Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

(70)
Ogłoszony przez MEN program posłania 6-latków do szkół staje się jednym z najgorętszych tematów w dyskusji publicznej. Z jednej strony jest to dla naszego kraju konieczność cywilizacyjna, z drugiej - plan przeprowadzenia tej reformy wyzwala dramatyczne emocje rodziców.
  • 2008-09-30 17:25 | Redakcja

    Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Ogłoszony przez MEN program posłania 6-latków do szkół staje się jednym z najgorętszych tematów w dyskusji publicznej. Z jednej strony jest to dla naszego kraju konieczność cywilizacyjna, z drugiej - plan przeprowadzenia tej reformy wyzwala dramatyczne emocje rodziców. Czy szkoły są przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci? Dlaczego tego typu socjalizacja ma się odbywać w szkołach, a nie w zerówkach? Co Państwo o tym sądzą?
  • 2008-09-30 17:42 | tleniona

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Jeśli tylko będę miała wybór, nie poślę swojej córki do rejonowej podstawówki tak długo, jak to będzie możliwe. Ten nieprawdopodobny jazgot, gonitwa i szturchanina to za duży szok dla tak małego dziecka. Poza tym córka jest z sierpnia, może mieć kłopot w dorównaniu dzieciom urodzonym na początku roku. W tym wieku nawet parę miesięcy to istotna różnica wieku!
  • 2008-09-30 17:46 | Tleniona

    Nie poślę swojej córki do rejonowej podstawówki tak długo, jak to będzie możliwe. Ten nieprawdopodobny jazgot, gonitwa i szturchanina to za duży szok dla tak małego dziecka, które w najlepszym przypadku zdążyło się oswoić z przedszkolem. Poza tym córka jest z sierpnia, może mieć kłopot w dorównaniu dzieciom urodzonym na początku roku. W tym wieku nawet parę miesięcy to istotna różnica wieku!
  • 2008-09-30 20:47 | wladimirz

    Jaka konieczność cywilizacyjna???Finlandia(!), Szwecja, Dania posylają do szkoly 7-latki i nie zamierzają tego zmieniać, choć przy ich potencjale moglyby znacznie latwiej niż Polska!
    Na dodatek Finlandia jest na przedostatnim miejscu (tuz przed Polską) w UE w upowszechnianiu przedszkoli(Raport o Kapitale Ludzkim).I jest liderem wyników edukacji.Widać,że to nie wiek posylania dzieci do szkoly jest decydujący, a ogólna jakośc szkolnictwa!!!
  • 2008-10-01 07:34 | Teresa Stachurska

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    To weźmy jeszcze przykład dziecka sześcioletniego urodzonego w listopadzie, czy grudniu oraz w tej samej klasie dziecka siedmioletniego urodzonego w styczniu, czy lutym. Ja tu widzę różnicę dwu lat. W jednej klasie!, jak to młodsze ma dać sobie radę? Takie rozwarstwienie to sposób na kreowanie nadmiernego napięcia, przyczyny narkomanii, alkoholizmu, inncyh zdrowotnych przypadłości. Warto? MEN tego nie wie?
  • 2008-10-01 08:53 | sebek

    Pisałem już wczesniej na ten temat (patrz "Darwinizm edukacyjny" na tym forum). Nie rozumię dlaczego posyłanie dzieci 6 letnich do szkół jest traktowane jako konieczność cywilizacyjna. W państwach w których dzieci idą do szkoły w wieku poniżej 7 lat, określenie "szkoła" jest czysto umowne bowiem de facto te dzieci chodzą do przedszkola czy zerówki ale mieszczącej się w budynku szkolnym. Tak więc szkoła w ich wypadku jest tylko z nazwy. Niech mi więc ktoś wyjaśni w czym jest lepsze przedszkole w budynku pod szyldem "szkoła" od przedszkola w budynku pod szyldem "przedszkole" skoro dzieci uczą się tam tych samych rzeczy? O jakiej więc konieczności cywilizacyjnej mowa? Czyżby sama zmiana szyldów spowodowała skok cywilizacyjny? Takie to proste?
    Świat jest teraz otwarty, ludzie jeżdżą i widzą jak jest naprawdę w innych krajach więc nie da się im mydlić oczu hasłami bez pokrycia. W Polsce nie ma konieczności pakowania na siłę 6 latków do szkół. Można w zamian wprowadzić obowiązek przedszkolny dla dzieci od 5go czy 6go roku życia. To właśnie w przedszkolach są największe szanse na nadrobienie zapóźnień rzwojowych dziecka, nie w szkołach.
    I na koniec, siedmiolatki idą do szkół nie tylko w Rumunii, Bułgarii czy innych krajach postkomunistycznych ale także w Finlandii, Danii czy Szwecji czyli w krajach które przodują w wynikach edukacyjnych. Czy nikogo to nie zastanawia? Może więc zmiana samego szyldu nie wystarczy i aby mieć lepsze wyniki należy zmieniać coś zupełnie innego, np. program nauczania czy przepisy oświatowe?
  • 2008-10-01 09:07 | Bogdan

    Jak czytam wypowiedzi rodziców, w tym Państwa Elbanowskich, w toczącej się dyskusji na temat reformy edukacji, to zauważam skupianie się głównie na nieprzystosowaniu szkół, programów, ławek, toalet itd do przyjęcia dzieci 6 letnich do szkoły. Ale to nie w tym leży główny problem. To 6 letnie dzieci są NIEPRZYGOTOWANE do bycia uczniami. I żadne mowy o prześciganiu czy gonieniu kogokolwiek tego nie zmienią. 6 latek sie nie nadaje do bycia uczniem i już. Rodzicom czasem się wydaje, że jak poślą 6 latka do szkoły to będzie on w uprzywilejowanej pozycji w stosunku do rówieśników w wyścigu szczurów. A prawda jest taka,że posłanie dziecka do szkoły w tym wieku to tylko kradzież jego dziciństwa. Zresztą rodzice doświadczeni (mający dzieci w różnym wieku) widzą ogromną różnicę między dzieckiem 6 i 7 letnim. I to, że dopiero 7 latkowie dojżeli do tego, by być w szkole powinno być wystarczającym warunkiem by tę ustwę wyrzucić do kosza i więcej do niej nie wracać. Wszystkim, którzy chcą więcej dowiedzieć się na temat etapów rozwoju dziecka i alternatywnej edukacji mogę polecić strone fundacji Antropos www.fundacjaantropos.eu.
  • 2008-10-01 09:45 | Jacek

    Jak zwykle przy reformie edukacyjnej władzy zabrakło wyobraźni i wiedzy. Kiedy słyszę, że mój prawie sześcioletni syn miałby po zajęciach szkolnych wylądować na świetlicy razem z dużo starszymi uczniami, diabli mnie biorą. Polski system nauczania sześciolatków porównuje się z modelami krajów zachodnich i mówi się, że nasz jest zacofany. To fakt, bo na Zachodzie funkcjonuje wiele rozwiązań organizacyjnych, które gwarantują opiekę nad dzieckiem po zajęciach szkolnych zanim rodzice wrócą z pracy. W Irlandii Północnej na ten przykład rodzice mogą powierzyć dziecko opiece niani, która po zajęciach zajmie się nim, aż rodzice wrócą z pracy. Przeciętnie zarabiający dostaje na ten cel pieniądze od państwa. Ja o takich realnych projektach zmian nie słyszałem.
  • 2008-10-01 10:27 | J.

    Mieszkam na obrzeżach dużego miasta i ze względu na dojazdy do pracy ledwo mieszczę się w 10 godzinach między odprowadzeniem dziecka do przedszkola a odebraniem go. Dziś mam pewność, że przez CAŁY ten czas syn jest pod opieką i CAŁY ten czas jest sensownie wypełniony zajęciami i zabawą.
    Ktoś się dziwi, że nie spieszy mi się zmieniać tej sytuacji na taką, że dziecko spędza 4 godziny na lekcjach, a 7 godzin w świetlicy? Jaką mam gwarancję, że ten czas będzie sensownie zagospodarowany?
    Ot choćby - czy w takiej nowej I klasie dzieci będą miały jedną Panią, czy dwie? Bo w przedszkolu Panie są dwie i bynajmniej się nie nudzą.
    A w ogóle to czy świetlice szkolne są otwarte już o 6.30 [pora wyjazdu do pracy - w przedszkolu jesteśmy "już" o 7.20, ale szkołę trzeba by wybrać bliżej miejsca zamieszkania] ?.
    Nie dostrzegam żadnej konieczności cywilizacyjnej, żeby posłać dziecko wcześniej do szkoły, bo mój pięcioletni syn dobrze mówi i umie czytać, ale kompletnie nie radzi sobie w relacjach z rówieśnikami. Nie wierzę, że w szkoła lepiej pomoże mi poradzić sobie z tym problemem niż przedszkole, bo nie wierzę, że każda klasa dla 6-latków będzie działała tak jak zerówkowy oddział przedszkolny. Oczywiście można argumentować, że to wyjątek, ale konieczność pracowania na utrzymanie i dojeżdżania do pracy przez rodziców to już nie jest wyjątek, lecz norma.

    Podzielam poglądy Państwa Elbanowskich, co do "dojrzałości" społecznej dzieci. Mam poważne obawy, że cud się nie zdarzy i szkoły nie będą przygotowane do sprawowania opieki nad dziećmi. Szybsza nauka czytania, zainteresowanie światem, umiejętność budowania zdań wielokrotnie złożonych - wiem to z autopsji - nic nie znaczą. Jeśli dziecko zostanie rzucone na zbyt głęboką wodę szkolnej rzeczywistości, cały ten potencjał nie tylko nie będzie wykorzystany, ale wręcz może sie okazać, że takie "reformatorskie" posunięcie przyniesie dużą szkodę.
    Problemem polskiej edukacji nie jest to, że dzieci za późno zaczynają naukę w szkole. Problemem jest to, że opieka przedszkolna nie obejmuje tych dzieci, którym jest potrzebna.
    Przedszkola, przedszkola, przedszkola.
  • 2008-10-01 11:15 | Katarzyna

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Drodzy rodzice sama miałam pododne obawy kilkanaście lat temu posyłając dziecko do szkoły a główną ich przyczyną nie była jakość klas, toalet, pomocy dydaktycznych; moje obawy wynikały z własnych traumatycznych przeżyć szkolnych gdzie uczeń był traktowany jak ubezwłasnowolniony przedmiot bez prawa głosu. Przypuszczam że w tej dyskusji sprowadzonej do dywanika i toalet tak naprawdę chodzi o podświadomy brak zaufania do jakości kadr które będą się opiekowały waszymi pociechami. Ale to jest problem który będzie dotyczył również 7-mio latków i nie ma znaczenia wiek. Gwarantuję wam że jeżeli poślecie dziecko do szkoły w przepisowym wieku a traficie na fatalną nauczycielkę trauma waszych dzieci będzie jeszcze większa a może być tak że teraz dmuchając na zimne szkoły będą szczególnie dbać o kadry dla tych najmłodszych. Dla dzieci obojętne jest mają trochę pomocy więcej czy mniej, czy dywanik jest odpowiedni i czy posiłek to obiad czy trochę kanapek z sokiem lub herbatą z termosu. Dla dzieci liczy się atmosfera, równe traktowanie i uśmiech na twarzy Ich Pani. Prosze was więc abyście całą tą potężną energię którą wkładacie w walkę o sprawy materialne przekierowali na zainteresowanie nauczycielami którzy będą uczyli wasze dzieci i nieważne czy w wieku 6 czy 7 lat. Piszę te słowa z pełną odpowiedzialnością doświadczeń / ine tylko osobistych / które mam za sobą.
  • 2008-10-01 11:23 | elektra

