi wątkami dramatu – odbywało się to w logicznej kolejności i na pewno nie symultanicznie).Zapłaciłem za spektakl w ramach 28 WST (2 bilety po 60,00 PLN)w sumie 120,00 PLN.Mając w pamięci wystawienie „DYBUKA” (TR Warszawa – 2003 r.) w tejże Wytwórni Wódek oraz „Dziadów” na ul. Nakielskiej (stara zajezdnia autobusowa - Teatr im. H. Modrzejewskiej - inscenizacja p. Lecha Raczaka – dawniej Teatr Ósmego Dnia) spodziewałem się spartańskich warunków, ale umożliwiających odbiór SZTUKI.To, w jakich warunkach obywała się oglądanie „dzieła” p. M. Zadary urągało wszelkim standardom (nawet, jeśli chodzi o eksperymenty formalne - np. widownia swobodnie przemieszczająca się od sceny do sceny po teatrze). W 1974 r. w jednym teatrów warszawskich w takiej konwencji pokazywał swoją wersję „Kandyda” Voltaire (Optymizm) zaprezentował Jan Dorman z Teatrem Dzieci Zagłębia Będzin (1974). Pomijając wartość inscenizacji – głównie chodzi o możliwości odbioru sztuki. Ten, kto nie zna sztuki właściwie usłyszał niewiele dialogów z oryginału Tadeusza Różewicza. Wielu zdarzeń w ogóle nie udało się zobaczyć. O zrozumieniu sensu na podstawie spektaklu, jeśli ktoś nie znał sztuki w ogóle nie mogło chyba być mowy.Taka „obsługa widowni” jest godna niewielkiej symbolicznej kwoty (góra 20,00 PLN). Jeśli komuś nie jest potrzebna widownia (takie wrażenie sprawia p. M. Zadra), to niech pokazuje ten spektakl na video lub dla znajomych. Jeśli „reżyser” chciał się poddać weryfikacji widowni, to nie może obywać się to w tak uwłaczających warunkach uniemożliwiających percepcji sztuki. Może o to chodziło, żeby nikt nie ogarnął całości i nie zobaczył, że przyjechali amatorzy biegania, padania, skakania, popiskiwania – podstawowy sposób komunikowania się z widzem w dniu 31.03.2008 r. Aktorzy może rozumieli w czym biorą udział.Ta inscenizacja, to również całkowite zlekceważenie utworu Tadeusza Różewicza. Jeśli nie kocha się (nie rozumie się) sztuki, którą chce się wystawić oraz nie ma się pomysłu, po co się ją wystawia, to z KARTOTEKI zostają tylko segregatory. Wystarczy wyjąć z szeregu dwa segregatory i cały pomysł inscenizatorski się wali.Jeśli to winna organizatora. Przede wszystkim dlatego, że zaprosił ten spektakl na 28 WST (nawet czyniąc inscenizacje p. M. Zadary osobnym wątkiem 28 WST - sic !). Jakie kryteria stosował INSTYTUT TEATRALNY wybierając morderstwo spektaklu, sztuki i teatru do 28 WST i podnosząc go rangi wydarzenia.Czy Państwu potrzebne jest dziecko, które krzyknie, ze „król” jest nagi ?Zwracam się o zwrot kwoty 108,00 PLN (ze 120,00 PLN) z uwagi na to, że nie udało mi się obejrzeć spektaklu w jego reżyserskim kształcie oraz z uwagi na utracone korzyści. Jak można zadumać się nad losem everyman'a w XXI wieku, jeśli p. Jana Peszka (Wacław, Tadzio) ledwo było słychać i widać. Reszta aktorów ćwiczyła etiudy jak na I semestrze studiów teatralnych lub kursów zawodowych jak zostać aktorem np. reklamówek (jak upaść po skonsumowaniu produktów konkurencji itp.)Szacunkowo 10 % dzieła Tadeusza Różewicza do mnie mogło dotrzeć (tekst i sytuacje, w których byli ustawieni aktorzy):60,00 PLN * 10/100 = 6,00 PLNW sumie dla mnie warte to było 12,00 PLN. Nie wyliczyłem ile tak naprawdę były warte pomysł p. M. Zadary, ponieważ jestem w tej kwestii zbyt subiektywny.Jak by rzekł cotygodniowy oceniający knajpy w Warszawie (CJG) – „Zadarę omijać z daleka - nieświeże, surowe, niesmaczne, odgrzewane i drogie”.Z poważaniem łącze powyższe wyrazyOszukany widz (uczesany od wewnątrz) Witold