Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Zakony kapitalizmu

(49)
Kryzys sprawił, że władza polityczna starła się z władzą korporacji. Przypomina to średniowieczne zmagania cesarzy z Kościołem.
  • 2009-05-19 23:04 | Redakcja

    ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI !

    Czy korporacje niszczą demokrację? Politycy, wielkie firmy, rynek - kto ma rację w sporze o władzę nad światem? Czekamy na Państwa opinie.
  • 2009-05-20 00:37 |

    No, redaktorze, wszystko dobrze, poza konkluzją. Jest dokładnie odwrotnie.

    http://news.yahoo.com/s/bloomberg/20090512/pl_bloomberg/aosb9zlt_ive/print
  • 2009-05-20 03:26 | danka

    Re: od lat szukam kapitalizmu bez powodzenia

    Kiedy rozpoczęłam prace w kraju uważanym za wzór kapitalizmu , bardzo inteligentny mój sąsiad powiedział do mnie , bym nie polemizowała z przełożonymi i nie zgłaszała żadnych pomysłów usprawniających pracę , bo stanę się wrogiem i zagrożeniem dla nich i spławią mnie przy pierwszej nadażającej się okazji. Po wielu latach doświadczeń jestem już pewna , że kapitalizmu nie znajdziemy już na świecie, tak jak i nie znajdziemy komunizmu. To są tylko odmiany dyktatury korporacyjnej , w różnych wydaniach wynikających z obyczajów i kultury. Polska wiara w transformację zwaną ustrojową jest godna politowania. Politycy wybierani przez naród służą tylko korporacjom. Oni patrzą z niesmakiewm na fochy narodu domagającego się realizacji programu wyborczego. Ta dyktatura korporacyjna jest wszech obecna w polityce i w mediach. Nikt się specjalnie nią nie żenuje. Komentatorzy polityczni przypominają alfonsów naganiających narody do posłuszeństwa wobec korporacji. Politycy walczą z narodem w imieniu interesów korporacji. Ponadnarodwe korporacje rządzą prawie wszystkimi przejawami życia. Cały majątek narodowy jest ich własnością . Wszyscy są zadłużeni , kamienicznicy, farmerzy, fabrykanci i media. Wszyscy spłacają długi i nikt nie czuje się właścicielem . Rządzą menadżerowie. Jak na tym tle wygląda Polska ? Ona jest już na straconej pozycji. Następne pokolenie będzie wycwanione w podlizywaniu się menadżerom i będzie spłacać długi od zaciągniętych kredytów. Największą korporacją są Chiny, ponieważ one mają niskie koszty produkcji więc wygrywają z innymi korporacjami.
    Systemy polityczne różnią się tylko drobiazgami i stosunkiem do gejów. Kościół w krajach cywilizacji zachodniej nie jest już rywalem korporacji. Wydaniem ekstremalnym będzie folwark orwellowski . Takie to przygnębiające wnioski wypływają po latach poszukiwania kapitalizmu, który dla Polaków z PRL wydawał się miejscem przypominajacym raj utracony..
  • 2009-05-20 09:34 | JacekM

    Jak zwykle błyskotliwy i prawdziwy tekst Pana Żakowskiego skłania mnie do zwrócenia uwagi na rzecz, która umknęła tak Panu Żakowskiemu jak i Panom Bieleckiemu i Osiatyńskiemu. Zwracał na nią już Smith. Pozwolę sobie zacytować Charlesa Handyego

    Charles Handy, Die Fortschrittfalle, Goldmann 1998

    Wir haben Adam Smith falsch interpretiert, als wir glaubten, wir brauchten nur unsere eigenen Interessen zu wahren, und irgendeine »unsichtbare Hand« würde dann schon alles so ordnen, daß es uns allen zum besten gereicht. Wir aber haben daraus die Forderung nach den Rechten des einzelnen und der Entscheidungsfreiheit für alle abgeleitet. Die ergänzende und notwendige Selbstbeschränkung haben wir dabei vergessen. Ohne die Sorge für unsere Mitmenschen, unsere Enkel, verkommt die Freiheit zur Beliebigkeit und schließlich zur reinen Selbstsucht. Adam Smith, der ja einen Lehrstuhl für Moralphilosophie, nicht aber für Wirtschaft bekleidete, ging in seinen Theorien von der Grundlage einer moralischen Gemeinschaft aus. Bevor er sein Werk Der Wohlstand der Nationen schrieb, hatte er schon sein L e b e n s w e r k - Theorie der ethischen Gefühle - verfaßt und darin die Ansicht vertreten, daß eine stabile Gesellschaft auf Mitgefühl gegründet sei, auf eine moralische Verpflichtung, sich um die Mitmenschen zu kümmern. Der Markt ist ein S o r t i e r m e c h a n i s m u s, mit dem Effizienz von Ineffizienz getrennt wird, nicht aber ein Ersatz für unser aller Verantwortlichkeit.

    Charles Handy, THE HUNGRY SPIRIT, – Brodway Books , New York 1999

    THE TROUBLE WITH THE MARKET
    Neither Adam Smith nor his successors, with a few extreme exceptions, believed that the whole of public activity should be left to the market. For one thing, a market system depends on a legal framework and a way of enforcing those laws. No one has seriously suggested that the police and the law courts should be run by private concerns for profit. Nonetheless, the recent vogue for privatization suggests that we should push the market philosophy as far as it can go. There are dangers in that approach, dangers which can distort our priorities.
    Businesses live and die by the market. It is a wonderful discipline, giving out its automatic signals as to where shortages lie, or unnecessary surpluses. It is, with its builtin incentives and penalties, a spur to invention and improvement, but many do die in the process. Even big corporations seldom live longer than forty years, or deserve to. But schools, hospitals, and welfare agencies cannot be allowed to die when they are inefficient, because there might not be any others nearby to replace them. Unlike businesses, the better schools cannot expand indefinitely, or they would, in their turn, almost certainly get worse. Creating market situations for such bodies tends to mean, therefore, that the best get less good and the worse get worse. Not what was intended at all.
    Forget the institutions. Think of the individuals. Markets are uninterested in products that cost more than the revenue they produce, or in customers who cost more to service than they pay, If society worked to strict market logic, those individuals whose skills were so poor that they could not add enough value through their work to cover their cost of living would be discarded. Should we then export them, or condemn them to death? The insurance principle which, either explicitly or implicitly, guarantees health care to the citizens of all the democracies should not, in strict market logic, take on as risks those who are likely to have expen¬sive and incurable illnesses. Should AIDS sufferers therefore be refused treatment, or the old put-at-the-back-of-the-line? Unregulated, buses and trains would not run to remote outposts, or would charge so much to do so that no one could afford to use them, thereby justifying the removal of the service. Markets don't work where the human cost of failure is unacceptable.
    This is not to deny the critical role of the market in any developed society. The extension of the physical reality of the town center marketplace into a key economic concept was one of the most fruitful developments in the history of civilization. But we should not be idolaters. The market has its limits, and its unintended consequences. It is only a mechanism, not a philosophy. It is clear that the disciplines of the market don't work everywhere. In particular, they don't work where the outcomes are either unpriced or unclear, and they don't work where the supply is limited or rationed.
  • 2009-05-20 10:11 | wiechu

    Re: Zakony kapitalizmu

    Zawsze można zrobić rewolucje i wszystko im zabrać .
    Swoją drogą fajne są takie Rewolucje :-) (do pewnego stopnia )

    Wchodzi paru ludzi do takiej korporacji i oznajmia ze cały ich majątek od teraz należy do ludzi
    i to bez gadania :-)

    5 minut i po korporacji a później zabiera sie domy bogatych ich pieniądze i wszystko co mieli i znowu oznajmia się ze to od teraz należy do ludzi :-) Hura !!

    Fajna by była taka rewolucja ,do prawdy ...
    Koniec nudy , dzielimy fanty :-)

    Kiedyś będzie trzeba tak zrobić ,a w miedzy czasie zastanówmy lepiej się co zrobić żeby to nie był tylko podział łupów.

