Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

WIERZ, boś nie zwierz

(40)
Ostateczny argument używany zazwyczaj w obronie szkolnej katechezy brzmi: przecież religia nikomu nie szkodzi. To nieprawda. Szkole szkodzi. I treść, i forma, w jakiej bywa obecna.
  • 2008-11-17 02:58 | Polak-katolik

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Przez to i przez WIELE innych rzeczy bojkotuje Kosciol w Polsce i nie daje ani zlamanego grosza!!! Do kosciola chodze w kazda niedziele, ale nie dla klechy, tylko dla Pana Boga.
  • 2008-11-17 09:09 | z daleka

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    No wlasnie ale to wszystko jest "zaluga" T.Mazowieckiego, ktorego rzad bez zadnej dyskusji spolecznej, referendum itd, wprowadzil religie okolnikiem do szkoly. Religia a dokladniej Religia ktolicka zostala przeszmuglowana do szkoly. Rzad i jego Premier w tym wzgledzie zachowali sie jak starzy wyjadacze z PZPR, nie dyskutowali z glupim spoleczenstwem tylko po prostu wprowadzili religie do szkol. Poziom tych lekcji jak i jego wychowacy nie moga byc obiektywni ani otwarci bowiem wywodza sie z jednego z najbardziej konserwatywnych Kosciolow w Europie. Owszem zdarzaja sie wspaniali katecheci ale sa to naprawde wyjatki. Jest cos na ksztalt ideologiczego przysposobienia katolickiego, takie dawne wychowanie obywatelskie albo i gorzej. I podobnie jak dawne wychowanie obywatelskie gdzie probowano wciskac mlodym ludziom ideologie socjalizmu realnego tak i teraz lekcje religii odnosza odwrotny skutek zniechecaja i powoduja ze wielu ludzi odwraca sie od Kosciola. przynajmniej w tymw zgledzie jest wiec to pozytywny aspekt
  • 2008-11-17 09:43 | popan

    WIERZ, gdy chcesz.

    Proponuję wprowadzenie do szkół jako przedmiotu obowiązkowego zasad ruchu drogowego.
    W dzisiejszych czasach takie szkolenie przyda się każdemu dziecku, wiadomo dlaczego.
    Jako wykładowcy mogą być angażowane wyłącznie osoby nie posiadające prawa jazdy, które dodatkowo złożą zobowiązanie, że nie będą nigdy prowadzić pojazdu mechanicznego.
  • 2008-11-17 09:49 | Adam20

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    "ksiądz nakazał rozwiązanie kółka gier RPG i Fantasy w jej liceum, bo uznał to za satanizm"
    Gry RPG na pewno rozwijają o wiele bardziej niż większość lekcje religii (zależy kto je prowadzi). Jestem oburzony. Kościół jest skostniały i coraz bardziej "pusty". Podobnie jak PiS nie ma koncepcji na rozwój.
  • 2008-11-17 10:57 | Teresa Stachurska

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Jeden miliard. Policzyłam:

    (ca)15 mln zatrudnionych razy (ca) 3000 zł średniej pensji razy (ca) 90 % zainteresowanych spośród zatrudnionych się opodatkować na rzecz KK razy 10 % (tyle wynosi kościelny podatek w Niemczech) to 4 mld złotych, i można jeszcze liczyć na szczodrość emerytów i rencistów. Czemu KK oraz rządzący w Polsce nie chcą podatku kościelnego ?
  • 2008-11-17 13:20 | joska

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    czytam to i jestem przerazona... srodki antykoncepcyjne skutecznosc 98%, gry rpg - wymysl szatana, sluchanie ac/dc prowadzi do uzaleznienia od narkotykow, ks tischner - zydomason... smiech na sali...
  • 2008-11-17 18:22 | Ana

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Domyslam sie,ze jest zle w polskich szkolach,ale ze az taaaak????
    Toz to horror!!
    Widac,ze nic sie nie zmienilo od czasow komuny.Wtedy zylismy w paranoii,a teraz Rodacy czynia to na wlasne zyczenie!!A jesli nie podoba sie,to nic prostrzego,jak zabrac dzieci z religii,az klasy zaswieca pustka.Od czegos trzeba zaczac?!Zycze odwagi!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
  • 2008-11-17 19:14 | bbl

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    jestem uczennicą klasy 3 gimnazjum i uważam religię jako jeden z najfaniejszych przedmiotów i nie dlatego że nic rok temu na niej nie robiliśmy tylko że wreszcie w tym roku ktoś podnosi temat ważniejszy od budowy roślin iglastych. i ja naprawdę chętnie słucham to co ksiądz nam opowiada i bez negatywnych komentarzy kolegów z ostatniej ławki ta lekcja nie byłaby tak ciekawa dlatego religia powinna być nadal normalnym przedmiotem, a nie nie mogę gdzieś pojechać w weekend bo muszę iść na katechezę do mojej parafii.
    oczywiście zdarzają się beznadziejni katecheci tak jak i beznadziejni nauczyciel, ale w tym tekście nie ma żadnego przypadku zalet religii!
  • 2008-11-18 07:37 | Joanna Podgorska

    A ja mam po dwudziestu latach nielatwego zycia emigracyjnego wrocic do tego klechistanu>Brrrrrr....przeciez ta polaczenie ciemnogrodu,nonszalancji ,ignoracji etc....Na szczescie ilosc powolan tzw.kaplanskich z roku na rok spada ok.20% Przejechalam rowniez swiat wzdluz i wszerz i nigdzie nie chodzi sie po tzw.kolendzie czyli inwigiluje srodowisko w towarzystwie ministrantow,organisty,koscielnego i "ksindza"i kasuje rowno niezaleznie od statusu spolecznego.Kangurzyca
  • 2008-11-18 07:40 | Rafal Wilk

    Polaku-katoliku, informuję Cię, że owszem dajesz i to nie mało. Opłacasz składkę emerytalną księżom, siostrom zakonnym, zakonnikom i znakomitej reszcie której nawet nie potrafię wymienić w ramach Funduszu Kościelnego utworzonego w zamian za ziemie skonfiskowaną kościołowi przez komunistów po II wojnie.Nadal istnieje pomimo oddania Kościołowi już 90% tego majątku. Poza tym dajesz ze swoich podatków na restauracje kościołów, klasztorów itd. Co jeszcze Kościół od Ciebie otrzymuje nie wiem a bedzie tego ca. 4 mld PLN rocznie.
  • 2008-11-18 12:13 | hlmi

    Jestem przeciwny religii w szkole, podobnie jak wielu przejawom koscielnej nonszalancji, ale cholera mnie tez bierze jak czytam cos takiego, typowy przejaw pogardy dla kosciola, niezaleznie, co by zrobil i typowy przyklad poczucia wyzszosci "ciezko doswiadczonej emigrantki" (jak mi Cie zal normalnie). Wizyta ksiedza to nie inwigilacja, nie musisz go zreszta przyjmowac, nie musisz tez dawac ofiary, a nawet jak dajesz, nie jest ona haraczem i sama mozesz ustalic jej wysokosc. Zdarzylo mi sie, ze ksiadz nie chcial przyjac ofiary, wiedzac, ze jestem studentem. A przez cale moje zycie nigdy ksiadz nie przyszedl w towarzystwie ministranta czy organisty (raz przyszlo dwoch ksiezy, bo szli z dwoch stron i akurat przed domem moich Rodzicow sie spotkali).

