Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jazda polska

(16)
Zamiast kryzysowej fali powrotów Polaków, mamy nowe zjawisko migracji za okazją. Rodacy jeżdżą, gdzie się da, gdzie tylko czeka praca. Socjologowie już to nazwali: emigracja cyrkulacyjna.
  • 2009-05-06 11:54 | Redakcja

    ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI

    Wyjechałeś? Wróciłeś? Już tam zostaniesz? Podziel się z nami swoimi doświadczeniami!
  • 2009-05-07 20:59 | Litwin

    No ja akurat nie wyjechalem , ale znam wiele osob , ktore wyjezdzaja i zawsze wracaja , bo w polsce jest ich dom . Tam jezdza tylko zeby zarqabiac na utrzymanie domow i rodzin
  • 2009-05-08 23:02 | p

    Wyjechałem, nie spieszę się do powrotu. Tu gdzie mieszkam jest bardzo przyjemnie. Nie chodzi o pieniądze, w Polsce zarabia się całkiem dobrze i nie jest trudno o dobrą pracę. W Polsce jest mój dom? Tak nadal płacę czynsz za swoje warszawskie mieszkanie, przyjeżdżam do niego raz na pół roku na kilka dni. Spotykam świetnych znajomych, kochaną rodzinę, ale też masę bezinteresownie nieprzyjaznych nie znanych mi osób. I z radością wyjeżdżam.

    W moim wypadku powodów emigracji jest co najmniej kilka:
    Przede wszystkim chodzi o ludzi, którzy nie utrudniają sobie nawzajem życia.
    Chodzi też o wyzwania zawodowe, których w pewnym momencie brakuje w ojczystym grajdołku.
    O możliwość kreowania trendów zamiast ich kopiowania, gdy Polska tradycyjnie pozostaje Pawiem i Papugą.
    O różnorodność kulturową, którą w Polsce zastraszają krotko ostrzyżeni młodzieńcy i przeklinają babcie od św. Tadeusza.
    O setki otwartych klubów podobnych Le Madame i zupełny brak prezydentów Kaczyńskich.

    Z drugiej strony nie wiem, czy emigrację w ramach UE można w ogóle traktować jak emigrację. Cóż to jest te dwie godziny lotu? Większą emigracją byłby pewnie wyjazd w Bieszczady, poza zasięg telefonu. Z heroicznym, głodującym Norwidem łączy mnie tylko przekonanie, że:

    Przecież i ja ziemi tyle mam,
    Ile jej stopa ma pokrywa,
    Dopókąd idę!...
  • 2009-05-09 10:32 | wiechu

    Re: Jazda polska

    Bylem w Londynie rok i 8 miesięcy.
    Na początku było ciężko bo nic nie robiłem ,nawet pracy nie szukałem ale jak sie kasa skończyła to szukałem :-)
    W trzy dni obszedłem 200 restauracji ( powaga ) i w zadnej z nich nie znalazłem pracy :-)
    Ale w domach jest pełno Polaków i pomagają sobie jak się z nimi napije ,bo to rożni ludzie
    cała Polska
    Wiec jak ktoś wiedział ze jest praca , to do mnie walił .

    I tak o to znalazłem swoją pierwsza prace na Budowie z której po 3 miesiącach sie zwolniłem i znowu nic nie robiłem ( tym razem z Damskim towarzystwem :-)
    Zamieszkałem z Dziewczyną ( siostrą rodzoną Izy M.... )
    Robiliśmy rożne wałki Przekręty .,w życiu sie nie nakradłem ile tam a to wszystko z miłości ,tak sobie tłumacze zeby było romantycznie :-))

    W tym czasie koleszka z Janowa znalazł mi prace 1/2 raz tygodniu czyszczenie okapówu w restauracjach ,ciężka robota ale dobrze płacili w 2/3 dni tyle ile tydzień na budowie .