    Może brzmi to nie realistycznie , zobaczymy.....
  • 2009-05-20 10:54 | wladimirz

    Polskę dusi fizycznie i, szczególnie,mentalnie biurokracja!Reszta jest tylko dodatkiem lub elementem!!!

    Korporacje mają silę tylko w spoleczeństwie, gdzie na wszystko trzeba mieć urzędowe zezwolenie!!!;-)
  • 2009-05-20 13:06 | xymox

    Re: Zakony kapitalizmu

    @wypowiedź JK Bieleckiego

    No cóż widać że pan prezes chodził na wagary (do kawiarni) a nie korzystał ze studiów.

    PS. Jak się nie ma nic do powiedzenia to powinno się milczeć.
  • 2009-05-20 13:40 | PAK

    Re: Zakony kapitalizmu

    Jak zwykle u Jacka Żakowskiego tekst błyskotliwy. Choć dla błyskotliwości nazbyt jednoznaczny by był prawdziwym.

    Nie bardzo rozumiem dlaczego korporacje same w sobie miałyby być złe. Jest coś takiego jak korzyść skali, tak jak i jest monopol naturalny. Jeśli jakaś spółka giełdowa zdobędzie tak dużą pozycję, to co w tym złego? Owszem, to bardzo ryzykowny dla niej czas, ale to nie musi oznaczać szkodzenia gospodarce, albo kryzysu klasycznej formy kapitalizmu.

    To co mnie martwi, to 'korporacje od wszystkiego' -- nie mam pojęcia jak one mają być efektywne, skoro koncentracja nie pomaga im w wymianie technologicznej, a jedynie usztywnia model zarządzania mniejszych przedsiębiorstw.
  • 2009-05-20 15:51 | Einstein

    Re: Zakony kapitalizmu

    Tekst p. Żakowskiego jest błyskotliwy, ale w dążeniu do błyskotliwości (efekciarstwa?) czasami odrywa się od prawdy. Kategoryczne stwierdzenie:

    "Główną przyczyną nieporadności nowego systemu była leżąca u jego podłoża wiara, że suma egoizmów może być pozytywna. A nie może. Pół wieku temu udowodnił to noblista John Nash, wykazując, że jeśli wszyscy uczestnicy gry walczą o to samo, grupa na tym traci, bo marnują się inne dobra."

    dość drastycznie wypacza istotę dowodu Nasha na istnienie równowagi w grach niekooperacyjnych. To, że równowaga Nasha w jakiejś grze istnieje, nie oznacza, że osiągnięcie tej równowagi jest optymalne dla wszystkich uczestników gry ze względu na ich wypłaty, ale istnieją gry niekooperacyjne, w których osiągnięcie równowagi Nasha daje optymalne wypłaty (czyli suma egoizmów może być pozytywna, co przeczy tezie postawionej przez p. Żakowskiego). Czasami warto pokusić się o odrobinę precyzji zamiast próbować podeprzeć swój wywód autorytetem noblisty.

    Poza tym w teorii gier nie brakuje badań nad korzyściami z zachowań altruistycznych i niekorzyściami z egoizmu.

    Mimo tej krytyki z przyjemnością przeczytałem ten i poprzednie artykuły p. Żakowskiego, ponieważ prowokują do myślenia.
  • 2009-05-20 16:57 | aplewnia

    Re: Zakony kapitalizmu

    Jacek Żakowski coraz bardziej przekonuje, że jest w ścisłej czołówce najlepszych komentatorów, zwłaszcza, że Jego błyskotliwość jest oparta na dogłębnej erudycji. Poruszony przez autora problem jest nośny, wydaje się jednak, że sanowanie opisywanej degrengolady może odbyć się jedynie w drodze rewolucyjnych przemian. W Polsce -ze względu na pochodzenie etniczne nie utożsamiam się z tym krajem - mamy do czynienia z degrengoladą, trawiącą wszystkie dziedziny życia, i głęboką nieprzyzwoitością jest przerzucanie się odpowiedzialnością pomiędzy, warstwami, grupami społecznymi, zawodami, etc.. Młodym i zdolnym (do których, niestety już nie należę) doradzam podejmowanie studiów na renomowanych, zagranicznych uczelniach, jak również zawodowe wiązanie się z krajami wyzwolonymi z ksenofobii, zaściankowości i patologicznych układów (chodzi o skalę). Problemem w wszelkiego autoramentu korporacjach jest brak indywidualnej odpowiedzialności za podejmowane decyzje, wyrażane anonimowo bądź kolegialnie, co jest sprzeczne z czytelnym procesem zarządzania. Wielki wstrząs na Śląsku zmusza mnie do przerwania wypowiedzi.
    r. pr. Antoni Plewnia, 606638709
  • 2009-05-20 17:31 | Joe

    Re: Zakony kapitalizmu

    Czapki z głów! Wspaniały tekst. Tylko skąd Pan czerpie ten "optymizm", że historia będzie się jeszcze długo powtarzała?

    Moim zdaniem, twierdzenie Fukuyamy "koniec historii" staje się obecnie coraz bardziej złowieszcze i o ile przywódcy państw świata nie utworzą swoistej Solidarności, nie zlikwidują szybko dominacji USA w ONZ, MFW oraz w Banku Światowym, a schowają głowy w piasek (jak niektórzy podczas ostatniej debaty w ONZ) i tchórzliwie zamiotą przyczyny obecnego kryzysu pod dywan, to prawdopodobnie niewiele nam czasu pozostało na tym najpiękniejszym ze światów…

    Aktualna dynamika rozwoju korporacyjnego kapitalizmu kataklizmowego, opartego na drenażu pieniędzy z kieszeni amerykańskich i europejskich podatników oraz ubezwłasnowolnianiu instytucji państwa, nie daje podstaw do spoglądania w odległą przyszłość z ufnością. Z Iraku Brytyjczycy publicznie wycofali kontyngent 1600 żołnierzy, ale pozostawili tam 120 tyś. najemników z „ochroniarskich” firm prywatnych, finansowanych przez brytyjskich podatników. Amerykańska korporacja ochroniarska Blackwater, de facto prywatna armia, chełpiąca się, że jest lepiej wyposażona, niż wojska ONZ, zastępuje w Iraku wraz z Halliburtonem amerykańskie wojsko, za pieniądze podatników. Amerykańskie koncerny zbrojeniowe burzą wszelką infrastrukturę w Iraku, za pieniądze podatników, a potem powiązane z nimi koncerny budowlane odbudowywują to, co tamte zniszczyły, również za pieniądze podatników.

    Katastrofy napędzają korporacje, istnieje więc silna motywacja ekonomiczna do permanentnej wojny, którą najwygodniej nazwać „wojną z terrorem”. Projekty wojenne korporacji sięgają daleko i stają się niezmiernie elastyczne. Jak pisze Naomi Klein, Lockheed Martin w przyszłych konfliktach będzie zarabiał nie tylko na produkcji broni i samolotów myśliwskich, ale i na odbudowywaniu tego, co zniszczą, a nawet na leczeniu ludzi, którzy odniosą rany zadane bronią jego produkcji.
    Oczywiście nie tylko korporacje stricte wojenne są zainteresowane wojną – realizacja wojny wymaga kredytowania, na nowych osiedlach potrzeba pożyczek dla tych, co mieli szczęście przeżyć, przecież za coś muszą kupić hamburgery, pizze, chrupiące kurczaki, napoje, ubrania sportowe i butów, potrzeba nowych sieci telekomunikacyjnych, stacji telewizyjnych, gazet, itd.

    Skompromitowane NATO, zamiast ogłosić samorozwiązanie, umożliwiające powstanie pokojowych, defensywnych sił zbrojnych UE, współpracujących z Chinami, USA oraz Rosją pro publico bono, organizuje prowokacyjne manewry w Gruzji, z dużym prawdopodobieństwem na zlecenie korporacji pro-wojennych, ewidentnie dążących do lukratywnej ich zdaniem, III wojny światowej w Europie, która musi przecież być wojną ostatnią.

