Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

(24)
Zamiast odbierać Łukaszowi Podolskiemu obywatelstwo albo oskarżać go o zdradę ojczyzny z powodu dwóch goli na Euro 2008, wyobraźmy sobie, co by się stało, gdyby szkolił się w kraju.
  • 2008-06-18 09:02 | Kecaj

    Piekny tekst...

    Wielkie dzieki za ten artykul. Ciekawe czy bedzie w Polsce wielu nasladowcow Lukasa Podolskiego? Sadze, ze pokazal droge, ktora wybierze wielu mlodych. To memento dla skorumpowanej polskiej pilki. Tylko nie rozumiem dlaczego nie spiewa niemieckiego hymnu. Co to, niemiecki gorszy od polskiego? Dla niektorych, np. byly oszolom-minister Orzechowski, pewnie tak, ale nie sadze aby obiektywnie byla jakas roznica. Polacy nie maja dzis prawa do zadnego poczucia wyzszosci wobec Niemcow. Niemcy to demokratyczne panstwo po przejciach. Najgorszych przejsciach wsrod wszystkich krajow Europy. Tacy jak Lukas Podolski pokazuja, ze polskie resentymenty i fobie musza kiedys wygasnac. Dopoki Niemcy beda panstwem demokrtaycznym, dopoty nic nam z ich strony nie grozi. Tylko przez Niemcy mamy prawdziwa lacznosc z Unia. Lukas pokazuje, ze nie tylko w polityce, ale i w sporcie, w samym zyciu. Tak trzymaj Lukas! Takich trzeba nam sportowcow, ktorzy potrafia pokazac, ze maja dwa serca, np. polskie i niemiecki. I nie ma w tym zadnej sprzecznosci. A jak potrafimy im zapewnic godne warunki w kraju, to zostana. Jak nie, to pojada grac u sasiadow.
  • 2008-06-18 13:14 | Miroslaw Kraszewski

    komunistyczne i postkomunistyczne rzady.

    To wynik "polskiej" dyplomacji. Niemcy lubia najbardziej Polakow analfabetow ktorzy nie mowia nie czytaja i nie pisza po polsku. Wynaradawianie Polakow w Niemczech przez niemieckie urzedy przy wspoldzialaniu (kolaboracji) polskich ambasad na czele z panem Byrtem i Szklanym doprowadzilo ze polacy w Niemczech nie maja mozliwosci nauki jezyka polskiego a osobnicy jak Szklany mowia "po co ma sie uczyc polskiego jak mowi po polsku"?

    W Niemczech zakazuje się Polakom urzędowo i sądowo jeżyka polskiego przy współpracy polskiego MSZ, obecnie pana Bartoszewskiego. Więcej na stronie internetowej samoobrony obywatelskiej www.rpdd.eu.

    Panu Wichniarkowi piłkarzowi pierwszej ligi i królowi strzelców w Bielefeld zakazano tez mówić po polsku.
    Gdy takie polskie dyplomatyczne, mówiąc jeżykiem Bartoszewskiego, bydło dyskryminuje swoich obywateli mieszkających w Niemczech i ogłupia ich nie dając możliwości nauki polskiego, to nie ma co się dziwić ze
    Podolski i Wichniarek nie będą mieli ochoty rozmawiać z przedstawicielami "polskich władz".

    Po prostu skandal na dwa miliony Polaków w Niemczech uczy się polskiego niecałe 4 tys. polskich dzieci.
    To jest wynik polityki "polskich funkcjonariuszy MSZ " kooperujących z niemieckimi kolesiami z wspólnych kursokonferencji w Moskwie.

    Pani Prof.Gesine Schwan legalizuje politycznie urzedowe i sadowe zakazy jezyka polskiego polakom w Niemczech a pan Bartoszewski, jej partner do stosunkow polsko niemieckich klaszcze glosno gdy niemiecki polityk w trakcie polsko niemieckiej konferencji w domu Komisji Europejskiej w Berlinie wali piescia w stol i zakazuje dyskusji na temat zakazów polskiego polskiej matce mieszkającej w Niemczech.

    http://de.youtube.com/watch?v=HOntSw77lQo

    młodzi ludzie poddają się temu niemiecko polskiemu rządowemu terrorowi.
  • 2008-06-18 16:18 | Ana

    Nie rozumiem ,o co to cale zamieszanie wokol Podolskiego?!
    Przeciez na obczyznie zyje 17 milionow Polakow.Ich dzieci,tam porodzone,czy wychowane,beda co raz czesciej reprezentowac swa nowa ojczyzne!!Moze dobrze byloby sie do tego faktu przyzwyczaic i skoncentrowac sie na tych ,co w Polsce mieszkaja i stworzyc im jak najlepsze warunki do uprawiania sportu!!
  • 2008-06-18 17:26 | Meriva37

    Panie Kraszewski od kiedy to w Niemczech nie wolno wysłać do Amabasady lub Konsulatu Polskiego i odwrotnie listu lub pisma pisanego po polsku. Kto niby sprawdza tą korespondencję na poczcie, jakieś GESTAPO czy inny twór pańskiej wyobraźni. Jakie są niby konsekwencje napisania po polsku, z syłka na Sybir czy do Dachau. Przecież to są jakieś pierdoły saskie.
    W Niemczech jest wiele obywateli pochodzenie obcego, tureckiego, polskiego, włoskiego itd. itd. i matkom Pana zdaniem zabrania się z dziećmi rozmawiać w języku pochodzenia tylko po niemiecku lub językiem migowym. Ktoś porządnie upadł tu na głowę. W swoim czasie Kaczyński grzmiał, że Niemcy (pochodzenia polskiego) chcą wykupić lub odzyskać
    majątki w Polsce a jednocześnie twierdził że w RFN jest dwa miliony Polaków, których dzieci nie mogą uczyć się jązyka polskiego. Raz te bidule są Niemcami a raz Polakami w zależności od potrzeby. Czysta paranoja.
  • 2008-06-18 17:28 | goja