    Nie wydaje mi sie te, zeby polski model religijnosci, przy wszystkich jego wadach byl gorszy od modelu np. amerykanskiego. Nie bylem w Australii, ale tez mialem mozliwosc pomieszkac - lacznie kilka lat - w roznych krajach i zdecydowanie wole ten polski jak to nazwalas ciemnogrod niz np. francuski antyklerykalizm. Nie znaczy to, ze sytuacja tutaj jest zdrowa, zloszcze sie na naduzycia koscielne nie mniej niz wszyscy. Ale po pierwsze nie mozna ladowac wszystkiego do jednego worka, bo czym innym religia w szkolach czym innym dobrowolna koleda wsrod wierzacych, po drugie zas jesli masz wypowiadac sie o Polsce i jej mieszkancach z taka pogarda, to lepiej nic nie mow, tylko siedz sobie na tych swoich antypodach. I lepiej nie wracaj, bo niczego zmienic na lepsze tu nie pomozesz.
  • 2008-11-18 12:24 | embe

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    no to wychodzi na to, ze jestem stanistka: slucham rocka i gram w RPGi :P
  • 2008-11-18 12:46 | Peposlaw

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Nie jest tak źle jakby się wydawało. Jak chodziłem do liceum, w pierwszej i drugiej klasie był fajny ksiądz, który potrafił dyskutować i nawet przyznać się, że oficjalna doktryna kościoła, nie jest w każdym przypadku tożsama z jego własnymi przekonaniami (są wyjątki, jak mówił, np. w sprawie rozwodów - dałem mu przykład pijącego i bijącego męża furiata i pytanie czy ona nie zasługuje na miłość i kogoś lepszego do wychowywania dzieci). Później przyszedł ksiądz furiat, ze swoimi sprawdzianami, gromami na niewiernych itd. Bez żadnych konsekwencji po pierwszej lekcji przestałem do niego chodzić na katechezę. Dziś faktycznie mam problem co do ustalenia swojej wiary (już sam nie wiem czy jestem wierzący, czy nie). Pozdrawiam
  • 2008-11-18 15:02 | Chrzescijanka

    mialam dobrego katechete

    Zgadzam sie, ze jest duza presja Kosciola i ze nie powinien to byc przedmiot w szkole.
    Ja chodzilam do liceum nr II w Jaworznie i mialam dobrego katechete, ks Miroslawa Tosze. Byl otwarty na wszelkie dyskusje. Organizowal bardzo ciekawe rekolekcje (w ich ramach byly wizyty w zakladach karnych, domow dla osob bezdomnych itp). Bylo to cos ciekawego i pamietam, ze dostal po nich owacje na stojaco od calej szkoly. Mimo to pamietam, ze moja klasa nie zawsze miala ochote na sluchanie co ma do powiedzenia, ze odrabiala zadanie domowe na lekcji bo to "przeciez tylko religia byla". I mysle, ze takie mamy wlasnie podejscie. Byl chlopak, ktory nie byl bierzmowany w podstawowce i sie bierzmowal w czasie liceum, zeby "zdobyc papierek". Mysle, ze latwo zwalac wszystko na ksiezy. A po co ludzia te wszystkie papierki? Po co przynaleza gdzies, w co nie wierza?? Po co chodza na religie jesli to "TYLKO RELIGIA"? Kosciol jest upolityczniony i zle zarzadzany, ale przez nasza obsesje podazania za utartymi schematami i nie wybijaniem sie, pozwalamy soba manipulowac. Ciesze sie, ze ludzie w koncu zaczeli o tym myslec.
    Co do rekolekcji i innych akcji katolickich w szkole. Mialam kolege, ktory katolikiem nie byl. I mysle, ze byl dyskryminowany. Bo w czasie religii mial tzw "okienko"- czyli godzine wolna i cos tam sobie robil w tym czasie. Uwazam, ze gdyby odpolitycznic wiare to mialaby ona lepsza jakosc. Rozumiem spleczenstwo- ze sie oburza na to co sie dzieje. Mysle, ze za jakis czas bedzie u nas jak w innych krajach europejskich. I nie widze w tym dzialania Szatana- w koncu sam Jezus powiedzial: oddajcie cesarzowi co nalezy do cesarza, a Bogu co do Boga.
    Dziekuje
  • 2008-11-18 15:59 | Pelax

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Zacytuję jeszcze na koniec Towarzysza Mao: '' Religia to trucizna''

    Mało obiektywny ten artykulik aczkolwiek fakty przytaczane tutaj to tylko wierzchołek góry lodowej niekompetencji, hipokryzji i cynizmu jaki pojawia się w szkołach w naszym kraju.

    Swoje też przeżyłem ale żeby ta pseudoindoktrynacja była skuteczna nie mogę potwierdzić. Nadal wierzę w dinozaury i to, że człowiek pochodzi od małpy co niestety wielu nawiedzonych przedstawicieli kleru i ci nieszczęśni katecheci potwierdza całym swoim jestestwem.

    Przy okazji jak to możliwe, że podręcznik o wychowaniu seksualnym napisał ksiądz... A co na zdrowy rozsądek może on o tym wiedzieć? Od XII wieku przecież mają nałożony celibat... Ach rozumiem.. poszukał na 'google' albo ewentualnie podglądał rodziców i już zawczasu sporządzał notatki! Dobre sobie. Jakby facet przeżył 35 lat z tą samą kobietą i miał dzieci to wtedy można by zakladać, że ma jako takie pojęcie o podmiocie swej rozprawki...

    Powiem tylko jeszcze, że łatwiej w Polsce przejść na islam niż wziąść ślub kościelny bez bierzmowania i oceny z religii na świadectwie ;-)
  • 2008-11-18 16:47 | To jest mój nick. Piszę z innego kojmputera

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Kościół instytucjonalny wpadł we własną pułapkę. Naczelną ideą przywrócenia religii do szkół publicznych, było przekreślenie PRL-u. Wydawało się, że krzyż w klasach i religia w planie zajęć utrwali powszechne przywiązanie do rel;igii, że indoktrynacja prowadzona od wczesnych lat edukacyjnych zaoowocuje w przyszłościl. Omylność tego poglądu była widoczna dość wcześnie, ale Hierarchowie nie potrafią tego ocenić właściwie. Nie zrozumieli, że część nłodzieży noszącej ostentacyjnie krzyże w latach 80-tych , nosiła je przeciwko partii,a nie za kościołem omnipotencji,l że społeczeństwo przetarte pio świecie i wyedukowane rozumuje inaczej, niż społeczności wokół Przemyśla i Częstochowy. Tacy katolicy, jakich chce arb Michalik są jeszcze na Zachodniej Ukrainie, w kotlinie Nowotarskiej i na ścianie wschodniej. Natomiast Polacy znakomicie wyedukowani w sztuce mimikry w ogromnbej masie po prostu "się nie wychylają" Ale to wahadło niże wychylić się i w drugą stronę.
  • 2008-11-18 18:00 | marcin

    dawno nie czytałem w Polityce tekstu tak nieobiektywnego. Przykro mi to stwierdzić, bo Politykę czytuję często, a i teksty p. Joanny często bywają bardzo ciekawe i rzetelne. W tym przypadku jednak oburza mnie tak daleko posunięty brak obiektywizmu. Tekst ów bowiem brzmi jak jakaś osobista manifestacja przekonań.

