Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Stan zdrowia

(1)
Sejm wprawdzie uchwalił pakiet ustaw zdrowotnych, ale prezydent zapowiedział, że je zawetuje. SLD, mimo ustępstw ze strony rządu, raczej nie pomoże odrzucić weta. Drepczemy w miejscu.
  • 2008-11-03 14:29 | Marian Klinger

    Re: Stan zdrowia

    We wnikliwej analizie stanu zdrowia polskiego systemu świadczeń medycznych redaktor Solska trafnie dostrzegła, że kwadratura koła polega na nierozwiązywalnym konflikcie między coraz kosztowniejszymi możliwościami wydłużania ludzkiego życia a ograniczonymi środkami, które można przeznaczyć na ten cel. Centralnym problemem staje się wprowadzenie do systemu mechanizmów zapewniających jak najbardziej racjonalne wydatkowanie tych ograniczonych zasobów. Niektóre z tych mechanizmów zostały wymienione w artykule. Należą do nich wyodrębnienie środków na badania diagnostyczne w opiece podstawowej i specjalistycznej, żeby skierowanie do najdroższego "hotelu”, jakim jest szpital, nie było sposobem na diagnostyczne oszczędności. Są to jednak tylko mechanizmy poboczne. Mitem jest bowiem opinia wygłaszana przez obecnych i poprzednich reformatorów, że główną przyczyną niespełnienia wszystkich oczekiwań polskich pacjentów jest złe, marnotrawne korzystanie z dostępnych środków i kiepskie zarządzanie publicznymi szpitalami. Na fałszywość tego poglądu dobitnie wskazują liczby. W Polsce na ochronę zdrowia przeznacza się rocznie na jednego mieszkańca około 500 USD, na Słowacji ponad 600, w Czechach ponad 1000, w Finlandii prawie 1400, wreszcie w Niemczech ponad 21OO. Różnice w jakości opieki medycznej między Niemcami a Polską są z pewnością znacznie mniejsze niż odmienność nakładów, a gdyby mierzyć je satysfakcją lub jej brakiem u pacjenta, to mogłoby się okazać, że całkowicie zanikają. W artykule wytyka się, że w Polsce szpitale pochłaniają 50% publicznych środków. W Finlandii jest to na pozór znacznie mniej, bo 39%, ale w kwotach na mieszkańca, Polska przedstawia się jako zdecydowanie oszczędniejsza, 250 USD wobec 550 USD. Nie uciekniemy więc od pytania, jakie środki jesteśmy w stanie przeznaczyć na ochronę zdrowia i co można za nie społeczeństwu zaoferować. W tej drugiej kwestii kluczowe zadanie przypada nowo powołanej instytucji, Agencji Technologii Medycznych, która powinna oddzielać ziarno istotnego postępu medycyny od plew – nowinek, bez których można się obejść. Takie agencje wyrokują już od dawna w większości krajów europejskich. Powiedzmy społeczeństwu i mediom jasno, jeśli lek lub technologia nie są refundowane w Wielkiej Brytanii ( ponad 1600 USD rocznie na ochronę zdrowia na mieszkańca ), to nie mogą być dostępne w Polsce. Państwo nie może unikać odpowiedzialności za kształt opieki medycznej. Obywatele płacą przecież podatki po to, by mieć bezpieczne granice (wojsko), nie obawiać się o osobiste bezpieczeństwo (policja, wymiar sprawiedliwości) i mieć zapewnioną opiekę medyczną na wypadek choroby. Nie oczekujemy od komisariatu policji, żeby przynosił dochód, ale oceniamy na podstawie skuteczności w wykrywaniu sprawców przestępstw. Podobnie należy podejść do zadań szpitali, które powinny być zróżnicowane według obszaru działalności (powiat, województwo, makroregion – uniwersyteckie szpitale kliniczne, szpitale MON i MSWiA). Państwo nie może uchylać się od roli centralnego planisty w ochronie zdrowia, a więc określenia sieci szpitali, których działalność jest niezbędna dla zdrowotnego bezpieczeństwa obywateli. Szpitale powinny mieć charakter instytucji „non – profit”, ponieważ nie sprzedają one wytworzonych dóbr, lecz za pieniądze obywateli leczą chorych ludzi. Ewentualny zysk szpitali jest usprawiedliwiony wyłącznie wtedy, gdy środki pochodzą z dodatkowych ubezpieczeń prywatnych. Ich udział w systemach opieki zdrowotnej krajów Unii Europejskiej jest jednak marginalny, a koszty administracyjne znacznie wyższe niż przy administrowaniu środkami publicznymi ( w Wielkiej Brytanii 15% wobec 3.5% ). Niech to będzie przestrogą przed dzieleniem Narodowego Funduszu i wprowadzaniem w ochronie zdrowia Polski dzielnicowej. Naiwnością jest oczekiwanie, że rywalizacja nastawionych na zysk szpitali stworzy w ochronie zdrowia nowy, lepszy, bardziej efektywny ład. Tutaj ostrzeżeniem powinny być doświadczenia amerykańskie. W USA, kraju prywatnych szpitali, mającym najwyższe wydatki na ochronę zdrowia (prawie 5000 USD na mieszkańca rocznie) śmiertelność noworodków jest większa, a średnia długość życia krótsza niż w Wielkiej Brytanii, z jej publicznymi szpitalami i wydatkami 1600 USD na mieszkańca rocznie.


    Prof. Marian Klinger
    Klinika Nefrologii i Medycyny Transplantacyjnej
    Akademicki Szpital Kliniczny we Wrocławiu