Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Sześć, siedem, pięć

(3)
Posłanie sześciolatków do szkoły to niezwykle rzadki przypadek reformy, na której wszyscy mogą zyskać, a nikt nie musi stracić. Już pięć lat temu wyglądało, że tak właśnie będzie. Ale wyszło jak zawsze. Dorośli dali plamę. Dzieci muszą dać radę.
  • 2008-10-08 19:55 | wladimirz

    Re: Sześć, siedem, pięć

    Szanowny Panie Redaktorze!
    Prędzej bym się ducha spodziewał ujrzeć niż Pański tekst „Sześć, siedem, pięć” w ostatniej „Polityce”. Jest Pan dziennikarzem, który miał odwagę napisać prawie wprost, że takie dziedziny jak służba zdrowia czy oświata są świadomie doprowadzane do stanu głębokiej zapaści brakiem działania albo działaniami i reformami pozorowanymi. Po to żeby w tym stanie można było wskazać na kompletną prywatyzację jako na jedyny możliwy sposób wyjścia z zapaści i tę prywatyzację przeprowadzić.
    Tymczasem ostatni Pański tekst w „Polityce” jest albo ironią albo tak jawną proministerialną manipulacją, że aż zupełnie do Pana nieprzystającą. Może chciał Pan, między wierszami, wskazać lobby zainteresowane tą edukacyjną zbrodnią na kilku rocznikach 6-7-latków
    Pańska teza jest następująca: ”Nie ma znaczenia cena, jaką zapłacą poddane totalnie nieprzygotowanej reformie małe dzieci, bo zyski z niej będą znacznie większe, również dla nich.”
    1.Zacznijmy więc od rzekomych zysków dla dzieci. W Finlandii (również w Szwecji i Danii) do szkół idą 7-latki. Te kraje mogłyby z całą pewnością doskonale przygotować i przeprowadzić operację posłania do szkół 6-latków, ale jakoś tego nie robią. Co więcej, w tabeli upowszechnienia wychowania przedszkolnego w UE(tzw.Raport o Kapitale Ludzkim) przedostatnie miejsce (po Polsce) zajmuje ... Finlandia- światowy lider i prymus osiągnięć edukacyjnych. Czyli nie wiek rozpoczynania szkolnej edukacji, nie statystyki(!) upowszechnienia edukacji przedszkolnej, ale jakość(całościowa!!!) szkoły o tym sukcesie decyduje!
    Upowszechnienia przedszkoli tam gdzie ich nie ma(a są najbardziej potrzebne) czyli na wsi , reforma też nie przyniesie. Tam 6-latki już są w szkole więc miejsc żadnych w przedszkolach młodszym kolegom nie zwolnią. Powstanie przedszkoli wymaga zaś budynków, które tak lekkomyślnie zniszczyła lub oddała w obce ręce reforma poprzednia.
    2.Drugi Pański istotny argument –interesy rynku pracy.
    Jaki będzie polski rynek pracy za lat 13 lub 18 nie wie nikt. Vide “reforma” Handkego/Dzierzgowskiej - wtedy było w Polsce bezrobocie, więc różnymi manipulacjami [np. wartość autoteliczna wyższego wykształcenia;-)], fikcjami itp. polikwidowano zawodówki, ”upowszechniono” wykształcenie maturalne i wyższe do poziomu przekraczającego zdecydowanie nawet docelowe(!!!) unijne wskaźniki. Oczywiście w ramach tych samych środków jakie były przeznaczane na te cele wcześniej! Wszystko po to, żeby możliwie dużą część młodzieży trzymać możliwie długo poza rynkiem pracy. Dziś pierwsze ofiary tamtej “reformy” zdobyły papierki licencjata na różnych wyższych szkółkach czegoś i czegoś (najczęściej zarządzania i marketingu), a tu z tym licencjatem można, jak się ma długie nogi, powalczyć o posadę sekretarki [ale tej od parzenia kawy, nie tej merytorycznej;-)], a hydraulików i budowlańców brakuje...
    Za lat 13 będzie już raczej spełniać się hipoteza 20%-80%(w wyniku automatyzacji, robotyzacji, informatyzacji etc. potrzebna będzie praca tylko 20% siły roboczej, głównie tej o najwyższych kwalifikacjach). Może za lat 13 to będzie jeszcze aż 40% zamiast 20%, ale trend jest oczywisty.
    3.Co do strasznych konsekwencji niżu w szkołach, to akurat w roku 1980 przez oświatę, w której zaczynałem pracę, też przechodził niż. Skutkiem były po prostu(w liceum) klasy liczące zwykle po 25 uczniów. Dziś, mimo niżu, w warszawskich liceach klasy liczą po ponad 30 uczniów. Niż jest po prostu okazją do wymuszonej poprawy warunków nauki w szkołach i na uczelniach(szczególnie liczebności grup i klas oraz zmianowości!), bo te warunki są skandaliczne. Co więcej – pewnie oglądał Pan manipulatorskie słupki z wielkością roczników. Otóż ten wykres pokazuje tylko górne części słupków, co stwarza wrażenie gigantycznych różnic pomiędzy rocznikami w pobliżu minimum. Tymczasem te różnice są stosunkowo niewielkie i zmiany przebiegają łagodnie. Niech się Pan przyjrzy uważnie, a jeszcze lepiej porówna dane liczbowe o liczebności roczników.
    4.Trafnie wskazuje Pan, i za to brawo, różne dorosłe instytucje, które chciałyby ratować swoje interesy nawet kosztem małych dzieci.
    Rozumiem, że prywatne szkoły, łącznie z wyższymi, których interesy min.Hall przede wszystkim stara się reprezentować, boją się prawdziwej rynkowej weryfikacji. Skądinąd, nie wiem czy Pan wie(chyba nie!), że szkoła niepubliczna dostaje na ucznia z subwencji budżetowej dokładnie tyle samo ile szkoła publiczna (tzw.poprawka Kracika z roku 2001).
    5. Lekceważąco odnosi się Pan do kwestii przygotowania reformy p.Hall. Na razie jest to zestaw zmiennych pomysłów, potoki słów oraz trochę zadrukowanego papieru. Na 11 miesięcy przed 1.09.09 nie są nawet podpisane podstawy programowe (funkcjonują jako projekty do dyskusji). Żadne wydawnictwo i żaden autor nie może zacząć przygotowywać podręczników, o ile nie ma ducha hazardzisty, bo w polskich warunkach te projekty mogłyby ulec istotnym zmianom pod wpływem przypadkowych zupełnie czynników politycznych. Dziecko(małe!) to nie student-musi mieć swoje książeczki pieczołowicie przygotowane.