    Nadzieja szefów wszystkich szefów, że następna wojna da im możliwość totalnej władzy na świecie, a także bilionowe kontrakty firmom Halliburton, Carlyle Group, Blackwater, Bechtel, Fluor, Lockheed Martin itd., jest płonna. Nic takiego się nie zdarzy z prostej przyczyny, korporacje i ich szefowie w swoich analizach i kalkulacjach nie biorą pod uwagę obcych sobie, a istotnych elementów, jak: moralności, uczciwości, godności, sprawiedliwości – a te spowodują, że prędzej cały świat pójdzie z dymem, niż ludzie pozwolą, aby totalnie zapanowały na nim bezduszne korporacje, czyniąc z nich niewolników. Korporacje są silne, ale rządzi nimi zaledwie garstka chciwców, podczas gdy na ziemi mieszka ponad 6 miliardów ludzi.

    Przez wiele lat korporacje zawłaszczały pieniądze publiczne, apogeum przyszło ostatnio, kiedy prywatne banki zostały zasilone astronomicznymi kwotami z krwawicy podatników. Nadszedł czas na działania odwrotne, na anulowanie długów, nacjonalizację strategicznych dziedzin życia, które powinno sprawować państwo, jak: bankowość, obronność, energetyka, surowce, kolej itd. Trzeba zreformować system finansowy, zlikwidować derywaty mnożące pieniądze z niczego, usztywnić kursy walut, zlikwidować giełdy, ewentualnie wartość giełdową spółek oprzeć wyłącznie na analizie fundamentalnej.
  • 2009-05-20 20:38 | jblpro

    Re: Zakony kapitalizmu

    A ja tak od dawna sobie mysle, ze system, ktory jako sztuczny twor od dosc dlugiego czasu wysysa z nas co najlepsze nie dajac nic w zamian. A szczegolnie widoczne jest to w Londynie. Kolebce tych wielkich. Taki sobie wyscig, w ktorym nie za bardzo wiadomo gdzie ta meta. Jak by to powiedzial stary poczciwy anglik: it's very sad
  • 2009-05-21 06:49 | aplewnia

    Re: Zakony kapitalizmu

    Nieporozumieniem było umieszczenie J.K.B. w towarzystwie Roberta Gwiazdowskiego i Prof. Osiatyńskiego, w kontekście analizowanego tematu (ze względu na Jego konterfekt i mierny poziom wystąpień publicznych). Irytację wywołują wszyscy Jegomoście, funta kłaków nie warci, wykorzystujący publiczne zaufanie dla promocji własnej osoby. Można postawić orzechy przeciwko dolarom, że gdyby nie konotacje polityczne J.K.B z pewnością nie byłby zauważony przez konsorcjum UniCredit (pokrętne drogi prywatyzacji PKO SA). Stąd też bierze się część tych wypaczeń, które zostały podniesione w komentarzach.
    antoni plewnia
  • 2009-05-21 11:06 | sebek

    Re: Zakony kapitalizmu

    Zgadzam się z panem Żakowskim. Mam bardzo podobne przemyślenia dotyczące korporacji, ich manipulacji ludźmi, zmuszaniem do pracy ponad siły i rezygnacji z prywatności. Moim zdaniem jeszcze jeden ważny aspekt nie został w artykule podniesiony - wpływ szeroko reklamowanej korporacyjnej ideologii na wychowanie młodego pokolenia. Wiem, oficjalnie w korporacjach propaguje się pracowitość, sumienność, konieczność współpracy z innymi i ciągłe doskonalenie się, czyli cechy pozytywne, jednak już dominująca żadza zysku i chciwość jest bardzo dyskusyjna. Jak np. mam tłumaczyć dziecku że nie można być chciwym i samolubnym, trzeba pomagać innym itd. skoro zaraz od hołubionych rzez kolorowe gazety menadżerów, jeżdżących porshe i mających wille na całym świecie dowie się że takie poglądy mają tylko frajerzy? Jak też można ocenić człowieka który prywatnie jest całkiem ok. ale już w pracy - jako menadżer gotów jest kłamać, wykorzystywać ludzi i robić najbardziej naganne rzeczy, byle tylko zwiększyć zyski? To jest dobry czy zły człowiek? Czy w ogóle mozna aż tak się rozdwoić że prywatnie będzie się dobrym człowiekiem a w biznesie będzie się świnią? I czy powiedzonko "biznes jest biznes" może tłumaczyć każde, nawet najgorsze postępowanie? Do niedawna wydawało się że tak, po wypowiedzeniu tej magicznej formułki każdy mógł się czuć oczyszczony i spać spokojnie. Pan Żakowski przyrównał motywacje menadżerów do komunistycznych aparatczyków i mogę się z tym zgodzić. Je dnak jeśli tak, to pamiętać należy że aparatczycy zostali potępieni, ich postępowanie uznane zostało za niegodne, czasami za zbrodnicze. Słowem, system który zmuszał ludzi do robienia rzeczy niegodnych został potępiony i dziś leży w gruzach. Z grubsza efekt wychowawczy został uzyskany. W przypadku komunistycznych działaczy kazało się że dualizm - dobry prywatnie a zły w pracy nie jest możliwy. A co sie dzieje z korporacjami które, jak pisze autor, dopuszczały się rzeczy złych, a gdyby im na to pozwolić, nie miałyby żadnych hamulców? Czytamy i słyszymy że dalej mają się dobrze. Dostały wielką pomoc publiczną, mało tego, same starają się dyktować warunki na jakich mają być wprowadzone reformy systemowe. Nie wydaje się więc aby w tym wypadku system który bezdusznie wysysa ludzi i zmusza ich by robili złe rzeczy został potępiony.
  • 2009-05-21 12:10 | Ciasto

    Re: Zakony kapitalizmu

    Z góry przepraszam za zapewne niską jakość wywodu, bo nie popartą dogłębną wiedzą merytoryczną na temat, ale chciałem się z Państwem podzielić wrażeniami z pracy w miejscu, które jest nowym eksperymentem gospodarczym na skalę światową.

    Otóż żyjąc i pracując w Emiratach Arabskich (Dubaj) mam okazję przyjżeć się z bliska nowemu porządkowi korporacyjnemu, który buduje się od kilku ładnych lat i ma szansę stać się przyszłościowym modelem gospodarek przejmujących pierwszeństwo w globalnym wyścigu.

    Na początek kilka podstawowych założeń:

    - Większość krajów Zatoki Perskiej zbudowała swoją pozycję na handlu ropą naftową, a zatem są gospodarkami mało zróżnicowanymi.
    - Emiraty Arabskie (UAE) są pod tym względem nieco inne. Dwa (z siedmiu) dominujące emiraty: Abu Dhabi i Dubaj są zbudowane na kompletnie różnych podstawach. O ile ten pierwszy jest typowym przykładem gospodarki opartej na surowcach w Zatoce Perskiej, to ten drugi jest ekonomicznym eksperymentem trwającycm już ponad 20 lat.
    - Wszystkie gospodarki oraz modele społeczne regionu sa oparte o model feudalny 2.0 - nad wszsytkim czuwa Państwo (zwykle rodzina królewska), która dopuszcza do swoich zasobow obcy kapitał najemny, który buduje sukces danego kraju.

    W Dubaju ten model został rozbudowany do niesamowitych rozmiarów. Emirat ten jest prawie pozbawiony surowców naturalnych i kilkadziesiąt lat temu Szejk podjął decyzję o całkowitej dywersyfikacji gospodarki emiratu i przekształcenie go w globalny hub usług oraz logistyki pomiędzy "Starym Światem" a tygrysami azjatyckimi (nie bez powodzenia!).

    Aby spełnić ten sen, Dubaj otworzył swoje podwoje dla globalnych korporacji, których zadaniem było zbudowanie sukcesu Dubaju i transfer wiedzy oraz technologii. Całość procesu jest ściśle reglamentowana (niesłychanie rozbudowana biurokracja). W efekcie, Dubaj stał sie niesłychanie znanym miejscem na świecie, w którym biznes odnalazł swoją Mekkę.