    Zgodzę się, że problem zajęć z religii w szkole istnieje. Ale nie jest to wcale problem największy, bowiem to, poszczególne elementy, o których autorka pisze dotykają także innych przedmiotów.

    Mogę powiedzieć, że byłem w sytuacji odwrotnej - wyszydzany byłem przez rówieśników za to, że na religię chodziłem i z księdzem często rozmawiałem. Żyjąc w Polsce i chodząc do polskiej szkoły publicznej, z tymi samyi krzyżami i obyczajami, o których autorka pisze...

    Dyskutowanie z dogmatami wiary jest absurdem. Natomiast podawanei w tekście licznych przykładów złego postępowania katechetów oczywiście ma sens. Bo przypadki pseudokatechetów, tak jak i pseudoksięży, że tak się wyrażę, sam dobrze znam. Ale przedstawianie w tekście jedynie jednej strony to gruba przesada.

    I jeszcze jedno - jeśli w szkole wypomina się złych katechetów, to ja z równie wielką przyjemnością wymienię złych polonistów, historyków, czy też nauczycieli wspomnianej w artykule wiedzy o społeczeństwie. Bo fakt, że nauczyciele są słabi nie jest spowodowany katolickimi dogmatami, a złym systemem. I tu - zwracam się do autorki - sądzę, że powinna mi Pani rację przyznać, jako osoba zorientowana w problemach polskiej edukacji.

    Pozdrawiam
  • 2008-11-18 20:43 | Mieczsilver

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Zbilżenie wiary do rozumu to cały proces.Goracym zwolennikiem był Jan Paweł II.Dzigał ciężar tego krzyża mocarz duchowy paież-Polak i pod jego ciężarem jako człowiek musiał upadać.Dzięki osiągnięciom ewolucji ludzkiego myślenia KK dopracował się myśli filozoficznej,zresztą uświęconej,że "Bóg jest Prawdą,kto szuka prawdy szuka Boga,choćby sam o tym nie wiedział".Przed człowiekiem poznanie mechanizmu jak działa świadomość i nadziej w uznaniu,że ze wszystkich światów stworzonych przez człowieka prawdziwie najważniejszy jest świat postulatów etycznych.
  • 2008-11-18 21:51 | dziecko_bessy

    Re: WIERZ, boś naiwny

    "Zważywszy na ilość miejsca, jakie zajmuje w cyklu nauczania problem aborcji, można by dojść do wniosku, że jej zakaz to jedna z głównych prawd wiary."
    Dzięki lekcjom religii katolickiej w szkole i słuchaniu tych głodnych kawałków o aborcji, klepanych latami przez katechetów, stałem się gorącym zwolennikiem nieograniczonego prawa do aborcji. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

    "Onanizm to grzech „gorszy od bomby atomowej” – dowiadują się licealiści z opowieści o chłopcu, który popadł w ten zgubny nałóg."
    Jest jeszcze gorzej, od autoerotyzmu rdzeń kręgowy podobno wysycha, a u chłopców może dojść do kontuzji ręki. Przez kontuzję ręki Andrzej Gołota ostatnią walkę przegrał, więc sprawa jest poważna. Co więcej, ostatnio dowiedziałem się, że przez ten 'zgubny nałóg' ludzkości dojdzie do katastrofy kosmicznej w grudniu 2012r.
    Poza tym every sperm is sacred:
    http://www.youtube.com/watch?v=X6loJIOk-Zw

    'Chłopiec natomiast „musi scalić się wewnętrznie, u niego bowiem seks i uczucia są rozdzielone. Jeżeli tego nie zrobi, a w tym nie pomoże mu dziewczyna, będzie kochał jedną, a współżył z drugą”.'
    No zaraz, przecież należy się dzielić, tym czym się ma?! Niech te dwie panny nie będą takie zaborcze, zawsze mogą wziąć przykład z Pitagorasa i zgłębić tajemnice trójkąta.

    "Metody naturalne natomiast pomagają zachować zdrowie i młodość, pogłębiają miłość i uszczęśliwiają. Ich skuteczność zaś sięga 98 proc."
    Podobno nawet dziewica może zajść w ciążę, więc tak do końca nie wiadomo jak to jest...

    'Okazuje się, że sytuacje, gdy licealistów mówiących na ten temat ksiądz wyzywa od małp i wyrzuca z sali, zdarzają się także w XXI w. „Czwartek. Przychodzę do szkoły – religia. Ksiądz opowiada o stworzeniu człowieka. Mówi o kreacjonizmie, o teorii ziarna.'''
    No tego duchownego i wielu jemu podobnych ewolucja ominęła, cóż radzić. Taka karma.

    "Opowieści o medycznych dowodach na to, że „rytm rocka jest sprzeczny z naturalnym rytmem ciała”, a Queen, AC/DC czy Rolling Stones to zespoły satanistyczne"
    Ufff, całe szczęście, że słucham zespołów Black Metalowych, mój rytm ciała nie jest zaburzony.

    '„Nie pozwól, by alkohol zabrał ci to wszystko. Zamącił spokój życia i urodę duszy. Zakręcił w głowie i przesłonił oczy. Które dostrzegają wszystko, co żyje i co się ruszy”.'
    O kurcze, wychodzi na to, że Sławoj Leszek 'Flaszka' Głódź na katechezę nie chodził!

    "Rzecznik prasowy kurii stwierdził, że jednoczesne uczenie religii i etyki stanowi konflikt interesów. – To tak, jakby ktoś z przemysłu spirytusowego brał udział w kampanii antyalkoholowej – wyjaśnił."
    Cóż za ujmujący przykład autokrytyki. Przedstawiciel KK oficjalnie ogłosił, że ich postępowanie nie ma nic wspólnego z etyką. To chyba plon akcji 'prawda was wyzwoli'.

