Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Odbierane PRZYWILEJE, czy UPRAWNIENIA? Kto następny?

(1)
2009-03-03 22:34 | aster123
No i stało się. Większość sejmowa z właściwa sobie ochotą i „znawstwem” tematu uchwaliło ustawę o ODEBRANIU UPRAWNIEŃ (wcześniej legalnymi decyzjami wydanymi i ustawami III RP potwierdzonymi) emerytalnych oficerom służb specjalnych zaczynających swoje kariery w okresie PRL-u. Celem zamaskowania braku podstaw prawnych uchwalanego aktu, przedsięwzięcie to nazwano w mediach „zasadą sprawiedliwości społecznej”. W dyskusji sejmowej powtarzano natomiast do znudzenia o uchwalaniu „ustawy odbierającej przywileje emerytalne” funkcjonariuszy tych służb.

Wcześniej przez wiele miesięcy sterowano dyskusją (nota bene świetnie przy tej okazji zaadoptowano zwyczaje PRL-u), do której włączyło się z ochotą i niestety bezkrytycznie wiele środowisk. Akcję nazwano dla uzyskania łatwiejszej akceptacji opinii publicznej ODBIERANIEM PRZYWILEJÓW zamiast poprawnie ODBIERANIEM UPRAWNIEŃ wynikających z prawa przynależnego wszystkim służbom mundurowym.

Pomimo że w tej sprawie zabierałem już głos, wskazując na przesądzony z góry wynik procedowania w parlamencie, chciałbym niektóre tezy sprzed kilku miesięcy i tygodni przypomnieć. Euforia autorów sejmowego sukcesu wymaga komentarza i sprostowania chociaż części podawanych tendencyjnie uzasadnień do wspomnianej ustawy. Prawicowi politycy i pływający przy nich dużymi ławicami zaufani dziennikarze wyjaśniali wiele spraw w sposób wyrwany z szerszego historycznego kontekstu bez uwzględniania realiów czasów powstawania po II wojnie światowej i potem funkcjonowania w ograniczonej, ale i ewoluującej formule suwerenności Państwa Polskiego.

Generalnie sposób prowadzonej od lat w Polsce kampanii politycznej celem rozliczenia minionej epoki w znakomity sposób koresponduje ze starym porzekadłem ludowym: „ Kowal zawinił, cygana powiesili”, na co wskazałem w liście opublikowanym w „NIE” na jesieni ub. roku.

Coraz bardziej widać, że intencje lustrujących przeszłość nie płyną ze szlachetnych pobudek poznania prawdy, a jej zakłamywanie stało się podstawowym narzędziem walki politycznej i metodą zawłaszczania historii. Okazuje się, że wielu lustratorów jest zwyczajnie cynikami, ludźmi o postawach konformistycznych, a często także beneficjentami poprzedniej epoki, którzy obecnie przepoczwarzyli się tylko w nieskazitelnych sędziów komunizmu.

Wielu z grających obecnie role „sterylnych” patriotów i nieskazitelnych Polaków oraz środowiska, które reprezentują, są najzwyczajniej sędziami we własnej sprawie. Lustratorzy ci udają tylko, że zmierzają do obiektywnego rozliczenia przeszłości. Sprytnie wybrali z mozaiki instytucji i zawodów decydujących o trwałości eksperymentu budowy PRL-u, instytucję jedną z wielu, może i spektakularną z powodu działalności jej części, zwanej potocznie policją polityczną, ale przecież będącą nie najważniejszą podporą tamtego sytemu.

Popatrzmy jak sprytnie schowały się w trakcie tej „oczyszczającej” dyskusji narodowej inne prestiżowe, wysoko kształcone i doświadczone w działaniu, środowiska. Wybitni przedstawiciele tych środowisk, z kamienną twarzą, jakby ta „spowiedź narodowa” ich nie dotyczyła, stali się aktywnymi recenzentami wskazanej i „zaklepanej” w dokumentach państwowych grupy tych jedynie winnych.



