Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

W.

(3)
Film o Bushu: oscylując między satyrą a karykaturą
  • 2009-03-11 12:18 | czosnek

    Re: W.

    Bo żeby oglądać taki film z zapartym tchem trzebaby dołożyć do niego widowiskowych efektów, wpleść jakiś romans, intrygę, sensację, zdradę lub morderstwo. Ale to uczyni film nierealistycznym. Przypominam autorowi recenzji, że w zamyśle filmu nie powinna tkwić rozrywka, tylko dostarczenie wglądu w kulisy władzy i przedstawienie motywów postępowania najważniejszych osób w państwie zwanym USA. Klimat narad z udziałem C. Rice, D. Cheneya, D. Rumsfelda i C. Powella jest wręcz idealny. Doskonale pokazane pobudki, sposoby myślenia i intencje decydentów mają zmuszać do myślenia o roli USA we współczesnym świecie, a nie dostarczać rozrywki.
    Oliver Stone nigdy nie był reżyserem filmów oglądanych z zapartym tchem. Zawsze kręcił filmy polityczne i trudne. On nie jest Ridleyem Scottem, Quentinem Tarantino, ani Spielbergiem. Jego filmy to nie zapierająca dech w piersiach rozrywka, tylko realistyczna analiza rzeczywistości. Tak było w Wallstreet, Plutonie, Any given Sunday i innych jego filmach. Tutaj chodzi o fakty. Dech w piersi jest sprawą drugorzędną. I dlatego tak lubię tego reżysera oraz jego najnowszy film.
  • 2009-03-16 12:41 | Zoidy

    Re: W.

    "Kręcony pospiesznie jeszcze za kadencji urzędującego prezydenta „W.” stara się w miarę obiektywnie przedstawić kluczowe momenty życia republikańskiego polityka, odpowiedzialnego m.in. za interwencję w Iraku i obecny kryzys ekonomiczny."

    Wiele grzechów można przypisać Bushowi, ale odpowiedzialność za kryzys ekonomiczny to chyba zbyt daleko posunięte stwierdzenie.
  • 2009-03-16 13:59 | skoool

    Re: W.

    Film jest dla mnie nudny, kadencje W. Busha wrecz przeciwnie, nudne nie byly.
    Ogólnie, to brakuje w nim trochę ognia.