    Z dziewczyną sie pokłóciłem zamieszkałem sam ..
    Prując 2 razy w tygodniu , resztę czasu spęndzałem w Jakuzzi w moim nowym domu wynajentym od cygana ( Później była eksmisja 10 ludzi bo cygan nie płacił czynszu )

    Chodziłem na spacery po parku , myślałem , jeździłem po Londynie na rowerze itd .
    Po roku przyjechałemj do Polski przeanalizować to co się tam działo ale z innej perspektywy
    Tak Powiedziałem moim szefom ( jadę do Polski myśleć:-)

    A po 2 miesiącach wróciłem odmieniony do Anglii ..

    Zacząłem rozumieć co sie w koło dzieje ,poczułem tą wolność to ze ludzie mają wolną wole
    i przeżyłem później jedne z najbardziej szczęśliwych dni mojego życia .

    Wróciłem do Polski tylko dla tego bo pomyślałem ze teraz jestem wystarczająco silny by poradzić sobie tutaj z tą wiedzą która posiadłem tam ..

    Ale okazało sie że ona nie wystarczy ...

    No ale prace mam tutaj o niebo lepszą tylko ze trzeba jej było rok szukać..
  • 2009-05-09 11:00 | irish

    Re: Jazda polska

    dom jest tam gdzie sie go zrobi..ludzie przyjezdzaja..wyjezdzaja..dla 90% praca za granica to tylko chwila w ich zyciu.
  • 2009-05-09 19:06 | Pawel S.

    Re: Jazda polska

    Mieszkam w Irlandii juz piec lat. Przez ten czas w Polsce niewiele sie zmienilo. Prace mozna znalesc, zreszta nie mialem z tym problemow przed wyjazdem, ale oferowane wynagrodzenia sa nie do zaakceptowanie. Tutaj, pracujac w swoim zawodzie, moge sobie pozwolic na wygodne zycie, wakacje, samochod i kredyt mieszkaniowy. W Polsce musialbym wrocic do rodzinnego domu i egzystowac za 1500 zl. Szans na wlasny kat nie mialbym zadnych. Wakacje spedzalbym na dzialce i jezdzilbym rowerem. Glownie dlatego ze w moim zawodzie (pracownik socjalny) jestem skazany na prace w panstwowej instytucji. A te w najblizszym czasie nie beda placic nawet 1/4 tego co oferuje system Irladzki. Powrot wchodzi w gre tylko wtedy gdy zdecyduje sie na prowadzenie wlasnego interesu. Czy sie zdecyduje t juz inny temat.
  • 2009-05-09 20:03 | Magdalena