    Polacy zyjacy za granica sa traktowani przez polski rzad jako druga kategoria obywateli. Pokutuje to juz od dawna. To dobrze , ze teraz ci emigranci moga troche odegrac sie na takiej Ojczyznie, np. grajac w obcych druzynach sportowych. Polak doceni drugiego Polaka, gdy juz za pozno na cokolwiek, a zwlaszcza na sentymenty. Goja
  • 2008-06-18 18:40 | Heinrich Beuthen

    Re: Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Kochany obywatelu Polski !
    Jestem Niemcemj, jak wiekszosc Slazakow.
    Powiedz mi moj drogi, kiedy mielismy szkole niemiecka albo jezyk niemiecki w szkole.
    Podolski jest Slazakiem i Niemcem, i kazdy moze z niego brac przyklad.
    Nawet jakis Polak.
  • 2008-06-18 21:32 | gostom

    Re: Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Mój Slask

    Mój Slask, moja Polska, mój swiatJestem Slazakiem. To dla mnie tak oczywiste, jak to, ze bije we mnie serce i ze oddycham. Slaskosc mnie boli. Ten ból, czasem bardziej realny od bólu fizycznego, jest dla mnie dowodem na to, ze to cos istnieje.Przez wiele lat moja tozsamosc nie stanowila dla mnie problemu. Wychowalem sie na Slasku wiejskim, w otoczeniu, w którym moi pobratymcy stanowili ogromna wiekszosc. Slaskosc przez wiele lat byla dla mnie jedynym swiatem, jaki znalem. Nie zmienila tego nawet szkola. Dopóki chodzilem do szkoly w mojej miejscowosci, do kolegów sie godalo, do „pani” sie mówilo, ale tylko na lekcji, bo poza lekcja czasami nawet z „pania” mozna sobie bylo pogodac. Polska byla w telewizji, w szkole, w ksiazkach, byla czyms dalekim i egzotycznym. Slaskosc byla czyms tak naturalnym, jak powietrze, którym sie oddycha bezwiednie i którego sie nawet nie zauwaza, albo jak chleb, po który zawsze mozna bylo siegnac. Slask byl w naszej pracy na polu u dziadków, w opowiadaniach o staroszkach, którzy na gospodarce przezyli sto lat, w ómie, która opiekowala sie nami w zastepstwie rodziców, w parze golebi, która dziadek przeznaczal na obiad dla wnuków. Slask byl tez w zdziwieniu dziadka, który chcial sobie „wyrobic emeryture” pracujac w PeGeeRze i nie mógl sie nadziwic dialektycznemu cudowi komunizmu - „jak to sie dzieje, ze oni chodza pijani, tyle dobra marnuja, a ciagle maja pieniadze i prosperuja”. Tylko czasami glosy doroslych zamienialy sie w szept, gdy ujkowie wieczorami rozprawiali o sluzbie w trzech armiach, wspominali o tym, jak bylo za Niymca, a jak za staryj Polski.Czasami ta egzotyczna polskosc objawiala sie, jako cos wrogiego naszej slaskosci, np. w postaci naslanych z Czestochowy na urzedy „Poloków”, albo nawiedzonych nauczycieli polonizatorów. Ale to byly raczej problemy doroslych, zaslyszane w podsluchanych mimowolnie rozmowach. Zreszta byla jeszcze jedna bardzo istotna okolicznosc. O to wszystko mozna bylo obwinic komune. Gdy zaczynalem dorastac wybuchla w Polsce „Solidarnosc”. To sprawialo, ze slaskosc z polskoscia latwo bylo mi pogodzic. Moje pierwsze brutalne odczucie polskosci nastapilo, gdy po ukonczeniu szkoly podstawowej poszedlem do ogólniaka w miescie. Nie przyszlo mi do glowy, zeby moja etnicznosc przed kimkolwiek ukrywac. I spotkalo mnie odrzucenie. Moja slaskosc i wiejskosc zostaly wydrwione. Pierwsze lata nauki w ogólniaku zapamietalem jako doswiadczenie upokorzenia. Najbolesniejsze bylo to doznane ze strony rówiesników. I tu sie zacialem. Nie wiem dlaczego, ale uparlem sie, ze nie bede sie ani mojej mowy, ani mojego wiejskiego pochodzenia wstydzil. Mysle, ze odczuwalem jakies poczucie osobistej godnosci, które nie pozwolilo mi wyprzec sie siebie. Kosztowalo mnie to wiele bólu, ale przetrwalem. Bylem od nich zdolniejszy, pracowitszy, twardszy. Mimo tego mocnego negatywnego doswiadczenia nie nastapil we mnie jakis radykalny konflikt miedzy polskoscia i slaskoscia. Znowu o wszystko obwinialem komune. Przeciwko komunie bylismy wszyscy, bez róznicy polskojezyczni i slaskojezyczni. Bylismy po jednej stronie barykady, po drugiej byli tzw. „oni”. Bohaterstwo, poswiecenie, zaangazowanie dla Sprawy, to wszystko pociagalo, imponowalo. Wiekszosc moich ówczesnych znajomych przewinela sie przez oaze. Na pielgrzymkach spiewalismy „Piesn konfederatów barskich”, nocami sluchalismy „Wolnej Europy” i z wypiekami na twarzy szeptalismy sobie plotki o tym, gdzie ukrywa sie Zbyszek Bujak. Polske idealizowalismy. Latwo bylo to zrobic, bo tej wolnej Polski nie bylo. Wydawalo sie nam, ze jak tylko sowieci sie wyniosa, bedzie u nas raj na ziemi. Pamietam, ze kiedys na lekcjach polskiego przerabialismy publicystyke Edmunda Osmanczyka, który z pozycji polskiego patrioty, a jednak dosc krytycznie, wypowiadal