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Mieszkam w Berlinie i przed kilku laty postanowiono tutaj, ze dzieci beda chodzily nie do tutejszej "zerowki" ale od 6-go roku zycia do szkoly. Moj syn poszedl wiec do szkoly majac 5 lat i 8 miesiecy. Przedtem byl w dwoch przedszkolach (w tym w jednym w Polsce) i tam sie nudzil. Tylko zabawa czy malowanie mu nie wystarczalo. Teraz jest w czwartej klasie majac 8 lat. Nie jest zadnym geniuszem, z jednymi przedmiotami ma pewne problemy z innymi zadnych. Jest przecietniakiem. Dluzszy pobyt na wakacjach nudzi go bo w szkole sa koledzy, jest wypelniony czas. Trzeba jednak przyznac, ze szkola byla przygotowana na przyjecie takich dzieci a i mielismy troche szczescia. Syn chodzi do szkoly polsko - niemieckiej, klasy sa dosc male bo ok. 24 dzieci. Czesc zajec (zamiennie polski i niemiecki) jest w mniejszych grupach po ok. 12 dzieci. Z uwagi na typ szkoly, dzieci maja tez wiecej lekcji niz normalnie - obecnie do siedmiu w ciagu dnia. Dzieci trafily do pawilonu gdzie byly tylko dwie pierwsze klasy. Do ich dyspozycji byly cztery sale, w tym jedna do zabaw z roznymi zabawkami i oprocz nauczycielek dwie wychowawczynie. Gdy ktores dziecko bylo zmeczone, spiace, moglo polozyc sie na kanapie (tez byla). Poniewaz jest to szkola calodzienna (od 8-ej do 16-tej), bylo wystarczajaco duzo czasu na lekcje, odrabianie zadan i zabawe. Oczywiscie w szkole jest rowniez porzadny plac zabaw. Dzieci otrzymuja rowniez obiad w szkole. Dla mnie jako matki pracujacej, jest to idealne rozwiazanie.
    Jego kuzynka poszla do szkoly w Polsce majac przepisowe 7 lat i nawet w drugiej klasie jest mniej od mojego syna dojrzala. Argument "zabieranie dziecku dziecinstwa" nie trafia do mnie. Ja nie wspominam mojego dziecinstwa jako cos az tak wspanialego by to przedluzac. Ale nikt nie jest jednakowy i ciezko jest wrzucac wszystkich do jednego worka. Zdaje sobie sprawe, ze bez takiego przygotowania szkol i calego otoczenia, tak jak to sie chce zrobic w Polsce jest to glupota, nieodpowiedzialnosc i wyrzadzanie krzywdy rodzicom i przede wszystkim dzieciom. Przed wprowadzeniem tego trzeba miec opracowany, przygotowany i zrealizowany w detalach caly system - pomieszczenia, nauczyciele, wychowawcy, infrastruktura musza byc teraz (!!!) przygotowane a nie dopiero jak dzieci beda chodzily do szkoly. Trzeba to zrobic nie w typowo polski sposob "jakos to bedzie" albo prowizorycznie czy improwizowac. Czy w Polsce nikt z politykow nie potrafi myslec i dzialac odpowiedzialnie?
  • 2008-10-01 13:17 | kasia

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    otóż to - w zasadsie robi się różnica dwóch lat w jednej klasie. A pomysł minister, żeby wysyłać pół rocznika do pierwszej klasy, a drugie pól zostawiać w zerówkach, to już zupełna paranoja. Świadczy o kompletnej nie znajomości psychiki dziecka. Jak się taki człowiek poczuje, jezeli większosć jego grupy w przedszkolu pójdzie do szkoły, a on zostanie? Ale przecież w tym wszystkim nie chodzi o dzieci, ani o ich rozwój (wystarczy spojrzeć na poziom współczesnej szkoły, która nie uczy niczego, a dzieciaki mają często bardziej wszechstronną wiedzę niż nauczyciele nauczania początkowego). Tak to jest, kiedy powołuje się tzw "bezpartyjnych fachowców", którzy muszą spłacać długi grupie zawodowej, z której się wywodzą (i do której będą musieli wrócić).
  • 2008-10-01 13:25 | mama pięciolatka

    Całkowicie się zgadzam. Moja córka urodzona w styczniu zawsze była "do przodu" w szkole podstawowej. Skończyła podstawówkę ze średnią 5,5 a na teście szóstoklasisty uzyskała maksymalną ilość punktów. Synek właśnie skończył 5 lat. Nie mam zamiaru pozwolić, aby w przyszłym roku chodził już do szkoły. Wiem, jaka byłaby przepaść między nim, a dziećmi ze starszego rocznika, zwłaszcza tymi urodzonymi na początku roku.
  • 2008-10-01 14:22 | Zdzislaw

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Witam i pozdrawiam
    Wprowadzenie wcześniejszych roczników do szkół to będzie również doskonały test dla samorządów i społeczeństwa a zwłaszcza rodziców. Jak będzie wyglądała ich współpraca. Czy rodzice siądą, założą ręce i będą lamentować czy zorganizują się i pomogą szkołom przygotować sale do nauki i zabawy dla własnych dzieci. Za przedszkola i opiekunów trzeba płacić a za szkołę nie. Ale to nie znaczy, że państwo da wszystko i to najlepsze.
    Moja córka poszła w tym roku do szkoły. Ma mundurek i dres z logo szkoły. Uczy się codziennie czytać, pisać i liczyć. Uczy się również rymowanek, których po szkole stara się nas - rodziców nauczyć. Córka ma 4.5 lat i chodzi do irlandzkiej, katolickiej szkoły.
    Warto chyba odrzucić uprzedzenia i nie bać się o własne dzieci, że sobie nie dadzą rady. To od nas rodziców wszystko zależy.

    Pozdrawiam
  • 2008-10-01 14:50 | sebek

    Jeśli odrzucimy fasadowość, tzn. że nie jest ważne to jak nazywa się budynek do którego dziecko chodzi - szkoła czy przedszkole a jedynie to, czego i w jaki sposób się uczy to okaże się że w Polsce niema żadnego zapóźnienia cywilizacyjnego związanedo z posyłaniem do szkoły dopiero siedmiolatków. Dzieci chodzące w Polsce do przedszkola w wieku 4 , 5 czy 6 lat (zerówka) nie są zapóźnione w stosunku do swoich rówieśników z innych krajów które uczęszczają do szkoły. Jak pisałem wcześniej warto by było wprowadzić obowiązek przedszkolny np. dla dzieci od 5ciu lat.
    I tu niestety widać o co tak naprawdę chodzi MENowi i samorządom. Przedszkoli jest po prostu za mało i zmiany w tym kierunku wymagałyby wybudowania znacznie większej liczby placówek przedszkolnych (wiele z nich samorządy pozamykały). Stąd pomysł żeby dopchnąć jeszcze kolanem dzieci szkolne i wcisnąć dodatkową partię młodszych. Zwolni to samorządy z obowiązku utrzymywania przedszkoli które będzie można zamknąć i kłopot z głowy.
    Tylko gdzie jest tu miejsce na dobro dziecka o którym tyle się pisze?
    Stąd poparcie samorządów na które powołuje się MEN.
  • 2008-10-01 15:49 | wiernikosia

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Nie jestem bezpośrednio zainteresowana - moje dzieci chodzą do II klasy podstawówki. Za to mam osobiste doświadczenia z zerówki w szkole podstawowej sprzed prawie 30 laty. Uwielbiałam chodzić do szkoły do zeróki. Czułąm się ważna - prawie uczeń! Przypominam, że podstawówka trwała 8 lat i zdarzało się spotkać 8-oklasiste na korytarzu szkolnym. Nikt wtedy nie mówił o dywanach w klasie itp. I żyję. Odnoszę wrażenie, że wiele rodziców obawia się nieznanego plus próbuje trzymać swoje dzieci pod kloszem. Trochę zaufania do własnych dzieci. Przecież funkcjonują w społeczeństwie, są zdolne, ciekawe świata. Nie jestem ekspertem od psychologii rozwoju dziecka, ale uważam, że dzieci mogą skorzystać na zeróce w szkole. Trzeba dyskutować, ale argumenty, że dzieci będą musiały siedzieć na twardych stołkach przy ławkach mnie nie przekonuje.
  • 2008-10-01 17:53 | jjjaaaa

    No cóż, moja córka też w tym roku poszła do pierwszej klasy a jako 6 latka uczęszczała do zerówki w przedszkolu - i dochodzę do wniosku, że jest dużo lepiej przygotowana do szkoły od dzieci, które chodziły do zerówki szkolnej. To , co obserwuję obecnie przyprawia mnie o zgrozę. Dzieci przebywają w szkole niejednokrotnie bez żadnej kontroli, świetlice szkolne są przepełnione, dzieci uczą się na zmianę do godziny 16-17 niejednokrotnie. Starsze dzieci nie są wcale pozytywnie nastawione do dzieci młodszych, dokuczają , popychają, a na reakcję nauczycieli nie zawsze można liczyć. W przedszkolu miałam pewność, że dziecko jest pod dobrą opieką a pisania , liczenia i czytania nauczyła się doskonale. Sama jestem nauczycielką i wiem, jakie reakcje towarzyszą dzieciom w szkole, nie oszukujmy się , że są one pełne empatii, nasycone koleżeństwem. Niestety tak nie jest. Szkoły nie są i długo nie będą gotowe na przyjęcie takiej ilości dzieci. Nie wydaje mi się , by dyskutowany pomysł był najszczęśliwszy.
  • 2008-10-01 18:06 | wladimirz

    Widzę,że się personel MEN wlączyl w dyskusję;-))))
    Ta propaganda poczynań szefowej;-)))
  • 2008-10-01 23:09 | feanor3

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Dlaczego Polska ma zawsze na stanowisku MEN człowieka albo nawiedzonego , albo durnia ,albo fanatyka.Nie wiem... .Może taka nasza uroda?
  • 2008-10-02 00:21 | Katka

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Chciałam się wypowiedzieć z trochę innej perspektywy, nie jako rodzic (którym nie jestem), nie jako psycholog (którym niedawno zostałam) ale jako osoba, która w wieku 5 lat poszła do zerówki w szkole, bez jakiejkolwiek wcześniejszej edukacji przedszkolnej. Pamiętam dobrze to, że uczyłam się wcześniej w domu pisać ale sprawiało mi to przyjemność; to, że na początku denerwowały, a później już tylko śmieszyły wieczne teksty o tym, że mi rodzice zabrali rok z dzieciństwa i inne, podobne brednie. Nikt mnie tam na siłę nie zaciągał, do niczego nie zmuszał bo do dziś pamiętam wizytę u specjalistów, którzy mieli orzec czy jestem wystarczająco rozwinięta intelektualnie, żeby zacząć naukę wcześniej-nie przypominam sobie siebie płaczącej, a mamy ciągnącej mnie na siłę za rękę do szkoły. Zawsze byłam jednym z najlepszych uczniów w klasie, a za osobę wybitną się nie uważam. "Proszę sobie wyobrazić spotkanie w jednej klasie dzieci 7-letnich, które mają za sobą całe przedszkole, oraz o rok młodszych, które często w przedszkolu nie były" - ja byłam dokładnie w takiej sytuacji o jakiej się tu mówi- do odważnych dzieci nie należałam ale jakoś przetrwałam bez uszczerbków na zdrowiu i psychice. Zresztą nie wyobrażam sobie, ze dyrektorzy są na tyle nierozsądni, żeby dzieci z klas młodszych umieszczać razem z dziećmi z klas końcowych. 17 lat temu jak zaczynałam to były piętra na których uczyli się uczniowie tylko klas początkowych. Do liceum byłam jedyną w klasie młodszą od reszty, na studiach okazało się, że jest nas kilka osób na roku-tak więc nie tylko mnie jedną rodzice "skrzywdzili" posyłając do szkoły wcześniej. Teraz się bardzo z tego cieszę i żałuję tylko faktu, że nie mogłam z powodów finansowych studiować za granicą. Rodzice, dzieci sobie dadzą radę-tylko trzeba je wspierać i uwierzyć w ich możliwości! A przewaga roku , o której jest mowa w przypadku uczniów z innych krajów, jest faktycznie istotna na dzisiejszym rynku pracy. Ostatnie zdanie skieruję do wszystkich, którzy używają argumentu, że dziecko nie jest w stanie albo jeszcze rok i się lepiej rozwinie-okrutna prawda jest taka, że zawsze ktoś będzie na początku, a ktoś na końcu, niezależnie od tego czy będzie miał lat 6, 7 czy 40 i najwyższa pora pogodzić się z faktem, że nie zawsze mamy w domu następcę Einsteina, choćbyśmy nie wiem jak tego chcieli. Mam nadzieję, że może choć trochę przekonałam do dobrego moim zdaniem pomysłu szkoły w wieku lat sześciu.
    p.s. zastanawia mnie tylko fakt, skąd osoby, które czegoś nie doświadczyły na własnej skórze, wiedzą jak to jest być 6-latkiem w 1 klasie? :)
  • 2008-10-02 00:34 | malgo

