Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

potyczki ateistki

(1)
2009-01-05 22:35 | ALach
Piszę, po raz kolejny wzburzona wpływem Kościoła na politykę. Siła Kościoła Katolickiego wynika między innymi stąd, że odsetek katolików w naszym kraju (czyli osób ochrzczonych i wpisanych do kościelnych ksiąg) sięga ponad 90%. Postanowiłam więc, ze najwyższa pora zniknąć z kościelnych rejestrów- jestem ateistką, a pomysły kościoła co i raz doprowadzają mnie to do konsternacji, to do wściekłości.

Apostazja miała być prosta- mam „święte prawo” do rezygnacji z członkostwa w Kościele. Teoretycznie... Najpierw skorzystałam z najłatwiejszej drogi – wysłałam stosowne pisma do parafii i kurii. To powinno wystarczyć- powinnam dostać list potwierdzający wykreślenie mnie z ksiąg i informujący o objęciu mnie ekskomuniką- oczywiście żadnej odpowiedzi nie dostałam. Kolejnym krokiem było więc udanie się osobiście do parafii- po krótkim wytłumaczeniu czemu chcę rozmawiać z księdzem nie zostałam nawet wpuszczona na plebanię- mój „duszpasterz” powiedział mi, że apostazja to bardzo poważna sprawa, a ja najwyraźniej nie rozumiem powagi tej sprawy i ... do widzenia, mogę przyjechać kiedy indziej. Poinformowałam księdza, że mam do parafii 100km i przyjechanie nie jest dla mnie prostą sprawą. Mimo to, kazał mi przemyśleć i przyjechać kiedy indziej- tak jakbym przyjechała pod wpływem impulsu i nie wiedziała co mówię.

Podobno żyjemy w kraju świeckim... gdybym była bardziej mobilna, może bym jeździła tam co dzień, może za mało się staram, ale chyba jednak w państwie nie-kościelnym, nie powinnam mieć żadnych trudności ze zrezygnowaniem z członkowstwa w Kościele?