Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Płacz nad trumną

(13)
Wybitne jednostki, zły system, zdemoralizowane środowisko – oto w skrócie stan polskiej nauki. A reformy to zbyt poważna sprawa, by je zostawić samym uczonym. Zbyt wielu z nich blokuje zmiany, bo może na nich stracić.
  • 2008-04-10 17:23 | Andrzej Altenberger

    Z pustego i Salomon nie naleje...

    Administracja badan naukowych oraz szkolnictwa wyzszego powinna ulegac korektom rownie czesto jak czlowiek powinien sie poddawac powaznej operacji. Zbyt czeste wstrzasy, nawet jesli sa spowodowane najlepszymi intencjami naprawy, nie sa korzystne dla zdrowia poddanego nim ukladu. Glownym problemem polskiej nauki badawczej jest brak kadr o wystarczajaco wysokim IQ oraz historii inicjatyw badawczych na wysokim poziomie. Nie jest to zreszta problem wylacznie polski. Swiat pelen jest naukowcow, ktorzy sami prochu nie wymysla ale gdy juz stosowna technologie poznaja z drugiej reki to sa w stanie wprowadzic drobne ulepszenia. W krajach, w ktorych liczba uniwersytetow i innych osrodkow badawczych jest wieksza niz w Polsce istnieje po prostu wieksze prawdopodobienstwo, ze wsrod zatrudnionych znajda sie rowniez ludzie wyjatkowo uzdolnieni w danym kierunku. Nie jest to jednak sytuacja jaka mamy w kraju. Pula kandydatow jest ograniczona, material przychodzcy ze szkoly sredniej jest zle przygotowany co wydluza okres ksztalcenia a sami "mistrzowie" tez nie grzesza orginalnoscia projektow. Z tego wlasnie powodu wydaje sie bardziej racjonalnym aby polozyc wiekszy nacisk na prace u podstaw to jest podwyzszenie wymagan i pewien elitaryzm w doborze kandydatow do studiow i pracy naukowej. Model nauki "wyczynowej" , w ktorym decydujaca role gra miedzynarodowa czy wewnatrz-unijna konkurencja w walce o granty nie jest wskazany w sytuacji gdy naukowa"kadra narodowa" nie posiada zawodnikow klasy mistrzowskiej. Zamiast marnowac mnostwo czasu na pisanie projektow badawczych o wystarczjaco nieprecyzyjnym sformulowaniu celow a nastepnie na usilowanie znalezienia wykonawcow, ktorzy owym nieprecyzyjnym celom nadadza ksztalt nadajacy sie do wymienienia w raporcie, proponowalbym aby kierownikom katedr czy zakladow badawczych przyznawac pewien budzet na badania, byc moze w odpowiedzi na ich umotywowane wnioski, i pozostawic im wolna reke w ich wykorzystaniu. Po okreslonym okresie , powiedzmy pieciu lat, organ finasujacy bedzie mogl ocenic czy pieniadze zostaly wykorzystane w sposob uzyteczny czy tez nie. Negatywna ocena laczylaby sie z negatywnymi decyzjami personalnymi w stosunku do dysponenta budzetu badawczego. Ten podstawowy poziom finansowania badan naukowych moze byc oczywiscie uzupelniony przez dotacje oraz nagrody uzyskiwane przez jednostke badawcza ze zrodel innych niz regularne finansowanie z budzetu panstwa.
  • 2008-04-11 10:00 | Alfred

    Prawda

    Zgodzę sie z wieloma rzeczami w tym artykule. Najbardziej uderza mnie jednak fakt, że na uczelniach głównie zostają jednostki, którym nie udało się wybić na rynku pracy więc wracają na uczelnie na ciepłą posadkę i swoja frustrację przelewają na studentów. Studiowanie jest obrzydzane młodym ludziom, więc w jaki sposób maja oni mieć ochotę na pozostanie na uczelni. To jest właśnie jedna z głównych przyczyn tego ,że zaczyna brakować kadry na uczelniach. Umożliwienie robienia doktoratów po licencjacie nie rozwiąże problemu, a da tylko dostęp miernotom do ciepłych posadek. Opisuje to głównie z punktu widzenia Politechniki na której studiuje, gdzie jest masa egocentryków-doktorów, którzy skutecznie swoim zachowaniem niszczą np. inicjatywę studenckich badań. Smutne, ale prawdziwe...
  • 2008-04-11 17:42 | Ronald z Tczewa