    Z ateistycznym pozdrowieniem!
  • 2008-11-18 22:09 | Jonasz

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Ten artykuł jest mocno przerysowany. Religię w nim ustawia się tak jakby była wrogiem dla ucznia, zaś katecheta to okupant umysłu. Znam wielu wspaniałych katechetów stosujących świetne metody. Dyskusja jest jedna z nich i wcale nie koniecznie najważniejszą.
    Ciekawe jest też to, ze autorka skupia się na jednym podręczniku podczas gdy jest ich wiele do wyboru i w innych nie ma takich wybiórczo i oderwanych od kontekstu "perełek" . reasumując ten raport to gniot zrobiony na POLITYCZNE zamówienie.
  • 2008-11-19 12:18 | Grazyna Hanaf

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Droga Pani Joanno, zawsze z uwagą i przyjemnością czytam Pani artykuły, a za ten szczególnie chciałabym podziękować. Brakuje nam takich tekstów, takich przemyśleń i tak jasnego raportu. Pozdrawiam. Grażyna Hanaf
  • 2008-11-19 13:16 | Anna

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Przerażające, ale niestety prawdziwe
  • 2008-11-19 13:21 | katolikus

    Do "Mateusz Irmiński":
    1. Gdy 15-latki o pierwszej w nocy pija piwo a jeden chce sie modlic to ten jeden wie, ze Bog jest wszedzie i moze sobie znalezc miejsce w ktorym bedzie mogl samotnie spedzic ten czas wiec nie bedzie sie tym stresowal tak jak M.I.
    2. Panie M.I. dzieciak zrobi i tak co zechce jak bedzie mial do tego mozliwosc w zwiazku z czym wole zeby nie zlapal np AIDS czy tez nie stal sie sam rodzicem tylko dlatego, ze ksiadz mu powiedzial ze antykoncepcja jest zla.
    3. Moge porownac katachezy przy parafii i w szkolach - w obydwu sposob nauczania mnie nie odpowiadal. Chodzilem tam bo musialem. Kiedy katachezy wcisnely sie do szkol i tak dobrze sie tam zadomowily ingeruja w pozostale strefy szkolnego zycia. Wolalbym zeby wrocily na swoje miejsce - wtedy bylaby dana mozliwosc wyboru, a jedynym kto moglby naciskac na ucznia bylby rodzic lub wewnetrzna potrzeba uczestniczenia w katachezie.
    4. Nie oszukujmy sie, dzieciaki lubia eksperymentowac. Nie zawsze przygoda z seksem musi sie rozpoczynac od stosunku. Wolalbym gdyby dzieciaki conieco wiedzialy o innych sposobach uprawiania milosci, ale wg kosciola to jest bezemocjonale, destrukcyjne (i tu kilka innych epitetow).
    5. Z czym mi sie kojarzy slub koscielny, po ktorym niby mozna to robic po bozemu? Tylko i wylacznie z oplatami. Nie masz czasu/ochoty na nauki przedmalzenskie? nie ma problemu tylko trzeba doplacic. Idziesz przepisac sie do innej parafii? Musisz zaplacic ksiedzu za wypisanie papierka na dowidzenia u siebie i na powitanie w nowej parafii tez trzeba zaplacic. Zachodzisz do ksiedza zeby cokolwiek zalatwic/zapytac? Miej przy sobie zawsze 50/100zl bo jak nie dasz sie upomni. Oczywiscie ksieza musza tez zrobic odpowiedni wywiad - gdzie pracujesz, ile zarabiasz itd zeby wiedziec ile za sam slub naliczyc. Zgadzam sie placic za te uslugi (bo, nie oszukujmy sie, sa to platne uslugi) gdyby od tego chociaz zostal odprowadzony podatek! Krew mnie zalewa. Slub bralem nie tak dawno, i to nie byla jakas mala prowincjonalna parafia. Odwiedzilem wtedy wiele kosciolow i nie jestem w stanie o ktorymkolwiek z nich powiedziec nic dobrego poza np projektem architektonicznym.
    6. Zastanawiam sie ilu by zostalo "prawdziwych" katolikow gdyby pieniadze na koscioly byly pobierane np w wysokosci 5-10 procent ich przychodu. Po co panstwo ma cierpiec na jakichstam ulgach dla kosciola skoro to wspolnota wiernych powinna pokrywac zachcianki/inwestycje kleru? Jestes wiernym? Deklarujesz sie co do tego? PŁAĆCIE DZIESIĘCINĘ a nie, hipokryci, narażacie cały naród na koszty?
    Z mojej strony tyle. Temat mnie bardzo drażni mimo że jestem katolikiem.
  • 2008-11-19 14:37 | Chinaski

    Czyje POLITYCZNE zamowienie? Czy moglbys wskazac ta grupe?
  • 2008-11-19 16:54 | godaiwa

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Żenujące! I pomyśleć, że podobno mamy XXI wiek a tu taki ciemnogród!
  • 2008-11-19 17:20 | Pi-Er

    Na katechezę nie chodziło sie w weekendy tylko po lekcjach w szkole, w dzień powszedni.
  • 2008-11-19 17:31 | Pi-Er

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Włos mi się zjeżył na głowie po przeczytaniu tego tekstu. Masakra. Życzę odwagi i konsekwencji w dławieniu tego przykrego trendu. A raczej trądu. Pozdrawiam Panią Joannę i zespół Polityki.
  • 2008-11-20 13:00 | jac

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    i jak to zwykle w polskim kosciele, chodzi tu o wladze i kase.

    a rozwiäzanie problemu jest proste:
    1. kosciöl oddzielic od panstwa
    2. kosciöl oddzielic od szköl (logiczny skutek 1go punktu)
    3. opodatkowac wiernych (tak jak w calej europie, podatek na kosciöl poträcac z wyplaty)
    4. wprowadzic wyplaty dla "pracowniköw" kosciola: ksiezy, katechetöw, "kucharki" ;-)
    (bo po zaplaceniu podatku do "koszyczka" nikt juz nic nie wrzuci)

    a kto do tego w polsce nie dopusci ?
    kler i ciemnota polskiego spoleczenstwa
    amen
  • 2008-11-20 13:21 | jac

    podatek koscielny w polsce ?
    obawiam sie , ze z tymi 10% pani nie ma racji, niestety... w niemczech podatek wynosi 9%, ale nie od brutta, tylko od wysokosci podatku dochodowego... przy zalozeniu, ze ktos placi 20% podatku dochodowego, to podatek koscielny wynosi 9% z tych wlasnie 20%, czyli okolo 1,8% z brutta.

    jezeli przeliczyc to na 15 mln polaköw x 90% wiernych x 3000 zl x 1,8% to wychodzi niestety "tylko" 0,73 mld a nie 4 mld zlotych do "podzialu"... jezeli odliczy pani "maybacha" i präd na "radio ma ryja", to zbyt wiele nie zostanie dla tej calej reszty tlusciutkich panöw :)
  • 2008-11-21 10:22 | szymek

