Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Efekt cieplarniany

(17)
Powstanie szkół społecznych dwadzieścia lat temu to była oświatowa rewolucja. Otwarte, przyjazne, demokratyczne. Pielęgnują inteligencki etos i postawy obywatelskie. Ale czy przygotowują na twarde zderzenie z rzeczywistością?
  • 2009-04-01 23:38 | chuck u. farlie

    Re: Efekt cieplarniany

    bardzo ładnie to wszystko wygląda w artykule i opowieściach. ale czy ktoś bierze pod uwagę fakt, że takie szkoły mają uczniów - w większości - z domów, z których wynieśli jakieś wartości, a których rodziców stać na posyłanie dzieci do tego typu placówek oświatowych. znam szkoły, których uczniowie zostawiliby po sobie w takim miejscu spustoszenie i pogorzelisko, a dyskusja przerodziłaby się w spuszczanie wpier**lu tym, którzy są innego zdania. szkoła w Polsce to jednak zbyt szeroki temat żeby go poruszyć odpowiednio w jednym małym poście.
  • 2009-04-02 11:53 | Pandora

    Re: Efekt cieplarniany

    Wszystko pięknie, ale to artykuł, czy broszura reklamowa? Bo nie mam pewności. Po lekturze człowiek najpierw czuje się niemal winny, a na pewno skopany dotkliwie przez życie, bo chodził do zwykłej szkoły państwowej, w liberalnym Gdańsku na dodatek a nie cudu na ziemi- szkoły społecznej. Ale, ale... Moment! My podobno w Polsce wciąż jesteśmy? Ano, jesteśmy. W Polsce, otoczeni Polakami i polskim myśleniem. I niby u nas takie cuda lukrowane, że aż mdli na dłuższą metę? Więc trzeba udać się do źródeł, uczęszczających do takich szkół i zapytać. A tu zanim zdążymy zapytać- żywe oburzenie- "Polityka" mnie zdenerwowała, napisali taki stek bzdur!!! Oj? Stek bzdur? A co z lukrem?
    Dowiedziałam się tyle, że w szkole społecznej pewnej w mieście pięknym- Krakowie- najważniejszym absolutnie miernikiem oceny innych było...posiadania iPODa. Hm. No, rzeczywiście, to musi świadczyć o niebywałej tolerancji i inteligencji. Uff... od razu jakoś tak lżej się na sercu robi ;).

    Prościej- artykuł skrajnie tendencyjny. Nieładnie. Czuję zawód.
  • 2009-04-02 13:12 | Joanna

    Re: Efekt cieplarniany

    Jestem mamą szóstoklasisty, który właśni dziś pisał test, co stanowi dobry moment na zastanowienie się co dalej z edukacją mojego dziecka. Jeden z pomysłów to gimnazjum społeczne. Moje dziecko nie jest orłem sokołem, ciężko pracuje, pokonuje ograniczenia związane z zaburzeniami analizy słuchu oraz problemami z pamięcią słuchową, a wyniki są różne ( za wyjątkiem historii, bo i temat go interesuje i nauczyciel zaangażowany, sympatyczny i bez skłonności do pokazywania kto tu rządzi.) Szkoły społeczne są jednym z rozwiązań - w Warszawie mają zwykle lepsze wyniki niż państwowe ( za wyjątkiem oczywiście takich jak Batory czy Władysław) i wydawałoby się że powinny być otwarte właśnie na takich uczniów, którzy potrzebują nieco więcej wsparcia i zainteresowania, ale są chętni i zaangażowani, mają własne zainteresowania i zdanie, Ale ... Nie mamy szansy dostania się do takiej szkoły ze wzgledu na nabór przez egzaminy (zresztą w wielu szkołach odpłatne) i średnią na świadectwie. Wynik testu w takich szkołach nie ma znaczenia. Tym samym dobra szkoła społeczna dokonuje selekcji dzieci bezproblemowych, zadbanych, z zamożnych rodzin. Nie dziwi tym samym, że potem ma fantastycznych abslowentów. Mam nadzieję, że i mój skarb będzie fantastycznym człowiekiem, przy czym musimy obejść się bez lepszych nauczycieli i przyjaznej atmosfery w szkole. Bez wątpienia przy tym unikniemy efektu cieplarnianego, choć jak każdy rodzic wolałabym oszczędzić dziecku niepotrzebnych stresów.
  • 2009-04-02 18:26 | wladimirz

    Ewidentny tekst reklamowy akurat w okresie rekrutacji-platne szkoly to duża kasa wspomagana dodatkowo z budżetu!!!

    Tyle samo na ucznia dostają co szkoly publiczne.I do tego jeszcze wpisowe 2000 oraz czesne minimum 1000 miesięcznie!!! Za te pieniądze można kupić niejednego dziennikarza i polityka, zniszczyć publiczną konkurencję absurdalnymi zarządzeniami i zarzutami,...;-))))
  • 2009-04-05 12:14 | nn

    A gdzie zniknęła informacja "artykuł sponsorowany"?