    Wadliwa struktura

    Chcialbym dodac, ze polska nauka ma wadliwa organizacje grup naukowych. Zaklady sa za duze i czesto akumuluja samodzielnych naukowcow ktorzy wydzieraja sobie przestrzen. W takich warunkach trudno jest rowniez rozliczac naukowcow i rozmywa sie odpowiedzialnosc. Trzeba zlikwidowac tradycyjne zaklady, wprowadzic grupe badawcza z jednym samodzielnym pracownikiem jako jednostke nauki. Taka reforma rowniez zlikwiduje "dziedzicznosc zakladow" przez co polska nauka bedzie szybciej reagowac na trendy swiatowe.Jezeli chodzi o dlugosc kontraktow -- tutaj bym byl ostrozny. Mobilnosc w Polsce jest ograniczona glownie przez czynniki zewnetrzne w stosunku do nauki (niskie pensje, wysokie koszty utrzymania a szczegolnie wysokie ceny mieszkan w duzych aglomeracjach). Tak wiec w tych trudnych warunkach zatrzymanie talentu na uczelniach wymaga rozsadnie dlugiego kontraktu. Inaczej, naukowcy nie beda sklonni podejmowac ryzyka i wybiora bezpieczniejsze prace za granica gdzie w razie niepowodzenia na uczelni latwiej znalezc prace w przemysle i latwiej sie przeprowadzic.
  • 2008-04-11 23:55 | Dagny

    Marzenie ściętej głowy

    Kiedy tak czytam ten artykuł, traktujący o problemach polskiej nauki i jej konkurencyjności w skali swiatowej, i patrzę na kolejne pomysły rządzących, choćby ten pani min.Kudryckiej, proponującej doktorat po licencjacie, to sobie myślę, że polskie sukcesy naukowe na arenie międzynarodowej to marzenie ściętej głowy. Za kilka lat moze byc co najwyżej jeszcze gorzej, jezeli reforma szkolnictwa wyższego pójdzie w proponowanym obecnie kierunku.Kiedy wreszcie się obudzimy? Kiedy wreszcie skończymy z głupimi eksperymentami i nieodpowiedzialnymi decyzjami dyletantów na ministerialnych stołkach?
  • 2008-04-12 02:44 | Dagny

    P.S. do Marzenia ściętej głowy

    Jeżeli pan premier Donald Tusk chce utrzymać władzę, czego mu serdecznie życzę,bo w trosce o dobro Polski nie przeżyłabym powrotu PiSu, musi baczniej się przyglądać poczynaniom ministrów własnego Gabinetu.Powtórzę za panią redaktor Paradowską:"Tusku, musisz!"
  • 2008-04-12 03:15 | michrich

    stan nauki

    Konkurencja zwykle ozywia kazda dziedzine dzialalnosci ludzkiej. Nalezy wprowadzic system wynagradzania za rezultaty dla instytucji naukowych. To otworzy mozliwosci zatrudnienia mlodym i zdolnym naukowcom.
  • 2008-04-12 20:36 | Witold Surewicz

    Czas na dzialanie

    Gratuluje ciekawego i rzeczowego artykulu. Smutna diagnoza jest niestety jak najbardziej trafna. Bardziej mgliscie wygladaja plany wyjscia z tej zapasci. Kilka spraw jest jednak zupelnie oczywistych:Po pierwsze, choc budzet na badania jest zalosnie niski, sam wzrost nakladow – niezaleznie jak wielki – niczego tutaj nie zmieni. Konieczne sa gruntowne zmiany systemowe.Po drugie, utytulowane srodowisko akademickie samo tych zmian nie dokona. Wrecz przeciwnie, wiekszosc bedzie sie opierac jak tylko mozna.Po trzecie, zmiany musza byc naprawde FUNDAMENTALNE. Obok spraw tak oczywistych jak zniesienie habilitacji czy dozywotnej prezydenckiej profesury (prezydent powinien wreczac nagrody i odznaczenia; wszedzie na swiecie profesor to po prostu stanowisko zwiazane z zatrudnieniem w konkretnej uczelni), najbardziej potrzebna reforma to gruntowna zmiana sposobu rozdzialu srodkow na badania. Znakomita wiekszosc funduszy powinna (musi) byc przyznawana w postaci grantow na podstawie konkursu. To w sposob automatyczny pociagnie za soba inne zmiany, jak wylonienie sie rzeczywistych (a nie tytularnych) elit, znaczne zroznicowanie zarobkow (e.g., w USA pensje profesorskie moga roznic sie wielokrotnie w zaleznosci od uczelni i indywidualnego dorobku), samoistne wyodrebnienie sie uczelni flagowych (bez zadnych dekretow ministerialnych; po prostu najlepsi beda sciagac do najlepszych osrodkow, tych ktore moga zaoferowac najlepsze zarobki i infrastrukture do badan).Wszystko to, od dawna postulowane przez Prof. Zylicza i kilku innych, wydaje sie tak oczywiste ze az zastanawiam sie czy warto o tym pisac. Pani Minister, teraz czas na dzialanie. Swiat ucieka do przodu - jutro bedzie za pozno!Witold SurewiczCleveland, Ohio
  • 2008-04-13 15:44 | greg