A przecież nie kto inny jak stan sędziowski i prokuratorski był depozytariuszem systemu prawnego PRL-u. Dziwnie zgubiliśmy ich w dyskusji. Spójrzmy na pierwsze z brzegu przykłady. Sędzia Kryże – zadziwiająco efektowna kariera w III I IV RP. Nawet nieśmiałe przytyki marszałka Komorowskiego o tym, że go skazywał na podstawie gorliwej interpretacji nieludzkiego prawa za działalność opozycyjną, nie zatrzymały awansu. Przywołany tu sędzia nawet nie próbował się tłumaczyć, że np. stał mu za plecami ponury esbek z pistoletem i w związku z tym nie miał wyboru. Przypomnijmy przykład ponurego mordu sądowego (w czasach daleko odległych od okresu stalinowskiego) dokonanego na dyrektorze Wawrzeckim w słynnej aferze mięsnej. Ktoś powie, że to dotyczy tylko nielicznych, sądzących sprawy tzw. polityczne. Ale przecież tak nie jest, bo znamy wiele tysiące przykładów stosowania drakońskiego prawa dla realizacji określonych celów politycznych. Czy autorzy tego sądowego zabójstwa lub ich następcy w rodzinnych klanach prawniczych zmienili filozofię swojego postępowania po 1989 roku? Czy dzisiaj świat widzą już innymi oczami? A może te skundlenie było znakomitym posagiem, żeby sprzedać się twórcom IV RP.

Spójrzmy na przykład zupełnie sprawnej kariery sędziowskiej w PRL sędziego Nizieńskiego. Zapytajmy gdzie sądził sędzia Nizieński, w sterylnym kosmosie, na księżycu? A jako pracownik aparatu nadzoru Ministerstwa Sprawiedliwości PRL, zastraszony, nie mógł oczywiście w żadnej sprawie interweniować? Ale w takim razie dlaczego szybko nie porzucił tej ohydnej służby (o ile taki prawowity obywatel zniewolonej Rzeczpospolitej powinien ją w ogóle podejmować) w aparacie sprawiedliwości PRL-u, służby na rzecz „sowieckiego okupanta” i dopiero po kilkudziesięciu latach pracy na rzecz wrogiego państwa, u jego schyłku, załapał się do mocno już wezbranej rzeki „Solidarności”.

Dziwnym zbiegiem okoliczności żaden z „badaczy przeszłości” nie sprawdza kto z wybitnych przedstawicieli prawa był autorem ustaw okresu PRL-u. Drogi Narodzie nie daj się ogłupić – tysięcy aktów prawnych nie tworzyli eksperci-robociarze, wyrośli na fali rewolucji proletariackiej, nie pisali ich towarzysze sowieccy ani pierwsi sekretarze PPR czy PZPR. Oni setkami, a może tysiącami, są rozsiani wśród nas. To dzisiaj często najbardziej aktywni komentatorzy i objaśniacze jedynie słusznych prawd historycznych. Obecnie w większości zostali członkami nowych „słusznych” gremiów ustawodawczych i z gorliwością naprawiają to co sami przed laty, pod innym sztandarem zbudowali. Pogratulować dobrego samopoczucia, bo materialnie Nowa Rzeczpospolita odpłaca się im sowicie, nie strasząc żadną odpowiedzialnością zbiorową.

Gołym okiem widać, że w okresie od powstania Solidarności, więcej intuicji, prawdziwie patriotycznych motywacji i odwagi mieli bardzo nieliczni i nie koniecznie z wielkimi dyplomami, w odróżnieniu od gromady neofitów, która w zaciszu wypasionych gabinetów, buduje swój etos najwytrwalej walczących z komunizmem. Wśród tej gromady znajdziemy dzisiaj i sędziów i prokuratorów, dla tego znienawidzonego polskiego komunizmu żarliwie wcześniej pracujących.