    Nawet w szaleńczej „reformie” Handkego/Dzierzgowskiej podstawy programowe były już podpisane na 15 miesięcy przed datą wdrożenia. A i tak tempo było niesamowite (podręcznik nie tylko trzeba napisać (o testowaniu mowy i wówczas i teraz nie ma!) , ale jeszcze musi przejść recenzje, dostosowanie do uwag recenzentów no i niezwykle ważny i trudny w dziecięcej(a więc bogato ilustrowanej!) książce proces redakcji oraz przygotowania do druku i samego druku. Wtedy nie wszystkim autorom i wydawnictwom się udało zdążyć, nawet tym z najwyższej półki. A teraz...
    Na przygotowanie szkół na przyjęcie 6-latków przewidziano 150mln zł na 3 lata czyli po 10tys.na szkolę. Tymczasem w ostatnich kilku latach wpakowano bez efektu aż 100 razy tyle w kilkadziesiąt tysięcy stoczniowych krzykaczy(14mld), a planuje się wpakować z podobnym skutkiem jeszcze minimum 10 razy tyle (1,5mld). Pan twierdzi, że to szalenie ważna reforma, skoro można i należy poświęcić na jej ołtarzu edukacyjne podstawy kilkuset tysięcy małych dzieci, skala przeznaczonych na nią przez państwo środków pozwala jednak sądzić, że jest inaczej. Tylko jeden stadion powstający na Euro 2012(i często głównie na nie) kosztuje półtora miliarda.
    O przygotowaniu nauczycieli do nowej sytuacji(nie o agitacji za reformą!) nikt nawet nie myśli!
    6.Rozczulily mnie Pańskie zachwyty nad rzekomymi sukcesami poprzedniej “reformy” - szczególnie poprawą sztuki czytania ze zrozumieniem. Tyle, że całe to badanie oraz porównania zostały zmanipulowane właśnie w imię pozorowania sukcesu Handkego/Dzierzgowskiej - próbki były absolutnie nieporównywalne. W jednym przypadku badano uczniów klas I szkół ponad podstawowych. Zadbano o odpowiednie proporcje uczniów zawodówek. W drugim badaniu poddano mu uczniów ostatniej klasy gimnazjum. Wśród nich dotychczasowi „klienci” zawodówek nie byli wyodrębnieni. Na ogół mają słabszą frekwencję, a znając Polskę( ta tendencja każdej szkoły żeby dobrze wypadać) być może nawet zachęcono ich do pozostania w domu. Co więcej – uczniowie gimnazjum byli przygotowywani do egzaminu gimnazjalnego, mieli za sobą ileś prób i egzamin po klasie 6. Oba te egzaminy wielką wagę przywiązują do czytania ze zrozumieniem i zawierają sporo zadań je sprawdzających, podobnych do tych z egzaminu PISA. Ich „starosystemowi” koledzy takiego przygotowania nie mieli, co nie oznacza, że gorzej czytali ze zrozumieniem. Na dodatek czytanie ze zrozumieniem to tylko jedna, dość prosta choć ważna, umiejętność. W innych wyniki się nie zmieniły albo pogorszyły.
    Za to koszt tej reformy był taki, że w zakresie znajomości języka nauki jakim jest matematyka, ci maturzyści którzy chcieliby(!) być naukowcami inżynierami, ekonomistami etc. stracili 2-2,5 roku w stosunku do starszych kolegów.(Jeszcze gorzej jest z fizyką.) W klasie matematyczno-fizycznej starego liceum pojęciem pochodnej kończyła się klasa druga, dziś tym samym pojęciem, i to w wersji maksymalnie uproszczonej, kończy się nauka matematyki w liceum na poziomie rozszerzonym. Potem się dziwimy, że tak mało jest u nas chętnych do studiowania na politechnikach w świecie opartym na technologii.
    Od lat jestem w jury jednego z konkursów PW dla licealistów Mazowsza (wraz z Warszawą). Startują w nim najzdolniejsi, najbardziej zainteresowani przedmiotami ścislymi uczniowie z 6-milionowego(!) województwa. Zadania, które jeszcze niedawno rozwiązywały na egzaminach wstępnych tysiące maturzystów dziś jest w stanie rozwiązać do setki osób (z 6-milionowego województwa!) (prawie wszyscy z około 10 szkół!). Jeszcze nie pokończyli studiów technicznych tak „znakomicie” przygotowani do nich maturzyści, ale zapowiada się gigantyczna zapaść cywilizacyjna, gdy rozpoczną życie zawodowe.
    W krajach rozwiniętych przeciętny poziom znajomości matematyki wysoki nie jest (w TESCO czy McDonaldsie nie ma znaczenia – zawsze można nawet niepiśmiennego pracownika wspomóc elektroniką i poćwiczyć parę umiejętności),ale ci którzy chcą(!!!) ze względu na plany życiowe czy zainteresowania mogą zapoznać się w szkole z rachunkiem różniczkowym i całkowym, macierzami, geometrią analityczną , liczbami zespolonymi, rachunkiem prawdopodobieństwa i statystyką na odpowiednim poziomie, algebrą abstrakcyjną etc. i zdać stosowny egzamin (to ważny element rekrutacji na czołowe uczelnie).
    7.Jeszcze bardziej mnie Pan rozczulił pisząc o potrzebie mobilizacji nauczycieli, rodziców i samorządów. Oczywiście najlepiej się mobilizuje nauczycieli podnosząc im pensum i obniżając place;-) oraz mając w głębokim poważaniu ich zdanie na jakikolwiek temat związany z reformą., pozorując konsultacje itp.itd. Z rodzicami i samorządami – podobnie. Przede wszystkim trzeba by jednak przedstawić przekonujące uzasadnienie dla poświęcenia ich wszystkich oraz podstaw edukacji minimum 400, a może i ośmiuset tysięcy czy miliona małych dzieci. Jak na razie, nawet Pańskim piórem, nie jest to wykonalne.
    Z wyrazami szacunku
    Uważny czytelnik-nauczyciel
    P.S.1. Nie mogę się nadziwić pięknej mowie dla min. Hall, jaką Pan napisał(bo właśnie tym jest Pański tekst). Ponieważ ostatnio MEN za pieniądze EFS stara się skłaniać niektóre autorytety, przy pomocy suto opłacanych zleceń różnego typu, do poparcia reformy, mam wrażenie, że jakiś taki autorytet nad Panem popracował, dostarczył materiałów i argumentów oraz przekonał o wadze misji. Nie śmiem Pana samego podejrzewać o tak przyziemne pobudki powstania tego tekstu.
  • 2008-10-30 09:17 | Max