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    mieszkam we Francji, i moj syn od malego byl najpierw przedszkolu a potem w szkole, tutaj nawet 4 latki ida do zerowki, ktora jest obowiazkowa! Pamietam jak rodzina w PL byla zszokowana jak ich wnuk zaczal tak wczesnie uczeszczac do szkoly, i to ie na 3 godziny, tylko od 9 rano az do 16,30 godziny! Te same argumenty slyszalam co dzisiaj w PL, ten strach i obawa ze krzywde robi sie dziecku. Ta nadmierna milosc do dziecka tylko go paralizuje, staje sie wrazliwy, bojazliwy.. Im bardziej bedziemy bronic przed zyciem swe dzieci, jako dorosle moge byc nie zdolne do podjecia decyzji, bede baly sie samodzielnosci.. etc. Polecam lekture Cyrulnika, Brzydkie kaczatko...
    Zastanawiam sie jak dlugo instytucja babcia bedzie istnila w PL? Przeciez mlode matki pracuja, kto pilnuje dzieci? Pamietam, ze ulica to byla swietna zabawa! A co do Filandii, nieporownajmy sie do tego kraju!
  • 2008-10-02 08:19 | Renia

    Proszę Pani, postęp polega na tym że wszystko się zmienia, ja na przykład 30 lat temu mogłam w centrum Warszawy przejść swobodnie na drugą stronę ulicy a teraz nie mogę bo za dużo jeździ tam samochodów.
    Nie można więc myśleć że w szkołach przez te 30 lat nic się nie zmieniło. Tym bardziej że po tylu latach do głosu dochodzą sentymenty.
    Jeśli, jak Pani pisze, nie jest Pani ekspertem od psychologii rozwoju dziecka to czemu zaprzecza pani opiniom tych właśnie psychologów? Na jakiej podstawie? Bo się Pani wydaje że wie lepiej?
    Z faktu że dzieci są ciekawe świata i nie należy ich trzymać pod kloszem wcale nie wynika że można pchać je w ewidentnie źle skonstruowany system i świadomie narażać na ryzyko. Wiadomo że nie wszystko da się przewidzieć lecz nie zwalnia to MEN-u od porządnego przygotowania projektu zmian w którym będzie chodziło o dobro dzieci a nie o zapchanie dziury demograficznej czy zwalenie odpowiedzialności na samorządy.
  • 2008-10-02 09:56 | wladimirz

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Widać wyraźne uaktywnienie się urzędników MEN na tym forum i w sondażu i zmianę tonacji glosów.Ew.tu dziala cenzura.Tym niemniej reforma ta jest i kompletnie nieporzygotowana i zupelnie niepotrzebna[jest wiele ważniejszych i pilniejszych spraw w oświacie do zalatwienia, które leżą bo wdrażamy "wielką reformę";-)].Jeśli Tusk podjmie samobójczą decyzję o jej akceptacji i pozostawieniu p.Hall, to już w wyborach samorządowych za 2 lata zbierze owoce.Parlamentarne i prezydenckie będą tylko o rok później;-))))))
  • 2008-10-02 10:58 | ula sęk

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Zgadzam się z argumentami przytoczonymi przez Państwa Elbanowskich co do reformy edukacji. Uważam, że należy rozszerzyć edukację przedszkolną, upowszechnić. Teraz zamyka się przedszkola, albo sprzedaje w prywatne ręce. Mieszkam we Wrocławiu i nie potrafię zrozumieć, jak to się dzieje, że w takim dużym mieście, gdzie co roku jest walka o miejsce w przedszkolu Prezydent Wrocławia sprzedaje kolejne wyremontowane z gminnych pieniędzy budynki przedszkoli w prywatne ręce, bo niby nie ma chętnych do przedszkoli. Należałoby wspomóc samorządy finansowo i posłać dzieci do przedszkoli, gdzie w atmosferze zabawy zdobywałyby wiedzę, uczyły się samodzielności oraz zachowań społecznych. Moje dziecko, po wielu staraniach dostało się do przedszkola. Mimo tego, że jest w grupie trzylatków prowadzone są dla dzieci zajęcia z angielskiego, rytmiki, zajęcia plastyczne, religia. Uważam, że należałoby się skupić na tym, by spróbować wprowadzić obowiązek przedszkolny dla dzieci, jak to jest w wielu krajach Europy Zachodniej. Oprócz tego, że dzieci zyskiwałyby na swoim rozwoju, to może udałoby się wyeliminować w wielu przypadkach przemoc domową, bo gdyby dziecko stale przychodziło posiniaczone, wiadomo, że w domu nie dzieje się dobrze i może można by uniknąć takich tragedii jak zatłuczone dzieci o czym słyszy się często w telewizji. Nie umiem sobie wyobrazić swojego pięcioletniego, czy sześcioletniego dziecka w szkole, przede wszystkim też dlatego, że dzieci, przynajmniej teraz, idą tam tylko na 5 godzin, a co potem, mam rezygnować z pracy, żeby dziecko odbierać i z nim być, bo dla sześciolatków nie ma świetlicy, więc jak ministerstwo planuje rozwiązać ten problem. Do przedszkola dziecko idzie na 8 godzin mojej pracy, ma zapewnioną opiekę, wyżywienie, zabawę, a w szkole? Jakaś paranoja! Jak zwykle chybiony pomysł, który będzie w przyszłości całemu społeczeństwu odbijał się czkawką.
  • 2008-10-02 11:47 | Bruno

    Dobrze by było gdybyśmy mogli z czystym sercem porównać się do Irlandii, Niemiec czy innego wysoko rozwiniętego kraju. Ale my nie żyjemy w takich jak oni warunkach. Oni jak robili swoje reformy to najpierw szeroko je konsultowali z ludźmi potem robili projekty pilotażowe i wreszcie jak wszystko dobrze działało to wprowadzali to w całym kraju. Można powiedzieć że oni dobrze się reformowali. W Polsce tak nie jest, nie ma co porównywać warunków polskich i irlandzkich. Gdybymyśmy mieli takie prawo, obyczaje i stworzone warunki dla uczniów jak ma Irlandia, Dania czy Holandia to ja byłbym jak najbardziej za, nawet gdyby do szkoły miały pójść pięciolatki.
    Jeśli dać porównanie z dziedziny motoryzacji to fakt że samochodem marki saab można spokojnie i bezpiecznie jechać 150 na godzinę nie oznacza wcale że tak samo bezpiecznie można jechać "syrenką" choć oba są zaliczane do samochodów osobowych.
  • 2008-10-02 12:50 | Max

    Do wyszstkich zwolinnikow reformy

    Nazywa sie mnie (przeciwnika tej reformy) i mnie podobnych ROSZCZENIOWCAMI. Ze
    checmy tego i owego, ze chcemy bezpieczne place zabaw, ze chcemy toalet dla
    6-cio latkow, ze checmy cieple posilki i herbate dla naszych dzieci, ze chemy
    opieke do 17.00.
    Ale my nie chemy NIC wiecej niz to co oferuje obecnie przedszkolna zerowka.
    NIC WIECEJ poza standardami wyznaczonymi przez BHP i SANEPID, ktore sprawdzaja
    kazde przedszkole.
    Wiec nie piszcie ze chce czegos na co panstwo nie ma pieniedzy. Ja jedynie chce
    aby panstwo nie niszczylo tego co to wszystko oferuje - PRZEDSZKOLI.
    NIE CHCE NIC WIECEJ OD PANSTWA TYLKO BEZPIECZENSTWA DLA MOJEGO DZIECKA!!! JEZELI
    PANSTWA NA TO NIE STAC TO NIECH NIE NISZCZY TEGO CO JUZ MAMY!!!
  • 2008-10-02 12:59 | Zed

    Kompetencje nauczycieli.

    Powszechnie wiadomo ze inne profilowane wyksztalcenie maja nauczyciele przedszkoli a inne z klas I-III. Zachodzilem w glowe jak w ciagu 1 roku powiekszyc kadre pedagogiczna o nowych nauczycieli pracujacymi z 6 latkami. Ale jest juz pierwszy cud. Pani minister rozszerzy uprawnienia nauczycielem z mocy ustawy. Bez studiow, kursow i szkolen. Jednym podpisem.
    Ja tez tak chce aby do mojego dyplomu inż chemii dopisac ze jestem inż budownictwa ladowego. Tylko kto z was chcialby przejechac przez most ktory zaprojektuje??!!!
  • 2008-10-02 13:29 | Arni

    Zed, nie zrozumiał Pan(i) jeszcze że podpis ministra czyni cuda? Pani Hall całkowicie w to wierzy, w tą właśnie moc sprawiania cudów jaką mają też posłowie tworzący swoje niezwykłe ustawy. Gdyby jeszcze inni podzielali tą wiarę to Zachód goniłby nas a nie odwrotnie.
    Proszę zobaczyć że cały system edukacji funkcjonuje w oparciu o cuda - dyrektorzy szkół i przedszkoli proszą o pieniądze na remonty, zakup wyposażenia itd a samorządy i MEN odpowiadają "nie rozmawiajmy o pieniądzach" i wszystko dalej jakoś cudownie funkcjonuje. Jakaś pani w ministerstwie edukacji naczyta się broszurek o ideach jakie mają przyświecać szkołom w Europie, zrobi pstryk palcami i już wychodzi papier że w Polsce ma być tak samo. Kogoś innego zafascynują wysokie noty szkół skandynawskich w międzynarodowych testach kompetencyjnych - pstryk i już jest kolejny papier z rozkazem.
    Tak te cuda się dzieją. Nikt z MEN-u nie zniży wysokiego lotu swych myśli do poziomu "pieniądze" bo to już jest poniżej godności naszych wspaniałych wizjonerów.
  • 2008-10-02 14:26 | mariola

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Witam serdecznie !
    jestem zbulwersowana, że my Rodzice nie jesteśmy dla PO żadna stroną ani poważnym partnerem do rozmów !!! piszę też do Państwa oburzona forsowaniem na siłę nieprzemyślanej reformy proponowanej przez Panią
    Minister Hall dotyczącą obniżenia wieku szkolnego. Idea przyświecająca
    działaniom MEN-u jest zasadna z punktu rozwoju cywilizacyjnego,jednak
    sposób jej przeprowadzenia jest szkodliwy, niemoralny by nie powiedzieć
    idiotyczny . Jako matka niespełna 3 latka chciałam wyrazić swoją opinię
    na ten temat, która nota bene nie jest pozytywna.


    Mówię ABSOLUTNIE NIE !!! na obniżanie wieku szkolnego !!!