    Re: Jazda polska

    Dobry wieczor,
    migracja cyrkulacyjna mnie nie dotyczy, bowiem decyzje podjelismy z mezem we wrzesniu. mieszkamy w Irlandii, mamy dobre prace w instytucjach finansowych, urodzila nam sie coreczka i zaczelismy sie zastanawiac nad 'zarzuceniem kotwicy' w Polsce. wystarczyly nam 3 tyg. w kraju, aby sobie ten pomysl skutecznie wybic z glowy na kolejne dobre kilka lat. tam sie po prostu nic nie zmienia. najgrosza jest ta mentalnosc, zlosliwosc, ten brak zaufania o ktorym piszecie, cwaniactwo, zasciankowosc, zazdrosc. ze strony znajomych, a nawet przyjaciol i rodziny!!! po co zatem wracac? na kontakt z najblizszymy mam skype z kamera, telefon, maile. jak chce poczuc ich bliskosc kupuje bilet RyanAir i w dwie godziny jestem z nimi. standard zycia mam zapewniajcy mi swobode. przeciez nie zarabiamy tutaj najwyzszych krajowych, a wystarcza na wynajem mieszkania, oplaty za zlobek, dobre wakacje, kilka przyjemnosci jak plyty, fajne ciuchy. sa i pieniadze na oszczednosci, inwestycje. to wszystko jest za osiem pracy godzin dziennie, likendy wolne na odpoczynek. w polsce zylismy od debetu do debetu, bo dwie pensje nie wystarczaly na normalne zycie nie mowiac o przyjemnosciach, wakacjach itd. to co mnie urzeka w Irlandii to 1. styl pracy - ja sie nauczylam tutaj pracowac! pracuje ciezko, ale widze sens. przelozeni licza sie ze mna, sluchaja pomyslow, szanuja odrebne zdanie, jak krytyka to konstruktywna nie ponizajaca (tak czesto zdarzalo sie to w kraju), dostalam nawet tytul pracownika roku wlasnie za pomyslowosc i solidnosc. pracodawca doplaca mi do emerytury, obiadow, zapewnia 5 dni w roku szkolenia inne. 2. uprzejmosc irlandyczkow - czasem nawet jezeli nie do konca szczera, to wole to od polskiego chamstwa. tutaj proste przejscie przez drzwi, powitanie jest seria grzecznych zwrotow i gestow. do dzis czuje lekkie skrepowanie i sztucznosc, gdy tak postepuje, bo to tak bardzo inne od tego w czym sie wychowalam. 3. powitanie nas Polakow tutaj - polskie reklamy, instrukcje w urzedach po Polsku itd. w Europie nawet we Wloszech za czasow Polaka papieza nie bylo napisow w osrodkach turystycznych w jezyku polskim, a za to w japonskim! jak dzwonie do urzedu skarbowego to dzieki tonowemu systemowi w ostatecznosci lacze sie z urzednikiem, ktory juz wie, ze dzwonie ja Magdalena, ze mam meza z ktorym opodatkowuje sie wspolnie i ze wlasnie zlozylam wniosek o odliczenie podatku z tytulu wynajmu mieszkania. pracujac w Polsce w skarbowce nie musze chyba pisac o krajowej rzeczywistosci. 4. brak cwaniactwa i oszustwa - ludzie sobie ufaja, dzieki temu czuje mniej leku. jak piszecie duzo rzeczy zalatwia sie na przyslowiowa 'gebe'.i co z tego ze w Polsce na papierze, gdy jak dochodzi do odpowiedzialnosci to nie ma jej komu przypisac.
    dzisiaj to tu chcemy sie ostac, szukamy domku, maz zdaje egzaminy na aplikacje radcowskie, chcemy powiekszyc rodzine. mamy tutaj nowych znajomych, polskie sklepy, przychodnie, fryzjerow. bo co by nie pisac i mowic o kraju sie mysli i przyzwyczajenia glebokie. nadal uwielbiam polskie ogorki kiszone, kapuste, prince polo, paluszki, chleb. nie tesknie za krajem, rodzina, ale interesuja mnie jej losy. stad czytanie Polityki, serwisu TVN24, sluchanie Trojki. pomimo odleglosci zyje i denerwuje sie sporami prezydenta z premierem, indolencja klasy rzadzacej, zachwycam przedsiebiorczoscia Polakow, faktem, ze kobiety rodza bez znieczulenia i tysiacem innymi typowymi polskimi rzeczmi.
    pozdrawiam serdecznie wszystkich emigrantow.
  • 2009-05-10 07:45 | PGR Jackowo

    Jestem kilka lat w USA, nielegalnie, z nadzieją na papiery i lepszą prace. Boję się wrócić do Polski, boje się braku pracy, życia na niższym standarcie, boję się wrednej pani z okienka, dresiarzy pod blokiem i tego że mnie szlak trafi z powodu braci Kaczyńskich. Ale tęsknie, nawet nie wiecie jak bardzo...pozdrawiam wszystkich emigrantów.
  • 2009-05-10 21:07 | Iza

