Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

W kamiennym kręgu feudalizmu, kastowości, hipokryzji, czyli polskie uniwersytety państwowe

(1)
2008-10-03 10:49 | Stach
Feudalizm wydaje się być czymś, co w rozwoju naszego społeczeństwa mamy daleko za sobą. Ale w rzeczywistości postkomunistycznej oraz postfeudalnej, w jakiej żyjemy, wiele instytucji państwowych pozostaje w tyle. Do takowych należy zaliczyć wszakże wyższe uczelnie w Polsce o charakterze państwowym. Feudalizm polegał na tym, że istniał wyraźny podział na pana i sługę. Inną cechą feudalizmu było to, że władza danego pana była efektem nie jego wielkich zdolności, ale tego, że dziedziczył ją po ojcu. "Rasa panów" tworzyła swoistą kastę ludzi uprzywilejowanych, arystokratów, a dostać się do tej grupy było bardzo trudno. Podobna sytuacja panuje obecnie na polskich uniwersytetach. Wydawało by się, że w miejscach tych selekcja ludzi powinna się odbywa w oparciu o kryterium wiedzy, talentu, pracowitości. Ale gdzież by tam! Takie kryterium jest tylko oficjalną fasadą. W rzeczywistości, aby zrobić karierę na uniwersytecie, trzeba przede wszystkim posiadać tzw. układy. Najlepszy układ polega na tym, że Twój ojciec lub matka jest wysokim pracownikiem uczelni, najlepiej profesorem, rektorem, dziekanem. Jeśli tak jest - masz zapewnioną pracę na uczelni. Kończysz studia, potem proponuje Ci uczelnia pracę w charakterze asystenta i... po latach zostajesz profesorem, dziekanem etc. Czeka Cię przyjemna życie, mało pracy, wyjazdy, splendory, wielka sielanka trwająca 45 lat. Jeśli masz nieco gorsze układy, np. masz wujka profesora, wtedy masz także pewne szanse, aby dobrze się w życiu urządzić. Ale jest szansa na to, że zostaniesz jakimś szeregowym naukowcem czy chociażby pracownikiem biurowym uczelni. Uniwersytety to z reguły hermetyczne kafkowskie zamki, postfeudalne i kastowe twierdze trudne do zdobycia dla ludzi z zewnątrz. Na uczelni panuje jeszcze zbliżona do średniowiecznej hierarchia społeczna. Jeśli chcesz pracować na tej uczelni, a jesteś z zewnątrz - Twoje szanse dostania się do tego zamkniętego kręgu są zbliżone do zera. Mój kolega skończył studia bibliotekoznawcze na UMCS w Lublinie. Szukał pracy w bibliotece naukowej UMCS. Ale jej nie dostał, chociaż miał dyplom mgr. Dlaczego? Gdyż na wolne miejsce przyjęto syna pracowniczki biblioteki, pani kustosz, który...był z wykształcenia technikiem budownictwa i nie miał pojęcia o literaturze naukowej. Inn przykład. Studiowałem filozofię na UMCS. Już na pierwszym roku, zanim rozpoczęły się pierwsze zajęcia, dwóch studentów chwaliło się, że zaproponowano im przyszłą asystenturę! Jeszze nikt z naukowców ich, teoretycznie, nie znał, a już wszyscy wiedzieli, że są oni zdolni. Dlaczego? Gdyż jeden był siostrzeńcem profesora dziekana, a drugi - synem kierowniczki sekretariatu... Takich przykładów można wymieniać bez liku. Inni zdolni studenci nawet nie mieli szans na przyszłą pracę naukową, gdyż byli spoza układu feudalno-kastowego. Byli spoza "Twierdzy". Nie dla nich więc łatwe życie, praca naukowa, tytuły naukowe. Po studiach poszli pracować w hipermarkecie lub wyjechali na Zachód myć kible. Badacze naukoznawstwa alarmują, że około 90 % prac magisterskich i doktoranckich, nie licząc już nawet licencjatów, nie ma żadnej wartości naukowej, poznawczej, nie pcha nauki do przodu. Dzieje się tak dlatego, że na polskich uczelniach nie chodzi tak naprawdę o naukę, ale o władzę i łatwe życie dla pracowników naukowych uczelni. To jest zamknięta kasta broniąca swych interesów. Program naukowy dla studentów i badawczy dla asystentów i doktorów układany jest nie po to, aby nauka się rozwijała, nie po to, aby absolwenci mieli potem pracę, ale po to, aby pracownicy naukowi mieli zapełniony grafik z zajęciami, nawet wtedy, gdy posiadają nikomu nie potrzebną specjalizację. Uniwersytet jest dla pana, czyli naukowca, a nie dla studenta, czyli parobka. Życie przeciętnego naukowca z UMCS usłane jest różami. Z reguły ma kilka godzin zajęć ze studentami w tygodniu, góra kilkanaście. Reszta czasu to łażenie po mieście, seks, oglądanie telewizji, palenie fajek, pisanie doktoratu,odwleczone w nieskończoną przyszłość. Sielanka trwa. Państwo za to płaci, czyli społeczeństwo, czyli - ja oraz Ty. Nie dziwcie się zatem, jeśli Wasz nauczyciel nie przyjdzie np. na wykład czy konsultacje, aby podpisać Wam zaliczenie w indeksie. Po prostu nikt go z tego tak naprawdę nie rozlicza. Nikt go za tą absencję nie wywali z roboty, gdyż kto miałby to uczynić; jego ojciec, ciotka, wujek, brat? On po prostu ma lepsze rzeczy do roboty, niż użeranie się ze studentami. On musi wydawać pieniądze, które dostaje od społeczeństwa za to, że (w większości wypadków) nic nie robi pod płaszczykiem tzw. pracy naukowej.