    Z całą powagą stwierdzam, że Pani Minister Hall w szkole miała
    zdecydowanie za mało zajęć praktycznych stąd ta dzisiejsza nieprzeparta
    chęć testowania na żywym organizmie ! Jest już przecież dorosła i może
    więcej. Może też z matematyki miała pozytywną ocenę i w ogóle posiada
    najlepsze kwalifikacje do sprawowania urzędu ale to nie powód by moje
    trzyletnie dziecko urodzone w grudniu 2005 roku miało pójść w wieku niby
    6 lat z dziećmi starszymi nawet o 15 miesięcy (wg zamysłu P. Hall w
    jednej klasie będzie z dziećmi urodzonymi od września 2004 do grudnia
    2005 )!!! Gdy obejmie go obowiązek szkolny metrycznie nie rozpocznie on
    nawet 6 lat ! To jakaś paranoja !!! To jest równy start ?! Według czego
    ? To przecież nielogiczna łamigłówka – a to takie proste : jedno
    dziecko to urodzone we IX 2004 już samodzielnie chodzi nawet mówi a
    drugie, z XII 2005, się dopiero rodzi !!! i one są na równym poziomie
    rozwoju tak ?! To idiotyczne by zmuszać nas Rodziców by udowadniać taką
    oczywistość i absurdalność pomysłu. Każdy dojrzały człowiek albo
    większość z dorosłych ludzi posiada dzieci albo wnuki czy siostrzeńców i
    jest w stanie zaobserwować jak wielkie różnice rozwojowe występują nawet
    pomiędzy dziećmi urodzonymi w tym samym roku, w wieku 5/6 lat bowiem
    różnica kilku miesięcy stanowi bardzo istotne dysproporcje
    intelektualne, emocjonalne i ruchowe pomiędzy dziećmi. Wszyscy to
    wiedzą, wszyscy prócz Pani Hall która najbardziej powinna w być w tej
    kwestii zorientowana. Życie samo dostarcza dowodów, chyba że to jest w
    tej kwestii ubogie to jednak pewna jestem że w MEN mają nieograniczony
    dostęp do opracowań naukowych na ten temat (wide: raport z
    ogólnopolskich badań projektu unijnego "Dziecko sześcioletnie u progu
    nauki szkolnej" roku 2007, w którym nota bene partycypowało MEN, i w
    którym jednoznacznie stwierdzono przewagę sześciolatków z przedszkoli
    nad sześciolatkami ze szkół).
    Nie zgadzam się by moje dziecko upychać ze znacznie starszymi dziećmi w
    jednej klasie w nieprzygotowanym systemie nauczania, tylko dlatego że z
    jakiegoś matematycznego punktu widzenia powinno się tam znaleźć. Moje
    dziecko to nie liczba którą można skreślić na kartce !!! Popieram
    podział dzieci ze względu na miesiąc urodzenia ale niech to będzie na
    ich korzyść ! tzn. niech pójdzie do jednej klasy z dziećmi urodzonymi od
    np. lipca 2005 do lipca 2006- to jest wyrównywanie szans w górę !

    Także już na wstępnie pomysł obniżenia wieku szkolnego mnie rozwściecza.

    Jak można przekonywać, ze każda polska szkoła jest przygotowana na
    przyjęcie tak małych dzieci ?! W jakiej kwestii pytam ! czy jest
    wystarczająca kadra wychowawcza, czy jest przygotowany program nauczania
    , czy jest zaplecze techniczno-sanitarne, czy są odrębne strefy
    zajęciowe, czy sale są odpowiednio wyposażone, czy są odpowiednie pomoce
    dydaktyczne, czy są sale zabaw, czy są place zabaw, czy zabezpieczono 3
    posiłkowe wyżywienie, czy są osobne wejścia do budynków itp. itd. Nikt
    nie przekona mnie, że wystarczy kilka lub kilkanaście miesięcy na
    zaadoptowanie budynków, dobudowanie nowych pomieszczeń czy chociażby
    przeprowadzenie remontów i za to za kwotę ok. 11.000,00 !!! Bo taka sumę
    Pani Minister chce przeznaczyć na te cele dla każdej szkoły w Polce ! No
    i najważniejsze – to wszystko ma się dziać gdy te maleństwa będą
    siedzieć w za dużych ławkach !!! (oklaski !!!) Jeśli to jest
    zabezpieczenie komfortowego nauczania to chyba ktoś jest tu niespełna
    rozumu i to na pewno nie jestem ja.
    Nie zgadzam się tez na odbieranie mi należnych praw jako Rodzica, który
    ma prawo decydować o swoim dziecku. Nie pozwolę by w demokratycznym
    państwie odbierano mi prawa do współdecydowania.

    Nie neguję samej idei obniżania wieku szkolnego ale niech będzie on
    właściwie przemyślany i przygotowany, na co trzeba czasu i nakładów a
    nie samego pomysłu. Wyciągnijmy wnioski i pozytywne przykłady z krajów
    UE a nie żonglujmy dobrem naszych Dzieci.
    Ja swojego dziecka nie oddam pod kuratelę Pani Minister Hall na
    warunkach jakie mi proponuje, bez względu na ewentualne negatywne dla
    mnie konsekwencje.
  • 2008-10-02 14:43 | Zed

    W odopwiedzi na pytanie
    Kadra nauczycielska juz jest (wystarczy jeden podpis) - cud sie juz zdazyl - opisalem to 2 posty ponizej.
  • 2008-10-02 14:46 | Zed

    Cud

    Mariola w odpowiedzi na twoje pytanie.
    Alez wykfalifikowani nauczyciele dla 6 latkow juz sa (wystarczy jeden podpis pani Minister) cud jak w Mojrzesz. Opisalem to 2 posty ponizej
    P.S. Juz zaczynam budowac most na Wisle
  • 2008-10-02 15:03 | wladimirz

    [cytat]
    Wprowadzenie wcześniejszych roczników do szkół to będzie również doskonały test dla samorządów i
    społeczeństwa a zwłaszcza rodziców.
    [/cytat]
    Może by tak na szczurach testować takie rzeczy, a nie na dzieciach!!!
  • 2008-10-02 15:20 | mika

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Mnie na szczęście ten problem juz nie dotyczy bezpośrednio. za rok córka będzie w trzeciej klasie, niemniej jednak nie wyobrażam sobie aby w jednym roku do szkoły trafiło prawie dwa razy tyle dzieci co do tej pory. Już dziś lekcje są na dwie zmiany. W świtlicy nie ma miejsca by i dyrekcja szkoły nie bardzo wie jak to bedzie po reformie. Klasy zerowe maja zajęcia do 18.00.
    Jestem zdecydowanie za tym by dzieci miały ułatwiony dostęp do nauki przez zabawę w przedszkolu.

    jestem całym sercem na NIE reformie!!!!
  • 2008-10-02 17:32 | kate

    Ja urodzilam sie we wrzesniu i bylam jedna z najlepszych i w podstwowce, i w liceum. Jednym z najlepszych uczniow byl tez jeden urodzony pod koniec grudnia. Jak to wytlumaczysz? Marnej baletnicy przeszkadza nawet rabek u spodnicy.
  • 2008-10-02 17:37 | kate

    Tez uwazam, ze obowiazek edukacyjny powinien sie zaczynac jak najwczesniej, najlepiej w wieku 3 lat (normalny wiek, kiedy dziecko zaczyna chodzic do przedszkola). To, czy dziecko bedzie uczyc sie w szkole czy przedszkolu, nie jest takie wazne. Wazne jest, zeby nie przegapic okresu, kiedy dziecko uczy sie blyskawicznie i chlonie jak gabka. Zapoznienia niektorych dzieci w szkole wynikaja z tego, ze nie chodzily do przedszkola, a rodzice sie nimi nie zajmowali - takich dzieci jest bardzo duzo.

    Tez jestem zdania, ze szkoly sa nieprzygotowane na przyjecie tysiecy dodatkowych dzieci. Sal w szkolach sie nie rozmnozy dekretem.
  • 2008-10-03 00:20 | wladimirz

    Istnieją indywidualne(!!!) różnice w zdolnościach i tempie rozwoju,ale jako grupa(!!!)oczywiście 6-latki będą się istotnie różnić od 7-latków.A jeśli jesze te drugie dzieci przeszly zerówkę(obojętne szkolną czy przedszkolną), a te pierwsze nie....
  • 2008-10-03 08:21 | sebek

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Drodzy Państwo, wczoraj przeczytałem artykuł zamieszczony w "Dzienniku" oraz warszawskim "Metrze" jak to władze Warszawy zleciły naukowcom z Uniwersytetu Warszawskiego" przygotowanie raportu o przystosowaniu warszawskich szkół dla sześciolatków.
    Po ogłoszeniu jego wyników okazało się że: (cytuję za "Metrem")
    "aż dwie trzecie (szkół) nie ma odpowiedniej liczby sal, połowa szkół nie jest w stanie zapewnić opieki świetlicowej, co czwarta nie jest w stanie wydawać posiłków, co trzecia nie ma placu zabaw. Jeśli rząd wprowadzi reformę za rok, połowa stołecznych dzieci będzie prowadzić lekcje na dwie zmiany".
    Co na to władze Warszawy? Otóż ustami pani dyrektor biura edukacji Jolanty Lipszyc stwierdziły że:
    "To pomyłka. Prosimy nie traktować tych danych serio, są nierzetelne. Warszawskie podstawówki są doskonale przygotowane na przyjęcie sześciolatków"
    Ponadto "Dyrektor Lipszyc obiecała że wkrótce ratusz przedstawi własny, konkurencyjny raport - jak powiedziała - oparty na "twardych danych"".
    Niech każdy sam to oceni.
  • 2008-10-03 09:56 | Mama

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    To jest skandal !!!!!. Nasz rząd po raz kolejny pokazuje brak wiedzy i umiejętności aby rządzić na jakimś normalnym i rozsądnym poziomie. Mam córkę urodzona w 2003 roku, z pewnością nie poślę jej do szkoły.w 2009. Jest to olbrzymi gmach, jedna z większych szkół w mieście. Nie wyobrażam sobie aby odnalazła się w takich warunkach. Szkoda, że nasz rząd nie myśli o obywatelach tylko o własnych portfelach i podpisaniu ustawy, aby zostawić coś po sobie. Nie ważne że jest to złe czy dobre ważne aby zaistnieć.
    Dla mnie osobiście do wymiany jest blisko 80 % polityków, którzy błaźnią się na codzień, szukając błedów przeciwników - rzeczywiście reprezentują wysoki poziom ich kultury osobistej.... Nie moge powiedzieć abym była dumna, że rządzą nami tacy ludzie.Jest mi wstyd za nasza Panią MINISTER. Ciekawe, czy chciałaby aby jej dzieci były królikami doświadczalnymi w jakimś kosmicznym pomyśle Politycznych Karierowiczów...... Czy wproadzane ustawy i reformy są rzeczywiście poparte rozsądnymi przemyśleniami, a wielu polityków ma czyste sumienie..... można o tym by dużo dyskutować.....[cytat]
  • 2008-10-03 11:40 | Obserwator

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Twierdzę, że MEN powinien wycofać się z pomysłu posyłania sześciolatków do szkoły, a etap przedszkolny (naszego systemu oświatowego) natychmiast tak zreformował, aby dostęp do przedszkola dla dzieci w wieku 3-6 lat był bezpłatny, powszechny, a jego celem pozostała (kompletnie oprzyrządowana) opieka i edukacja (rozwijanie umysłu) prowadzące do osiągnięcia przez dzieci tzw. dojrzałości szkolnej.
    Przerażające jest to, że mimo, iż większość mądrych Polskich Umysłów mówi i udowadnia publicznie "chorobę" pomysłowi wysyłającemu dzieci sześcioletnie do szkoły, to aktualne Ministerstwo upiera się przy "genialności" swoich racji.
    Wypowiedź (z przyczyn obiektywnych) jest skrótem myśli, które Eksperci są w stanie rozwinąć. Na przedstawiony pomysł potrzeba pieniędzy, które trzeba gdzieś zabrać, aby na oświatę dać. Podpowiadam, trzeba zabrać monstrualnej administracji (od Prezydenta, przez Premiera, Posła, Senatora, Wojewodę, Marszałka, Staro-stę, do Prezydenta Miasta, Burmistrza, Wójta). To promował Donald Tusk (kiedy był Posłem, Senatorem, Posłem), dał słowo (razem z PO) w programie wyborczym i jeśli dotrzyma danego słowa, jako Premier (lecz przed reformą), to powodzenie każdej reformy oświaty, a także zdrowia, jest gwarantowane.
  • 2008-10-03 17:26 | mikaflora