Nie zgubmy również tysięcy wysokich urzędników państwowych PRL-u, oddanych i gorliwych budowniczych ustroju, będących w znakomitej większości produktem awansu społecznego PRL-u, hojnie nagradzanych talonami na samochody i inne luksusowe dobra, mieszkaniami, willami, wyjazdami zagranicznymi, wykupującymi np. na starych warszawskich Bielanach przedwojenne wille za niewielkie symboliczne ceny. Rozejrzyjcie się Państwo politycy wśród swoich kolegów, waszych ojców i krewnych. Ilu z was z tych profitów bezpośrednio lub pośrednio korzystało, a nawet korzysta do dziś. Zwróćcie uwagę również na korzystających z dostępu do bezpłatnej nauki w tamtych ohydnych czasach, odpłacających się gorliwie reżimowi PRL-u licznymi pochwałami w tysiącach prac naukowych. Spójrzcie we własne prace magisterskie i doktorskie! Dziennikarze bez trudu znajdowali podobne przykłady wśród przedstawicieli obecnych gremiów kierowniczych partii politycznych. Nie będziecie chyba, drodzy politycy, chcieli udowadniać, że autorzy tych prac, obecnie dzielni lustratorzy, byli do tych niecnych praktyk siłą zmuszani.

Co się stało z tysiącami uczestników życia politycznego minionego okresu, którzy nierzadko publicznie, domagali się likwidacji wszelkich objawów życia opozycyjnego przy użyciu dostępnych państwu środków. Dlaczego liczni posłowie i ministrowie z przeszłością PZPR-owską tak mało skutecznie występowali wówczas „w roli Rejtanów”, dlaczego nie przeciwstawiali się gdy ich koledzy z organizacji partyjnych szczególnie chętnie wysługiwali się służbami mundurowymi lub namawiali do tego swoich przedstawicieli w aparacie partyjnym i państwowym. Dzisiaj z ochotą stali się janczarami nowego porządku pod flagę PO-PIS-u.

Gdzie są wreszcie tysiące oportunistycznych przedstawicieli inteligencji, chętnie korzystających z dobrodziejstw tzw. małej stabilizacji, onegdaj z wdzięcznością opisujących przymioty systemu, w którym dane było im żyć i jakoś nie rwących się do proponowania jego zmiany na inny lepszy i sprawiedliwszy system. Oni się nie rozpłynęli. Rozejrzyjcie się wokół siebie w PO-PIS-sie. Gołym okiem widać, że chcecie się rozliczyć z PRL-em żarliwie, jak na rewolucjonistów przystało i z fajerwerkami, bijąc się jednakże w cudzą, a nie we własną pierś.

Ale wróćmy do „esbeków”. Instytucja, którą reprezentowali, była duża nie tylko dlatego, że kierownictwo państwa tak bardzo chciało zniewolić swoich obywateli, ale dlatego, że składały się na nią również liczne specjalistyczne służby, niezbędne każdemu państwu niezależnie od jego rozwiązań ustrojowych. Jednostki składowe resortów mundurowych, najczęściej w publicznych dyskusjach przywoływane, a których zadaniem był nadzór nad instytucjami krajowymi i przemysłem, były tylko częścią służb. Do tych wyspecjalizowanych służb należały np.: wywiad, kontrwywiad, pion szyfrów i łączności specjalnej oraz wiele innych pomocniczych jak radiokontrwywiad, piony administracyjno-gospodarcze, kolumny transportowe, obrona cywilna kraju, ewidencja ludności i wiele innych. To głównie przedstawiciele tych jednostek, w sporej części pozytywnie zweryfikowani, przyjęci zostali do służby w UOP-ie w pionach wywiadu i kontrwywiadu.