sie o Polakach, porównujac ich z Niemcami, którzy wlasnie przegrali wojne. Wpisywalo sie to dosc dobrze w propagande schylkowego okresu komuny, propagande szukajaca przyczyn upadku panstwa w „wadach narodowych”. Pamietam, ze wtedy jako jedyny odwazylem sie zaprotestowac i zawziecie polemizowalem z polonistka. Bylem jak Gabriel Basista, w filmie „Sól ziemi czarnej” ogladajacy Polske z daleka, przez lunete, jak marzenie, jak ludowa basn. Jedyna Polska, jaka wtedy znalem, to kilka wsi z moich okolic plus patriotyczno-heroiczna mitologia. I ta wolna Polska do nas przyszla, zostala nam podarowana za darmo, jak manna z nieba zrzucona Zydom na pustyni. Ta wolna Polska do nas przyszla i rozczarowala. Rozczarowala mnie tak samo, jak pokolenie Gabrielów Basistów, do którego nalezal mój pradziadek powstaniec. I okazalo sie, ze z tych naszych wszystkich idealów nic nie zostalo. Nagle Polacy zaczeli sie modlic do sukcesu, idac do niego po trupach sasiadów, zamiast prostoty wybrali zycie lekkie, latwe, przyjemne i glupie, a poswiecenie i solidarnosc zamienili na zasade „smierc frajerom”. I nie potrafilem wpasowac mojej slaskosci w swiat dobrze umotywowanych i „wartosci swej w pelni swiadomych” nosicieli telefonów komórkowych, cwanych polityków i pograzonego w marazmie proletariatu, którego aktywnosc zyciowa ogranicza sie do drobnych oszustw, walenia piescia w stól i krzyku „a mnie sie nalezy, a mysmy sobie wywalczyli”. I pomyslalo mi sie, czy czasem Osmanczyk nie mial racji. I moja polskosc topniala z kazdym nowym zwyciestwem postkomuny, z kazda nowa afera narodowo-katolickiej „prawicy”, by niedawno ostatecznie lec w gruzach. I zaczalem czuc te róznice. Nie wiem, czy jestem Polakiem. Wiem na pewno, ze nie jestem Polakiem standardowym, nie jestem takim Polakiem, jak inni. Górny Slask, przynajmniej ten, który znam i pamietam, jest inny. Moje rozczarowanie nie wiaze sie tylko z inwazja Mac-swiata. Wierzylem gleboko w to, ze wolna Polska wezmie moja slaska etnicznosc w obrone. Przeciez przed wojna Slask mial szeroka autonomie. Nic takiego sie nie stalo, a pod pewnymi wzgledami jest gorzej, niz za komuny. Pamietam, ze w czasach komunistycznych Slask budzil pewien respekt. Przedstawiano Slazaków jako ludzi ciezkiej pracy, prostych, ale twardych i godnych szacunku. To wszystko zmienilo sie po roku 1990. Nastala wprawdzie pewna moda na slaskosc, ale slaskosc ta odarto calkowicie z jej ducha, sprowadzajac ja do swoistego slaskiego zoo, w którym mozna sobie poogladac rózne okazy prymitywnego folkloru. (I jest calkiem mozliwe, ze tylko takie zoo nam pozostanie, bo to prawdziwe zoo ponoc bankrutuje). Dzisiaj Slask postrzegany jest jako zatruta czarna dziura zasiedlona jakimis zdegenerowanymi pólglówkami. Tak samo, jak przed laty, upokorzenie jest czestym doswiadczeniem mówiacego po slasku i przyznajacego sie do swojej etnicznosci. Mysle, ze Polacy nigdy Slaska nie zaakceptowali takim, jaki on jest, nie uznali go za czesc swojej polskosci. Polacy zawsze traktowali Slask jako teren, który dopiero ma sie na ich polskosc nawrócic. Polacy nigdy nie uznali za swoja naszej mowy. Gdyby bylo inaczej, nauczyciele polonisci nie byliby trenowani, jak unikac slaskiego akcentu („ ... musisz mówic tak, zeby nikt nie poznal, ze jestes ze Slaska”) i jak oduczac dzieci mówienia po slasku. Gdyby bylo inaczej, p. redaktor Smolorz nie musialby sie skarzyc, ze urzednicy w katowickim magistracie notorycznie przekrecaja jego nazwisko zamieniajac jego slaskie brzmienie na mniej drazniace dla polskiego ucha „Smolarz”. Polacy nigdy nie uznali za swoja historii naszej ziemi. W szkolnych podrecznikach do nauki historii znajdziemy wiecej informacji o rewolucji francuskiej i ekspansji kolonialnej Anglii niz o dziejach Slaska, które przez szesc wieków toczyly sie calkiem odmiennie od dziejów panstwa polskiego. Dlatego po dwunastu latach demokracji slaskie miasta nadal zaludnione sa ludzmi wykorzenionymi, w ogóle nie znajacymi czesto bogatej przeszlosci swych miejscowosci, ich zabytków i pomników kultury. Jesli naród przyrównalibysmy do rodziny, to jego spisane dzieje moglibysmy przyrównac do rodzinnego albumu ze zdjeciami, w którym dokumentuje sie najwazniejsze wydarzenia z zycia bliskich osób. W tym albumie, którym jest spisana historia Polski, nie ma zdjec ze Slaska. Wniosek cisnie sie na usta sam. Ludzie, którzy ten album ukladali nie uznali nas za swoich bliskich, za czlonków swojej narodowej rodziny. Polska przejmujac pod swoje zwierzchnictwo nowe ziemie na Zachodzie powinna byla sie poszerzyc nie tylko w sensie terytorialnym, ale