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    Cokolwiek trudno jest powiedzieć na ten temat bez smutku i ubolewania stosownie do kary jaką jest szkoła. Dla dzieci po wakacjach nawet piękny tornister i duży dobry pies spacerujący fajnym parkiem wzdłuż prywatnego ogrodzenia szkoły społecznej to horror. Pamiętamy co myśleliśmy o wrześniu po obozach harcerskich lub koloniach i jeśli ktoś się nie zakochał w tym czasie w osobie z własnej szkoły, problem nauki z lekcji na lekcję stawał się coraz trudniejszy. Niestety, nie jesteśmy dobrzy nawet dla własnych dzieci i skoro to pozwala nam na skracanie czasu wolnego dzieciom innych rodziców - tych którzy nie mają za latorośl tzw. ambicji - pozostaje tylko przeprosić przyszłe pokolenia.
  • 2008-10-03 20:22 | Teresa Stachurska

    Pisałam o dwu latach różnicy, gdyż taka się tworzyć może gdy w pierwszej klasie będą uczyć się razem dzieci siedmioletnie i sześcioletnie. Szło mi nie tylko o kondycję intelektualną (dwa lata różnicy w tym wieku to dużo!), ale i fizycznej... droga niemarna baletnico.
  • 2008-10-03 20:26 | Ewa1

    W pełni zgadzam się z Panem. Brak świetlic, stołówek a przede wszystkim sal lekcyjnych dla tak małych dzieci. Jeżeli MEN chce zrobic reformę powinien rozpocząć od reformy wychowania przedszkolnego. Objąć bezpłatną opieką przedszkolną wszystkie dzieci w wieku od 3 do 6 lat. Rząd twierdzi, że w krajach zachodnich dzieci sześcioletnie rozpoczynają naukę w szkole, ale zapomnieli dodać, że właśnie w krajach zachodnich wszystkie dzieci chodzą do przedszkoli, a klasy szkolne nie liczą po 30 dzieci.
  • 2008-10-04 11:37 | Anka

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    A mnie zbulwersowała niedawna wypowiedz, że aby zrobić miejsca dla 6-latków będzie się dzieci z klas 5 i 6 przewozić do innych szkół, które nie są przeładowane. Czy to jest nomalne?? To już nie 2-3 roczniki bedą poszkodowane w wyniku łączenia klas ale okazuje się że sześć!! Dlaczego komukoliwek przychodzą takie pomysły do głowy?? Najpierw buduje się przedszkola, szkoły, pokazuje programy nauczania a potem wdraża reformę.
  • 2008-10-04 15:37 | mama z Poznania

    Jestem mamą dwóch córek, jedna jest już w trzeciej klasie, a druga szczęśliwie mieści się wśród roczników, co do których rodzice mogą zadecydować o momencie rozpoczęcia nauki w szkole - tym samym reforma nie dotknie nas bezpośrednio, z czego bardzo się cieszę. Wszelkie argumenty przeciwników reformy dotyczące np. nieprzygotowania szkół i różnic w funkcjonowaniu dzieci w szkole i przedszkolu są moim zdaniem jak najbardziej trafne. Szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem powody przytaczane jako uzasadnienie zmian - "nadganianie" zapóźnień w stosunku do Zachodu Europy czy problem zbyt małej ilości pracujących w pewnym momencie. Zapewne nie dysponuję szeroką wiedzą z zakresu ekonomii czy demografii, ale naprawdę nie przekonuje mnie to, że osiągnięcie tych celów umożliwi fakt posłanie sześciolatków do szkół. Jak się wydaje poziom innowacyjności i konkurencyjności gospodarki zależy m.in. od poziomu nauczania, ale nie od tego czy ktoś rozpoczyna karierę zawodową po studiach w wieku 23 czy 24 lat. Również jeśli chodzi o pomysł zwiększenia w efekcie reformy ilości osób pracujących wydaje się co najmniej dziwny - to , że ktoś skończy o rok wcześniej szkołę nie przesądza o tym, że napewno o rok wcześniej zacznie pracować. (a może zacznie ale np. w Dublinie) Wydaje się, że znacznie byłoby wydłużenie czasu pracy przez likwidację wszelkich wcześniejszych emerytur czy nie do końca uzasadnionych rent. W ramach dyskusji o reformie przewija się też argument wyrównywania szans dzieci z różnych środowisk - wydaje się, że znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie przedszkoli tam gdzie ich nie ma i nawet obowiązkowa w nich "nauka" dla pięcio i sześciolatków. Trzymam kciuki za wszystkich, którzy starają się wpłynąć na ministerstwo i odwieść je od pomysłu reformy.
  • 2008-10-04 18:08 | Emerytowany nauczyciel

    Re: <b>Sześć lat, I klasa - podyskutujmy</b>

    KE i TE arbitralnie chcą decydować za wszystkich rodziców 5 i 6 latków odrzucając wszelkie propozycje reformy ustroju szkolnego.Powołują się na 24 tys. podpisów oprotestowujących projekt reformy przygotowany przez MEN. Zapewne nie jest on doskonały. Ale ja, jak się zaprę to zbiorę milion podpisów analfabetów i innej ciemnoty / z Giertychami na czele / za wyprowadzeniem nauki o ewolucji ze szkoły. I czy ten MILION będzie świadczył, że ja mam rację? Chyba taką jak wyżej cytowani. Jestem za tym by MEN stworzyło warunki prawne do wcześniejszego rozpoczynania nauki szkolnej a jednocześnie by określiło standardy, które muszą spełnić szkoły, by mogły rozpocząć wcześniejszą edukację. WTEDY ENERGIA nauczycieli i dyrektorów, rodziców i samorządów ZOSTANIE SKUPIONA na jaknajszybszym spełnieniu tych standardów i zapewnieniu swym dzieciom lepszego staru a nie na PROTESTY przeciwko postępowi. CZY TO NIE SENSOWNE ??? A tak na marginesie apologetom dłuższego przebywania dzieci w domu - przy matkach - czy często nie jest tak, że matka zajmuje sie sobą i swoimi obowiązkami a dziecko zajmuje się telewizorem lub komputerem a w najgorszym przypadku wychowuje je ulica? Jaki PROMIL RODZICÓW tak naprawdę ma przygotowanie do fachowego edukowania swych dzieci?
  • 2008-10-04 18:15 | Sceptyk

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    W oświacie jest tyle pilniejszych i ważniejszych spraw do zalatwienia od skokowego wepchnięcia kolanem do szkól 6-latków.To powinien być proces stopniowy i dobrowolny!!!To urzędasom jest potrzebna okazja do wykazywania się naciąganymi statystykami, wyduszanie procentów itd.Jakości(!) funkcjonowania szkoly, a nie jakości skoroszytów z papierami oni poprawić nie są w stanie i wykazaliby swoją zbędność;-)Dlatego tak naciskają na to szaleństwo!!! Nie dla biurokratycznych wizji, utopii i miraży!!!
    Finlandia(!), Szwecja, Dania posylają do szkoly 7-latki i nie
    zamierzają tego zmieniać, choć przy ich potencjale moglyby znacznie latwiej niż Polska!
    Na dodatek Finlandia jest na przedostatnim miejscu (tuz przed Polską) w UE w upowszechnianiu
    przedszkoli(Raport o Kapitale Ludzkim).I jest liderem wyników edukacji.Widać,że to nie wiek posylania
    dzieci do szkoly jest decydujący, a ogólna jakośc szkolnictwa!!!
  • 2008-10-05 11:43 | wladimirz

    To się uprzyj i zbierz ten milion (autentycznych!),podpisów a potem pogadamy...:-)
  • 2008-10-05 17:46 | Zbigniew Wolski

    Popieram powyższą opinię. Uważam, że podstawową rolą rodziców dziecka jest przygotowanie go do życia w społecznści. To może być dla niektórych dzieci trudniejsze, niż dla innych, szczególnie kiedy w latach przedszkolnych dxiecko wzrastało w warunkach nadopiekuńczości matki, a także niedostatecznego udziału,nawet braku wpływu ojca. Wszyscy rodzice chcący zapewnić dzieciom właściwe przygotowanie do samodzielnego życia w społeczeństwie, powinni jak najwcześniej zadbać o ich kształcenie w tym kierunku. Jeżeli dziecko jest prawidłowo prowadzone przez rodziców (obojga !) od pierwszego roku życia, to obecnie w wieku 5-6 lat, dziecko samo garnie się do rówieśników. Sprzyja temu przedszkole, a poziom rozwoju intelektualnego obecnych dzieci, z oczywistych względów znacznie wyższy niż w XX w., powoduje oczywistą potrzebę obniżenia wieku szkolnego. Można się dziwić, dlaczego pp. Elbanowscy, mimo wyższego wykształcenienia, uważają, ze lepsze dla ich 6-letniej córki są cieplarniane warunki , niż wchodzenie w normalne stosunki społeczne w świecie rówieśników.
    Rozsądek podpowiada, że zamiast organizowania protestu z 24 tys. podpisów, byłoby z większą korzyścią dla ich córki, gdyby ten cały wysiłek skierowali na zmobilizowanie społeczeństwa do pomocy samorządowi przy organizowaniu klas szkolnych dla 6-ciolatków. Rodzicom w liczbie podpisów 24 tysięcy należy zalecić lekturę "Starej baśni" Kraszewskiego, gdzie można znaleźć sposób postępowania rodziców w czasach Piastów z chłopcem, w wieku 7 lat. Po obcięciu włosów przechodził on z komory kobiecej (wychowywanie przez matkę), do komory męskiej. Wychowywano go tam na mężczyznę - rycerza. Od czasów piastowskich upłynęło sporo czasu, a bój "troskliwych" rodziców stara się sabotować postęp wyrażający się obniżeniem o 1 rok gotowości szkolnej dziecka. Naprawdę SZKODA DZIECI. Trafni jest ten tytuł artykułu w POLITYCE. Powyższe uwagi formułuję na podstawie moich osobistych doświadczeń z wychowywania syna i córki. Cieplarniane warunki stwarzane synowi były niewątpliwą przyczyną nieumiejętności samodzielnego kierowania swoim życiem. Córka przyzwyczajana od najmłodszych lat do samodzielności ma prawidłowo działającą rodzinę, dwoje dorosłych samodzielnych synów spory samodzielnie - własną pracą zdobyty majątek. Samodzielność zdobywała już w wieku 4 lat. Kupiła "za darmo" od sąsiadów 3 małe kociaki.
    Ojciec doświadczony
  • 2008-10-05 18:06 | Katka

    Drogi Panie, ja bym pochopnie nie osądzała, czy ktoś jest urzędnikiem MENu czy nie jest, jeśli wypowiada się na TAK! Bo ja nie przypominam sobie, żebym pobierała rządową pensję, a jak czytam takie komentarze jak pański to mam tego kraju serdecznie dość;]
  • 2008-10-05 23:03 | wladimirz

    Gdybym byl urzędnikiem czy najemnikiem MEN też bym się nie przyznawal;-)))))))
    Istnieją jednak charakterystyczne cechy wypowiedzi na tak, które sugerują raczej akcję propagandową MEN.
  • 2008-10-05 23:10 | wladimirz

    1.Widac cechę charakterystyczną propagandy MEN - personalne ataki przeciw Elbanowskim:-)
    2.Jeśli Pan chce organizować szkolny surviwal dla swoich 6-letnich dzieci czy wnuków - wolna droga.Czemu jednak chce Pan do tego zmuszać innych i jakie ma Pan do tego prawo???[cytat]
    3.Rozsądek podpowiada, że zamiast organizowania protestu z 24 tys. podpisów, byłoby z większą korzyścią dla
    ich córki, gdyby ten cały wysiłek skierowali na zmobilizowanie społeczeństwa do pomocy samorządowi przy
    organizowaniu klas szkolnych dla 6-ciolatków.
    [/cytat] Rodzice nie są od zastępowania MEN, samorządów itp., a 6-latki w szkolach nie są panaceum na nic.
    Elbanowscy protestują przeciw klasycznej dla PRL urzędniczej fikcji i samowoli, która musi się obrócić przeciw ich dzieciom.I mają do tego prawo!!!To p.Hall i jej urzednicy(oplacani skądinąd m.in. z podatków Elbanowskich!) mają przekonać, zorganizować , zapewnić , policzyć!Po to są!!!
  • 2008-10-06 15:29 | sebek