    GIMNAZA WSPANALY WYNALAZEK???

    Panie redaktorze,
    Tak sie sklada ze ja jako nauczyciel mialem sposobnosc uczenia licealistow z ostatniego rocznika postawowek i pierwszego rocznika gimnazium.
    Zalosc, szloch i zgrzytanie zebow - taki wlasnie poziom prezentowal ten "pierwszy" esperymentalny rocznik gimnazjow ktory przekroczyl progi szkoly sredniej.
    Ich poziom w calym spektrom przedniotow (szczezgolnosci scislych i nauki jezykow) byl znaczaco nizszy niz tych z koncowki postawowki. A nie musze dodawac ze do matury mieli tylko 3 lata.
    Byc moze jak pan twierdzi lepiej sobie radza na rynku pracy, ja jednak wiem z wlasnego doswiadczenia wiem ze okupili to wieloma wyzeczeniami i wlasna ciezka praca - ale napewno nie dzieki tak pokreconej reformie.
  • 2009-03-20 08:36 | wladimirz

    Re: Sześć, siedem, pięć

    No i popelnila Platforma wraz z Tuskiem polityczne samobójstwo.Zupelnie nie wiadomo w imię czego.Widać taki instynkt lemingów;-)Tylko dzieci szkoda:-(((((((((((((((