    Nic jednak nie odbywa się bez kosztów. W ciągu ostatnich lat liczba autochtonów w tym miejscu spadła do około 5-10% populacji. Pozostali mieszkańcy emiratu to albo przybysze z subkontynentu Indyjskiego (to oni są prawdziwymi niewolnikami w tym feudalnym systemie), bądź profesjonaliści wynajęci do zarządzania sukcesem tego miejsca. I w tym świetle, jest to nowy Rzym korporacyjnej religii. Miasto w szalonej pogoni za sukcesem, zyskiem oderwało się totalnie od rzeczywistości i jakiegokolwiek umiaru.

    Lokalne władze starały się okiełznać ten proces poprzez wprowadzanie szeregu praw starających sie rozpaczliwie bronic dziedzictwa kulturowego i tozsamosci lokalnych mieszkancow. Zwykle jednak w sposob chybiony. Dobrym przykladem jest wprowadzenie obowiązku zatrudniania lokalnych mieszkancow wg parytetów w prywatnych firmach. Nic by nei bylo w tym złego, gdyby nie fakt, że niedawno wprowadzono (ze wzgledu na kryzys) rozpaczliwy przepis zakazujący zwalniania lokalnych pracowników, chyba że naruszają przepisy kodeksu pracy (co nie jest łatwe).

    Kiedy kryzys uderzył w Zatoke, to właśnie Dubaj jest miejscem, które naprawde odczuło jego skutki. O ile sam system bankowy jest dosyć autonomiczny i nie połakomił się na toksyczne aktywa w skali, która zagrażałby jego istnieniu, to kryzys uderzył z innej strony.

    Po pierwsze załamał się rynek nieruchomości, który był podstawę Dubai Dream. Tylko w 2008 roku ceny nieruchomości wzrosły o 100% (!). Wszyscy wierzyli, że tak będzie zawsze i kupowali kolejne nieruchomości po coraz wyższych cenach. Niestety grupą społeczną, która pompowała pieniądze w ten rynek byli (obok spekulantów) właśnie profesjonalni menadżerowie i profesjonaliści sprowadzeni zza granicy. Kryzys jednak dotknął ich pracodawców, którzy zaczęli ich zwalniać. Świeżo zredukowani ekspaci nie byli w stanie spłacać kredytów (tu nei ma bezrobocia - kiedy ktoś traci pracę, ma 30 dni na wyjazd z kraju). To uderzyło w płynność systemu bankowego i w efekcie w Developerów.

    I to jest prawdziwa pułapka nowego korporacyjnego Rzymu (Konstantynopola?). Jest on w całości uzależniony od korporacji, które tu rezydują. Wbrew oczekiwaniom nie nastąpił żaden przepływ know-how do lokalnej społeczności, która najzwyczajniej w świecie rozleniwiła się swoją sytuacją. Drenaż korporacyjnych menagerów oraz profesjonalistów nie pozostanie bez wpływu na tempo rozwoju tego miejsca. Nikt od końca nie wie w jaki sposób ten proces się zakończy, poza tym, że kolejne fale emigracji z tego miejsca stają się powoli faktem.

    Czy eksperyment Dubaj będzie sukcesem? Trudno powiedzieć. Jedna jest natomiast widoczne: niegdysiejsza słynna arabska gościnność jest tutaj tylko wspomnieniem. Ekspaci nie integrują się z lokalnymi mieszkańcami. ci drudzy zresztą obwiniają ekspatów o zepsucie, jakie szerzą w tym miejscu i nie są bez racji. Obie strony nie szanują się wzajemnie i nie dostrzegaja wiele więcej poza własnymi słabościami. Objawia się to w coraz bardziej śmiałych pomyslach ustawodawczych mających na celu ujarzmienie ekspatów i powrotu do bardziej konserwatywnego charakteru tego miejsca.

    Dubaj jest niezwykłym miejscem do obserwowania narodzin i życia korproacyjnej cywilizacji.

    Pozdrawiam
  • 2009-05-21 12:20 | Turysta

    Re: Zakony kapitalizmu

    Porównanie ciekawe, ale wnioski, szczególnie co do pozycji Obamy, moim zdaniem całkowicie błędne.To nie Obama ma możliwość kontrolowania korporacji, lecz to bankierzy rzucili na kolana państwo.
    Przypomnijmy, że to państwo na żądanie bankierów zgodziło się im oddać bajeczne sumy pieniędzy podatnika, i to bez żadnych warunków wstępnych. To państwo zgodziło się obejmować bezwartościowe udziały w bankach za grube pieniądze, za czym w ogóle nie idzie przejmowanie kontroli (nad tym bankiem). W końcu to FED (jako prywatna korporacja) tak naprawdę kontroluje obecną sytuację na rynku mając suwerenną władzę nad emisją pieniędzy (którą to władzę odebrało państwu). To państwo bezkrytycznie zadłuża się obecnie na potworne sumy (na koszt podatnika), oddając te pieniądze bez żadnych warunków bankierom.
    Obama tu niczego nie wygrał, a przegrywa pieniądze podatników i elementarne reguły wolnego rynku (nawet uczciwości) za zwykłe miraże powrotu prosperity (którą maja zapewnić bankierzy).
    Złośliwi wręcz twierdzą, że Obama to ich człowiek.

    Jak by nie było, mamy obecnie do czynienia z największym w historii triumfem korporacji nad państwem i wolnym rynkiem.

    Polecam:http://www.bankier.pl/wiadomosc/Jeszcze-banki-czy-juz-piramidy-finansowe-1955426.html
  • 2009-05-21 13:42 | były zakonnik, obecnie mikrokapitalista

    Re: Zakony kapitalizmu

    Panie Jacku, skąd Pan to wszystko wie? Czy media, w których Pan pracował, dały Panu możliwość introspekcji, czy znajomość korporacyjnego żywota to konstrukt teoretyczny? Jeśli to drugie, to tym bardziej Pana podziwiam, bo mimo że większości Pana "lewackich" poglądów nie trawię, bardzo mnie one inspirują intelektualnie.
  • 2009-05-21 13:44 | hanoi

    Świetnie napisany tekst, a przede wszystkim zaskakująco trafna analogia! Zawsze byłam przekonana o tym, że Autor należy do ścisłej czołówki polskiego dziennikarstwa. :)
  • 2009-05-21 21:18 | wiechu

    Re: Zakony kapitalizmu

    Każda krytyka wzmacnia nawet tego co tkwi w błędzie,
    gdy jej zabraknie to błąd będzie wszędzie.

    Cos co jest skączone nie warto ratować, nowe czas budować siebie krytykować :-)
  • 2009-05-21 21:50 | gustaff

    Re: Zakony kapitalizmu

    dziekuje za przypomnienie Burnhama
    zwracam uwage na dodatkowy aspekt relacji panstwo - korporacja
    uniezależnianie sie krajów (Kosowo, Czarnogóra, Abchazja) jest na reke korporacjom, łatwiej im zwiększyć faktyczna kontrole nad takimi organizacjami panstwowymi.
  • 2009-05-21 22:38 | zyta2003

    Niedawno przekraczalam granice straszliwie biednego kraju - Zimbabwe. Wzdluz granicy stalo dziesiatki i dziesiatki platform samochodowych wyladowanych blacha miedziana.
    Kilkanascie lat temu zwyczajni farmerzy nie byli tam w stanie przeciwstawic sie szalenstwu przywodcow i tlumu. Ale widac korporacje daly rade, co z tego ma panstwo?
    Bardzo chcialabym obejrzec nie tylko filmy o diamentach, ale poczytac tez jaki efekt przynioslo zastapienie kolonializmu marionetkowymi rzadami dowolnej orientacji politycznej w rekach ponadkontynentalnych korporacji.
  • 2009-05-22 15:34 | Adalbert