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Nie podobają mi się próby odgórnej mobilizacji ludzi do pomocy samorządom w realizacji założeń reformy edukacji. To trąci PRLem. Tak jak wtedy i dziś władza narzuca nam coś siłą nie zaprzątając sobie głowy naszymi protestami a potem żąda od nas abyśmy pomagali w nie swojej sprawie. Tak nie można bo jeśli ktoś nie bierze pod uwagę mojego zdania podczas projektowania to nie ma prawa oczekiwać że pomogę w realizacji planu.
    Myślałem że czasy Gierka który krzyczał "pomożecie?" dawno już minęły i rząd traktuje obywateli poważnie aż tu okazało się że sposób myślenia władzy w wielu kwestiach w ogóle się nie zmienił. Ludzie mają według niej jedynie słuchać i płacić.
    Nie godzę sie na takie traktowanie.
  • 2008-10-06 22:28 | Zbigniew Wolski

    Szanowny Panie wladimir,
    To nie jest właściwa forma dyskusji nad problemem, który ma znaczenie cywilizacyjne. Problem rysuje się jeszcze grożniej, kiedy przeczyta się stanowiska również innych matek i ojców, zatroskanych zamachem na ich dzieci ze strony władz oświatowych. Według Pańskiego wzorca dyskusji, powinienem zadać Panu pytanie: jaki survival (tzn. przetrwanie) jest zdaniem Pana korzystniejsze dla 6-letniego dziecka w domu? Przeważnie dziecko siada przed telewizorem i na okrągło ogląda najróżniejsze zabawne historyjki, najczęściej epatujące przemocą , strzelaniną, sytuacjami grozy itp, a także seriale różnego pochodzenia. Przedszkole dla ambitniejszych dzieci w tym wieku, nie zapewnia wszystkiego, co im potrzeba, bo w końcu te dzieci chcą czegoś więcej, niż tylko zabawy.
    Dlatego proponuję wyelimonowanie z dyskusji takich sformułowań, jak "propaganda MEN"", "personalne ataki", "zmuszać innych" "urzędnicza fikcja i samowola " itp. Do niczego one nie prowadzą, poza maglem. Ale wszyscy Polacy powinni widzieć słabość poziomu edukacji społeczeństwa i szukać sposobów poprawienia sytuacji. Temu ma służyć wprowadzana od lat reforma. Że napotyka ona na trudności i opory, jasne że może wywoływać opory. Społeczeństwo musi sobie zdawać sprawę, że od czasów, kiedy de fakto rządził oświatą ZNP - związek zawodowy nauczycieli, który wymusił 18 - godzinny tydzień pracy nauczycieli, funkcja wychowawcza szkoły została ograniczona do godziny wychowawczej. Nauczyciele przestali być nauczycielami szkoły, a stali się nauczycielami przedmiotu. Ale nie znalazł się w szkole przedmiot JAK ŻYĆ WE WSPÓŁCZESNYM ŚWIECIE. W ramach takiego przedmiotu powinna znaleźć się wiedza dająca młodzieży podstawy wiedzy o życiu w społeczęstwie dorosłych, w tym m.in. o problematyce zakładania rodziny, obowiązkach związanych z prokreacją, zasadach chowania i wychowywania dzieci, o sposobach prawidłowego wchodzenia w dorosłość, w tym też w zycie seksualne i związane z tym zagrożenia. Napewno byłoby mniej przypadkowych i młodocianych matek, rozbitych rodzin, matek samotnie wychowujących dzieci, matek rodzących pijane dzieci, rodziców posyłających do szkoły głodne dzieci itd. Musimy zdawać sobie sprawę, jakie szkody w psychice i umysłach dzieci mogą powodować programy telewizyjne, nawet te, dla dzieci? A komputery - gry, dostęp do internetu? Czy lęku niektórych dzieci przed szkołą nie powinno się dopatrywać w epatowaniu przemocy, płynącej z ekranu?
    Jeżeli rozumie się zagrożenia na jakie dziecko może być narażone w obecnych czasach, to nie przyjdzie do głowy podejrzenie, że reforma edukacji to"klasyczna dla PRL urzędnicza fikcja i samowola, która musi się obrócić przeciw ich dzieciom" Jesteśmy, jak widać mądrzejsi od specjalistów, którzy tę reformę opracowują. Przykro to stwierdzić, że właśnie po doświadczeniach z PRL, kiedy to większość bez protestu przyjmowała tamtejsze reformy, obecnie dodaje sobie ważności protestowaniem wszystkiego, co powinno być zmienione. Zamiast powszechnego akcesu do umacniania społeczeństwa obywatelskiego, wzmacniania więzów społecznych coraz bardziej rozkwita najgorsza z cech Polaków - zamiłowanie do warcholstwa i samowoli. Przykro mi, ale wiele wpisów w tej dyskusji, nie ma cech, jakimi w cywilizowanym świecie charakteryzuje się dyskutowanie. Prawda też jest taka, że znaczna część społeczeństwa nie rozumie tego, co czyta, a ostatnie badania poziomu edukacji wykazały to u 70% absolwentów szkoły podstawowej. Dla dobra własnych dzieci rodzice powinni współpracować ze szkołą, kontrolować, ale też pomagać, np w formie komitetu rodzicielskiego danej klasy. I powinni postulować zniesienie dominacji ZNP w działaniach nad reformą edukacji w Polsce i zniesienie PRL-owskego pomysłu - "Karty nauczyciela" Tym najbardziej przysłużyliby się ułatwieniu regformy systemu edukacji
    Pozdrawiam Pana i proszę o spokojne przemyślenie powyższych problemów.
    Zbigniew Wolski
  • 2008-10-06 22:39 | Paweł Rutkowski

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Witam. Posłanie sześciolatów do szkoły to problem znacznie szerszy, niż tylko oświatowy. O wyrównaniu szans dzieci miejskich i wiejskich nie ma tu mowy. Trzeba by tu było wyrównać poziom życia i zarobków w mieście i na wsi lub zdecydowanie lepiej dofinansowywaś szkoły wiejskie (przykład: do wyjścia do teatru, na basen, do zoo itp. dzieciom w klasach miejskich wystarczy bilet tramwajowy lub autobusowy; dla dzieci wiejskich trzeba wynająć autokar, którego koszty są nieporównywalnie wyższe. Wiąże się to także z czasem niezbędnym na dojaz do w/w miejsc). Gdyby sprawa była podyktowana tylko tym, że dzieci wcześniej obecnie dojrzewają lub też są przeciętnie inteligentniejsze niż dawniej, to wystarczyłoby tylko zmienić program nauczania w klasie pierwszej, a nie zmieniać cały system oświaty. Gdyby chodziło o edukację i dobro dzieci, to należałoby wprowadzić obowiązek przedszkolny, przy odpowiednim dofinansowaniu przedszkoli (koszty pobytu w przedszkolu to jeden z powodów niskiego odsetka dzieci wiejskich uczęszczających do przedszkola). Jednocześnie pobyt dzieci w przedszkolach byłby sposobem na ich dożywienie, na obserwację, czy nie dzieje im się krzywda, na wzrost poziomu edukacji, na kształtowanie się relacji społecznych i na wzrost bezpieczeństwa - zwłaszcza właśnie na wsi, gdzie dzieci pozostawione w gospodarstwach są często ofiarami wypadków przy pracach polowych. Próba posłania do jednej klasy 6- i 7-latków świadczy o braku znajomości psychyki i potrzeb dzieci. Oczywiście są liczne przykłady zróżnicowania wiekowego w jednej klasie (sam zaczynałem edukację jako sześciolatek), ale przeciętnie, a zwłaszcza hurtowo musi się to odbić na dziecku. Moja córka, w wieku 6 lat zaczynała łączyć litery w sylaby. Mając 7 lat czytała i jest to raczej pewna przeciętna przepaść, jaka dzieli 6 i 7-latków. Dzieci w pierwszej klasie zobowiązane są już do przerobienia lektury. Jak ma ją przerobić dziecko, które dopiero poznaje litery? Jak ma znieść dziecko pobyt w szkole przy systemie dwuzmianowym (w wielu szkołach może to być koniecznością) jeśli pomiędzy godz. 15 i 16 szereg dzieci zaczyna przysypiać, zwłaszcza te, których rodzice zmuszeni są je obudzić wczesnie, bo idą do pracy.
    Dlaczego jestem wobec reformy sceptyczny?
    1. Bo nie potrafimy się uporać z prostymi problemami, takimi jak np. rozpoczynanie remontów sal gimnastycznych lub boisk we wrześniu, gdy zaczyna się rok szkolny, bo dopiero wówczas do szkół docierają pieniądze.
    2. Bo nie potrafimy zadbać o dowóz dzieci mikrobusami dostosowanymi do różnych grup wiekowych, zaczynających i kończących zajęcia o różnej porze, przez co szerego dzieci albo siedzi w świetlicy do późnej pory, albo wraca autostopem do domu.
    3. Bo nie potrafimy rozwiązać problemów ciężkich tornistrów.
    4. Bo kompletnie leżą w gruzach założenia wymienności religii i etyki (w Poznaniu, a więc sporym mieście, nie ma żadnej szkoły, ktora by ten problem należycie rozwiązała)
    Dlaczego uważam, że problem jest szerszy i nie dotyczy tylko oświaty?
    Bo oficjalnie się mówi, że chodzi o wydłużenie czasu płacenia składek przez pracowników, którzy o rok wcześniej skończą edukację, a więc o rok wcześniej zaczną pracować. A to oznacza, że problem nie tkwi w oświacie lecz w błędach w zarżadzaniu naszymi pieniędzmi, w tym składkami emerytalnymi i zdrowotnymi. Pamiętam jak w połowie lat 90-tych jeden z miniestrów finansów przyznał, że pieniądze ze składek najpierw trafiają do ministerstwa , tam następuje łatanie dziur budżetowych, a to co zostanie (jeśli zostanie) staje się funduszem emerytalnym. Można więc założyć, że nasze składki zostały roztrwonione, a teraz wymagana jest ciągłość płatników składek. Nie zgadzam się przy tym z powszechą tezą, że niż demograficzny jest tu jakąś katastrofą. Jak obserwuję po swoim przykładzie. lepiej wyedukować jedno dziecko, które na siebie, a czasami i jeszcze na rodziców zarobi (jak to ma miejsce w moim przypadku), niż sztucznie zwięszkać liczbę obywateli bezsensownym sestemem beciokowym, z potem połowę z tych obywateli utrzymywać z budżetu, bo nie trudno wykazać, że wielodzietność często wiąże się z biedą i brakiem wykształcenia. I w ten sposób znów wróciłem do edukacji. Na zakoczenie jeszcze kilka kwestii. Dlaczego nie wykorzystano niżu demograficznego na lepszą edukację w klasach o mniejszej liczbie uczniów. Dlaczego, na pierwszy sygnał o niżu np. w Poznaniu zamknięto część żłobków i przedszkoli (tu ukłony dla wiceprezydenta miasta - pana Frankiewicza), a teraz bije się na alarm, bo nie ma gdzie posłać dzieci z licziejszych już roczników? Dlaczego nie zminejsza się liczby uczniów w klasach i grupach przedszkolnych twierdząc, że to nieekonomiczne, choć wystarczy uchronić jedno dziecko w klasie przed wejściem na patologiczną drogę, by zarobiło ono na pensję nauczyciela (miesięczny koszt utrzymania więźnia przewyższa nauczycielką pensję). I jeszcze jedno. Dlaczego, pracujać na dwa etaty, wciąż muszę płacić podwójne ubezpieczenie zdrowotne, choć przy po pobycie w szpitalu będę leżał obok rolnika, który opłaca jedną, wielokrotnie niższą składkę w KRUSie!!!
    Pozdrawiam wszystkich
    Paweł
  • 2008-10-07 19:23 | agata na kabatach