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    Artykuł jest tradycyjnie jak to w polskim dziennikarstwie tendencyjny. Ma "walić po łbie". I jak tu zmienictego typu patologie. Przecieżna pewno nie wszędzie tak jest. Zamiast opisać np jeden przypadek i pokazać drogę zmiany to trzeba koniecznie przejaskrawić. Ja jako osoba zgodnie z wielowiekowapolską tradycją jestem osobą tolerancyjną. Niemniej nie generalizowałbym w ten sposób. Nie wierzę, żeby wszędzie było tak jak w artykule. Proponuję zamiast artykułów o pogladach ultra napisać cos bardziej pozytywistycznego. Czyli jak np zmienić i gdzie się udac gdy zdarzaja sie takie wypadki jak opisane. A możę podać namiary do dziennikarza? Tak żeby osoby które majatego typu problemy nie zostały same z problemem kiedy to juz dziennikarz sobie pojedzie a artykuł dobrze sie sprzeda.
  • 2008-11-21 13:12 | sed3ak

    sed3ak.blog.onet.pl

    W ostatniej „Polityce”(nr 46/2008) ukazał się artykuł pn. „Wierz, boś nie zwierz”. Autorka – Joanna Podgórska, przekonuje w nim, że nauczanie religii powinno być przeniesione ze szkół i wprowadzone do sal katechetycznych. Ponieważ w tekście tym znajduje się wiele przekłamanych argumentów i nadmiar konfabulacji, postanowiłem napisać replikę, przeciwwagę dla poglądów autorki.
    Całość tekstu znajduje się na stronie:
    http://www.polityka.pl/wierz-bos-ni e-zwierz/Text01,933,273281,18/
    Już jakiś czas nie sięgałem po tygodnik „Polityka”. W głównej mierze artykuły w niej zawarte nie rodziły we mnie ciekawości, zaś tzw. linia programowa tej gazety opierała się w znacznej mierze na całościowej negacji partii Kaczyńskich i prezydenta. Kupując czasopismo w ubiegły piątek utwierdziłem się w przekonaniu, że coś na kształt nurtu ideologicznego stanowi ważny drogowskaz w tworzeniu tekstu doń. Podbudówka doktrynalna, której pokaz miał miejsce w artykule „Wierz, boś nie zwierz” obudziła we mnie krytykę. I niestety będzie to krytyka totalna.
    W argumentacji wyprowadzenia religii ze szkół autorka nie odwołuje się do prawa. A obecność tego przedmiotu w nauczaniu polskich szkół wynika z podpisanego w 1993r. i ratyfikowanego pięć lat później konkordatu, czyli prawa właśnie. Chcąc zaniechać edukacji religijnej Rzeczpospolita Polska musiała by w pierwszej kolejności wypowiedzieć tę umowę międzynarodową. A jakoś nie widzę większości sejmowej, zdolnej takiej szarży dokonać. Poza wygłupami Napieralskiego z maja tego roku posłowie w tym względzie trzymają się w ryzach. W grudniu ubiegłego roku pisałem o tym, że religia jest dla przykładu dopuszczalna, jako przedmiot nauczania w takich krajach jak Niemcy, czy Irlandia – ze swej natury katolickich. W Anglii nauczanie religii lub zamiennie etyki jest obowiązkowe, ponad innymi przedmiotami, gdyż w manewrze tym władze upatrują możliwość kształtowania kręgosłupów moralnych swoich obywateli. Prawdą jest, że ze skutkiem mizernym. Wtedy była to moja odpowiedź na bałamutne deklaracje posłanki Senyszyn, która chciała posłużyć się ideologią lewacką do dowalenia „katolom” przed Bożym Narodzeniem. Tym razem uderzenie w nauczanie religii w szkołach następuje od strony pragmatycznej. Nie wiem, czy w całym tym rozgardiaszu chodzi o to, aby dać akurat wierzącym pstryczka w nos, czy po prostu tematy się wyczerpały i potrzeba było sięgnąć do dyżurki?
    Joanna Podgórska podkreśla, że większość rodziców (według badania CBOS – 70%) miejsce religii widzi w salkach katechetycznych. Nie będę podkreślał swojej niewiary w te pomiary. Nie raz już spotkałem się z dziwacznymi wynikami badań opinii publicznej, jak te z 2005r. które dawały miażdżącą przewagę w wyścigu po prezydenturę Tuskowi, albo sondaże, z których jasno wynikało, że większość Polaków jest zdania, że 17 września 1939r. Polska napadła na ZSRR. Wyrzucenie religii ze szkół z pewnością gwarantuje spadek siły wyznania, gdyż publiczne kształcenie religijne jest gwarantem przypływu wiernych. Zasłanianie się salkami katechetycznymi w znacznej mierze doprowadzi do ogólnego zniechęcenia rodziców w posyłaniu w wolny dzień od szkoły (tj. w niedzielę) dziatków na dodatkowe zajęcia. Poza tym, sprawa będzie się przedstawiała tak, jak z podatkami. Niby dlaczego mają płacić je wszyscy? Znieśmy ich obowiązkowość i wprowadźmy i dobrowolność dla tych, co czują się odpowiedzialni za kraj. A ponieważ za ojczyznę odpowiedzialność deklarują prawie wszyscy, obywatele i tak będą je płacić w przypływie społecznego uniesienia. Tak? Jakoś mi się nie wydaje.
    Ferowanie argumentem świeckości państwa, w takim kraju jak Polska, tj. bez uwzględnienia polskiej specyfiki społecznej, religijnej i historycznej, prowadzi poniekąd do rozbijania się sprawy o próżnię. Miałem przyjemność przebywać na zachodzie Europy. Zainstalowanie laickiego modelu państwa, doprowadziło by w Polsce do stopniowego wymierania religii, wzorem Zachodu, co chyba samej autorce jest na rękę. Politykę taką sprowadziłbym do hasła, z wielką dumą szafowanego na krakowskich Marszach Równości – „módl się w domu, po kryjomu”. Także, jeśli odświecczenie polskich szkół ma się dokonać tylko po to, aby osłabić znaczenie religii, to jestem stanowczo przeciw i takiemu toku rozumowania się opieram.
    Dziennikarka „Polityki” w końcowej frazie artykułu stwierdza, iż sprawa utrzymywania religii w szkołach, to zagadnienie pieniężne, gdyż wynagradzaniem katechetów zajmuje się państwo. „W zeszłym roku pochłonęły blisko miliard złotych.” Nie wiem skąd autorka ma takie dane, ale możemy przyjąć je za prawdziwe (chociaż wydają mi się mocno przeszacowane). Niemniej jednak redaktorka Podgórska nie uwzględnia jednej wszakże istotniej sprawy. Postulat wzięcia w utrzymanie księży i ludzi kościoła wynika z postulatów oświeceniowej rewolucji burżuazyjnej. To właśnie we Francji powstała Konstytucja Cywilna Kościoła z 1790r., która stała się podstawą do propagowania tego typu postulatów. Dokarmianie z państwowego cycka katechetów jest jak najbardziej zgodne z postulatami światopoglądowej neutralności państwa. Ma swoje źródło w podpisanym konkordacie, a jak wiemy umów należy dotrzymywać. Uwzględnia również specyfikę wyznaniową społeczeństwa polskiego. A zresztą, przecież katecheci, to w znacznej mierze również nauczyciele, którzy wykonują swoją pracę nie gorzej niż nauczyciele niszowych przedmiotów. Czy pieniądze wydane na ich pensję są przejawem szczególnej niegospodarności?
    „Nieudolni e prowadzona katecheza masowo produkuje ateistów” - cytuje Podgórska. Warto w tym miejscu nadmienić, ze katecheza jest przedmiotem nieobowiązkowym, fakultatywnym. Jeżeli ktoś nie czuje w sobie najgłębszej potrzeby uczęszczania na ten przedmiot, to może na niego nie chodzić. Autorka słusznie podnosi, że w gimnazjum, czy podstawówce decyzja w tej materii podejmowana jest przez rodziców. Ale przyznać należy również, że w tym okresie nauczanie religii nie czyni wielkiego „spustoszenia” w umyślać gawiedzi. Produkcja ateistów, to raczej problem Kościoła. I chociaż nie odmawiam mu wagi, to jednak wydaje mi się, że nie jest to silny argument w przekonywaniu na rzecz zaprzestania nauczania katechez w szkołach.