    Re: To znakomity artykuł - numer 1 w roku 2009

    Artykuł i niektóre kometarze czytelników wnoszą odrobinę optymizmu, że nie wszystko stracone. Gdyby tak jeszcze premier Tusk napisał list do Polityki i potwierdził , że to czytał i podzielił się własnymi refleksjami potwierdzającymi że ten tekst zrozumiał.
    Politycy obecnej dekady, na całym świecie, to są legiony "żołnierzy" korporacji , wynajmujący się szefom korporacji , mimo że są utrzymywani za pieniądze podatnika.
    To samo stało się z bankami.
    To jest powód do poważnych refleksji. Naród, czyli wyborcy, nie mają reprezentantów w rządach krajowych, ponieważ politycy są natychmiast po wyborach "zagospodarowywani" przez korporacje.
  • 2009-05-22 18:09 | in

    Po wyborach "zagospodarowani a przed wyborami "sponsorowani"
  • 2009-05-22 20:16 | Andriej

    Re: Zakony kapitalizmu

    I znow powracamy do prastarego zagadnienia: czy rozmiar ma znaczenie? Przychylam się do komentarza poniżej odnosnie relatywizacji: duzy - niedobry, mały- dobry. To jak z ludzmi. Funkcjonuje jeszcze w naszym społeczeństwie stereotyp bogaty cham i biedny, ale jaki dobry. To bywa krzywdzące. Tekst Pana Zakowskiego skupia się na opisywanym konflikcie w skali makro. Jest jeszcze skala mikro. Od dawna toczę dyskusje nad ingerencją regulacji państwowych w wolny rynek z moim przyjacielem - również studentem. Stan hipotetyczny: człowiek stawia biznes, rozwija go, buduje korporację. I państwo mówi - stop, dalej już nie budujesz, albo budujesz pod pewnymi warunkami. O ten drugi człon mieści mu się jeszcze w głowie (tj. mojemu przyjacielowi) o tyle ten pierwszy za skarby świata. "Jak?, dlaczego zabronić?, jak można?". Ten spór wykiełkował gdzieś w tej okolicy. Pozdrawiam
  • 2009-05-22 21:29 | Andriej

    Re: Zakony kapitalizmu

    I jeszcze jedno: trochę zaskoczyło mnie ostatnie zdanie w tekście: " Trzeba ją (walkę - przyp. autor) będzie nieustannie toczyć zeby zachowac demokracje i rynek. I nie daj Boze zeby kiedykolwiek ktokolwiek tę walkę ostatecznie wygrał". Nie do końca się z tym zgadzam. To jakby zgodzic się ze wolny rynek i demokracja będa wypadkowa tego toczacego sie konfliktu, a konflikt ich warunkiem sin qua non. Czy rzeczywiscie? W moim odczuciu wolny rynek i demokracja są w tym sporze trzecim rownorzednym podmiotem, uczestnikiem, i to w mniemaniu większosci najbardziej pozadanym - obok korporacji i nadetego etatyzmu będacych ich zaprzeczaniem. Zatem czy wprowadzenie metodami demokratycznymi systemu gwarantujacego optymalne fumkcjonowanie rynku, blokujace zarowno nadety etatyzm i szkodliwe korporacje nie jest alternatywą?
  • 2009-05-23 10:40 | wiechu

    Są takie Filmy :-).


    "Wielka Prywatyzacja"
    "Świat wedłóg Monsanto"
    "Yes meni naprawiaja świat" Najlepszy !!
    "Wiek Głupoty"

    Pozdrawiam :-)
  • 2009-05-23 10:53 | koraw

    ogólnie

    Witam,
    Dziekuję Panu Jackowi za b. interesujący artykuł, zawsze czytam Pańskie teksty z niekłamaną przyjemnością - są po prostu na dobrym poziomie. Jeśli mogę polemizować: myślę, że trochę pominął Pan w analizie porównawczej rolę czynnika informacji, biorąc za kryterium jej dostępność w wiekach przeszłych i dzisiaj. Komunikacja jednostronna przez szeroko rozumiany PR między medialnymi terminalami korporacji a konsumentami ich produkcji ma nieporównywalnie większe i głębsze skutki w czasach obecnych, droga oddziaływania na klienta i czas reakcji konsumenckich uległy bardzo znacznemu skróceniu. To wszystko umożliwia tak intensywną kreację i/lub stymulację popytu, że z dzisiejszych, bardzo kosztownych lekcji nikt - ani finalni konsumenci, ani ich instytucjonalni "opiekunowie" (np. administracja rządowa) nie zapamiętają wyciąganych wniosków. A to dlatego, że zginą one w informacyjno-reklamowym ostrzale i spowodowaną nim presją na - w pierwszej kolejności - odrabianie strat, a później - na dalsze "bogacenie" się.
    Jestem tylko amatorem w psycho- i socjologii, ale wydaje mi się, że siła reklamy, rozumianej jako wszechstronne oddziaływanie na ludzką psychikę jest wciąż niedoceniana. Wirtualna rzeczywistość kreowana przez specjalistów to naprawdę realne i ogromne zagrożenie. Kryzys, z którym mamy dziś do czynienia to - jak mi się wydaje - tylko przedsionek tego, czego możemy się spodziewać za kilka lub kilkanaście lat. Nie ma racjonalnych przesłanek do tego, by nagle odwrócić prawo Kopernika zacząć cenić jakość pracy i towarów, podnosić standard pracy i płacy w krajach piątego świata, nie mówiąc o alokacji produkcji do droższych wytwórczo miejsc. Prawo komparacji kosztów jest wieczne.
    Przepraszam za zbytnie rozpisanie się i może nieskładny styl - jestem po raz pierwszy na forum. Pozdrawiam.
  • 2009-05-23 11:14 | przypadkowy

    Jednym słowem spiskowa teoria dziejów,poparta przykładami.
  • 2009-05-23 13:43 | Z_drugiej_strony_lustra

    Ha, ha - bardzo mi się spodobał ten wątek: "Wchodzi paru ludzi do takiej korporacji i oznajmia, że cały ICH majątek od teraz należy do ludzi". Przepraszam, że naiwnie zapytam - jakich "ICH"? Urzędników korporacyjnych? Urzędnicy jedyne co mogą stracić to szansa na wypłatę w przyszłym miesiącu. Akcjonariusze? A kimże oni są? To tylko inne korporacje! A one należą do kolejnych. Pewnie gdzieś na końcu tego łańcucha znajdują się prywatni inwestorzy -ludzie, ale przecież do nich ma ten majątek teraz należeć! Co z nim zrobią? Zainwestują w nowe korporacje! Ot i cała rewolucja ;-)
  • 2009-05-23 16:34 | solo

    Doskonały artykuł . Popieram też wywody Joe i Danki . Jak bardzo szalonym i irracjonalnym bytem może być korporacja przekonałem się na własnej skórze współpracując z wielka firmą , która stała sie korporacja . Tzw. "Ład korporacyjny " był dużo gorszy i mniej wydolny od poprzedniego " postpeerelowsiego " systemu ! Ba , był ślepy na głupie posunięciwa i straty własne . Usiłując to naprawić ( naiwność logiki "małego kapitalisty ") stałem się jej wrogiem !!! Teraz jako bezrobotny podejmuję z nią walkę ! Na szczęście mam " kwity " . Ale jest to walka z Goliatem . Mój pesymizm pogłębiają fakty . Być może , że niedługo ( może już ? ) będziemy we władzy jednej wielkiej korporacji . I tak jak w Iraku , korporacja będzie produkować broń , środki transportu , zatrudniać prywatne wojsko , produkować opatrunki i leki dla rannych , żywność dla programów pomocowych itd. itd. Natomiast wszyscy będziemy płacić za jej wpadki - co już czynimy . Wszechogarniająca korporacja wmówi nam ( już to czyni ) , że jest to JEDYNY REALNY ŚWIAT . Zaś wszystki inne jest głupie i ciemne . Analityków i doradców jest na kopy . Jednym z najbardziej jakrawych szwindli jest powszechnie lansowana teza , lansują ją tez rozmówcy "P ", o konieczności bycia "plastycznym " . Chodzi o łatwość wywalania z pracy , jako panaceum na kłopoty . Ma to podobno oznaczać że człek jest cool i trendy . Zwrócmy uwagę jak zupełnie inną , " ciemną i zaściankową " praktykę stosują zarządy i top menedżment. Nawet za spowodowanie miliardowych strat dostają wynagrodzenia i ogromne odprawy ! Wywalić ich też w związku z w/w ciężko !
    Uczciwy kapitalizm , weberowski , w pewnym sensie podobny do założeń socjalizmu , każdy wg. zdolności , każdemu wg. pracy , pozostał już tylko wśród małych sklepików , instalatorów okien itp. biznesów . Raczej czarno widzę więc przyszłość tego korporacyjnego szaleństwa !
    Co do wejścia do kilku korporacji i zabrania im wszystkiego - jestem cały " za " !
  • 2009-05-23 17:25 | grześ

    Re: Zakony kapitalizmu

    Czapkę ściągam z głowy przed Pana tekstem Panie Jacku. Celnie ujęte i porównanie ciekawe.

