Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Polowanie na jelenia

(1)
W „Polowaniu na łosia” Michał Walczak sportretował parę trzydziestolatków tuż przed krokiem w dorosłość
  • 2009-05-17 20:54 | Albert Vannegen

    Re: Polowanie na jelenia

    W rzeczy samej. To sztuczydło to po prostu polowanie na widza-jelenia, który da się zwabić do szacownej, narodowej, bądź co bądź, sceny teatralnej na lep bełkotliwej nowoczesności w wydaniu tandemu Walczak-Gorzkowski. Nie wiem, czemu p. Walczak zawdzięcza swą teatralną popularność, bo była to pierwsza sztuka jego autorstwa, na którą poszedłem. I obawiam się, że już nigdy się nie dowiem, bo po tym, co zobaczyłem, ochota na ciąg dalszy raczej definitywnie mnie odeszła.
    Ta jednoaktówka to wysilona na młodzieżowo-pretensjonalną modłę satyra na... i tu niestety poddaję się - nie wiem dalibóg na co. W zasadzie nie jestem nawet pewien, czy ta sceniczna szarpanina, którą nas uraczono, to był pastisz, dramat, ionesco'wski teatr absurdu, czy coś jeszcze innego. Dylematy (nie)dorastających do roli małżonków trzydziestolatków, okraszone głupawą intrygą pseudozabójstwa podstarzałego eksamanta głównej bohaterki, sukcesywnie topione są w sosie chronicznej niemocy autorów przedstawienia do sensownego poprowadzenia jednego bodaj wątku. Swoją drogą: różne rzeczy z gumy się robi, ale.... gumowe lichtarze? Całość to dość bezładny przekładaniec wątków i scenek; a to okraszonych knajacko-filozoficznymi wstawkami młodzieżowych pseudomądrości, a to wygłaszanej "w publiczność" samotnej wiwisekcji bohaterów, to znowuż rwanych scenek rodzajowych z udziałem ich rodziców (Skoczyńska-Talar). Finał tego "dzieła" znamiennie dopełnia czary nudy i rozczarowania: oto tajemniczy gość (Wakuliński) przebiera się za łosia i zostaje w tej postaci upolowany przez swego rywala o względy Elizy. Doprawdy - parnas symbolizmu, osiągalny wyłącznie dla najbardziej egzaltowanych pensjonariuszek młodzieżowego kółka teatralnego!
    Największą atrakcją sztuki są wstawki muzyczne: Hanna Skoczyńska dość udatnie udaje podwórkową Violettę Vilas, no a scena "na ławie", w której Kinga Ilgner wykonuje swą feministyczną pieśń w stroju panny młodej, to brzmieniowo i aranżacyjnie (brawa dla Daniela Pigońskiego!) arcyudane nawiązanie do balladowych utworów z... "Black Celebration" (co na to Martin Gore???). A w końcowej piosence uważny słuchacz usłyszy jeszcze jakieś nawiązanie do "Exciter'a"...
    ... zaraz, zaraz - o czym to pisałem? A, cha! No więc całość to - podsumowując - chała na kółkach. I tylko szkoda talentu takich aktorów jak Talar, czy Wakuliński...