Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Szkolne grzechy

(6)
Zlecanie pojedynczych zadań i unikanie zespołowej pracy to nie jedyny grzech polskiej szkoły utrwalający - jak to określa prof. Czapiński - nasz patologiczny indywidualizm i niezdolność do kooperacji
  • 2009-04-17 17:35 | tsubaki

    Re: Szkolne grzechy

    Czy sa jakies widoki na zmiane systemu ksztalcenia nauczycieli?
    Marginalizowanie wychowawczej funkcji szkoly to sznur na szyje spoleczenstwa. Czas sie obudzic.
    Jako spoleczenstwo nic z tego nie mamy, ze cukiernik czy wozna zna dokladnie uklad pokarmowy zaby. natomiast wiele by nam dalo gdyby dokladnie wiedzial co to jest wlasnosc prywatna i publiczna i jak szacunek dla niej przeklada sie na wlasna korzysc i na odwrot. Bo do Polaka juz nie przemawiaja boskie przykazani z dekalogu ale moze zdrowy rozsadek, profesjonalnie pobudzany na lekcjach, przemowi.
  • 2009-04-17 17:56 | wladimirz

    Banaly i glupstwa!

    >Ale żeby szkoła się zmieniła, nie wystarczy najdoskonalsza nawet reforma. Najwięcej zależy od nauczycieli, takich, którym się chce, i którzy potrafią. System ich kształcenia musi się zmienić tak, by przygotowywał do roli wychowawcy, przewodnika po współczesnej cywilizacji, który potrafi ucznia wykierować na obywatela. To dziś kwestia kluczowa.<
    To nie chodzi o chcenie tylko o mechanizmy(!) dzięki którym nauczyciele,jak piszecie, którym się chce i którzy potrafią, nie ginęli w biurokratycznym molochu i plątaninie interesów urzędasów i dyrektorów.To chodzi o mechanizmy(!) odpowiedniego doboru dyrektorów oraz rozliczania ich z rzeczywistej(!), a nie biurokratycznej, jakości ich szkoly i z wyników oraz dorobku jakim się mogą pochwalić!!!

    Na razi priorytetem edukacji są pseudoreformy w stylu p.Hall-prosta droga do zniszczenia najlepszych szkól publicznych - konkurencji dla szkól platnych(o co w tej "reformie" glównie chodzi)!!!
  • 2009-04-19 13:43 | KatarzynaTS

    Re: Szkolne grzechy

    Przez dwa lata uczyłam w szkole średniej i to, czego napatrzyłam się w pokoju nauczycielskim podnosiło mi włosy na głowie. Grono pedagogiczne dzieliło się na dwie grupy: nauczycieli z powołania, szanujących i troszczących się o powierzonych im młodych ludzi oraz na takich, dla których uczniowie byli znienawidzona hałastrą, którą się pomiata i odgrywa na niej swoje frustracje. I niestety, ta druga grupa była grupą dominującą. Po dwóch latach miałam dosyć. Reforma reformą, ale powinno się zacząć od tego, że nie każdy może i powinien być nauczycielem. Jaki przykład daje młodym ludziom nauczyciel, który wchodząc do klasy mówi: "Zwierzęta, siad"? Jaki bagaż wynoszą ze szkoły uczniowie, którym udowadnia się, że poczucie sprawiedliwości to niepotrzebny balast, bo lepiej lawirować i jechać na opinii? Branie łapówek za "przepchniecie" z klasy do klasy - oto "nauka" postawy obywatelskiej. Rozumiem, że nauczyciele są kiepsko opłacani. Ale to jeszcze nie powód, żeby usprawiedliwiać takie postępowanie.
  • 2009-04-19 18:12 | nauczycielka