    Brakuje mi jednak w konkluzjach jednego zasadniczego elementu, który chyba leży u podstaw problemu korporacji. A mianowicie jak to wszystko się ma do naszych dzisiejszych problemów ograniczonych zasobów. Jak to niby świat korporacyjnej tradycji opartej na żądzy nieskończonego zysku i "wiecznie wzrostowych tendencji", ma się do świata w którym coraz częściej się mówi o braku żywności (jest nas dużo i będzie coraz więcej), czy też o braku surowców naturalnych (ot choćby przeżyliśmy już "peak" wydobycia ropy i teraz będziemy jej wydobywać już coraz mniej). Kres naszych możliwości coraz wyraźniej rysuje się na horyzoncie i nie trzeba wcale być nawalonym ekologiem przywiązanym łańcuchem do drzewa, aby zauważyć że to czego nam dziś potrzeba to raczej odwrotu w kierunku świata umiaru i redukcji naszej zachłanności. Nasz postęp musimy zacząć mierzyć inaczej. Lepiej to nie znaczy więcej - lepiej to znaczy mądrzej!

    W założeniu korporacyjnym jest coś dokładnie odwrotnego. Biznes musi się kręcić coraz szybciej i musi być coraz więcej, aby istnienie tych wszystkich korporacyjnych biurokratów, sprzedawców, speców od reklamy, PR-ów, managerów nonsensownych produktów i innych tego typu mogło mieć jakiekolwiek uzasadnienie. Sam przeżyłem krótki etap w swoim życiu w firmie, która była częścią dużej korporacji. Byłem gdzieś blisko dołu tej drabiny i moi szefowie nie pozostawiali mi złudzeń, że ci "tam na górze" nie wiedzą co się u nas tu dzieje. A ja sam nie miałem złudzeń, że ci moi szefowie tu na dole też nie wiedzą co się dzieje w pokoju obok. Ich metodami na podniesienie wydajności pracy była inwigilacja ludzi, pisanie raportów, które pochłaniały dużą część czasu pracy (zamiast jej wykonywania) i robienie niekończących się kursów, szkoleń i dyskusji, które miały podnieść morale załogi. Resztę czasu spędzali na wybieraniu nowych modeli służbowych komórek, laptopów i samochodów. Byli zarządcami pełną gębą, ale to czy zarządzali w budowlance, wydawnictwie czy handlu detalicznym to już stanowiło kwestię drugorzędną. Dziś na szczęście jestem daleko od tego, ale o "kulturze" korporacyjnej przez ten epizod dowiedziałem się wiele.

    A zatem nie wiem jak zestawić taki model myślenia (rozkręcanie naszych potrzeb wokół spraw drugorzędnych, wieczne karmienie nas plotkami ze światka bogaczy, itp) z zupełnie nowym myśleniem jakiego potrzebujemy, aby zwyczajnie przetrwać. Osobiście raczej nie widzę na dłuższą metę możliwości współegzystowania zachłannych korporacji i zdrowych demokracji. Jeśli jakimś cudem uda nam się społecznie dojść do wniosku, że musimy zmienić nasze podejście do świata i naszej współegzystencji na nim, zmienimy procesy podejmowania decyzji i wkalkulujemy zasoby naturalne i ich limity w rachunek ekonomiczny, to szybko się okaże, że korporacje są jedynie rakiem na tym systemie - niekontrolowanym, nielimitowanym rozrostem zabijającym pacjenta. Osobiście więc mam nadzieję, że może nie sama instytucja korporacji, ale jej zachłanna kultura jednak ostatecznie poniesie porażkę.

    Serdecznie pozdrawiam!
  • 2009-05-24 08:22 | Bogdan_au

    Re: Zakony kapitalizmu

    Dziękuję za naprawdę wspaniały tekst, który zresztą był przyczyną mojego zarejestrowania się na stronie Polityki, kiedy przez laty czułem się agresywnym przeciwnikiem tego pisma. Tekst ten, tak mnie osobiście poruszył, a jednocześnie dał mi osobiście tak dużo do myślenia, że postanowiłem się zarejestrować aby móc czynnie uczestniczyć w czasopiśmie do tej pory uważanym za diametralnie odmienne od moich pojęć i wyznań politycznych :)
    Pozdrawiam serdecznie autorów jak i wydawców tego jakże pouczającego materiału.
  • 2009-05-24 21:32 | polak mlody

    Re: Zakony kapitalizmu

    tylko co mamy z tym zrobic? rozpoczac nastepna rewolucje pazdziernikowa?
  • 2009-05-24 23:24 | icelandm

    Re: Zakony kapitalizmu

    Znakomity artykuł, znajduje w nim wiele stwierdzeń, które wcześniej sam zaobserwowałem, doświadczyłem pracując właśnie w korporacjach.
    To zawsze cieszy i "lżej na duszy", jeśli podobne do własnych spostrzeżeń znajdziesz w poczytnym tygodniu, spod dobrego pióra.
    Moim zdaniem głos J.K.Bieleckiego w tej dyskusji jest chyba jednak chybiony....
    Było nie było, strona debaty; odciąć się nie mógł, bo niby jak i po co, a w zaparte do końca też nie poszedł, przecież "garściami" korzysta z bycia w korporacji na topie...
  • 2009-05-25 11:52 | polak mlody

    Re: Zakony kapitalizmu

    najwiekszym zagrozeniem korporacji jest coraz bardziej upowszechniajace sie zjawisko
    nowego typu niewolnictwa XXI w.
    Miliony ludzi skazanych jest bowiem na prace dla korporacji; nie ma bowiem innej alternatywy . Jak w takim razie mozna z tym systemem walczyc?
  • 2009-05-25 13:30 | Sybirak

    Re: Zakony kapitalizmu

    Andalbert pisze: Politycy obecnej dekady, na całym świecie, to są legiony "żołnierzy" korporacji , wynajmujący się szefom korporacji , mimo że są utrzymywani za pieniądze podatnika. To jest powód do poważnych refleksji. Naród, czyli wyborcy, nie mają reprezentantów w rządach krajowych,
    ponieważ politycy są natychmiast po wyborach "zagospodarowywani" przez korporacje.
    > I artykuł wspaniały, choć zajmuje się tylko korporacjami kapitałowymi, i ww komentaż trafny, bo np. nowowybrani posłowie natychmiast są oblegani przez tzw. lobbystów, czyli wysłanników wielu korporacji, a tworzenie nowego prawa już dawno opanowane zostało przez korporację prawniczą, choć prawnicy zupełnie nie znają się na gospodarce, handlu, finansach i na wielu innych sprawach. W efekcie ktoś inny, pisze dla nich ustawy, które faworyzują określone grupy zawodowe, czyli korporacje zawodowe. Przykładem niech będzie "Prawo zamówień publicznych", które tak zostało zredagowane, że wybitnie faworyzuje korporacje prawników (protesty, skargi, rozprawy sądowe, odwołania, apelację itp. nie mogą się przecie obyć się bez udziału sądów, adwokatów czy prokuratorów), choć PZP mówi, że organizacą przetargów zajmują się zamawiający. A gdyby do zamówień publicznych wprowadzono gospodarkę wolnorynkową, to wsystkie protesty by znikły, bo czy ktokolwiek skarży producenta ubrań za to, że mu się ono nie podoba? Albo, że zatrudnia krawca bez dyplomu? Nie. Tylko wychodzi ze sklepu. Dlaczego więc komuś, kto nie wygrał przetargu, dano prawo zaskarżenia specyfikacji przetargowej? Przecież, jeżeli mu się nie podobała, mógł w przetargu nie startować. Ale w takim przypadku cała korporacja prawnicza nie miałaby bardzo dochodowego zajęcia.
  • 2009-05-25 16:46 | jacek