    „Jestem ateistą, żyjącym konformistycznie, bardzo konformistycznie. Tydzień temu byłem bierzmowany przez samego arcybiskupa, w obecności notabli z urzędu miejskiego i prezydenta miasta. Będę teraz wykonywał te wszystkie puste gesty aż do ślubu – bo tak łatwiej. Z babciami, dziadziami, ciociami, rodzicami. Liczę na to, że ateizm stanie się na tyle powszechny, że moje dziecko nie będzie musiało wybierać między sprawieniem przykrości bliskim a sprawieniem przykrości sobie” – pisze na jednym z forów uczniowskich Marchołt. Okej, zgadzam się, że presja rodziców i ogólnie lokalnej społeczności na młodych, aby poddawali się tak samo, tym samym co oni szablonowym zachowaniom w sferze religii jest duża. Ale jak się to ma do sprawy nauczania tego przedmiotu w szkole? Czy jeśli zostanie ona przeniesiona do „świeżo wyremontowanych salek katechetycznych” (cytuję za Napieralskim), to w zachowaniu młodego jegomościa coś się zmieni? Jaki jest związek pomiędzy tymi dwoma czynnikami? Tylko jeden. Chodzi o kompleksowe obniżenie rangi przedmiotu i stopnia zaangażowania religijnego Polaków. I bardziej niż o świecki wymiar państwa, ociera się to o wypieranie (tylnymi drzwiami) katolicyzmu z tzw. przestrzeni publicznej. Czyli co? Znowu „modlić się w domu, po kryjomu”.
    Podgórska podnosi również problem braku nauczycieli etyki w polskich szkołach oraz niedoboru podręczników do tego przedmiotu. „Wniosek jest już w Strasburgu” – straszy autorka. Na początek warto może było by dochodzić sprawy przed sądami krajowymi, aby nie dawać wtopy przed Trybunałem. Ale jak widać ideologia wiele znieść może, także kompromitację zagranicą. Moja koleżanka z czasów liceum – Milena, jako niekatoliczka, na katechezę nie uczęszczała. Tak bardzo wygodnie było by mi napisać, że większość z nas traktowała ją jako „ucznia drugiej kategorii”, że w czasie przerw śniadaniowych szpiclowaliśmy jak ją schrystianizować, albo spalić na stosie, gdy to nie przyniesie efektu. Niestety, nic takiego nie miało miejsca. Milenę wszyscyśmy traktowali normalnie, nauczyciele również. Nie wiem czy uczęszczała na lekcje etyki. Fakt, nauczaniem jej nikt się u nas nie zajmował. Problemem w tym, że ja problemu nie dostrzegam. Skoro religia, jako przedmiot nadobowiązkowy, nie wlicza się do średniej, to ani my, ani Milena poszkodowani w tej sytuacji nie byliśmy. Ja wiem, że to tylko odosobniony przypadek. Że w większości polskich szkół takie osoby są poddawane torturom i podsmażane przez lokalną inkwizycję. Ale przykład Mileny wydaje mi się tak samo miarowy, jak ten opisywany przed Podgórską, o chłopcu, który nie chodząc na lekcje religii uważany był za „ucznia drugiej kategorii” i deklasowany przez nauczycieli. I to jest właśnie mój podstawowy zarzut do Podgórskiej – ukazywanie skrajnych przypadków, wywleczonych Bóg wie skąd, które w jej zamierzeniu mają przedstawić czytelnikowi obraz typowej polskiej „nietolerancyjnej” szkoły (katolickiej).
    „Rok szkolny w wielu placówkach rozpoczyna się i kończy mszą świętą. W klasach wiszą krzyże. Szkolne uroczystości mają religijną oprawę.” Pytam się więc otwarcie, czy jest to jakaś zbrodnia albo odszczepienie od ogólnie przyjętej poprawności? Osobiście, jeśli chciałem pójść na 1 września do Kościoła to się tam udawałem. Wielu moich kolegów i koleżanek – już niekoniecznie. Odgórnej dyrektywy nie było. Łapanek ze strony dyrektora również nie odnotowywano. Pytanie z początków akapitu jest aktualne: czy uczęszczanie na msze święte lub nadawanie uroczystościom szkolnym (czasami, w mojej szkole rzadko) religijne oprawy jest zbrodnią przeciwko neutralności wyznaniowej społeczeństwa, które w tej sferze neutralne nie jest?! Skoro wielu spośród młodych Polaków deklaruje się jako praktykujących katolików, a spora część ma do tej religii stosunek życzliwy, to czy takie zachowania powinny dziwić lub szokować?
    Niemniej jednak, Joanna Podgórska podnosi dość ważny problem. Chodzi o notoryczne mieszanie się spraw boskich i cesarskich, czyli sojusz tiary i korony – na płaszczyźnie: lokalny dygnitarz, albo dyrektor podstawówki (ewentualnie gimnazjum lub liceum) z proboszczem. Próby przypodobania się miejscowym duchownym, którzy przecież w małych społecznościach – jak pokazują badania – cieszą się największym zaufaniem, potrafią wyrządzić więcej złego niż dobrego. Bo i jeden i drugi w tym swoistym mariażu zapominają o prawowitych obowiązkach. Sam mógłbym podać przykład z mojej miejscowości, gdzie nierzadko głos proboszcza o bardzo silnej osobowości i pozycji, był ostateczną wykładnią dokonywanych posunięć. Tyle tylko, że – zapytam po raz kolejny – jak się to ma do nauczania religii w szkole? Nie decydują przecież o tym samorządy, tylko konkordat. Liczba godzin tego przedmiotu ustanawiana jest przez MEN (które i tak nie jest w tym aspekcie do końca uswobodnione). Jest to temat dobry, ale raczej na oddzielny artykuł.
    Bo w artykule „Wierz, boś nie zwierz”, autorka ulega namiętnościom idei lewackich. Wszystkie argumenty, dotyczące religii jako takiej, stara się wrzucać do jednego kotła, z którego później wyjmuje nadgniłe produkty demagogii. Skądinąd słuszne zagadnienia treści zawartych w podręcznikach do religii, ubogacone jest wzmianką o braku dialogu na zajęciach z tego przedmiotu. Wszystko wydaje się być ładnie i składnie dobrane. Ale tylko na pozór. Przytoczony argument o preferowaniu przez 14-latki seksu analnego, który jakoby chroni przed utratą dziewictwa, przeplata się z bezsensową (ale tylko z punktu widzenia autorki) pracą domową dla uczniów pt. „Wypisz, jakie zagrożenia mogą płynąć z europejskiego stylu życia, który zlekceważył wartości chrześcijańskie”. Tyle o integracji.” – kwituje autorka.
    Ale od kiedy to religia w szkołach ma się zajmować promowaniem integracji europejskiej? Czy dziwi fakt, że spojrzenie Kościoła na społeczeństwo zachodnioeuropejskie uwiera go odejściem na masową skalę od chrześcijaństwa (na którym, nomem omen, zostało zbudowane)? Jest to ukonkretniony przykład konfabulacji. Bo praca domowa wymyślona przez katechetę nie jest przecież, z punktu widzenia chrześcijanina, bezsensowna. To, co autorka tak zaciekle krytykuje przez cały tekst, tj. wpajanie prostacko ujętych prawd wiary w podręcznikach do katechezy, w tym miejscu zastąpione jest zadaniem domowym, zmuszającym do wysiłku intelektualnego ucznia. Przypuszczam, że z dla Joanny Podgórskiej lepiej było by, gdyby w religijnych elementarzach na potęgę zachwalano eurodolary i obrywy, jakie się z integracją europejską łączą. Tak się składa, że miałem przyjemność przez kilka miesięcy oglądać laickość Europy za Odrą i przyznam się szczerze – tylko najwięksi ignoranci wśród przedstawicieli polskiego Kościoła nie zauważają zagrożenia, jakie się z nią wiążą. Pozwólmy więc zachowywać katolikom swoje zdanie. Zwłaszcza, gdy rzecz dzieje się na lekcjach nauczania tego katolicyzmu.
    Kolejnym jaskrawym przykładem gotowania argumentów w jednym kotle jest poruszany przez autorkę brak dialogu na szkolnych katechezach. Nie wypada się w tym miejscu nie zgodzić z autorką, że preferowanie przez prowadzących religię uczniów-prymusów lub obrębiaczy formułek jest praktyką karygodną. Wzmaga to poczucie krzywdy u tych myślących mniej dogmatycznie, a jednocześnie hartuje tych pozostałych jako rzemieślników wyznaniowych, powiększając w ten sposób „chrześcijańskich ateistów” – jak to kiedyś nazwał ślepo praktykujących reżyser Krzysztof Zanussi. Tyle tylko, że ten brak dialogu i tolerancji dla poglądów innych niż własne, wcale nie musi wynikać u Polaków z ich powierzchownej religijności.