    Re: Jazda polska

    W Polsce tworcy - tym bardziej mlodzi tworcy, bez pieniedzy i koneksji - jeszcze dlugo pozostana w podziemiu. W 2005 roku startowalam w konkursie na stanowisko redaktora naczelnego miesiecznika spoleczno-politycznego w Wielkopolsce. Konkurs trwal 3 miesiace, kandydatow - wedlug opinii organizatorow - stawila sie niemal setka, jednym zdaniem: to nie byly przelewki. Ostatecznie konkurs wygralam, a podczas podpisywania umowy o prace - oprocz deserow i duserow - polgebkiem rzucono kwote mojej miesiecznej pensji: 1250 zl netto. I ani zlotego wiecej. W tym czasie wynajmowalam kawalerke 25 metrow kwadratowych za 1000 zl miesiecznie plus woda i gaz, wedlug zuzycia. Po pol roku charytatywnej pracy w charakterze redaktora naczelnego (dorabialam do tego opieka nad dzieckiem sasiada), porzucilam "kariere" w mediach i przenioslam sie do Holandii. Tam nabralam wiatru w zagle. Niestety - tesknota za przyjaciolmi i chec samorealizacji zrobily swoje. Juz rok pozniej wracalam do kraju - jako stypendystka Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (literatura). Mialam plan, mialam marzenia, mialam - jak mi sie wydawalo - mozliwosci na starcie. Zetknelam sie z rzeczywistoscia. polska rzeczywistoscia. Ministerstwo spoznilo sie z wyplata stypendiow o - banal! - trzy miesiace. Gdyby nie moje oszczednosci z pracy w Holandii, nie udaloby mi sie ani zrealizowac zalozonego projektu, ani zjesc obiadu przez dziesiec tygodni. Po stypendium zaczelo sie mozolne wspinanie po szczeblach kariery. Szczeblach...? Przenioslam sie do Poznania, gdzie praca dla mnie byla, tyle ze za tysiac trzysta - tysiac czterysta zlotych netto. Po osmiu miesiacach wegetowania (mieszkanie minimum 1000 zl netto, plus oplaty, dojazdy, nieszczesne sniadania, obiady i kolacje, ksiazek i kina nie licze, bo to nie ten rzad) zdecydowalam sie na wyjazd do Wielkiej Brytanii. Teraz siedze na Wyspach, pakuje produkty spozywcze i chemie gospodarcza do koszy, ktore nastepnie sa dostarczane do mieszkancow Londynu... Zyje.... Zyje? Za 6 tysiecy netto miesiecznie. Moge jesc, pisac, czytac, kupowac ksiazki i nie bac sie, ze z dyplomem Uniwersytetu, z dobrymi referencjami oraz talentem wyladuje w schronisku dla bezdomnych.
  • 2009-05-11 03:50 | Maciej Z.

    Re: Jazda polska

    Witam,
    Problem z emigracja jest taki, ze prawie kazdy chcialby wrocic, ale Polska niestety odstrasza. Sam widze to po sobie i po wielu przyjaciolach za granica. Kiedy zdecydowalem sie na wyjazd, przysiegalem sobie i rodzinie ze wroce w ciagu trzech, czterech lat. Mija wlasnie pierwszy rok, a ja - chociaz tesknie do kraju i rodziny - zaczynam rozumiec ze powrot do Polski moze byc krokiem do tylu, bo nasz kraj nie potrafi zapewnic stylu zycia, jaki chce miec. I to jest bardzo smutne, bo tu - w Australii - nie czuje sie u siebie. Czasami marze sobie zeby kiedys wrocic do Polski i sprobowac cos zmienic w tym kraju, wykorzystac wiedze i umiejetnosci z Australii. Jednak moja pragmatyczna zona tylko to obsmiewa i mowi ze nigdzie sie stad nie ruszy i ze jestem naiwny.
    Pozdrawiam Polityke!
  • 2009-05-11 13:22 | Agawa

    Re: Jazda polska

    Mieszkam w Edynburgu od ponad dwoch lat. Przyjechalam tutaj dosc wystraszona, niepewna siebie, nie wierzylam do konca w swoje sily. Dzis jestem odmienionym czlowiekiem.
    Skad sie to wzielo? W Polsce skonczylam dwa kierunki ekonomiczne, dostalam prace w dziale analiz w dosc sporej firmie. Moja praca 'analityka' zaczela wygladac w ten sposob, ze sprawdzalam paragony ze stacji paliowej i wypisywalam koperty.. Dzis jestem analitykiem w duzej firmie, pracodwaca placi mi za studia CIMA - dyplom, ktory jest poszukiwany na calym swiecie.