    Re: Zakony kapitalizmu

    artykuł ciekawy choć analogie ze wspólczesnym światem jednak za dalekie. pracuję w polskim oddziale korporacji, widzę jak wypracowuje się decyzje globalne, obserwuję 2-3 inne korporacje pracujące na tym samym rynku. świat się zglobalizował i zmienia bardzo szybko. wszyscy są zaskoczeni naturą obecnego kryzysu i starają sobie go oswoić i wytłumaczyć. Wg mnie genezą jest osiągnięcie pewnego pułapu rozwoju w najbogatszych krajach, ponad który trudno bedzie wyjść organizując świat i gospodarkę tak, jak to było dotychczas. Doszło do sprzeczności czy też wynaturzenia gospodarki ale to nie walka korporacji z rządami jest jego naturą. Walka ta to raczej przejaw bezradności rządów w wyjaśnieniu istoty kryzysu, jego powodów i spsobów walki. Wg mnie istotą jest niechęć wygodnie żyjących właścicieli kapitału do ryzyka, czyli tego co było osią rozwoju przedsiębiorczości przez lata. Kryzys finansowy to tylko efekt lipnych, fikcyjnych pseudoinwestycji, którzy "spasieni" kapitaliści mali i wielcy poczyniali licząc, że zarobią nie podejmując żadnego lub nadmiernego wysiłku. Korporacje wolały inwestować na przeładowanych rynkach finansowych swoje ogromne środki zamiast inwestować w sferę produkcyjną na rynkach, które tego potrzebowały. Robiły to głównie dla wygody swoich manadżerów niechętnych dalekim podróżom do krajów, w któych kiedyś byli może raz na wakacjach i nie mając ochoty tam więcej wracać. Nie mówiąc już o tym, by tam pracować przez kawałek swojego życia. Tego rodzaju zgnuśnienie dotarło też, choć nie na taką skalę do Polski, gdzie część firm notowanych na giełdzie większe zyski czerpało z inwestycji finansowych niż ze swojej działalności operacyjnej. Drugim kluczowym powodem kryzysu jest brak kolejnych wielkich zabawek, na których mogłaby "pojechać" gospodarka. To we wprowadzaniu innowacji kapitalizm miał podstawową przewagę nad gospodarką planową. Skoro na horyzoncie nie pojawia się żaden wynalazek na miarę komputera osobistego, telefonii mobilnej czy też internetu gospodarki w sposób naturalny stają a kapitał się "dusi". Jego kolejne dawki wstrzykiwane przez rządy niestety bogatym krajom wiele nie pomogą. Jedynym motorem dalszego rozwoju jawi się stopniowe wyrównywanie poziomu rozwoju gospodarek w skali świata. Szkoda, że uboższe kraje, jak Polska nie mogą sobie pozwolić na dodatkowe porcje wolnego kapitału, którego tak bardzo brakuje. Pocieszające jest to, że my wolniej ale jednak popłyniemy do przodu, podczas gdy najbogatsi muszą na nas poczekać.
  • 2009-05-26 11:50 | Redakcja

    JACEK ŻAKOWSKI PODSUMOWUJE DEBATĘ

    REWOLUCJA KARTKI I KARTY

    „Tylko co mamy z tym zrobić? Rozpocząć następną rewolucję październikową?” zapytał w tej debacie „polak młody”. Myślę, że jest to dziś zupełnie kluczowe pytanie, więc chcę na nie odpowiedzieć.

    Rozumiana dosłownie kolejna rewolucja oczywiście nie może być rozwiązaniem. Może być tylko źródłem kolejnych problemów. Odpowiedź musi więc być negatywna. Jeśli jednak kluczowe pytanie „polaka młodego” zrozumiemy nieco mniej dosłownie, oczywista wydaje się odpowiedź pozytywna. Tak, rewolucja stała się nieodzowna. Nie myślę jednak o takiej rewolucji, której objawem są szturmy na pałace, gilotyny na placach, tabuny konnicy pędzące po równinach. Nie twierdzę, że takie rewolucje nie mogą nas już czekać. Była by to jednak ewidentna porażka. Bo taka rewolucja zawsze jest skutkiem niewydolności systemu, który stracił zdolność dostosowywania się, ewoluowania, korygowania błędów.

    Wierzę, że system w którym żyjemy tej zdolności nie stracił i wciąż potrafi się zmieniać, chociaż jeszcze niedawno mogło się wydawać, że w latach 90. liberalna demokracja skostniała doktrynalnie, jak sowiecki komunizm w latach 70. Za zasłoną skostniałej konstrukcji wyrosła zaś niebezpieczna hybryda rynku i demokracji. Kryzys tę skostniałą konstrukcję w wielu miejscach nadkruszył. Ale jej istoty nie zmienił. Sam z siebie nie może jej zmienić Może jednak otworzyć - i w jakimś stopniu otwiera - drogę zasadniczej zmiany, czyli rewolucji, o którą pyta „polak mlody”.

    Na czym by miała ta rewolucja polegać. Z pewnością nie na upaństwowieniu wielkich korporacji i nie na odbudowie granic gospodarczych. Ale też nie na kosmetycznych poprawkach w działaniu nadzorów. Istotą tej rewolucji musi być to, co jest istotą każdej rewolucji, czyli upodmiotowienie uprzedmiotowionych.

    Powstanie hybrydy rynku i demokracji stało się możliwe dlatego, że chętnie daliśmy sobie wmówić, iż rynek i demokracja już nas nie potrzebują. Setki milionów ludzi zajęły się tylko sobą. W demokracji bierze dziś udział mniej niż połowa dorosłych Polaków głosujących w wyborach. Ale naprawdę zaangażowanych jest pięć, może dziesięć procent. W istocie rzeczy wróciliśmy więc do sytuacji z późnego feudalizmu. Bierna masa bezwolnie poddaje się dyktatowi nielicznej mniejszości, a ta mniejszość obiecując, strasząc, tworząc fałszywe dylematy i oczywistości realizuje swoje interesy kosztem przeważającej większości. Na rynku jest podobnie. Zdecydowana większość bezwolnie podporządkowuje się dyktatowi ledwie już tylko skrywanych monopoli, presji sztucznie kreowanych pragnień, niewoli złotych łańcuchów i nowym formom wyuczonej bezradności, której skutkiem jest zawsze jakiś rodzaj niewoli (niewola kredytów, niewola konsumpcji, niewola korporacyjnych żołnierzy).

    Gdyby rzeczy toczyły się tak dalej, jeszcze za życia „polaka młodego” wszyscy popadlibyśmy w jakiś rodzaj niewoli powtarzając opisaną przez historyków drogę od „wolnych kmieci” do „pańszczyźnianych chłopów”. I tylko siebie moglibyśmy winić. Przecież nic takiego nie mogło by się zdarzyć, gdyby nie nasza bierność która de facto oznacza przyzwolenie. W tym sensie „polak młody” ma rację. Konieczna jest rewolucja. Rewolucja obywateli, konsumentów i kapitalistów, która przywróci nam podmiotowość, a rynkowi i demokracji znaczenie, jakie na Zachodzie miały jeszcze pół wieku temu.