    Podobny schemat rozumowania można oprzeć w o rasizm. Będąc w Anglii, moi koledzy z pracy zostali napadnięci i okradnięci przez Murzynów. Od tamtej pory do tej społeczności odnosili się z nieskrywaną wrogością, uprzedzeniem i wzgardą. Ale fakt ten, nie wynikał bynajmniej z tego, że akurat ich oprawcy mieli taki, czy inny kolor skóry. Chłopaki po prostu zdawali sobie sprawę, że Murzyni zamieszkali w tej konkretnej dzielnicy są formą degrengolady społeczeństwa angielskiego. Gdyby rzecz tyczyła się białych kiboli z tej samej dzielnicy, ich odpowiedniki w innych częściach miasta też nie przypadli by moim znajomym do gustu. Ale do rasizmu, tj. przekonania że czarna rasa nie jest wstanie podnieść się wyżej w hierarchii społecznej niźli uliczni watażkowie, droga daleka. Podobnie rzecz się ma z nietolerancją i brakiem poszanowania inności wśród Polaków. Wynikła ona raczej z doświadczeń historycznych i wielkiej hekatomby intelektualnej, jaka wybuchła w naszych umysłach wraz z nastaniem komunizmu. Ale wmawianie czytelnikowi, że jest to wprost, krew z krwi, wynik polskiej religijności można nazwać rasizmem (religijnym). I tak właśnie czynię.
    Moje osobiste doświadczenia z lekcji katechezy są diametralnie inne niż przerysowuje to w swoim artykule Joanna Podgórska. I odnoszę wrażenie, że w całej Polsce, to ludzie pokroju naszego katechety – „sora B. – jak zwykliśmy go nazywać, dominują i są postacią adekwatną dla przeciętnego belfra od religii. W mojej klasie ocena końcowa z religii wystawiana była na podstawie stopni uzyskanych z odpowiedzi z wcześniejszych zajęć. Przy czym, nie było to pytanie na zasadzie wygrawerowania receptury modlitwy lub konkretnej kartki w zeszycie. Sor B. co prawda wymagał od nas pamięciowej znajomości kilkunastu podstawowych modlitw, świąt kościelnych oraz poglądów Kościoła na sprawy etyczne (aborcja, homoseksualizm, ekumenizm, eutanazja), ale regułą na zajęciach była rozmowa. Co do tej ostatniej (eutanazji), katecheta cytował głos ważnego kardynała watykańskiego, który wyraźnie dopuszczał możliwość stosowania eutanazji w przypadkach tzw. uporczywej terapii. O indoktrynacji mowy nie było.
    Zadania domowe, które dostawaliśmy, zazwyczaj polegały na przemyśleniu i opisaniu pewnego problemu. Forma takiej pracy jak najbardziej odpowiadała założeniem reformy edukacji, więc tym bardziej nie rozumiem co ma na myśli autorka pisząc: „Prowadzona w ten sposób katecheza (tj. z wykuwaniem na pamięć regułek) jest sprzeczna z duchem reformy programowej wprowadzanej przez MEN, która stawia na rozwijanie kompetencji i ma odciążyć uczniów od wkuwania na pamięć”. Przecież parę akapitów wcześniej Joanna Podgórska podała przykład zadania domowego „na myślenie”, by potem samej sobie zaprzeczyć. Sor B. jako jeden z tematów do opracowania samodzielnego zadał nam pracę pt. „Kim jest dla mnie Jan Paweł II”? Jedna z moich koleżanek, która nie ukrywała swojego wrogiego stosunku do Kościoła, stworzyła esej, w którym nie podziela poglądów większości Polaków na temat papieża-Polaka. Dla niej Jan Paweł II był „komercyjnym papieżem”, którego jest „pełno w mediach”. Ta komercja według niej (i mnie również) zagłusza papieskie nauczanie, które dociera w cukierkowej formie do wiernych. Za swoją pracę sor B. postawił jej piątkę i była to najlepsza ocena w klasie.
    Nasz katecheta , jako cel pracy z nami, postawił sobie ukształtowanie w nas zrębów godnej postawy chrześcijańskiej. „Żeby później nie było – jak powtarzał – że przychodzi do księdza dwoje młodych ludzi z dzieckiem i się dziwi, że zły proboszcz nie chce im „dać” ślubu”. Sor B. uczył również, że regularna modlitwa i kontakty z Bogiem, adekwatne poświęcenie mu czasu, sprawia że Ten nie zapomni o nas i naszej modlitwie w chwilach dla nas ważnych. A powtarzał to w momencie, gdy większość osób z mojej klasy buntowało się przeciwko udziałowi w rekolekcjach wielkopostnych na kilka tygodni przed maturą. Rekolekcje nie były dniem wolnym od nauki. Większość osób jednak w nabożeństwach uczestniczyła, maturę zdali wszyscy.
    „Największym problemem Kościoła jest fakt, że od momentu jego powstania, tj. przed ponad dwoma tysiącleciami, znajduje się on w nieustannym kryzysie” – jak zgrabnie ujął to w słowa Tomasz Terlikowski. Przez aspekt otwartości i dostępności dla wszystkich, niejednokrotnie znajdują się w nim jednostki, które na pierwszy rzut oka szukać tam czego nie mają! Czyż jednak nie dla nich, dla grzeszników –nas wszystkich, Jezus założył swój Kościół? Takie jest stanowisko Kościoła katolickiego od jego zarania. Autorka, w swoim „Wierz, boś nie zwierz” przekonuje że obecność katechezy w szkole, jest warunkowane chęcią nachapania się przez Kościół kasą, do czego bezpośrednio ma prowadzić wysoka frekwencja na szkolnych katechezach. Gdyby jednak autorka, miast złośliwością kierowała się faktami, to wiedziałaby że otwartość lekcji religii dla każdego ucznia wynika wprost z jego nauczania.
    W artykule podnoszonych jest jeszcze wiele argumentów. Jednym nie sposób odmówić racji (np. zidiociałe uproszczenie problemów związków niesakramentalnych lub jednowymiarowe ukazywanie niekatolickich postaw życiowych), inne ciężko nie nazwać propagandą. Do sedna problemu autorka jednak się nie przedarła. Nie zdołała w wystarczająco hardy sposób uargumentować tezy, jakoby religię należało ze szkół wyprowadzić. „Na religii wypierane są uczniowskie mózgi” – przekonuje. Ale w takim razie, czy nie będą one dalej wypierane podczas nauk w salkach katechetycznych. „Religia jest w większości lekceważona przez uczniów i staje się ona przyczynkiem do produkcji ateistów” – podnosi Podgórska. Czy w znacznej mierze nie jest to jednak problem samego Kościoła? Warto przypomnieć po raz kolejny, że udział w katechezach nie jest obowiązkowy, a w liceach (czy zawodówkach) uczeń o tym fakcie może zadecydować sam!„Katechezy mają niewłaściwe podejście do uczenia o seksualności człowieka” – grzmi dziennikarka „Polityki”. Czy więc właściwym „podejściem do seksualności” dla lekcji religii byłaby analiza i interpretacji wietnamskich pornosów, przeprowadzana pod kątem „wprowadzania w dorosłość”? Ciężko się dziwić, że nauczanie Kościoła nie ulega „reformom” od tylu wieków i ciągle sprowadza się do pewnych prawd podstawowych (nierozerwalność małżeństwa, homoseksualizm traktowany jako wynaturzenie, a nie kolejna opcja seksualna). Kościół ze swej natury jest nonkonformistyczny. Zastanówmy się jednak wszyscy, czy jednak nie najwłaściwszym miejscem dla dotykania problemów ludzkiej seksualności nie jest przypadkiem rodzina, a nie szkoła, czy lekcja religii? Środowiska lewicowe od lat postulują przecież, żeby nie opowiadać o sferze ludzkiej seksualności w kategoriach religijnych. A tu proszę, jesienna odmiana.
    Podsumowując, wcale nie uważam że lekcje religii należy przenieść do salek katechetycznych. I nie chodzi mi nawet o hołdowanie jakimś wiernopoddańczym gestom wobec Kościoła. Dla mnie, jako katolika, to właśnie wyrzucenie ze szkół katechez prowadzić będzie do „masowej produkcji ateistów”, przed którą (bardziej groteskowo niż szczerze) przestrzega Podgórska. Zbudowanie super neutralnego światopoglądowego państwa jest idyllą, porównywalną do próby stworzenia Królestwa Niebieskiego na ziemi, do której swego czasu nawoływali krzyżowcy w Jerozolimie (na krótko przed tym, jak mahometanie wyrżnęli ich w pień). Więc jeśli nie chodzi o napisanie tematu z redakcyjnej dyżurki, przypodobanie się antykościelnym środowiskom lub zalepieniem pustego miejsca w rubryce mam prośbę – nie ulegajmy namiętnościom idei ponad rozumowy pragmatyzm.
  • 2008-11-22 12:15 | jhbsk