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Szanowni Panstwo, jestem mama dwojki dzieci. Gdy moj synek skonczyl 3 lata chodzilam z nim raz w tygodniu na zajecia adaptacyjne do prywatnego przedszkola, gdy mial 4 i 5 lat chodzil do przedszkola publicznego, do zerowki poszedl do szkoly, w ktorej teraz uczy sie w pierwszej klasie. Z naszych doswiadczen wynika, ze to byla bardzo dobra droga. Zerowka w szkole umozliwia dzieciom lagodne przejscie do nowych realiow. Dzieci byly pod troskliwa opieka, a jednoczesnie mialy czas zeby oswoic sie z nowym miejscem. Teraz, gdy samodzielnie poruszaja sie po szkolnych korytarzach - sa u siebie. A co do roznic w rozwoju dzieci - to sa nieuniknione, naturalne i nie do konca zaleza od daty urodzenia. Moja corcia zaczela chodzic w wieku 10 miesiecy, jej kuzynka w wieku 15 miesiecy. Inna zas kuzynka zaczela mowic przed ukonczeniem roku, a moja pociecha dopiero gdy miala dwa lata. Podobnie jest z szesciolatkami, choc roznice dotycza innych umiejetnosci odpowiednich do wieku. Nie demonizujmy problemu. Dla mojego dziecka szkola zaczela sie w wieku 6 lat, a czy MEN nazwie to zerowka czy pierwsza klasa - uwazam za zagadnienie zbizone do problemu z nazywaniem parteru i pierwszego pietra w budynkach. pozdrawiam
  • 2008-10-07 20:56 | wladimirz

    Drogi urzędniku lub dobrze oplacany z EFS "ekspercie"MEN występujący tu jako Zbigniew Wolski!
    1.Nic bardziej mnie nie przekonalo o tym fakcie niż pański post utrzymany,i to serio, w tonacji emeryckiego prześmiewczego wierszyka:"Popierajmy wladzę czynem umierając przed terminem!"
    2.Nie istnieje żaden merytoryczny powód tak gwaltownego wysylania 6-latków do szkól bez troski o warunki i skutki.Jest tyle ważniejszych i pilniejszych spraw do zalatwienia w
    oświacie.W Finlandii(!), Szwecji, Danii do szkól idą 7-latki i nikt
    z tego nie robi problemu ani nie próbuje tego zmieniać.Oni mają
    warunki i środki żeby to zrobić zdecydowanie prościej od nas.Co
    więcej Finlandia jest (wg Raportu o Kapitale Ludzkim) przedostatnia
    w UE w upowszechnieniu wychowania przedszkolnego.A jest liderem
    światowej edukacji.Jak widać decyduje calościowy poziom edukacji, a
    nie trzeciorzędne czynniki.Jak się chce posylać 6-latki do szkól to trzeba to robić
    stopniowo, raczej zachęcając i pomagając niż wydając sztywne
    przepisy.Podobnie z upowszechnianiem przedszkoli!To co robi Hall to
    typowe dzialanie biurokratów!Oni są żądni orderów, awansów i kasy za
    upychanie kolanem, wyciskanie wskaźników, naciąganie statystk
    itp..Po prostu nic innego nie umieją, a jakiekolwiek inne podejście
    obanżyloby bezużyteczność tych urzędasów w oświacie.
    Czemu sluży fetyszyzacja miejsca uczenia się 6-latków-szkola czy
    przedszkole to nie ma większego znaczenia, ważne są warunki tej
    edukacji.I tu elastyczne podejście jest lepsze!!!
    3.Argument o potrzebach rynku pracy za lat 15-20 jest jawnie niepowazny.Idole p. Hall Handke i Dzierzgowska oraz ich mocodawcy zakladali,że teraz będzie masowe
    bezrobocie.Wobec tego celem ich "reformy" 10 lat temu bylo trzymanie jak
    największej grupy mlodzieży jak najdlużej jak najdalej od rynku
    pracy. Polikwidowali szkoly zawodowe, doprowadzili w Polsce do
    (fikcyjnych!) wskaźników w szkolach maturalnych i wyższych powyżej
    docelowych(!!!) wskaźników dla bogatej(!) UE(np.2 razy wyższych od
    niemieckich!)No i teraz kończą szkólki pseudowyższe czegoś i czegoś
    jeszcze [najczęściej marketingu i zarządzania;-)]zmanipulowani
    maturzyści, a tu pracy w zawodzie ani widu ani slychu.Po prostu
    zmarnowane 3-4 lata i często sporo kasy.
    Za 15-20 lat zrealizuje się czy zacznie w sposób istotny realizować
    hipoteza 20%-80%.Automatyzacja, informatyzacja, robotyzacja
    spowodują,że będzie realne zapotrzebowania na jakieś 20% sily
    roboczej, glównie tej o (prawdziwych!)najwyższych kwalifikacjach
    oraz w pewnych rodzajach uslug. Pozostale 80% będzie zbędne!!!
    Po co więc bezużyteczna ofiara z podstaw edukacyjnych mniej więcej
    miliona 6-latków w najbliższych paru latach???
    W XIX wieku we Francji martwiono się kwestią perspektyw utylizacji
    końskich odpadów w Paryżu.Okazalo się,że Francja i Paryż mają wiele
    problemów, ale akurat nie ten;-)))))))))))))))))))
    4.Reforma Handkego byla klęską!Wyniki PISA
    po prostu zmanipulowano, porównując dwie kompletnie różne próbki!
    Jedna nie miala przygotowania do testów takich jak PISA,
    sprawdzających umiejetność czytania ze zrozumieniem.W następnm
    badaniu sprawdzano tę umiejętnośc gimnazjalistów, którzy przeszli
    przez egzamin po klasie 6,i przygotowywali się do egzaminu
    gimnazjalnego(mieli za sobą ileś próbnych testów!).Te egzaminy są
    podobne w zakresie sprawdzania umiejętności czytania ze
    zrozumieniem.Byly i inne elementy manipulacji w tych badaniach i prezentacji ich wyników.,W innych
    umiejęnościach postępu nie odnotowano lub odnotowano regres.
    Za to w zakresie przygotowania tych wszystkich, którzy będą
    wykonywać zawody wymagające wysokich kwalifikacji intelektualnych
    (szczególnie w nauce, technice, medycynie, ekonomii!)obecni
    maturzyści są o 2-3 lata do tylu w porównaniu z kolegami po 4-letnim
    liceum.Jak oni skończą studia, do których nie byli przygotowani, to
    przeżyjemy zapaść cywilizacyjną,o jakiej nam się nie śnilo!!!;-)))))
    5.Obecną "reformę"przygotowują "fachowcy" w duzym stopniu z tego samego kręgu, który przygotowal poprzednią-towarzystwo wzajemnej adoracji ze szkól prywatnych(walczy z konkurencją i zarabia krocie z EFS)-oni pojęcia o problemach i realiach placówek publicznych nie mająoraz grupa lewicujących naukowych doktrynerów, którzy szkolę widzieli ostatni raz gdy do niej chodzili.Łatwo można sobie wyobrazić ich wiedza o niej;-))Trudno mieć zaufanie do wytworów takich ekspertów.
    6.Rodzice (m.in.Elbanowscy!) oceniają realia - widzą jak wygląda przedszkole ich dzieci, a jak szkola,Wiedza co można zrobić za cale naście tys.zl, które MEN na cale 3 lata przeznaczylo na dostosowanie 1 szkoly.No i martwią się o swoje dzieci, a nie o mglawicowe cele i interesy urzędników p.Hall oraz jej samej.Tak się sklada,że to z ich podatkow się ich oplaca. P.Hall za cale unijne 300 tys.zlorganizowala "konsultacje"wojewódzkie tak pomyslane,żeby nie można jej bylo zadać pytania czy wyrazić wątpliwiości .Uczestnicy musieli wysluchać 2 monologów p.minister pt."Moja reforma jest wspaniala".To byl czas na przekonywanie i okazja do niego.Jeśli się unika takich sytuacji, to znaczy że ma się jakieś ukryte cele. W trakcie "reformy"Handkego p.Hall opublikowala w "Rzeczpospolitej" tekst "Jak prywatyzować szkoly publiczne".Oficjalnie tamta "reforma"takich celów sobie nie stawiala;-)))))A Hall deklaruje,że chce ją dokończyć!!!;-)
    Pozdrawiam
  • 2008-10-07 21:24 | wladimirz

    I jeszcze jedno-18 godzinne pensum nauczycieli(wszystkich!) wywalczyla w roku 1981 "S".Mam dosyć lat by pamiętać i za malo by mieć amnezję.Zle tu jest przede wszystkim to,że, wbrew światowej praktyce, pensum to nie zależy od szkoly(różne powinny być dla podstawówki,gimnazjum, liceum) i od przedmiotu(inna dla wf , pp, wok, religii, a inne dla egzamnacyjnych przedmiotów ogólnoksztalcących).Co do reszty Pańskie wypowiedzi to nauczyciele są w szkole ustawieni jako nauczyciele przedmiotu wlaśnie!Taka jest jej organizacja, takie są przepisy.Chociaż idole p.Hall Handke i Dzierzgowska oraz ich następcy zrobili wiele,żeby z nauczyciela uczynić urzędnika.Już im się prawie udalo;-)Natomiast ani nauczyciel ani szkola(taka biedna i źle zorganizowana instytucja!) nie mogą być traktowani jako panaceum na wszystkie plagi wspólczesnego spoleczeństwa i wspólczesnej cywilizacji - to po prostu utopia i tyle!!!
  • 2008-10-08 12:55 | sebek

    Także mieszkam na Kabatach, znam tutejsze szkoły i nie jestem przekonany czy można ten rejon Warszawy uważać za miarodajny dla Polski. Tak jak Warszawa jest jedną z najbogatszych polskich gmin tak Kabaty są jednym z najbogatszych rejonów Warszawy, średnia cena 1m2 mieszkania wynosi ponad 10 tys zł, to o czymś mówi.
    Takich nakładów na szkoły jak na Kabatach w zdecydowanej większości polskich miast nie znajdziemy. Dlatego przykłady szkół i przedszkoli z Kabat powinny być traktowane z grubą poprawką. To tak jakby dziwić się że w Danii coś się udaje a w Polsce nie. Cud? Nie, tylko finansowanie zupełnie inne. Stąd moje pytanie o konkretną szkołę.
    Pozdrawiam
  • 2008-10-10 15:12 | rzymianka

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Mam wrazenie,ze nam Polakom nic co nowe sie nie podoba.Od razu nastepuje krytyka i protesty.Przeciwnicy wczesniejszego poslania dzieci twierdza,ze polskie szkoly sa do tego nie przygotowane.Chetnie pokazalabym im panstwowe szkoly wloskie .Ja bylam na poczatku zszokowana ich wygladem,bròd,zaniedbanie ogòlny balagan,zupelny brak pomocy szkolnych.Nie ma pielegniarki,pedagoga, a jednak dzieci zaczynaja tu pierwsza klase od 6 lat ,a nawet wczesniej.np.te urodzone w styczniu.Pani jest przez caly czas zajec z dziecmi nawet podczas przerw.tedy zjadaja wspòlnie drugie sniadanie,wychodza na boisko lub do ogròdka.W polskiej szkole tez mogloby tak byc.Pani nauczycielka sama decydowalaby o przerwach i co podczas tych przerw robia,tym sposobem dzieci nie byly by narazone na przebywanie ze starsza mlodzieza na korytarzach.Naprawde docenmy polska szkole,bo nie jest taka zla a powiedzialabym nawet,ze bardzo dobrze zorganizowana.A dzisiejsze dzieci naprawde ròznia sie od tych sprzed 20,30-stu lat,wiem to sama po sobie.
  • 2008-10-11 06:23 | wladimirz

    Niech Pani pozostanie w swoim Rzymie i poprawia wloską edukację(jedną z najgorszych w Europie!). To,że w tym kraju jest fatalnie nie oznacza zebyśmy mieli za wszelką cenę doprowadzać do tego żeby u nas bylo jeszcze gorzej;-))))
  • 2008-10-11 21:48 | Anna Beata