Ustawodawca mógł tę kwestię na początku lat 90-tych rozstrzygnąć oczywiście inaczej, np. wzorem bardziej współczesnych i znanych nam ze skutków dla obronności Państwa, rozwiązań pana A. Maciarewicza w WSI, który postanowił w niemal 100% zatrudnić cywili spoza służby. Ale czy wówczas Polska byłaby podmiotem współpracy międzynarodowej np. w ramach NATO lub stosunków bilateralnych ze USA? Nie wystarczy nowych funkcjonariuszy wyposażyć w biurka i po kilkunastodniowych pogadankach na tzw. kursach oficerskich zlecić im zorganizowanie struktur wywiadu za granicą, czy też sprawną obsługę informacyjną kierownictwa rządowego lub zorganizowanie skutecznej ochrony kontrwywiadowczej centralnych instytucji państwowych. Trzeba być bardzo niesprawiedliwym w ocenach, żeby nie dostrzec zasług kadry UOP, na początku składającej się w znacznej części z pozytywnie zweryfikowanych oficerów. Oni sobie nie umieszczali swoich zdjęć w internecie, nie szafowali życiem swoich współpracowników jak w przypadku „zdemolowanego WSI”, negując podstawową zasadę pracy operacyjnej nakazującą ochronę agentury, która zaufała w toku werbunku Państwu Polskiemu. Dzięki ich postawie, umiejętnością i źródłom zagranicznym udało się z powodzeniem wyprowadzić amerykańskich dyplomatów z Iraku. Przykładów jest więcej.


Tych oficerów w ABW i AW jest coraz mniej. Można powiedzieć, że spełnili swoją rolę, pomogli ukształtować zawodowo młodych oficerów. Dzięki ich obecności służby te mogły przez kilkanaście lat, na zasadzie spokojnej i naturalnej wymiany pokoleń, dopracować się tysięcy nowych funkcjonariuszy, z których część ma już za sobą kilkunastoletni staż pracy i można o nich powiedzieć, że są to ludzie doświadczeni, przygotowani do samodzielnego sprostania trudnym zadaniom.

Ich poprzednicy, nabywając, zgodnie z ustawą o powołaniu UOP, uprawnień emerytalnych, dowiadują się dzisiaj, że zasady prawa obowiązujące w dniu powołania do służby są już nieaktualne. Jak to dzisiaj wyjaśnić? Okrutny ustawodawca rozmyślił się i zmienił zasady gry? To do tajnych operacji zagranicznych, nie bacząc na zagrożenia, byli jeszcze w porządku? A odznaczenia Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, które im w trakcie tych kilkunastu lat wręczano, to było tylko tak na niby? I tu znowu przypomina się ironiczne powiedzonko: „Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść”.

I jeszcze na gorąco: Pan Prezydent łaskaw był podpisać ustawę zmieniającą ustawę o zaopatrzeniu funkcjonariuszy służb mundurowych, ustawę z gruntu sprzeczną z Konstytucją, zasadami państwa prawnego. Obecnie żeby uzasadnić znaczenie tego legislacyjnego potworka spuszczono, niczym sforę psów ze smyczy, wszelkiej maści specjalistów od PR-u, żeby udowodnić jak zbawienny wpływ wywiera ta ustawa na oczyszczenie ducha narodowego. Wynajęto nie byle jakich specjalistów. Do grupy włączono wielu dziennikarzy utytułowywanych przez samych siebie rok po roku w śmiesznych telekonkursach typu „Wiktory” i podobnych. Tak uzbrojonym w poczucie niedoścignionego autorytetu i własnej nieomylności pozwolono na zastosowanie wszelkich dostępnych metod agresywnej propagandy, z szyderstwem zastępującym fakty historyczne na czele. Brylują w tej grupie panowie „Teraz My”. Obserwując to nie sposób nie postawić pytania: to po co kosztowny, rozbudowany aparat IPN, prokuratorski i sądowniczy, kiedy wyroki i to całkiem najbardziej serio, dodajmy wyroki zbiorowe, wydają nierzetelni, nawiedzeni redaktorzy z mas mediów?