Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Grzechy kościelne

(4)
Na co dzień słychać ze strony Kościoła ton antagonizmu: kto nie z nami, ten przeciw nam
  • 2009-04-17 22:26 | Mieczysław

    Re: Grzechy kościelne

    "Chodzi o to by nauczył się on (kościół)koegzystencji z nie- katolikami, nawet jeśli ...itd". koniec skrawka cytatu. A czego w ogóle szukać mieliby w kościele ci tzw. nie-katolicy? Skoro sami na własne życzenie postawili się w opozycji względem kościoła? Względem nauk bądź wartości przez niego głoszonych? Nie rozumiem na czym ta "współpraca" miałaby polegać. Na przeciąganiu liny przez obie strony - każda w swoim kierunku? A kto to jest ten nie-katolik? Wyznawca innej religii niż katolicka ? A może w ogóle nie uznający żadnej czyli tzw. niewierzący. Niewierzący ale często praktykujący - jak sami to określają - tzw. moralność świecką. A jej myślą przewodnią jest zasada iż: "wystarczy tylko wiedzieć co dobre jest a co złe aby być w stanie zawsze wybrać dobro". Tymczasem praktyka pokazuje iż absolutnie tak nie jest. I nauka katolicka też twierdzi to samo. A może są to wierzący lecz nie praktykujący? Też niezbyt czytelni. Najlepiej pasuje do całości jak ktoś jest i niewierzący i niepraktykujący. Nie ma w nich żadnej sprzeczności, jedno ściśle wynika z drugiego. Bo przecież praktykowanie na serio zasad chrześcijańskich nie może wynikać z niewiary. I na odwrót. Chodzi sobie taka starsza Pani do kościoła, słucha radia Maryja (a jednak!) lecz po powrocie do domu jak nie zacznie bluzgać na księży, bo coś jej tam się nie spodobało- lub w ogóle od dłuższego czasu nie podoba. Chyba chodziło o jakąś wypowiedź w kazaniu, bądź o dawniej jeszcze zasłyszane słowa których nie lubiła bądź nigdy nie akceptowała. Mówię jej że w takim razie powinna sobie znaleźć inne miejsce na spędzanie wolnego czasu niż ławki kościelne. Skoro atmosfera świątyni jej absolutnie nie odpowiada, mało tego - częstokroć doprowadza ją do silnego wzburzenia bądź gniewu. Nikt nikogo nie przymusza - mówię tej pani - do dawania na tacę( to też ją strasznie rozsierdziło). Datki są dobrowolne. Owszem duchowni przypominają czy nawet wprost proszą o nie. Utrzymanie kościołów przecież kosztuje. Lecz na tym się sprawa kończy, jeśli ktoś nie da - z kościoła go nie wyrzucą. Ale ona dalej swoje, oczywiście ona - a nie ja - ma rację. I jak rozmawiać (koegzystować) z kimś takim? Niech pani spróbuje nie zapłacić w terminie jakiejś tam raty, lub nakazu płatniczego z urzędu -mówię jej po raz kolejny. To przyjdzie do pani domu pan komornik i zrobi z panią porządek. Nie tylko pani wówczas narzekać nie będzie na swój los to jeszcze pochwali się sąsiadkom że pan komornik wziął trochę mniej niż się mu należało.
  • 2009-04-18 00:43 | he he he

    Mieczysław pisze: "Datki są
    dobrowolne. Owszem duchowni przypominają czy nawet wprost proszą o nie. Utrzymanie kościołów przecież
    kosztuje. Lecz na tym się sprawa kończy, jeśli ktoś nie da - z kościoła go nie wyrzucą. (...)"

    Jak zwykle chodzi o szmal. Wszechmocny bóg akurat z nim sobie nie radzi. No nijak! I dlatego księża muszą wyłudzać go wszelkimi sposobami z podatków płaconych także przez niewierzących. Ile hektarów polskiej ziemi wyłudził do tej pory kościół w ramach "odszkodowań"? Dwieście tysięcy?
  • 2009-04-19 13:26 | KatarzynaTS

    Re: Grzechy kościelne

    Kościół jako instytucja totalna, będąca depozytariuszem "jedynej, objawionej prawdy" z założenia dąży do wyeliminowania świeckiego myślenia, nie dlatego, że jest ono złe lub dobre, lecz zgodnie z zasadą "Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody", a także "Bracia, strzeżcie się tych, którzy wzniecają spory i zgorszenie przeciw nauce, którą otrzymaliście. Strońcie od nich". Każda religia monoteistyczna jest z definicji nietolerancyjna i z punktu dzieli ludzi na "swoich" i "obcych". Daje wiernym poczucie przynależności do grupy jedynych sprawiedliwych i trudno wymagać, żeby reprezentujący ją księża godzili się na utratę rządów dusz, podważając w ten sposób własną rację bytu. Kościół pozostaje nadal głuchy i ślepy na fakt, że bycie dobrym człowiekiem nie musi się wiązać z wiarą w jakiekolwiek bóstwo. Osoby niewierzące traktowane są nie tylko z pogardą, ale wręcz z nienawiścią. To gorsza kategoria obywateli, których należy napiętnować, a nie prowadzić z nimi dialog. Dlatego obawiam się, że ten artykuł będzie kolejnym "wołaniem na puszczy".
  • 2009-04-19 18:33 | nauczycielka

    Re: Grzechy kościelne

    Jestem wierząca, ale nie jestem religijna. Mam nadzieję, że to zrozumiałe. Wiele w naszym kraju takich osób. W Kościele przeszkadza mi brak tolerancji i otwarcie na czlowieka i chociażby prób nawiązania dialogu z ludźmi myslącymi inaczej. Robisz i myślisz tak, jak chce Kościol albo sam się z tego Kościola wykluczasz. Kiedys, będąc w kościele, bylam świadkiem, jak ksiądz, pytal dzieci, które miały przystapić do I komunii: "Dzieci, a po czym poznać człowieka niewierzacego?" Dzieci odpowiadały, że tacy ludzie są źli, kradną, oszukują, robią krzywdę innym. Widac bylo, że ksiądz zauważył sam, że zabrnął w ślepy zaułak, ale nie sprostował wypowiedzi dzieci, a nalezało zrobić to natychmiast. Grzech zaniedbania, ale jakże brzemienny w skutkach, bo dzieci wyszły z kościola z przekonaniem, że niewierzący to wróg, ktorego trzeba się wystrzegać. Wydaje mi się, że przez wiele stuleci bylo tak, że duchowni byli ludźmi otaczanymi szacunkiem i przyjmowano bezkrytycznie to, co glosili. Tylko że nie jest tak już od dawna. Kosciól tego jednak nie widzi, że ludzi stac na wlasne (czasem nieco odmienne zdanie) i stąd chyba ten brak zachęty do 'milosci bliźniego". Kazdego bliźniego.