    To tutaj odzsykalam poczucie godnosci, wiare w siebie. Jestem szanowana, mam swietna atmosfere w pracy - przychodze do biura i wypoczywam. Zadnych nadgodzin, zadnych konfliktow. Na pensje nie narzekam, starcza mi na normalne zycie, odkladanie pieniedzy na mieszkanie, realizowanie swoich zainteresowan, samochod.

    Zaczynalam 'na szmacie', aby zarobic jakies pieniadze i spokojnie zajac sie szukaniem pracy w zawodzie. Zajelo mi to trzy miesiace. Prace zaoferowano mi na pierwszej rozmowie w agencji posrednictwa. Nie mialam zadnej rozmowy kwalifikacyjnej, staly kontrakt dostalam po dwoch tygodniach pracy. Nikt sie za bardzo nie przejmowal moim niedoskonalym angielskim. Ja przejmowalam sie najbardziej. :) Nigdy nie odczulam, ze jestem gorzej traktowana.

    Czy chce wracac do Polski? Tak. Ale boje sie tego powrotu. Chce wracac, bo w Polsce 'czuje sie jak u siebie', tu mam Rodzine, tu jest moja ziemia, rodzinne strony, za ktorymi tesknie. Tu jest wlasnie ta rozgrzana sloncem laka. . Meczy mnie szkocka pogoda.. W pierwszych miesiacach po wyjezdzie doswiadczylam ogromnej samotnosci, dzis jest lepiej, Polakow w Szkocji jest mnostwo. Ale wciaz brakuje kontaktow z ludzmi.

    Nie chce jednak wracac do tej beznadziejnosci sprzed dwoch lat. Nie chce juz pracowac za grosze i meczyc sie z toksycznym szefem. Dlatego wciaz sie ucze i robie dyplom, ktory otworzy mi (mam nadzieje) drzwi do najlepszych firm w Polsce.
    Boje sie tez polskiego chamstwa, zlej atmosfery w pracy, braku szacunku do czlowieka.
    Ja i moi znajomi smiejemy sie czasem, ze szok kulturowy czuc juz na lotnisku w Polsce - umundurowani 'funkcjonariusze' skanuja nasze dokumenty jak produkty w kasie, nie patrzac nigdy w oczy, nie mowiac juz o usmiechu.. Jak to jest rozne od tego, co mamy tutaj. Obcy ludzie okazuja sobie sympatie - bezisteresownie. Nadepniesz kogos w sklepie, a ta osoba jeszcze cie przeprosi.. W Polsce zbyt czesto spotykamy sie z agresja i niechecia, nie lubimy siebie nawzajem. To meczy, to budzi stres. Nie wiem, na czym to polega, ale gdy jestem w Szkocji nie mam problemow z okazywaniem ludziom uprzejmosci, w Polsce to jest trudne, bo zaraz ktos ci pokaze, gdzie twoje miejsce..

    Prawda jest, ze emigrant zyje 'w rozkroku'. Nie jest do konca dobrze tu, nie jest juz dobrze w kraju. Wciaz nie opuszcza mnie uczucie, ze nie do konca jest tak, jak powinno byc, ze czegos brakuje. Ktos z moich ostatnich znajomych zazartowal ostatnio: najlepiej byloby, gdyby Polska i Wielka Brytania polaczyly sie w jednen kraj (bo przeciez i tak tylu jest Polakow w UK), gdyby mozna bylo wymieszac ludzi, gdyby firmy brytyjskie przeniosly sie do Polski. Byloby idealnie. :)
    Byloby.
  • 2009-05-11 16:01 | ernest

