Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Wejście smyka

(11)
Dzieci taszczy się teraz ze sobą wszędzie. I to niemowlaki. Do samolotu, w egzotyczną podróż, do muzeum, restauracji. Dobrze to czy źle?
  • 2008-08-19 12:14 | Jarek

    Re: Wejście smyka

    Zgadzam się z autorem. Widać wyraźną różnicę w podejściu ludzi w krajach "egzotycznych" do dzieci. W Turcji , w której byłem z rodziną w tym roku, zetknęliśmy się z niespotykanym zwykle na "Starym kontynencie" (specjalnie używam tego określenia, które coraz celniej określa Europę) podejściem do dzieci. Mój czterolatek był wyściskiwany, całowany i obdarowywany prezencikami od nieznajomych, miejscowych ludzi,którzy - jak nam wyjaśniono, taki mają stosunek do dzieci. Nie było problemu ze zmianą pokoju, przyjmowano z uśmiechem jego zachcianki przy posiłkach itp.
    Należy jednak zrozumieć także tych, którzy wybierają się w podróż bez dzieci. Tak jak my - rodzice żądaliśmy tolerancji w stosunku do naszych dzieci, tak i my powinniśmy pamiętać o współpasażerach, którzy także chcą zwiedzaći podróżować w spokoju. Jeszcze musimy się dużo uczyć, ale wierzę, że wyjazdy będą dostarczać wyłącznie pozytywne doznania - czego Wam i sobie życzę. Pozdrawiam wszystkich będących w drodze z i bez dzieci. Jarek
  • 2008-08-19 17:26 | marmez

    Re: Wejście smyka

    No tak, dzieci płaczą to się je usuwa z miejsc publicznych. A gdzie dzieci płaczą? Tylko w krajach "cywilizowanych". W całej biedocie dzieci mają to co potrzebują i nie muszą płakać, Gdy w Indiach, Wietnamie, Tajlandi, i pewno jeszcze większości świata słyszy się płacz dziecka to jest to białe cywilozowane dziecko. :/

    Więc mam nadzieję, że coraz więcej rodziców odrzuci dwudziestowieczne mity o wychowywaniu dzieci i zacznie to robić jak się robiło przez tysiące lat.
  • 2008-08-19 21:17 | smb

    Re: Wejście smyka

    Droga pani Martyno,
    dzieki za interesujacy artykul i wyniki badan jak porownan kulturowych. Juz od ponad 25 lat zyje w Nemczech i obserwuje sytuacje rodzicow z dziecmi. Matki karmiace na kazym rogu to juz przeszlosc, dzieciaki w kazdej restauracji i kawiarni w srodku zaduchu tytoniowego ...., niemowleta przebierane na stoliku obok , ktorego goscie jedza kolacje..
    Niemowleta w samolotach placzace bez przerwy. Czy tak wyglada odpowiedzialnosc rodzicow ?Nikt mi nie powie, ze dla dobra dziecka podrozuje sie w dalekie strony. To czysty egoizm i niedojrzalosc uczuciowa. Szkoda, ze mlodzi Polacy tez i te negatywne mody zachodnie przejmuja .Osobiscie nie mam nic przeciwko dzieciom w srodowisku doroslych, ale bardzo rzadko slyszalam od ich rodzicow uwage, aby zachowywali sie biorac wzglad na innych...A to jest kultura bycia , ktora byc moze i w Polsce pomalu zanika. A szkoda !Pozdrawiam z Hamburga
  • 2008-08-20 04:43 | dorota

    Re: Wejście smyka

    Mieszkam od kilku miesiecy w USA i mam roczna coreczke i mam zupelnie inne obserwacje co do sposobu wychowywanie malych dzieci przez Amerykanow. Wiekszosci tzw. "doroslych miejsc", w ktorych sie poruszam jest przygotowane na obecnosc malych gosci (przewijaki w banku i muzeach, wysokie krzeselka nawet w pubach - choc na pewno nie wszystkich, opiekunki w kosciele, by rodzice mogli spokojnie uczestniczyc w mszy, specjalny personel w ksiegarniach, ktory zajmuje sie dziecmi, gdy ja przegladam ksiazki, swietlica dla dzieci w fitness klubie, gdzie cwicze i wiele innych). W parkach mamy biegaja z maluchami w wozkach, cale rodziny chodza po gorach z dziecmi w nosidelkach, w weekendy restauracje pelne sa rodzin z malutkimi dziecmi i chyba wszedzie dla dzieci przygotowane jest specjalne menu. Jezeli na ulicach nie widac tylu doroslych z dziecmi co np. we Wloszech to chyba dlatego, ze tu generalnie zycie toczy sie bardziej w domu niz na ulicy.
  • 2008-08-20 10:18 | Tomasz