    Emigracja

    Traktowanie doktorantow jak podludzi (tzn. nowy regulamin studiów doktoranckich), feudalne stosunki w pracy, psie pieniądze. Rozwiązanie okazało się proste wystarczyło przenieść się za Odrę gdzie otwierają się możliwości.
  • 2008-04-14 20:52 | Zainteresowany

    Bzdury

    Bzdury to zmiany związane ze słowem habilitacja. Są to czysto kosmetyczne zagrania mające na celu lobby na rzecz prywatnych uczelni. Co do Ameryki, owszem kierunek ciekawy, ale nie oszukujmy się - poprzez zniesienie wymogu habilitacji to Ameryki tu nie zrobimy, jesteśmy nędzarzami w porównaniu do nich. Druga sprawa to dofinansowanie uczelni - dlaczego wszyscy udają, że jeśli profesor uczelni wyższej zarobi 6000 zł brutto to jest to szczyt drogi naukowej uwieńczony zarobkiem pierwszego lepszego słabego sędziego? Nie oszukujmy się - aby w naszym kraju ludzie robili kariery naukowe potrzebne są pieniądze a żadne okręty tego nie zmienią, że jest biednie jak diabli. Jeśli z posady naukowej ludzie będą mogli się kiedyś w tym kraju utrzymać to może zaczną poważniej myśleć o nauce, inaczej nawet bez habilitacji jesteśmy skazani na dorabianie na kolejnych 2 posadach. I nic tego stanu nie zmieni, żadne amerykańckie pomysły, dopóki z nauczycieli akademickich będzie się robiło życiowych niedorajdów, którzy nie mają możliwości wybić się gdzie indziej. Najpierw pieniądze, a następnie taka zmiana prawa, która by umożliwiła kierownikom zespołów na obrót personalny (jak się ktoś nie sprawdza to do widzenia). Inaczej temat można uznać za przegadany i to najprawdopodobniej z powodu braku środków finansowych na uczelnie tak właśnie ma być - tematy zastępcze, habilitacje i inne bzdury. Pozdrawiam mądrych i biednych w tym wspaniałym kraju.
  • 2008-04-16 21:48 | Biophotonics

    "Bzdury"? Do betonu i tak nic nie dotrze

    "Bzdury to zmiany związane ze słowem habilitacja"? Rozumiem, iz sam "Zainteresowany" habilitacje ma juz w kieszeni i teraz broni uczelnianego betonu kiszacego sie w "sosie wlasnym" i z roku na rok spychajacego polska nauke do bardziej zasciankowej roli. Ja zas nie musze jej miec ("hab") albowiem mialem serdecznie dosyc feudalnych porzadkow na polskich uczelniach wyzszych(a poznalem dobrze przynajmniej trzy duze uczelnie) i wyjechalem.P.S. "nic tego stanu nie zmieni, żadne amerykańckie pomysły"? Czyzby, panie "Zainteresowany"?Prosze sprawdzic - amerykanskie pomysly doskonale sprawdzily sie w Korei Poludniowej i na Taiwanie czyli krajach, ktore jakies 50 lat temu zaczynaly praktycznie od naukowego "zera" a teraz wyprzedzaja Polske.Coz... a Polacy jak chca niech sobie dalej zyjaz "habilitacjami" i takim ewenementem (na skale swiatowa) jak "profesury belwederskie"!P.S. A dodatkowe pieniadze bez powazniejszych zmian systemowych niczego nie poprawia - po prostu - zostana zmarnowane!!
  • 2008-04-19 22:12 | Zyga