takze duchowym. Pojecie polskosci powinno zostac rozszerzone o Slask taki, jakim on byl. Stalo sie jednak inaczej. Polska potraktowala Slask jako swego rodzaju „lebensraum” do zasiedlenia przez nowych standardowych Polaków. Chcemy ziemi, chcemy fabryk, chcemy domów, ale nie chcemy historii, kultury i jezyka mieszkanców tego terenu. Pod tym wzgledem dzisiejsza Polska nie rózni sie od Niemiec Bismarcka. Mój pradziadek przystapil do powstania nie po to, zeby Slask stal sie jeszcze jednym Mazowszem albo jeszcze jedna Malopolska. Ryzykowal zycie po to, zeby Slask mógl pozostac Slaskiem i zeby nasza swojskosc przetrwala. Jak mu sie wtedy wydawalo, dobrym sposobem na to bylo zwiazanie sie z Polska. Na poczatku bylem pelny zapalu. Dalem tej wolnej Polsce duzy kredyt zaufania. Czekalem, bo przeciez wszystkiego nie uda sie naprawic od razu. Czekalem dwanascie lat - okres wystarczajaco dlugi, zeby przynajmniej cos zaczac i w ten sposób wyrazic swoje intencje. Teraz moja wiara we wparcie ze strony Polski sie wyczerpala. Wiem, ze jesli sami sie nie upomnimy o swoje, zginiemy. Moja slaska etnicznosc jest dla dzisiejszej Polski klopotliwa historyczna zaszloscia, jakims „brakujacym ogniwem” ewolucji prowadzacej do pelnego „powrotu na lono narodu”. Wolna Polska ignoruje ta etnicznosc przy podziale administracyjnym, przy ukladaniu programów szkolnych. Slazaków wprawdzie nie wysiedla sie juz i nie zsyla na Ural, ale nie pozwala sie trwac naszej tozsamosci. Wolna Polska dazy do calkowitego zasymilowania mnie i moich pobratymców. Zasymilowania, czyli ujednolicenia w ramach ustandaryzowanej polskosci. Zasymilowania, czyli wydarcia slaskosci z serca mojego i moich ziomków. Proces ten nazywa sie eufemistycznie „integracja”. Nie jestesmy podmiotem wolnego polskiego panstwa, jestesmy w tym panstwie w dalszym ciagu przedmiotem. Podmiot to ktos, kto wspóldecyduje i ktos dla kogo to panstwo istnieje. Przedmiot to cos, z czym cos sie robi bez pytania go o zdanie. Najbardziej boli, gdy przykrosc spotyka nas ze strony bliskich. Mnie najbardziej boli, ze mojej slaskosci w wiekszosci nie akceptuja Polacy przyznajacy sie do wiary w Boga i wyznajacy poglady prawicowe. Moja slaskosc w duzej czesci nie jest akceptowana w polskim Kosciele. Z grubsza rzecz biorac polskosc mozna rozumiec na dwa sposoby. Mozna ja rozumiec w sposób szeroki i otwarty, tak jak to bylo w Rzeczypospolitej z czasów jej swietnosci. W tej Rzeczy-pospolitej miescil sie niemieckojezyczny Prusak Mikolaj Kopernik, ruska szlachta, zydowskie mieszczanstwo oraz wiele innych nacji i etnicznosci. W takiej Rzeczypospolitej doskonale zmiescilby sie mój Slask. Istnieje tez bardzo zawezone pojecie polskosci, które pojawilo sie po rozbiorach, a utrwalilo w wieku dwudziestym. Pojecie to kaze rozumiec polskosc jako jednakowosc, a w róznorodnosci etnicznej upatruje zagrozenie. „Racja stanu” uzasadnia wiec rozmywanie i niszczenie etnicznosci. W tak rozumianej polskosci nie ma dla mnie miejsca. W tym rozumieniu Polakiem nie jestem i nigdy nie bylem, poniewaz moja mowa, moja tradycja, moja swiadomosc nie przystawaly i nie przystaja do standardu. Niestety wolna Polska, na która czekalem, a szczególnie ta Polska prawicowa, prawdopodobnie ze strachu przed nowym, coraz wyrazniej przechyla sie ku temu zamknietemu i waskiemu rozumieniu narodowosci. Moja slaskosc jest wiec postrzegana jako niebezpieczna, a mój upór staje sie grzechem przeciwko narodowi. Patriotycznym i chrzescijanskim obowiazkiem Slazaka jest poddanie sie asymilacji. I widze, jak dzien po dniu ta moja swojskosc-slaskosc topnieje z jednej strony pod naporem Mac-swiata w polskim opakowaniu, a z drugiej pod wplywem prawicowych, narodowych fobii. Jaki wiec sens ma dla mnie bycie Polakiem? Jaki sens ma dla mnie naród, który mnie nie akceptuje. Po co mi ojczyzna bez jezyka, tradycji i dziejów moich ojców. Jesli organizujemy sie razem w jedno panstwo, to nie po to, zeby jedni narzucali cos drugim, ale po to, zeby nawzajem i razem chronic rzeczy, które sa dla nas drogie. Polskosc moglaby miec dla mnie sens, ale tylko wtedy, gdyby wspierala moja slaskosc i pomagala mi stawac sie w niej doskonalszym czlowiekiem. A to juz brzmi prawie jak zasada pomocniczosci, znana z katolickiej nauki spolekiej nauki spole wieksze sa moralnie godziwe, jesli nie zastepuja wspólnot mniejszych, ale wspieraja je w tych zadaniach, których mniejsze wspólnoty nie sa w stanie wypelnic. Tymczasem póki co polskosc wdziera sie w moje zycie i zamiast moja pierwotna slaskosc wspierac, brutalnie zada jej amputacji. Amputacja taka choc bolesna, jest