    A kto Was bedzie utrzymywal jak sie zestarzejecie, pajace? Przeszkadza Wam placzace dziecko w samolocie? Wy oczywiscie nie plakaliscie i nie trzeba Was bylo przewijac.
  • 2008-08-20 18:52 | anic

    Ja nie latałam samolotem jako dziecko. Rodzice, dopóki byliśmy mali, wykupywali wczasy w ośrodku nad jeziorem max 100 km od miasta. Tam był raj na ziemi - rodzaj getta dla rodziców z małymi dziećmi, które pluskały się w bezpiecznych i pilnowanych kąpieliskach, teren był ogrodzony, z placami zabaw dla maluchów, salami zabaw dla nastolatków, zieleń, ciepło, fajnie, blisko lasu w gronie całej chmary innych dzieciaków Rodzice umawiali się na brydza z nowo poznanymi innymi rodzicami , z którymi mieli wspólne tematy tzn. dzieci. W razie potrzeby swoje dzieci mozna było komuś podrzucić na troche albo przyjąć pod opiekę cudze. Czy targanie dzieci w 12-godzinną podróż samolotem + dojazd na lotnisko+ dojazd z lotniska do jakiejś miejscowości jest komuś potrzebne? Czy dla dziecka pobyt na plaży w Tajlandii daje więcej wrażeń niż pobyt w fajnie zorganizanizowanym ośrodku na Kaszubach?
  • 2008-11-02 20:20 | cattivella

    Akurat włoski model wychowywania dzieci trudno uznać za modelowy. Chyba nigdzie indziej w Europie nie wychowuje się dzieci na takie kaleki emocjonalne jak tam. Pozwala się im na absolutnie wszystko, czy dziecko komuś przeszkadza- rodziców to specjalnie interesuje. A propos empatycznych Włochów-przedwczoraj byłam świadkiem jak na lotnisku włoska stewardesa nie pomogła złożyć wózka przed wejściem do samolotu kobiecie w ciąży z dwulatkiem na ręku. Stała i przyglądała się jak tamta się męczy...
  • 2010-06-30 17:30 | kkk_a

    Re:Wejście smyka

    Mysle, ze zwolennicy pelnej obecnosci dzieci w "doroslej" przestrzeni publicznej nieco przesadzaja. Stworzylismy cywilizacje i spoleczenstwa, w ktorych obowiazuja pewne zasady. Wiadomo, ze dzieci nalezy traktowac wg "taryfy ulgowej" ale pozwalajac im na zbyt wiele automatycznie nie przekazujemy im od poczatku tych zadad, ktore stworzylismy, ktorych sami przestrzegami, i ktorych przestrzegania oczekujemy od innych. Kawiarnia czy restauracja, czesto zadymiona, naprawde nie jest miejscem dla dzieci - one sie tam zwyczajnie nudza, dym im szkodzi (kazdemu zreszta), a rodzice zamiast skoncetrowac sie na jedzeniu, rozmowie, czy po prostu zrelaksowac sie wolna chwila - pilnuja dzieci. Nikomu wiec pobyt dzieci w lokalu nie przynosi korzysci ani przyjemnosci. Jeszcze gorzej, gdy rodzice w takiej sytuacji pozwalaja dziecku na wszystko i zamiast go pilnowac pozwlaja np. na poscig miedzy stolikami. Kolejna rzecz - karmienie piersia w miejscach publicznych. Nie wyobrazam sobie, jak mozna publicznie obnazyc biust - karmienie tego nie usprawiedliwia. Nie mowiac juz o tym, ze biust moze byc np. spocony, ogolnie nieestetyczny, lub tez obsliniony przez dziecko. Prosze wybaczyc, ale to naprawde jest niesmaczne. Mimo wszystko trzeba miec wzglad na odczucia osob postronnych. Nie mowiac juz o tym, ze naga piers czesto skupia na sobie oblesny wzrok co bardziej prymitywnych (i nie tylko) osobnikow plci meskiej. Czy kobiety karmiace naprawde nie sa tego swiadome? Moze im to nie przeszkadza?
  • 2010-07-06 11:47 | toon

    Gdyby nie niektórzy rodzice...