    Kościół w Polsce to instytucja działająca wyłącznie w celu oskubywania obywateli. Więc musi ich odpowiednio wychować.
  • 2009-03-18 10:32 | modem2

    zeby sie dowiedziec, kim jestes, koniecznie przeczytaj "Boga urojonego" Dawkinsa.
  • 2009-04-08 00:13 | adsam

    łubu dubu, łubu dubu...
  • 2009-07-08 10:46 | stefanator

    Re: WIERZ, boś nie zwierz

    ks. Śmiech. Nic dodać nic ująć.
  • 2011-04-10 20:30 | zigi

    Re:WIERZ, boś nie zwierz

    Coś się dziecku popieprzyło. Jedna część zdania zaprzecza drugiej. Jednak lepiej WIEDZIEĆ, niż wierzyć! Ucz się dziecko drogie. Przede wszystkim jęz. ojczystego!
  • 2011-04-10 20:39 | zigi

    Re:WIERZ, boś nie zwierz

    Moja mama też tak mówiła, wręcz identycznie. Zawsze Ją pytałem: a kto Ciebie uczył o tym Bogu? I tak dochodziliśmy do pra...pra..przodków. Ale oni byli skromni, biedni nieliczni i szczuci lwami. Dopiero KAPŁANI(czytaj: czarownicy) zaczęli się na Bogu bogacić, wciskając maluczkim w co i jak mają wierzyć. I tak jest do dzisiaj. Bądźcie maluczkimi. Klechy to uwielbiają, i PIENIĄDZE!!! (przecież nie Boga)
  • 2011-04-10 20:46 | zigi

    Re:WIERZ, boś nie zwierz

    A jak "POLITYKA" nie znajdzie kogoś innego, to co, WY znajdziecie nowego Naczelnego "POLITYKI"?
  • 2011-04-10 20:52 | zigi

    Re:WIERZ, boś nie zwierz

    A mnie jeszcze bardziej drażni, ponieważ jestem, jak powiedział pewien ksiądz, PSEM ATEISTĄ. I tak zostanie!!!
  • 2011-04-10 21:22 | zigi

    Re:WIERZ, boś nie zwierz

    Dziękujemy Kościołowi Katolickiemu, że łaskawie raczył uznać iż to Ziemia obiega Słońce(pozostałych praw fizyki nie wspominam, nie chcę więcej zawstydzać tak szanownego Gremium). Dziękujemy, że spalił na stosie tyle "czarownic" i "szatanów"(nie chciały nadstawić d... Eminencji, albo za dużo posiadali i nie chcieli się podzielić!) Jeżeli więc chcecie siedzieć dalej w Szkołach Państwowych, to wspomnijcie może o tych "chlubnych" działaniach Kościoła Katolickiego!!!