    Jestem za szkola od 6 roku zycia nawet jesli na poczatku nie wszystko bedzie idealnie. Jestem matka dwojki studentow i malucha 7letniego. Mamy doswiadczenie ze szkola polska i francuska.Mozemy porownywac i wyciagac wnioski. We Francji dziecko od 6tego roku zycia chodzi di szkoly podstawowej przez 5 lat. Pozostaje w szkole od 8h30 do 16h30, a rodzice moga je nawet odbierac pozniej tj.o 17h30 lub 18h30. Moj najmlodszy syn ma kolezanke w Polsce tez 7latke. Kiedy opowiadam jej mamie jak wyglada szkola we Francji to robi wielkie oczy. Jej corka po zerowce nie umie pisac ani czytac. Zna litery i teraz w pierwszej klasie znow zaczyna wszystko od nowa, to taka bolaczka polskiej szkoly..Generalnie rysuje szlaczki zeby podobno wyrobila sie reka... Moj syn w pierwszej klasie musi czytac i pisac, bo jesli nie to powtarza klase i tutaj nikt z tego powodu nie rozdziera szat, Juz w zeszlym roku rowiazywal sudoku zaadoptowane dla 6latkow. Ma geometrie, zbiory , a z francuskiego ma juz gramatyke, na ktorej uczy sie co to jest zdanie, slowo, czas terazniejszy, przeszly i przyszly. Ma 3x w tygodniu sport basen, 3h w srode po poludniu zajec tzw rowijajacych,w piatek normalny WF.Duzo by mowic. Za ksiazki nie placimy, bo dzieci je sobie przekazuja w Polsce jakos dziwnie to jest nie do zrobienia, dlaczego? Pytanie retoryczne. Regularnie przynosi ksiazki z klasowej biblioteczki do czytania.W stolowce dzieci jedza salatki, jarzyny , owoce, ryby, a nie kotlety z kapusta. Ucza sie wiec zdrowego zywienia . Moje dziecko jest w panstwowej szkole w Paryzu, a nie w prywatnej.Nikt tu nie cierpi, ze dziecku zabiera sie dziecinstwo, bo od 6tego roku zycia spedzaja caly dzien w szkole. Tak sie sklada, ze moj syn pyta dlaczego nie idzie do szkoly w niedziele i to chyba powinno dac do myslenia. Pomijam to, ze na miejscu jest psycholog szkolny i lekarz szkolny i dzieci tak jak kiedys w Polsce sa szczepione w szkole. dzieci sa badane 2x w roku wiec wylapywane sa problemy typu nadwaga, prochnica, slaby wzrok, platfus etc Wydaje mi sie, ze tak ma wygladac szkola w rozwinietym kraju. sama jestem absolwentka polskich szkol i uniwersytetu i stwierdzam problem z przedmiotami scislymi,ktore rzadko sa nauczane przez pasjonatow, natomiast z przedmiotami humanistycznymi jest na odwrot, jest wielu fantastycznych nauczycieli, ktorzy potrafia przekazac wiedze, no coz, moze nie mialam szczescia. Wiem, ze tutaj dziecko musi zrozumiec, a nie bezsensownie wykuwac, co tez jest bolaczka naszych szkol. Podzielilam sie ta wiedza, bo Polske stac na szkole XXI wieku, bo potencjal jest takze w dzieciach i trzeba gopobudzic jak najszybciej
  • 2008-10-13 08:32 | Renia

    Zawsze wydawało mi się że powinniśmy wzorować się na lepszych przykładach a nie na gorszych. To że we Włoszech jest brud, nie ma pomocy szkolnych i jest bałagan nie powinno stanowić dla nas wzorca. Tego powinno się wstydzić a nie stawiać za przykład. Zawsze można gdzieś na świecie znaleźć przykład że jest gorzej niż w Polsce a jednak jakoś sobie radzą. Tak jest w Papui-Nowej Gwinei, Laosie, Mozambiku czy Albanii ale czy warto na tych przykładach podnosić sobie morale? Od dawna wiadomo że we Włoszech w wielu regionach na południu jest bieda i nikt się tym nie przejmuje. Czy chcemy aby i u nas było tak samo?
  • 2008-10-15 20:11 | Magi

    Re: Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Posluchajcie,6-cio latki na pewno dadzą sobie rade w szkole.1 klasa czy zerówka - jeden gwint - rok w tą czy w drugą - bez roznicy. Ja tam nie mam nic przeciwko. TYLKO - czy szkoly podołają? przecież to jakby nie bylo 2x wiecej dzieci w klasie 1 rocznika 2009/2010. Jak oni to rozwiążą?!
  • 2008-10-18 15:11 | jola66

    Zgadzam się z autorką powyższego postu.
    Wykształcenie i umiejętności nauczycieli pozostawiają wiele do życzenia, i to na każdym poziomie edukacji.
    (Nie uogólniam, bardzo dobrzy nauczycie-wychowawcy też są, ale jakże nieliczni!)

    Ja również obserwuję wśród moich znajomych narastający brak zaufania do nauczycieli i szkoły jako instytucji.
    Coraz więcej osób szuka "sposobu na szkołę", coraz częstszym tematem rozmów jest wymiana doświadczań i rad na temat "jak skłonić nauczyciela do przyzwoitego postępowania" lub "jak ochronić dziecko przed jawną niesprawiedliwością w szkole".

    Jestem wdzięczna Redakcji Polityki za systematyczne podejmowanie tematu oświaty. Proszę o kontynuację i stymulowanie społecznej dyskusji.
  • 2009-03-21 16:45 | wladimirz

    Samobójstwo polityczne PO i Tuska się dokonalo!!!

    No i popelnila Platforma wraz z Tuskiem polityczne samobójstwo.Zupelnie nie wiadomo w imię czego.Widać taki instynkt lemingów;-)Tylko dzieci szkoda:-(((((((((((((((
  • 2009-04-24 13:54 | cola

    popieram
  • 2009-12-30 13:14 | debbie

    Re:Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    A mnie jest trochę Pana szkoda.
    Nie dość, że argumentów już Panu brak, to tak "betonowe" podejście do tematu jest dla mnie nienormalne.
    "Samobójstwo polityczne" "propaganda MEN" - z jakich czasów takie wywody?
    Dzieci szkoda, bo system edukacji ciągle na nich eksperymentuje, a rodzice chcieliby być zwolnieni od ich wychowania.
    Troska schodzi na plan dalszy. Schlebianie gustom dzieci i nieustanne podążanie za modnymi gadżetami sprowadzają relacje rodzinne do zera. O tym już nie piszemy.
    Ale - przyznać muszę - Pana posty doskonale podgrzewały atmosferę tej dyskusji.........
  • 2009-12-30 17:48 | Belfer666

    Re:Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Ta pseudoreforma nie ma żadnego uzasadnienia poza absurdalnymi wizjami Boniego rynku pracy za 15-20 lat.U światowego lidera edukacyjnego - Finlandii - dzieci idą do szkoly w wieku 7(!) lat, nikomu to nie przeszkadza!Nikt też nie chce tego zmieniać, mimo że poziom materialny i kadrowy fińskiego szkolnictwa pozwolilby to zrobić ze 100 razy mniejszymi problemami niż w Polsce!
    Natomiast ta pseudoreforma kosztuje i pochlania zasoby i odwraca uwagę od prawdziwych problemnów polskiej szkoly!!!
  • 2010-02-18 14:26 | madzikur

    Re:Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Szanowna Pani, myślę, że zbyt emocjonalnie odbiera Pani powyższy komentarz. Ja zaczynałam zerówkę w szkole podstawowej w wieku 4 lat i 8 miesięcy. Pamiętam doskolane jak nie chciało mi się uczyć i jak bałam się kolegi starszego ode mnie prawie o dwa lata, choć naprawdę starał sie być miły i omijał mnie z daleka. Jednak fakt, że był ode mnie dużo wyższy miał ciemne długie włosy i specyficzne krzaczaste brwi był wystaczający, żeby śnił mi sie po nocach. Mimo to zerówkę i klasy początkowe wspominam z sentymentem ze względu na względy jakimi byłam obdarzana przez nauczycielki - ciągle pytały czy czegoś nie potrzebuję i czy nie jestem zmęczona (miałam do dyspozycji tapczanik do odpoczynku). O dokuczaniach ze strony starszych dzieci nie mogło być mowy. Zresztą zerówka w szkole umieszczona była na parterze szkoły jako jedyna sala do pracy z dziećmi. Drugą część parteru stanowiły szatnie, jednak dzieci starsze nie mogły do nas nawet zaglądać. Mieliśmy mały palc zabaw i własną jadalnię - żadnego maszerowania do stołówki. Co najważniejsze w grupie było 11 dzieci - a nauczycielka wiedziała o nas wszystko (co umiemy z czym mamy problem) i ta atmosfera bezstresowej nauki, uczenia się natury i sposobów "uczenia się', przyrodniczych wycieczek "naukowych", żadnych lekcji domowych, trzy cienkie zeszyty i jedna książka, budowania empatii wśród uczniów dziś tak trudna do osiągnięcia. Możnaby pomyśleć, że piszę o zachodniej Europie bogatej bez komunizmu. Nic bardziej mylnego - chodziłam do zerówki w normalnej polskiej szkole tylko, że w małym miasteczku. Potem, w połowie 3 klasy SP przeprowadziliśmy sie do większego miasta. I zaczął się koszmar. Drugi semest 3 klasy - siedzenie przey ławce jako 3 uczennica w ponad 30 osobowej klasie, hałas tłok, docinki (od razu zostałam przezywana "młoda" z sarkazmem i kpiną). Poziomem nauczania znacznie przewyższałam ucznów (my już przerabialiśmy program 4 klasy), nie wspominając o wiedzy przyrodniczej - potworna nuda i zmęczenie kilku godzin. I o dziwo ja super uczennica byłam zagrożona z dwóch przedmiotów w 4 klasie miastowej szkoły. Oczywiście zadałam, dzięki mojej mamie, jednak świadectwo szolne z 4 klasy to najgorsze moje świadectwo w całej mojej edukacji. Potem już szło jak z płatka, ale nigdy nie mogłam przywyknąć do wielkomiejskiej atmosfety szkolnej. Dziś jestem adiunktem da polskiej uczelni i mogę powiedzieć, żze te 3,5 roku w mojej edukacji były najlepse i najważniejsze - dały mi niezachwianą wiarę, kreatywność, elastyczność i jasność myślenia. I kiedy uczę studentów od razy rozpoznaję tych z małych miasteczek - im nie trzeba dwa razy powtarzać, są nie samowicie otwarci bezproblemowi, wiedzą co umieją i czego muszą sie nauczyć i mają ogromną chęć do zgłębiania wiedzy, niestey w przeciwieństwie do studentów wychowanych w mieście. Ja wiem, że powtarzam znane tezy - niech to będzei jeszcze jeden głos potwierdzający, że tylko odpowiednie warunki i jakość nauczania daje efekty!
    A co do Pani rad, które Pani udziela rodzicom sama jeszcze nie mając dzieci - mam ochotę powiedzieć jedno nie zrozumie syty głodnego. Nie zna Pani problemów z jakimi borykają się rodzice pracujący często na dwoch etatach (praca i dom) bez urlopu całymi latami, wyrywając dla siebie jedynie wolne godziny czasem dzień. I nie wie Pani co czuje matka, kiedy widzi jak jej dziecko 7 letnie wraca ze szkoły, uginając się pod tornistrem i wygląda jakby je czołg przejechał, (zmęczone z sińcami pod oczami, z bólem głowy), a tu trzeba jej jescze zagonić do odrabiania lekcji (co czasem zajmuje dorosłemu godzinę lub dwie a dziecku wieczość, bo wie że na zabawę nie starczy już czasu). I ta bezsilność okropna, wybór bez wyboru (nauczanie domowe czy szkoła). I myśl, że władza zamiast dbac o dzieci swój największy potencjał robi wszystko,żeby im szkołę skutecznie zohydzić. A przecież dzeci ze swej natury chcą poznawać wszystko co nowe, tylko czy aby w dowolnych warunkach?
  • 2011-11-25 23:09 | lucyolucy

    Re:Sześć lat, I klasa - podyskutujmy

    Tragedia me dzidzi pójdzie do szkoły w wieku 5 lat i 9 miesięcy, nie wyobrażam sobie akcji 5 latek kontra 15 latek.