    Zdarzyło mi się lecieć na wakacje samolotem na pokładzie którego byli wczasowicze z niemowlakami. Słuchanie ryczenia (bo niestety nie chciały spać) przez kilka godzin jest naprawdę męczące.
    Poza tym, niektórzy zabierający ze sobą kilkuletnie dzieci są nazbyt buraczani i pozwalają im na wszystko. Pociechy wydzierają się w samolocie, autobusie, kopią w fotele, już w samym hotelu np. biegają między stolikami w stołówce... A rodzice zero reakcji, bo przecież dzieciom się nudzi, mają tyle energii!
  • 2010-07-06 16:21 | jashkai

    Re:Wejście smyka

    Nasze "cywilizacje" nie są chyba stworzone przeciwko dzieciom? Przecież nie po to zabiera się dziecko ze sobą w podróż, czy "na miasto", żeby miało wszędzie urządzać wrzaski i demolkę, lecz po to, by nauczyć je zasad społecznych. Dziecko też może na swój sposób przestrzegać norm - tak jak każdy. Faktem jest, że rodzice decydujący się na zabranie ze sobą dziecka dokądkolwiek powinni rozważyć wszelkie za i przeciw w tym zwłaszcza dobro dziecka (tu kłania się zadymiony lokal). Natomiast co do karmienia piersią w miejscach publicznych - panuje aktualnie propaganda karmienia piersią: pierwsze pół roku obligatoryjnie - usłyszałam od pediatry. Zalet jest podobno od groma. Dziecko karmione piersią często odmawia picia z butelki. Wówczas w trakcie wyjścia z niemowlakiem może pojawiać się problem "jedzeniowy". Głodnemu dziecku nie da się wytłumaczyć. To co - nie wychodzić? Trudno by było. A zatem czasem trzeba podać tę spoconą pierś, niech obślini - przynajmniej przestanie ryczeć z głodu. Nawiasem mówiąc ciekawe z jakiej odległości widać na piersi pot i/lub ślinę (i w ogóle jaką ślinę)?
  • 2010-07-06 17:59 | mamaady

    lubię być taką mamą!

    Nie miałam wprawdzie okazji lecieć jeszcze samolotem z moją córeczką, ale ponieważ jestem dość młodą matką, wiedziałam od początku, że dziecko nie będzie oznaczało dla mnie rezygnacji z pracy, życia towarzyskiego i podróży. Oczywiście, kierując się tym (zdrowym według mnie) egoizmem, zawsze mamy wgląd na dobro i potrzeby dziecka (czyli np. dostosowujemy plany do jego drzemek). Okazało się już bardzo wcześnie, że nasza córa nie sprawia żadnych kłopotów w różnych sytuacjach poza domem, jest niemal zawsze uśmiechnięta i co najważniejsze bardzo towarzyska i zainteresowana światem dokoła. Tak więc obiad w restauracji, kawka w barze, impreza u znajomych, wizyta w urzędzi czy u kosmetyczki - nie muszę z tego rezygnować, a dziecko jest w siódmym niebie, bo coś się dzieje. Nawet jazda na rolkach z wózkiem to świetna zabawa. No i przede wszystkim góry. Niewiele jest dzieci na szlakach, dlatego często wzbudzamy emocje, zawsze pozytywne. Gdy w jednym schronisku na oczach kobiet stojących w kolejce do toalety, umyłam dziecku zakupkaną pupę, usłyszałam gromkie "feee", zapytałam więc: "a Panie nie miały dzieci?". Od razu odpowiedział mi szczebioczący chór: "podziwiamy, że z takim maleństwem i się jeszcze chce po górach chodzić". Podobno zadowolona matka to szczęśliwe dziecko. Myślę, że przy takiej powszechnej zmianie podejścia do dzieci, więcej par będzie się w przyszłości decydować na rodzicielstwo. Bo dziecko od początku powinno być naszym partnerem, któremu z radością pokażemy świat i innych ludzi, a nie małym terroryzującym nas potworkiem, przez które w domach przed telewizorami będą siedzieć zgorzkniałe mamusie i znudzeni tatusiowe.