mozliwa. Tylko po co na miejsce amputowanej slaskosci przyszywac ustandaryzowana polskosc. Tylko, czy po takiej amputacji mozliwa jest jeszcze jakakolwiek tozsamosc narodowa albo etniczna. Dla mnie tozsamosc nie moze byc czyms czysto utylitarnym („tam ojczyzna, gdzie lepiej”). Podstawa tozsamosci musi byc pewien zwiazek emocjonalny z jakas zbiorowoscia i jej kultura. Jesli mój zwiazek emocjonalny ze slaskoscia zostalby przeciety, jakakolwiek tozsamosc przyszyta na jego miejsce bylaby czyms sztucznym i bardzo plytkim. Tak pojeta polskosc bylaby rzeczywiscie tylko pewnym „interfejsem”, który umozliwia mi funkcjonowanie w otoczeniu Polaków i kontakt ze swiatem. Tak pojeta polskosc bylaby przy tym czyms zupelnie przypadkowym, gdyz wynikalaby tylko z tego, ze urodzilem sie akurat tu i akurat w tym, a nie innym czasie. Gdyby moi przodkowie zdecydowali sie zgermanizowac, bylbym Niemcem. Gdyby Prusy nie zabraly Slaska Austrii dwa i pól wieku temu, prawdopodobnie najbardziej naturalny bylby dla mnie „interfejs” czeski. Tylko jesli juz decydujemy sie na przeprowadzenie tej bolesnej operacji, to po co przyszywac akurat „interfejs” polski. Polski „interfejs”, byc moze jest lepszy od slaskiego, ale niesie ze soba swoje wlasne ograniczenia. Jesli mamy nasze dzieci uczyc jezyka, który nie jest nasz, to dlaczego ma to byc „jedno z mniej znanych afrykanskich narzeczy”. Czy razem z „interfejsem” mamy przyswajac sobie wszystkie polskie fobie przed Wschodem i Zachodem i uprzedzenia wobec sasiadów? O ilez lepszy bylby „interfejs” angielski albo niemiecki!Przeciecie zwiazku z tradycja przodków, w której czlowiek wyrastal, w istocie prowadzi do „zglobalizowania sie” i czesciowo do nihilizmu. Prawdziwa tozsamosc ksztaltuje sie przez setki lat, przechodzac z pokolenia na pokolenie. Nie da sie przeszczepic Mazowsza albo Malopolski na Slask. Chyba, ze godzimy sie na nihilizm. Mysle, ze tu jest jedna z najpowazniejszych przyczyn klopotów, jakie przezywa obecnie wolna Polska, a z nia Slask. O cóz wiec nam chodzi? Czy o pieniadze, czy o niepodlegle panstwo slaskie, czy o wyrzucenie z naszej ziemi obcych? Nie! Jak wszystko co zyje, po prostu chcemy trwac. Chcemy trwac nie tylko fizycznie. Chcemy trwac takze duchowo, a wiec chcemy, zeby trwaly rzeczy nam bliskie, nasza mowa, nasze obyczaje, nasza slaska swojskosc, dzieki której oswajamy otaczajaca nas przestrzen i mozemy czuc sie w niej dobrze, znajdujac w niej poczucie ladu, bezpieczenstwa i harmonii. Nie mozemy zgodzic sie na asymilacje. Nie mozemy zgodzic sie na bycie jakims niedoskonalym stanem przejsciowym na drodze do pelnej polskosci. Wiem, ze slaskosc istnieje i choc nie potrafie jej do konca sprecyzowac, chce ja zachowac. Nie interesuje mnie, czy ktos nazwie ja narodowoscia, etnicznoscia, jezykiem, dialektem, gwara, czy jeszcze jakos inaczej. Chce, zeby trwala! Jesli chcemy slaskosc zachowac, musimy to dazenie ukonkretnic. Ta nasza swojskosc wymaga doprecyzowania. Musimy sie zastanowic, co jest dla nas najwazniejsze, co chcemy zachowac lub twórczo przemienic, a czemu pozwalamy odejsc do przeszlosci. Wiadomo, ze nie da sie dzisiaj zyc tak, jak sto lat temu. Nasza nowa slaskosc musi byc na tyle elastyczna, zeby dostosowywac sie do nowych czasów i okolicznosci. Z drugiej strony musi byc w niej na tyle duzo naszej swojskosci, zebysmy mogli ja postrzegac jeszcze jako cos swojego, a nie juz jako cos obcego. Mysle, ze zadowalajaca odpowiedz na to pytanie nie zostala jeszcze podana. Byc moze dwanascie lat wolnosci, po których w dalszym ciagu nie wiadomo, czym okaze sie byc nowa Polska i czym Slask, to za malo, aby jakas dobra idea mogla sie wykluc. Mac-swiat proponuje nam wizje Slaska czysto ekonomiczna i utylitarna, Slaska traktowanego tylko jako pewna wspólnota interesów. Jest to wizja kraju bogatego, poprzecinanego autostradami, po których suna szybkie auta i pelnego nowoczesnych budowli, ale zupelnie wypranego z naszej swojskosci. No bo jak pogodzic ducha ograniczenia i ascezy, o którym pisal Bodzio, z dazeniem do sukcesu, jak pogodzic rodzinnosc z mobilnoscia, a nasz twardy jezyk z autoprezentacja. Narodowa prawica i Kosciól proponuja wizje Slaska jako czesci Polski podobnej do innych i zamieszkalej przez Polaków takich samych, jak w innych czesciach kraju. W tej wizji tez nie ma miejsca na nasza etnicznosc. Na Slasku maja po prostu mieszkac dobrzy, uczciwi ludzie - Polacy. Nasza etnicznosc ma sie roztopic w polskosci, mamy ja zlozyc narodowi w ofierze. Ale ja chce, zeby ona trwala. Tozsamosci etnicznej i narodowej nie daje sie wyjasnic jedynie wartosciami