Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Powrót czy nawrót

(3)
Emigranci z najświeższej, brytyjskiej fali powoli wracają do kraju. Tam czuli się gośćmi, ale i tu już nie są u siebie. Z tym swoim niedookreśleniem trafiają na kozetki psychologów. Albo znowu pakują walizki.
  • 2008-10-13 16:12 | wojtalez

    Re: Powrót czy nawrót

    "Jeśli można mówić o sukcesie na emigracji, to osiągnęli go ci z wykształceniem średnim i niższym, często bez znajomości podstaw angielskiego. Pracowali zgodnie z kwalifikacjami: jako budowlańcy, hydraulicy, sprzedawcy. Dostali znacznie więcej, niż mogli mieć w kraju, zarobili pieniądze, często po powrocie założyli niewielkie, własne firmy. Odnieśli sukces na swoją miarę.

    Rozczarowani to – jak wynika z badań – osoby pomiędzy 25 a 34 rokiem życia z wyższym wykształceniem i zazwyczaj ze znajomością języka. Na emigracji często pracowali poniżej kwalifikacji. Jaką satysfakcję z pracy może mieć politolog, który został asystentem kucharza, polonistka w roli sprzątaczki czy absolwent administracji jako budowlaniec? "

    Co za bzdury... Problemem pani profesor jest metodologia jej badań - najłatwiej badanie statystyczne na temat sytuacji emigrantów przeprowadzać w ich dużym skupisku. Czyli w dosyć homogenicznym środowisku niewykwalifikowanych robotników, których jest najwięcej, którzy trzymają się blisko siebie tworząc w naturalny sposób "polskie dzielnice", zakupy robią głównie w polskich sklepach itd. Nikt nie prowadzi takich badań w środowiskach wykształconych imigrantów - profesjonalistów (lekarzy, inżynierów, informatyków, finasistów itd) bo trudniej do nich dotrzeć. Nie trzymają się kurczowo wszystkiego co polskie więc szybko wtapiają w środowisko w jakim żyją.
    Denerwujące i niesprawiedliwe jest mówienie że ci ludzie pracują poniżej swoich kwalifikacji. Często zajmują znacznie lepsze stanowiska niż te, na które mogliby liczyć w kraju.
    Sam kilkakrotnie otrzymywałem propozycje pracy w polskich biurach projektów, niestety żadko była wtedy mowa o warunkach finansowych (chyba powinno mi coś powiedzieć określenie "atrakcyjne wynagrodzenie" - niestety nie mówiło). Kiedy pytałem przedstawicieli agencji składających mi te propozycje o aktualne płace w kraju, sugerując że rozważyłbym powrót do Polski gdybym mógł zarabiać chociażby połowę tego co w Irlandii, słyszałem zwykle: "no wie pan, to jednak Polska, tu jest inaczej..."
    Kolejna bzdura to te płace w branży inzyniersko- budowlanej w Polsce, rzekomo zbliżone do Irlandzkich! Chętnie dowiedziałbym się ilu jest w Polsce inżynierów budowlanych, pracujących w biurach, z 2-4letnim doświadczeniem zawodowym, zarabiających 11-12tys zł. To nie tylko problem samego wynagrodzenia ale i stanowiska. Projektując samodzielnie naprawdę odpowiedzialne konstrukcje mostów czy budynków jestem tutaj inżynierem i nikt tego nie podważa. Tymczasem bez polskich uprawnień zawodowych mogę być w ojczyźnie co najwyżej "asystentem", "młodszym" itd itp.
    Dlaczego nikt nie mówi głośno o tym raku toczącym polską gospodarkę jakim są panoszące się wszedzie korporacje, zrzeszenia, izby. Te twory nie służą wcale zapewnienu odpowiedniej jakości świadczonych usług, ale tłamszeniu młodych ludzi wchodzących do zawodów, żerowaniu na ich cięzkiej pracy, ograniczaniu konkurencji.
    Izby budowlane to przecież doskonałe synekury dla zasłużonych "budowniczych PRL", którzy dzięki różnym opłatom za "kursy przygotowania do egzaminu na uprawnienia zawodowe", składkom członkowskim i innym podobnym przymusowym haraczom moga świetnie egzystować na odpowiednim poziomie. Ten system skutecznie ogranicza ilość inżynierów mogących pełnić samodzielne funkcje w budownictwie a jednocześnie dostarcza dużą ilość tanich wyrobników (absolwentów politechnik zmuszanych do odbycia obowiązkowej, słabo opłacanej, 3-4letniego praktyki zawodowej przed nabyciem ww uprawnień) pracujących na tych "uprawnionych".
    Kraje takie jak Irlandia czy wielka Brytania świetnie funkcjonują bez takich chorych ograniczeń - istnieją co prawda tzw charter-y ale jest to raczej uhonorowanie dotychczasowego dorobku zawodowego a nie zezwolenie na samodzielną pracę. Tutaj nikt nie zabrania absolwentom uczelni samodzielnie działać na rynku (a przecież większość tutejszych inżynierów kończyło jedynie trzyletnie college, a nie pełne 5-letnie magisterskie studia).
    Dlatego nie wróżę Polsce masowego powrotu tej wykwalifikowanej części emigracji (mówię w tym momencie o absolwentach uczelni technicznych), których podobno już bardzo w kraju brakuje, a jeśli ten system się nie zmieni, będzie brakowało jeszcze bardziej. Może wróci paru niespenionych magistrów socjologii – z kraju bedą potem prowadzili badania nad migracjami z Polski, zrobią z tego doktoraty, a może nawet dosłużą się stopni profesorskich ;-)
  • 2009-02-23 10:30 | pistacjowy kosmita

    Ja mam dla psychologów i socjologów jeszcze lepsze zjawisko: reemigranci z dyplomami ze światowych uniwersytetów, którzy w Polsce mogą najwyżej sprzedawać prasę i papierosy w kiosku z gazetami. Jak określimy takie zjawisko? Ja proponuję: paradoksalne marnotrawstwo.
  • 2011-01-06 15:28 | Lukasz

    Re:Powrót czy nawrót

    Zapraszam na strone: http://powrotnik.eu/