    To czego nie udało się Hitlerowi

    Zamiarem Adolfa było przekształcenie Polaków w Naród pozbawiony inteligencji i zdolny wykonywać tylko określone czynności. Stąd likwidacja szkół wyższych i ograniczenie nauki młodzieży co najwyżej do nauki zawodu.To co nie udało się Hitlerowi powoli realizuje się po roku 1989. Motorem postępu nauki jest zapotrzebowanie przemysłu na określone rozwiązania. Reprywatyzacja przemysłu ( sprzedaż zakładów czasami bardzo dobrych ), likwidacja całych gałęzi przemysłu (np. elektroniki) doprowadziła do likwidacji biur technologicznych, konstrukcyjnych czy rozwojowych działających przy sprzedawanych zakładach. W najlepszym przypadku przy znacznie ograniczonym zatrudnieniu sprowadzono ich rolę do nadzoru produkowanych na zagranicznej dokumentacji wyrobów. Polska z uwagi na niskie koszty siły roboczej stała się jedynie zakładem produkcyjnym dla wyrobów , których konstrukcje i technologie są opracowywane w innych krajach. Taki zakład produkcyjny nie musi mieć kadry technicznej zdolnej do opracowania czegoś nowego. Jak nie ma nowych konstrukcji to i nie ma zapotrzebowania na nowatorskie rozwiązania we współpracy z innymi ośrodkami naukowymi, nie ma też finansowani badań podstawowych, których efekty będą widoczne za kilkadzieści lat. Polska została sprowadzona do roli jaką spełniają dzisiaj Chiny, Wietnam i inne krajane azjatyckie rozpoczynające industrializację. Tylko Polska zeszła do tego poziomu a kraje azjatyckie stoją na początku rozwoju. Jeżeli chodzi o Chiny to tam są inwestowane olbrzymie pieniądze w rozwój własnych badań. I tylko do czasu będzie to kraj wyłącznie tanich robotników. Tak jak 30 lat temu w Europie pogardzano wyrobami produkcji Made In Japan( np. firmy Sony, Toyota,Honda) tak dzisiaj pogardza się wyrobami Made In China. Ale za kilka lat to się zmieni, tak jak zmieniło się nastawienie do wyrobów Made In Japan.Motorem rozwoju w wielu krajach jest przemysł zbrojeniowy. To ta gałąź przemysłu wymusza najczęściej nowe technologie, zapotrzebowanie na nowe materiały i rozwiązania. W prowadzony obowiązek robienia przetargów na dostawy sprzętu dla wojska spowodowało, że to co jeszcze w Polsce jako tako działało chyli się ku upadkowi. Przetargi zaczęły wygrywać firmy, które odpowiednio tanio zaoferowały swój sprzęt pomimo, że był kiepskiej jakości ( sławetne wozy bojowe piechoty w których polscy żołnierze w Afganistanie boją się jeździć na patrole). Sposób promocji przez Polskę czołgu własnej konstrukcji (Twardy) pachnie dużą aferą. W dniu w którym zostaje podpisana umowa na sprzedaż niewielkiej partii tych czołgów do jednego z państw azjatyckich ukazał się komunikat o otrzymaniu przez Polskę w darze chyba 50 wysłużonych w innej armii czołgów typu Leopard, bo Leopard pomimo 10 lat służby był lepszy od Twardego. Sprawa likwidacji przemysłu lotniczego to osobny rozdział do dumy.Ostatnim wątkiem , który chciałbym poruszyć jest ocena pracy zespołów badawczych przez ich kolegów z innych zespołów. Przed wieloma laty uczestniczyłem w spotkaniu, które miało nakierować środki na najbardziej przyszłościowe i dające w perspektywie pozytywne wyniki badania. Na forum podniesiono sprawę kilku tematów kierowanych przez jednego z uczestniczących w naradzie profesorów. Na badania te wydano już bardzo dużo pieniędzy a uzyskiwane efekty nie rokowały sukcesu (publiczną tajemnicą było, że duża część środków szła wyłącznie na utrzymanie przy życiu zespołu, który tak naprawdę zajmował się innymi sprawami). Przewodniczący tej naradzie inny profesor prześlizgnął się po temacie bo jak to można wstrzymać finansowanie kolegi. Zrozumiałem wówczas sens przysłowia „ kruk krukowi oka nie wykole”.
  • 2008-04-20 11:54 | Zainteresowany

    do bio...

    Dla mnie osobiście cały problem tej reformy zamyka się w pozwoleniu gadających głów w TV na pracę na wielu etatach oraz dotowaniu uczelni niepublicznych z budżetu. Gdzie tu jest sens i logika? Jak ktoś mi to wytłumaczy jak taki sposób na naukę poprawi jej jakość to uznam że jest geniuszem...Min. dlatego właśne stan nauki się nie poprawi, chyba że zostaną przeznaczone na nią dodatkowe środki aby tak jak Pan Biophotonics nie musiano emigrować.
  • 2010-02-20 00:41 | gucio

    Re:Płacz nad trumną-brak młodych naukowców

    Nie dziwię się, że w Polsce brakuje młodych naukowców którzy mogliby konkurować z kolegami z zagranicy. Obecnie na wielu uczelniach np. Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu doktoranci nie dostają stypendium doktoranckiego, a mają obowiązek prowadzenia zajęć i uczestnictwa w zebraniach katedry, instytutu więc swój czas dzielą pomiędzy nauką a dydaktyką, jak i również pracą zarobkową. Taki system powoduje, że na uczelni pozostają tylko osoby, których rodziców stać na utrzymanie dziecka. jak taki system ma zachęcić ludzi do pozostawania na uczelni????