uniwersalnymi. Moja narodowosc jest wartoscia tylko dla mnie i moich pobratymców, nie ma ona wiekszego znaczenia np. dla Portugalczyka, podobnie jak jego portugalskosc nie jest istotna dla mnie. Gdybysmy mieli sie opierac jedynie na wartosciach wspólnych dla calej ludzkosci (uczciwosc, dobroc, pracowitosc) , nalezaloby zlikwidowac wszystkie narody, takze polski. Niektórzy dzialacze naszych lokalnych elit (Zwiazek Górnoslaski) cos tam bredza o jakiejs potrójnej tozsamosci polsko-niemiecko-czeskiej. Moze to i prawda, tylko ze doswiadczenie ostatnich lat pokazuje, ze ta mityczna tozsamosc jest jeszcze bardziej mglista i niekonkretna, niz moje opowiadanie o slaskosci-swojskosci. Jesli chce sie cos zrobic, najpierw trzeba skonkretyzowac cel. Poniewaz przez dwanascie lat ta konkretyzacja nie nastapila, potrójna tozsamosc stala sie pustym haslem do wykorzystania w przemówieniach wyglaszanych na organizowanych za pieniadze podatnika akademiach z okazji „kolejnej okraglej rocznicy”. Ludzie skupieni wokól Ruchu Autonomii Slaska chca chronic slaskosc poprzez wywalczenie autonomii dla regionu, a takze przez formalno-prawne zalegalizowanie istnienia naszej etnicznosci jako narodowosci. Obie te rzeczy budza zdecydowany opór ze strony Polaków. Autonomia i samorzadnosc sa rzecza dobra, tylko ze jesli chcemy autonomii, to zapewne nie dla niej samej, ale po to, zeby za jej pomoca cos osiagnac. Jesli chodzi tylko o wiecej pieniedzy, to ta wizja nie odbiega za bardzo od wizji Mac-swiata. Zapewne wiec chodzi o cos innego. Otóz wydaje mi sie, ze w istocie chodzi o ochrone tej naszej swojskosci, której jednak nie udalo sie zalozycielom stowarzyszenia skonkretyzowac. W tej sytuacji slowo „autonomia” stalo sie pewnym wytrychem, ersatzem, w którym wyczuwam strach przed obcymi i dazenie do odseparowania sie od nich. Sama autonomia, podobnie jak uznanie narodowosci, nic nam nie da, jesli nie bedziemy wiedzieli, co z tym zrobic. Spróbujmy wiec to nasze pragnienie zachowania swojskosci skonkretyzowac. Byc moze okaze sie wtedy, ze wiele mozemy osiagnac tymi narzedziami i srodkami, jakie juz mamy (np. samorzad gminny i powiatowy) bez antagonizowania ludzi nie poczuwajacych sie do naszej slaskosci, a zyjacych na Slasku obok nas. Do mnie najbardziej przemawia droga obrana przez Kaszubów. Uwazam, ze ostoja naszej nowoczesnej tozsamosci powinna stac sie mowa. Mowa ta musi jednak zostac uporzadkowana i przetworzona w jezyk literacki. Mojej slaskosci nie chce pojmowac jako cos zamknietego i majacego zastapic polskosc. Nie chce sie odcinac ani od kultury polskiej, ani niemieckiej, ani zadnej innej. Chce, aby moja slaskosc stala sie pewna „wartoscia dodana”, z której czerpac beda mogli inni. Do tej mowy dodalbym jeszcze pamiec o dziejach przodków, czyli historie, ale pelna, a nie wybiórcza. Marzy mi sie Slask nie zunifikowany, ale wieloetniczny, na którym zyja w zgodzie ludzie uwazajacy sie za Polaków, za Niemców, za Slazaków (niezaleznie od tego, czy nazwiemy ich narodem, czy nie), a takze wszystkie stany posrednie. Chcialbym, aby wszystkie te spolecznosci wzajemnie sie zaakceptowaly, uszanowaly swoje istnienie i umialy wspólpracowac dla wspólnego dobra bez dazenia do zasymilowania kogokolwiek. Chcialbym, zeby zamiast slowa „integracja” zaczeto uzywac slowa „zgoda”. Nie wymagajmy od ludzi deklaracji narodowych rozumianych w waskim sensie i wzajemnie sie wykluczajacych. Zyjac w spoleczenstwie wieloetnicznym czlowiek wchodzi w relacje z czlonkami róznych narodowosci, zaprzyjaznia sie z nimi, zakochuje sie. Po pewnym czasie zaczyna z nimi wspól-czuc, staje sie troche Niemcem, troche Zydem, troche Ukraincem. Mozna byc jednoczesnie Polakiem i Zydem, mozna byc jednoczesnie Polakiem, Slazakiem i Niemcem. To jest bardziej naturalne niz bycie tylko Polakiem. Wymaganie od takiego czlowieka jednoznacznego opowiedzenia sie po tej, czy tamtej stronie jest tak beznadziejne, jak wymaganie od dziecka rozwodzacych sie rodziców, by zdecydowalo, czy chce byc z mama, czy z tata. Skoro jednak wybierac mi kaza, staje zdecydowanie po stronie tego, co dla mnie bardziej wewnetrzne, pierwotne i naturalne - po stronie slaskosci. Polskosc przyszla do mnie jako cos wtórnego, a czesto tej mojej pierwotnej slaskosci wrogiego. Mysle, ze Slask taki, jaki mi sie marzy, bylby szansa takze dla Polski. Polacy niszczac nasza i inne etnicznosci, choc sami tego nie rozumieja, okaleczaja siebie i swój kraj. Moglismy i nadal mozemy byc „perla w koronie” i „sola ziemi czarnej”. Lecz jesli sól utraci swój smak, to czymze ja posolic ......Jozek!
  • 2008-06-18 22:36 | Kecaj