    Niedopatrzenie?
  • 2009-04-05 13:47 | sem18

    Re: Efekt cieplarniany

    Niesamowite :) Ten artykuł jest opisem mnie. Chociaż chodzę do publicznej szkoły, to mnie tez bliskie są przedstawione w tekście wartości i postawy. Nienawidzę rzeczywistości zwykłych szkoł i już wiem skąd moja frustracja - nie chodzę do społeczniaka. Wolność to dla mnie absolutny priorytet, całe życie buntowałem się przeciw uciskowi tłumu, oszustwom, kłamstwu, hipokryzji, NEPOTYZMOWI i PROTEKCJI. Staram się rozwijać pasje, robić z własnej inicjatywy rzeczy przydatne mojemu samorozwojowi, które nie wynikają z przymusu. Dziękuję za ten artykuł. Teraz mam nadzieję, że spotkam podobnych sobie ludzi.
  • 2009-04-05 15:09 | ever

    Re: Efekt cieplarniany

    mam obawy czy rzeczywistość jest taka jak przedstawiona w tym artykule. Szkoły społeczne są dla ludzi których stać na płacenie wysokiego czesnego. Dokonują selekcji w oparciu o wysokość dochodu i osiąganych wyników w nauce. Szkoły społeczne są dla elity.
  • 2009-04-05 17:23 | Adalbert

    Re: pielęgnowanie mitu liceum, to odwieczny mit

    Tak było zawsze. Tym którym udawało się w życiu wejść chociaż na próg samodzielności i niezależności zawsze szukali w liceum korzeni tego sukcesu. Uniwersytet jest anonimowy i prestiżowy. Dopiero życie stawia poprzeczki trudne do przeskoczenia i jest bezwględne .
    Mit liceum to bardzo sympatyczny obrazek który ubarwiamy przez całe życie. Okazuje się , że snobizm bywa usprawiedliwieniem we wszystkich systemach wartości.
  • 2009-04-06 09:13 | Marianna

    Czyżby? Może by tak najpierw sprawdzić fakty?
    Życzę odświeżenia umysłu, wiosna przyszła![cytat]
    Tyle samo na ucznia dostają co szkoly publiczne.I do tego jeszcze wpisowe 2000 oraz czesne minimum 1000
    miesięcznie!!!
    [/cytat]
  • 2009-04-06 09:39 | Mirek

    Pani Joanno, wspaniały artykuł! Nigdy nie miałem styczności ze szkołami społecznymi typu o którym Pani pisze, ponieważ pochodzę z małego miasteczka w którym takie instytucje nie istnieją. Uważam, że kwalifikuje się do typu drugiego w którym trzeba było walczyć o kanapki(...). Ale już wiem, gdzie chciałbym posłać moje przyszłe dzieci, bo wydaje mi się, że dzieciństwo, a w szczególności wiek szkolny powinien wyglądać tak jak w szkołach opisanych przez Panią.

    Pozdrawiam:)
  • 2009-04-06 09:46 | takamama

    To nieprawda!!! szkoły i przedszkola niepubliczne dostają od gmin dotację w wysokości 80% tego co państwowe - proszę to sprawdzić w swojej gminie i nie wprowadzać czytelników w błąd!!!
    Wpisowe i czesne są bardzo różne - w szkole mojego dziecka wpisowe to 800 zł, czesne 650 zł (bez żadnych dodatkowych opłat typu: komitet rodzicielski, czy trójka klasowa, basen, bilety do kin, teatrów, muzeów itp, proszę policzyć te koszty w szkole państwowej - wyjdzie tylko niewiele drożej), dzięki czesnemu dyrekcja może lepiej opłacać nauczycieli, którzy wtedy są bardziej zaangażowani...
    Owszem można wynająć dziennikarza, ale po co? żeby więcej dzieci odrzucić? żeby zamiast 4 kandydatów na miejsce było 6 lub 7? ale po co? przecież wpisowe pobiera się od dziecka które się dostało, a nie od kandydata... już w tej chwili do szkól społecznych jest dużo więcej kandydatów niż miejsc, więc jaki cel miałaby taka reklama????
  • 2009-04-06 10:06 | takamama

    [cytat]
    Nie mamy szansy dostania się do takiej szkoły ze wzgledu na nabór przez egzaminy (zresztą w wielu
    szkołach odpłatne) i średnią na świadectwie. Wynik testu w takich szkołach nie ma znaczenia. Tym samym
    dobra szkoła społeczna dokonuje selekcji dzieci bezproblemowych, zadbanych, z zamożnych rodzin.
    [/cytat]
    Proszę jednak spróbować. Moje dziecko chodzi wlasnie do gimnazjum społecznego (wydaje mi się, że dobrego, przynajmniej zdawalność testów jest powyżej średniej w rejonie), do którego o przyjęciu decydowała rozmowa, a nie egzamin. Rozmowa miała na celu poznać dziecko i jego zainteresowania. Dyrekcja twierdziła (pewnie słusznie), że ocena z jednej szkoły nie równa się ocenie z innej, że test szóstoklasisty może "źle pójść" z powodu streu, czy dyskomforu danego dnia, natomiast rozmowa miała na celu ustalenie zainteresowań danego dziecka, bo wiek gimnazjalany jest trudnym okresem, w którym "do głosu dochodzą hormony" i jeśli dziecko nie ma zainteresowań może nadmiar energii spożytkować na złe rzeczy typu przemoc, narkotyki. Dlatego w tej szkole panuje przekonanie, że lepiej przyjąć dziecko "czwórkowe" z konktretnymi zainteresowaniami, niż "szóstkowe" bez żadnych zainteresowań.
    Poza tym gimnazjum jest ostatnim momentem na wyrobienie zachowań społecznych, więc dzieci "nie w pełni sprawne" są mile widziane (w zależności od możliwości szkoły).
  • 2009-04-06 13:34 | wladimirz