    Re: Szkolne grzechy

    Od wielu lat jestem nauczycielką. Nie bardzo wiem, o czym pisze pani Katarzyna, bo w mojej szkole nie zdarzały sie takie incydenty wobec uczniów, czy też głupie dyskusje w pokoju nauczycielskim. Może to zależy od atmosfery szkoły, dyrektora i doboru ludzi. A teraz moje obserwacje. W podstawówce często stosuję pracę w grupach. Uczniowie to uwielbiają. Prace organizuję tak, że nawet ten najsłabszy MUSI coś zrobić. Powiedzieć słowo, przeczytać zdanie, odegrać rolę. Aż milo popatrzec na ten zapał, usłyszec ten halas w klasie, gdy uczniowie próbuja coś razem wypracować. Podobne doświadczenia mam również z pierwszych lat pracy w gimnazjum. Uczniowie chętnie pracowali, podejmowali wspoólne inicjatywy, sami wychodzili z propozycjami, które wcześniej ustalali między sobą. Ostatnio coś się zmieniło, trudno zachęcić do współdziałania. Pracuję w szkole, gdzie jest młodzież z dużej wioski (z siedziba gminy, kościołem itp.) oraz kilkunastu okolicznych mniejszych wsi. Z tych małych miejscowości uczniowie są bardzo ze soba zżyci, pomagają sobie wzajemnie, robią coś wspólnie dla klasy i szkoły. Widać, że to wspólna zabawa i czas spędzany razem - często w wolnych chwilach po pracy w gospodarstwie - cementuje te związki. Natomiast uczniowie miejscowi (rodzice lepiej sytuowani, wszelkie nowinki techniczne w domu) nastawieni są jedynie na rywalizacje w nauce i nie tylko (mam lepszy komputer, lepszą komórkę, lepszy skuter itp.). Brak im chęci współdzialania, pomocy, czasem naprawdę trzeba przełamywac to na siłę. Obecnie w gimnayjum i podstawówce panuje parcie na jak najlepszy wynik na egzaminie. Rozlicza z tego dyrektor, dyrektora rozlicza wójt i tak dalej. A wiadomo, ze dzieci są rózne. Na wsi długo jeszcze nie będzie tak wysokich wynikow, jak w mieście, chociażby dlatego, że dziecko, które w mieście poszłoby do szkoły specjalnej (z nauczycielami fachowcami), na wsi będzie chodziło do normalnej podstawówki (bo jak dojedzie do miasta?), gdzie, nie ukrywajmy, nauczyciel nie da rady zająć się nim indywidualnie w klasie liczącej ponad 20 osób, a często temu nauczycielowi brak doświadczenia w pracy z takim dzieckiem. Dlatego często nauczyciel zamiast lekcji wychowawczej czy kosztem wprowadzenia jakichś ciekawych metod pracy na lekcji, zwyczajnie "tłucze" testy. Nikt nie doceni, że uczeń, który na teście uzyskał niewiele punktów (bo może akurat miał nie najlepszy dzień) jest wspaniałym kolegą, ma wielu przyjaciół, pracuje w szkolnym sklepiku, idzie do chorego kolegi zanieść prace domową, udziela sie w szkolnym teatrzyku i robi mnóstwo innych rzeczy. Liczy sie wynik z egzaminu. To jest niesprawiedliwe, bo to zaprzecza temu, czego uczymy w szkole. Uczeń nie czuje tego, że ktoś docenia, go jako czlowieka, docienia się tylko jego WYNIK. Czesto powtarzam swoim uczniom (zwłaszcza tym slabszym), że niewazne jest ,ile wiedzy posiądą, ale jeśli bedą kulturalni, grzeczni, otwarci, chetni do pomocy, wtedy niedobory wiedzy nie będą miały wiekszego znaczenia, bo zawsze im ktoś pomoże. Czy oby na pewno? Mam nadzieję, że tak, bo pracujac z dziećmi i mlodzieżą, nie da się ludziom nie ufać.
  • 2009-04-20 13:26 | KatarzynaTS

    Droga Pani Nauczycielko. Napisałam o sytuacji, która miała miejsce w szkole, w której uczyłam. Nie twierdzę, że tak jest w każdej szkole, ale nie zamykajmy oczu na fakt, że w wielu szkołach ucznia nie traktuje się ani jako człowieka, ani jako obywatela. Ma być posłuszny, zamknąć buzię, a nauczyciel ma zawsze rację.
    Celem mojej wypowiedzi było zwrócenie uwagi na fakt, że nie każdy nadaje się na nauczyciela. Tymczasem jedynym kryterium przydatności do zawodu jest posiadanie magisterium. Może powinno się wprowadzić testy psychologiczne?
    Od lat nie pracuję już w szkolnictwie publicznym, ale czy za atmosferę wzajemnej wrogości pomiędzy uczniami i nauczycielami, i za upadek autorytetu nauczyciela, o którym tak wiele się dziś mówi i pisze, nie są przynajmniej w pewnej części odpowiedzialni sami nauczyciele?
  • 2009-04-22 17:32 | nauczycielka

    Pani Katarzyno, ma pani rację. Sama chodziłam do szkoły, o jakiej Pani pisze. To bylo liceum i wspominam to jak horror. Na dzień dobry dowiedzieliśmy się, że nadajemy się do łopaty. Wspominam tę szkołę po prostu strasznie. Studia to już byla pestka. Dziś wiekszość z nas powyrastała na normalnych, radzących sobie w życiu ludzi. Wielu przeroslo "mistrzów". I tak sie czasem zastanawiam, po co bylo to dołowanie i poniżanie. Zostając nauczycielką, obiecałam sobie, że będę brala przyklad z tych najlepszych nauczycieli, jakich mialam w podstawówce, na studiach, w tym liceum też zdarzały się wyjątki (a jednak). Od kilkunastu lat pracuję w jednej szkole ze świetnymi ludźmi, bardzo oddanymi swojej pracy i pod rygorystycznym, acz życzliwym okiem dyrektora. Może dlatego mi sie zdawało, że świat poszedł do przodu i czasy nauczycieli, o jakich Pani pisze, przeszły do historii. Co do testow psychologicznych, to zgadzam się, że by sie przydały. I to nie tylko na wstępie, ale co kilka lat. Pozdrawiam.