    No Jozek, fajnie opowiadzasz. Ja to czuje, chociaz nie jestem Slazak. Jestem pol-Kujawiakiem (po ojcu) i pol-Poleszukiem (po matce) i nigdy nie bylem ani na Kujawach, ani na Bialorusi. Nawet do dzis nigdy sobie tego na dobre nie uswiadomilem. Dopiero czytajac o twoim Slasku Fajnie masz w sumie, bo masz jednak ten swoj Slask.
  • 2008-06-20 09:42 | maugoha

    Re: Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Gadanie... Dobremu sportowcowi narodowość nie przeszkadza. Patrzmy na Kubice, na Boruca, na Dudka który zaczął grać w Knurowie. Nie trzeba tłumaczyć Podolskiego ani decyzji jego rodziców. Chłopak wybrał, co chciał, i nie dlatego, że Polska zmarnowałaby jego talent.
  • 2008-06-20 10:13 | a.

    Dudek to akurat nie najlepszy przykład - jest taki sam jak cała polska reprezentacja. Natomiast należałoby wziąć pod uwagę rozwój "talentu" Żurawskiego i jemu podobnych.
  • 2008-06-21 00:18 | Mark

    Mlodym jeszcze chyba jestes, jeszcze probujesz. Mnie juz przeszlo. Strzepy jakies jeszcze czasami nawiedzaja, Babcia ktora tak jakos smiesznie mowila po polsku, ksiazki w skorzanej oprawie z przepieknymi literami, ktore jako dzieciak probowalem "odmalowywac", gdyz slow nie rozumialem... panika na lekcji historii, gdy mloda nauczycielka po chwaleniu sie swoim wujkiem w partyzantce pytala, czy ktos naszych rodzin tez walczyl w czasie wojny. i ta mysl: zeby tylko mnie nie zapytala, zeby tylko mnie nie... przed oczyma zdjecia usmiechnietych mlodych mezczyzn w mundurach, ktore nalezyly do wrogow, zbrodniarzy, tak mnie przynajmniej uczono... i ktore znalazlem schowane za Mamy futrem. wymijajace odpowiedzi na moje pytania. zreszta, zawstydzony, ze moze my to tez ...oni, ci zbrodniarze... wcale tak chyba nie chcialem tego wszystiego tak naprawde wiedziec. ale pewne watpliwosci, gdy sobie uswiadomilem, ze moje nazwisko musze literowac, by je poprawnie napisano... Potem napisy na weglarkach tak jeszcze przed stanem wojennym "slazacy to chuje a nie Polacy"... "slazycy z malej litery... Od wielu juz lat mieszkam w Niemczech. Tu tez nie jestem "tutejszy", ale przynajmnie "swoj", cos jak Bawarczyk ze swoim dialektem w Berlinie. Niedawno bylem na Alasce, na wedrowce ze znajomymi po bezdrozach gorskich. Gdzies w jakiejs nierealnej scenerii na srodku lodowca spoktalismy dwoch zarosnietych typow. Krotki small talk o pogodzie i obligatoryjne pytanie skad jestescie. " We come from Germany" z naszej strony. "From Germany! Great! I come from New York but my parents came from Silesia. You know, it was a part of Germany before the war." " I know. I am from Silesia, too. I am a Silesier". Nie czuje sie Niemcem, ci dzisiejsi sa mi za "lauwarm", Polacy mierza mnie swoimi kompleksami i kundlowata zawiscia.
  • 2008-06-26 16:18 | Lillith

    Re: Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Chlopak nie wybral, tylko jego rodzicie. Moi synowie urodzili sie w Niemczech i od 5-tego roku zycia graja w pilke, ku podziwowi odwiedzajacych ich kuzynow z Polski. Zabieralismy gosci tez na mecze juniorow, ktore odbywaly sie ze wszystkimi szykanami. mam nadzieje, ze akcja boisko z prawdziwego zdarzenia na 2012 powiedzie sie i 10-15 lat bedzie z czego wybierac do kadry. Moj ojciec, ktory zawsze kibicowal Gornikowi Zabrze, bardzo by sie cieszyl.
  • 2008-07-01 11:35 | KoLiber

    Czy jedyny Polak w Realu to nie najlepszy przykład?
  • 2008-07-06 01:46 | dota30

    Re: Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    O czym wy tu piszecie?
    gra w reprezentacji kraju to nie kasa czy oklaski tylko zaszczyt reprezentowania MOJEGO KRAJU NA ARENIE ŚWIATOWEJ.Jest się wybranym z milionów. I przykro słuchać jak nasi"polscy " niemcy mówia ,że wybrali gre w niemieckiej reprezentacji bo.... lepsza
    Można urodzić się na karaibach a czuć sie Polakiem.
    Można emigrować z kraju ale nadal czuć się Polakiem.
    To chyba jakiś błąd rodziców ,że nie wpoili tym Panom miłości do kraju tylko do kasy i sukcesu.
  • 2008-07-07 18:43 | fanka lukasza podoslkiego{natalia]

    Re: Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    podoslki dobrze zrobil ze gra w reprezetacji NIEMIEC! bo niemcy byli sa i beda mistrzami swiata!!! ja jestem polka ale w polakow nie wierze!! a niemca troszke zabraklo!, a byli by wygrali euro 2008! za rok wygraja!!:>
  • 2010-04-10 16:13 | tkw