    Re: Jazda polska

    Wyjechalem z Polski do USA w 1990, w wieku 25 lat.
    Nauczylem sie jezyka, mam prace ktora zapewnia mi normalne
    zycie i mieszkam w cywilizowanym kraju ( a konkretnie w pieknym
    stanie Oregon, nad Pacyfikiem). Pomimo posiadanego amerykanskiego
    obywatelstwa zdaje sobie oczywiscie sprawe ze jestem obcy, bo wychowalem
    sie w Polsce. Ale traktowany jestem uprzejmie, ludzie sa tu zyczliwi i pogodni
    i wyczuwa sie ze jest jakas więż, wspólnota. To sa cechy ktorych niestety
    brakuje nam, Polakom. W kraju zawisc, podchody, nietolerancja. To samo
    na emigracji, wszedzie tam gdzie jest duze skupisko polskiej ludnosci zaraz
    smrodek narodowy. Z tych 20 lat moich w Ameryce tylko pierwsze 2 spedzilem
    w polskiej dzielnicy Greenpoint w Nowym Jorku. Owszem poznalem paru przyzwoitych,
    sympatycznych ludzi, dobrzy koledzy. Ale niestety wiekszosc to gromada chamow
    kontraktorow , ćwoków i dewotek, nie zainteresowanych niczym poza wódką i plotkami.
    Gdy przyjechalem do Portland zlapalem kontakt z miejscowa Polonia. Gromadzi sie ona oczywiscie
    na niedzielnej mszy swietej. Probowalem znalezc kogos kto sie interesuje, gorami,
    turystyka rowerowa, czymkolwiek. Nic z tego, wiec dalem sobie spokoj. Ide na polski festiwal
    organizowany raz w roku bo mozna dobrze zjesc, wypic i kupic ciekawe filmy.
    Dochodze jednak do wniosku ze Polacy jako zbiorowosc nie istnieją. W Polsce zanim odbuduje
    sie normalne spoleczenstwo to chyba jeszcze mina ze dwa pokolenia.
    Jezdze do Polski, odwiedzam rodzine, ale tylko wakacje, nie bylbym w stanie tam mieszkac
    na stale. Pozdrawiam wszystkich a chetnych i podróżników zapraszam do Portland.

    Ernest
    mirekch@comcast.net
  • 2009-05-12 14:24 | racuch

    Re: Jazda polska

    rodacy są tacy jacy są, lepsi i gorsi i emigracja nie ma z tym nic wspólnego, co najwyżej uwidacznia prowincjonalizm niektórych. mieszkając w Ameryce Północnej od 85 roku spotkałem wielu wspaniałych rodaków z którymi utrzymuje zażyłe kontakty towarzyskie ponad 20 już lat, wielokrotnie sobie pomagamy, z innymi bym nie utrzymywał kontaktów ani tutaj ani w Polsce
    jak się po raz pierwszy z Polski wyjeżdża to w sumie nie wie się ze to będzie najprawdopodobniej na zawsze, jak się gdzieś zbuduje dom tam dzieci pójdą do szkoły i tam znajdziemy prace i przyjaciół i będzie z tego miejsca bardzo trudno się ruszyć
    powodzenia dla wszystkich w pracujących w krajach anglosaskich, Brytyjczycy są trudni jak się zaczyna z nimi konkurować na tej samej stopie, wtedy jest czas by przeprowadzić się do USA, polecam wschodnie lub zachodnie wybrzeża ....
  • 2009-05-12 14:47 | ago

    Re: Jazda polska

    Wyjechalem w 2001 do Niemiec (Berlin) jako specjalista IT na zasadzie "Zielona Karta.
    Poniewaz mialem prace od poczatku w zawodzie nie moge narzekac. Problemem byla niemiecka biurokracja i to, ze firma w ktorej pracowalem rozlozyla sie po 6 miesiacach pobytu. Razem z zona i coreczka (urodzona w Berlinie :) ) zdecydowalismy, ze poszukam innej pracy i udalo sie. U obecnego pracodawcy pracuje juz 8 lat.
    Chcielismy wracac do kraju (budowalismy dom, znalezlismy dobra prace, itp.) ale w koncu sie odmyslilismy,
    Powod? Chora polityka niestabilnosci, falszywa propaganda i falsz.
    Zatem sprzedalismy dom w PL, kupilsmy nowy domek w DE i zyjemy. Do rodzinki jest blisko (3h samochodem) co jest duza zaleta.