    Droga Pani!
    Proszę poszukać stosownej ustawy.Przepis o 100% wprowadzila tzw. poprawka Kracika na koniec rządów AWS-UW w roku 2001.Od tego czasu nic się nie zmienilo!!Pani post wskazuje na to,że jest Pani wlaścicielem lub dyrektorem takiej szkoly więc wie Pani jak jest naprawdę, ale ma Pani interes żeby to kwestionować;-)
    Jeśli jest Pani manipulowanym rodzicem-szkoly spoleczne często im wmawiają takie rzeczy żeby uzasadnić wysokie czesne- to niech Pani sięgnie do źródel,które podalem!!!
  • 2009-04-06 14:21 | Małgosia_gw

    Re: Efekt cieplarniany

    Szkoły społeczne to żaden efekt cieplarniany - to nazwyklejsza normalność, czyli tak jak powinno byc.
    Kindersztuba, poczucie własnej wartości, uczciwość, odpowiedzialniość, tolerancja, szanowanie innych niezależnie od ich statusu społecznego -( z artykułu wynika, że absolwenci szkół społecznych są w takim duchu wychowywani ), to przecież powinny być cechy jak najbardziej porządane, nie jest to żadna cieplarnia.
    Ale te dzieciaki zderzają się później z naszą polską rzeczywistością - czyli z chamstwem, bylejakością, służalczością, rozpychaniem się łokciami, pogardą dla drugiego człowieka - czyli z czymś, co powinno być nienormalne, ale stało się bardzo w naszym kraju powszechne.
    Ale to też jest efekt wychowania, bo w rodzinach i szkołach panuje agresja, przyzwolenie na oszukiwanie i okłamywanie (np. ściaganie), pogardzanie ludźmi, którzy nie otoczyjli się tymi wszystkimi modnymi rzeczami.
    I dopóki polska rodzina i polska szkoła publiczna będą w takim duchu wychowywały to absolwenci szkół społecznych będą się nadal boleśnie zderzali z polską rzeczywistością
  • 2009-04-07 09:20 | eniemix

    sponsoring chyba

    jakos ma moich studiach, dziennych, panstwowych, dosc wymagajacy kierunek, odpadlo 98% snobow ze spoleczniakow, i to juz na pierwsyzm roku, stwierdzili, ze zaliczanie jest bez sensu.
  • 2009-04-07 12:12 | Halibutt

    Re: Efekt cieplarniany

    Znalazłem siebie w tym artykule.

    A co do samych szkół społecznych... Gdy zdawałem na Bednarską w roku 1996 siedliśmy z rodzicami i podliczyliśmy, ile musieli płacić w mojej podstawówce za wszystkie komitety, obiady, prezenty, fakultety, materiały do zajęć, podręczniki, bzdury - i wyszło na to, że czesne w prestiżowym i obleganym (o ile pamiętam 17 osób na miejsce) liceum społecznym było tańsze, niż nauka w "darmowej" szkole. Do podobnego wniosku musiało dojść wielu rodziców, bo wśród moich przyjaciół licealnych byli zarówno ludzie majętni, jak i tacy, u których się nie przelewało.

    I jeszcze jedna historyjka. W podstawówce pani od fizyki i chemii znęcała się nad nami wkuwaniem na pamięć rozmaitych wzorów i formuł, a że nie lubiła mojej mamy, to odpytywała mnie na każdej lekcji. Do liceum poszedłem więc ze świetną znajomością wzorów i brakiem zrozumienia do czego służą. I na pierwszej lekcji chemii w liceum, gdy wyrecytowałem jakiś wzór z pamięci, nauczycielka zrobiła duże oczy i spytała mnie po co ja się tych wzorów uczę, przecież od tego są tablice chemiczne, które każdy chemik ma pod ręką. Pamiętam, że poczułem się wtedy bardzo oszukany - przez typowo belferski system nauczania, którego w moim liceum na szczęście nie było.
    Pozdrawiam
  • 2009-04-07 12:14 | Halibutt

    Pamiętam odpowiedź, jakiej warszawski kurator sprzed paru lat udzielił dyrektorce jednej ze szkół społecznych. Powiedział coś takiego: ja mogę pani dać 100 procent, ale wtedy będę musiał dać mniej szkołom specjalnym, które poza dotacją nie mają czesnego. I one sobie bez niej nie poradzą, a pani szkoła jakoś przeżyje.

    Więc to nie do końca tak z tymi 100 procentami, a przynajmniej nie zawsze.