    Re:Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Fajny tekst napisałeś.
    Tak się zastanawiam, gdzie tkwi istota problemu - może w obawie reszty Polski, że jak się Śląskowi pozwoli na odrębność, to będzie to otwarcie drogi do oderwania od Polski ? Mogę mówić tylko za siebie, ale ja - typowy chyba Polak - taką obawę mam. I mam też świadomość, że gdybym się jej pozbył, to przestałbym się obawiać "odpadnięcia" Śląska. Jeśli moje myślenie jest typowe, to może to jest droga do "pokoju" - Wy, Ślązacy przekonajcie nas, nie-Ślązaków że rozpad Polski nam nie grozi, to my, nie-Ślązacy przestaniemy się obawiać odrębności Śląska i z nią walczyć ?

    Pozdrawiam Ślązoka (dobrze napisałem ?)
  • 2014-07-14 18:38 | natca

    Re:Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    to jest tylko pilka nozna. trzeba sie uczyc jezykow i jezdzic za granice , uczyc i socjalizowac sie z madrzejszymi od nas. a nie jeczec . tak to juz jest i od zawsze bylo ze cywilizacja przychodzila na wschod z zachodu i poludnia. i jak bysmy nie byli egocentryczni , zadufani w sobie i patriotyczni to jestesmy niewiele znaczacym kurwidolkiem. wiec spokojnie to tylko pilka nozna.
  • 2014-07-15 00:23 | bever

    Re:Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    swietnie napisane Jozek, latwiej moge sobie wyobazic wewnetrzne emocje rozczarowania i zal. tracimy wszyscy potwornie duzo, bo bylismy zawsze krajem wieloetnicznym skazanym na zycie pospolu i w jakiej takiej zgodzie. miejsca bylo dosyc dla wszystkich. najpierw wojna potem panowanie komunizmu zniszczylo to bogactwo. dzis wladza to przeciez jeszcze dzieci tych wychowanych za komuny z nadmiarem potomkow budowniczych polski ludowej. panstwo czyli urzednicy na codzien pokazuja swoja malosc i nijakosc. wszyscy gdzies z czyms zwiazani, klienci wladzy. nie widze miejsca dla polakow w dalszej perspektywie. modziez wyemigruje do centrow nauki, przemyslu i kultury(germanskiej), naplyna zupelnie odmienni. Najwazniejsze zeby tylko nie gineli w wojnach w domu - w europie.
  • 2014-07-15 09:35 | Ojciec Rydzyk

    Re:Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    c zo by nawet pasowale- co on (Podolski) za Polak, co nawet dobrze po polsku nie mowi1 Czy ktos z was go po polsku, na zywo, mowic slyszal?
    To j.jpolski od Steffená Mueller jest o dwie ligi lepszy, a moze i on jest Polakiem+ A.Merkel+++
  • 2014-07-15 13:12 | Dante

    Re:Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Polonia to jest niechciane dziecko MSZtu.

    A tak na marginesie to Lucas jest Niemcem a nie Polakiem i ubieranie sie w obce piorka to tylko efekciarstwo.
    Szkoda, ze polskie media wlacznie z Polityka w czasie calego WM2014 nie byly tak entuzjastycznie natawione do Podolskiego i druzyny niemieckiej - on byl od samoego poczatku w Brazyli.
  • 2014-07-15 19:18 | andrzej52

    Re:Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Nie Ślązoka, a Ślonzoka.
    Wydaje mi sie, że problem tkwi w nierozumieniu przez Polaków innych nacji, niestety nasza szkoła i Kościół sie do tego przyczyniają.
    A co do przekonania, że autonomia to nic zlego dla Polakow wlaśnie możesz przeczytać tutaj :
    http://autonomia.pl/n/statut-organiczny
  • 2014-07-15 19:20 | andrzej52

    Re:Gdyby Podolski nie wyjechał z Polski...

    Jeszcze jedno, a gdyby inne regiony równiez zaczęły myśleć o autonomii?
    poczytaj historię Tyrolu Poludniowego (podobnie jak Górny Śląsk, od 1919 należy do Wloch). Jak region rozwinął sie po 1972 roku, po uzyskaniu autonomii.
  • 2014-07-15 19:22 | Tarnowitz

    Lukas Podolski nie jest pierwszym Polakiem który został MŚ w piłce nożnej

    Gůrny Ślůnsk to też Polska w 1954 r. mistrzami świata w barwach Niemiec zostali Richard Herrmann (Ryszard Herman) z Katowic a grał w Dębie Katowice i Fritz Laband (Friedrich Laband) z Hindenburga dzisiejsze Zabrze grał w Hindenburg 09 i Preussen Zaborze i oczywiście Łukasz Podolski z Gliwic oraz Miroslav Klose z Opola obaj mistrzamowie świata z 2014 r.
  • 2014-07-16 01:32 | Silesianus (Silez-Janusz)

    Dziwne (ale nie nowe) :

    No tak - ojcu zle sie robilo na mysl, ze Podolski junior móglby grac z czarna wrona na piersi, no i on sam specjalnie nie spiewa niemeickiego hymnu, bo ma polska zone i tego tam. Skad taka "wiedza" u Autora ? Podpada, ze stoi toto akurat na poczatku i na koncu.

    A szczególy juz sie nie licza. Ze kawal jego rodziny wyjechal do Niemeic. Ze czesc pozostalych tez chciala, ale sie nie udalo. Ze pól jego kalsy szkolnej "znikla". Ze 2/3 niemeickiej druzyny, z róznych powodów i bez powodu, nie spiewa. itp. itd. etc.