    Mysle, ze kazdy kto wyjechal do normalnosci i ma normalna prace, z ktorej jest zadowolony nie wroci.

    Moja rada: wyjezdzaj z rodzina (zona i dzieci) inaczej zdziczejesz. Dla mnie bylko to kryterium K.O.

    Pozdrawiam emigracje (szczegolnie z DE, Berlin)
  • 2009-05-12 21:16 | annapotrowiak

    Jazda polska

    Wyjechałam z Polski po 3 latach pracy w polskiej szkole. Wyjechałam tylko i wyłącznie z powodów finansowych. W szkole zarabiałam niecałe 1000 zł. Czekał mnie awans, po którym zarabiałym nieco ponad 1000. Wyjeżdzałam z ciężkim srecem, bo pracę swoją kochałam. Pracę znalazłam przez przyjaciela, też nauczyciela-emigranta, w Szkocji. Sprzątałam w hotelu za pensję 6 razy wyższą niż w polskiej szkole. Pokój wynajmowałam u młodego chłopaka, nauczyciela historii. Jego opowiadania o pracy sprawiły, że gdy coś zdołałam odłożyć, wróciłam do Łodzi i znów zaczęłam szukać pracy w szkole. I rozpoczęłam nowy rok szkolny - z wielkim entuzjazmem, radochą, naładowana pozytywną energią. Załamałam sie po pierwszej wypłacie. Policzyłam, że godzinę mojej pracy państwo wyceniło na niecałe 5 zł. Podliczyłam wszystkie godziny, które spędziłam na pracy w szkole, w domu, na szkoleniach (za które zresztą sama sobie zapłaciłam), na bieganiu po miescie, aby załatwić różne szkolne sprawy. Nie stać mnie było nawet na bilet miesięczny, więc jeździłam rowerem 8 km. Kiedy przyszedł grudzień miałam dość. Tym bardziej, że pani dyrektor zaczęłą sie ostro upominać o pieniądze za korzystanie ze szkolnego ksero, którego od września uparcie nie chciałam płacić - rzuciłam jej na biurko 120 zł. Zwolniłam się i wróciłam do mojego szkockiego hotelu.
    Do wyjazdu namówiłam 2 moje koleżanki anglistki z Łodzi, które miotały się między miłością (sic!) do pracy z dzieciakami, a nienawiścią do realiów pracy w polskiej szkole.
    Co mnie razi w Polsce? Ogólny brak szacunku ludzi wobec siebie. Robienie problemu z prostych spraw. Ponuractwo. A szczególną niechęcią darzę polskich rządzących, że zmuszają nauczycieli do pracy za takie psie pieniądze, a polscy nauczyciele, niczym baranki, godzą sie na to. Żadnej godności.
    Obecnie jestem na urlopie w Polsce. Ale wcześniej byłam na jednej z greckich wysp. Ile oszczędzałam na grecką wycieczkę? Wcale nie oszczędzałam. Pracuję przecież w Wielkiej Brytanii, więc to żaden wydatek. Z pensji polskiego nauczyciela nie mogłam pojechac nawet do pracy autobusem komunikacji miejskiej. Zgroza. Nigdy nie wrócę do kraju, który mnie tak potraktował!!!
  • 2010-02-19 15:29 | Lex

    Re:Jazda polska

    Boze, czlowieku o czym ty mowisz? W Niemczech mieszkasz i jest Ci dobrze? Ja zrobilem tam doktorat na uni, przcowalem przez chwile w Europejskim Banku Centralnym w FFM i wynioslem sie jak najszybciej do UK. Mieszkam tu, pracuje w City i nie moge nazekac, mam zonke Polke poznana w DE i trojke dzieci urodzonych tutaj w Londynie. Niemcy terazniejsi nie roznia sie mentalnoscia od tych co robili apele w Auschwitz, mieszkalem tam i studiowalem przez prawie 8 lat, wioec troche ich znam. Zreszta nie ma sie czemu dziwic, ze sa najbardziej nielubiana nacja w EU. Pozdrawiam z Londka :)