    Najważniejsza walka koniecznej rewolucji nie rozegra się jednak na ulicach, polach ani tym bardziej szafotach. Ona się musi odbyć w naszych otumanionych, zobojętnianych głowach, które muszą się obudzić. Bo po raz pierwszy w historii rewolucjoniści zupełnie legalnie i powszechnie dysponują morderczym lecz bezkrwawym uzbrojeniem – łatwo dostępną wiedzą, kartką wyborczą, portfelem. Dziś rewolucjoniści nie muszą zdobywać Pałacu Zimowego. Wystarczy że odzyskają wolę robienia świadomego użytku z kartki wyborczej i karty kredytowej.
  • 2009-05-26 12:56 | Optymistka mimo wszystko

    Panie Jacku, artykuł świetny i jestem, tak jak kilka innych osób, pod dużym wrażeniem. Sama tkwie w firmie, która miała być średnim biznesem mającym swojego właściciela a okazało się niestety, że żądzą ( i to bezwględnie) aparatczycy. Szukam, jak paru moich znajomych, swojej drogi i sposobu zarabiania na życie bez codziennych "kompromisów etycznych". I potwiedzam kapitalizm stał się niszowy i prawie go nie ma bo 80% biznesu to przykład kapitalizmu bez kapitalistów. Teoria ekonomii mówi, że po osiągnięciu pewnego pułapu wzrostu firmy mają tendencję do wyprzedawania spółek córek, które nie przynoszą zysku, nie są zgodne z kierunkiem głównego nurtu rozwoju i następuje naturalny proces zmniejszania się kolosów. Tak było kiedyś ! Gdy nadzór właścicielski był mocny i wynik finansowy się liczył. Teraz się nie liczy. Liczy się władza. Nie zaingeruje Państwo bo nie ma takich narzędzi, demokracja nawet najlepsza nie ingeruje we własność prywatną i to co się tam dzieje. Pozostaje głosowanie nogami - nie kupowanie pewnych produktów (ja na przykład unikam świadomie produktów P&G) lub zwalnianie się z firm, które nie szanują ludzi. Tylko tak naprawdę wszystkie te alternatywy są bardzo pozorne.
  • 2009-05-26 23:41 | pietiagoras

    Pani Danuto - gratuluję, trafiła Pani w dychę. Bolszewizm sowiecki zamieniliśmy na bolszewizm korporacyjny. Kto tego nie widzi jest ślepy. Pozdrawiam,
  • 2009-05-27 09:49 | wladimirz

    Panie Jacku!
    Chyba Pan sam nie wierzy w to co pisze;-)Wyborcy nie są zorganizowani, a jednocześnie systemtycznie ogłupiani przy pomocy wyrafinowanych technik [te postępy psychologii;-)], czego najlepszym przykładem jest tryumf PR nad meritum oraz dyktatura cenzury mainstreamu.Ogłupiani przez wynajętych i dobrze opłacanych fachowców-dziennikarzy. Sam Pan do nich należy, czego dla mnie najlepszym dowodem były panegiryczne teksty o kompletnie nieprzygotowanej i zupełnie zbędnej "reformie" p.Hall.W imię tej "reformy" warto nawet, zdaniem Pańskich mocodawców i Pana poświęcić 6-letnie dzieci. Były tam też zachwyty nad poprzednią "reformą" Handkego/Dzierzgowskiej dzięki której już w perspektywie kilku-kilkunastu lat dopadnie nas zapaść cywilizacyjna jakiej sobie nawet nie wyobrażamy.[Skądinąd w tamtej poprzedniej "reformie" też liczne elementy świadomego ogłupiania i likwidowania kapitału kulturowego Polski można znaleźć;-)]
    Gra pozorów czy chęć zdobycia alibi dla siebie samego???;-)))
  • 2009-05-29 15:11 | polak mlody

    Panie Jacku

    Kazda rewolucja musi miec swoich przywodcow, czy dzis 20 lat po odzyskaniu tzw niepodleglosci widzi Pan jakiekolwiek ugrupowanie/partie polityczna reprezentujaca poglady Pana czy moje?
    Na kogo mam oddac swoj glos np w najblizszych wyborach do europarlamentu? Osobicie pewna nadzieje wiaze ze srodowiskiem zwiazanym z Krytyka Polityczna ale czy kiedykolwiek wyloni ono nowa partie lewicowa ?

    W Polsce jest jeszcze jeden problem - przez ostatnie 20lat stygmatyzowano tych wszystkich ktorzy reprezentowali choc troszeczke bardziej lewicowe poglady
    Powszechna demagogia prezentowana rowniez mediach spowodowala ze postawiono znak rownosci lewicowiec=socjalista=komuch=prawie morderca, w najlepszym razie populista.

    Sila rzeczy doszlo wiec do bezkrytycznej aprobaty wszystkiego co zostalo opatrzone emblematem prawicowy/konserwatywny/neoliberalny. Z definicji bylo to bowiem sluszne, a dogmaty nie podlegaja przeciez dyskusji. Proste, prawda?

    Dzis 29 maja ok 3,5 tys stoczniowcow po raz ostatni przekroczy bramy stoczni.
    Nie chodzi nawet o to czy to dobrze czy zle ze stocznie sprzedano, ale dziwi mnie gdy slysze ze nie mozna ujawnic tozsamosci inwestora bo w kulturze z ktorej pochodzi jest to niepraktykowane. Nie przypominam sobie tez zadnej informacji na temat przyszlego profilu produkcji sprzedanych stoczni, ani nawet sensownej debaty na temat europejskiego przemyslu stoczniowowego (przeciez w Niemczech wciaz stocznie produkuja wiec chyba nie do konca nie ma popytu na statki)

    Wystarczy powiedziec (jak p. Walesa u p.Olejnik) ze stocznie produkowaly dla Sowietow , wiec upasc musialy

    Prywatyzacja nawet za symboliczna zlotowke jest zawsze lepsza , bo wiadamo ze prywatne firmy dzialaja lepiej , podatnicy nie beda musieli dotowac ze swoich podatkow bandy roszczeniwoych stoczniowcow.


    I nikt wiecej juz o nic nie pyta..... (moze dlatego ze wstydzi sie przyznac ze jego zdaniem ciezko byloby zyc w kraju bez podatkow?)




    .
  • 2009-05-31 00:53 | prokapitalizm.pl

    Kapitalizm i polityka

    Czemu jednak również w III RP kapitalizm nie cieszy się zbytnią popularnością – trudno czasem pojąć, choć jedna odpowiedź jakby sama się narzuca – demokracja, a w każdym razie ten ustrój, który zrodzony został z okrągłostołowego fetoru… Z jednej strony “politycy” z SB-ckiego (kiszczakowego) nadania, z drugiej koncesjonowani opozycjoniści spod skrzydeł Adama Michnika i Jacka Kuronia, którzy tak naprawdę nigdy nie dążyli do obalenia socjalizmu, a jedynie do jego “ulepszenia”, oczyszczenia z “wypaczeń”. Trzeba tu jeszcze dodać o innej, wynikającej z obecnie obowiązującego ustroju, potencjalnej przyczynie, dla której kapitalizm nie ma w naszym kraju dobrej prasy…
    http://www.prokapitalizm.pl/o-prokapitalizm
  • 2009-06-10 11:21 | MM

    Artukul jest w rzeczy samej bardzo dojrzaly. Twoje niekoniecznie, bo gdyby przecietny zjadacz chleb wiedzial co nalezy teraz zrobic, kazdy mialby nobla. Ludzie, miejcie do siebie samych i innych choc troche szacunku.
  • 2010-02-26 10:29 | joanna kopytowska

    Brawo Panie Grzegorzu

    Wyjał mi to Pan z ust tak zwana kultura korporacyjna to bezwzględny brak kultury w każdym tego słowa znaczeniu, brak kultury moralnrj , etycznej,osobistej,to przede wszystkiem ale także brak profesjonalizmu w podstawowym znaczeniu tego słowa, rozmycie odpowiedzialnosci i kompetencji , ja uczyłam francuskiego i polskiego w kilku grupach korporacyjnych , uczyłam tych języków kadrę i miałam wiele okazji do dyskusji o stosunkach panujących wewnątrz firmy, mogłam też obserwować wzajemne relacje między pracownikami i byłam wstrząśnięta , wszyscy żyli plotkami i intrygami wyssanymi z palca głównie dotyczącymi życia prywatnego innych a stawką było maksymalne oczernienie kolegi czy koleżanki błotem , które łatwo się przykleja / no a ta 40 latka to jeżdzi do Hiszpanii na młodych chłopców, fatalnie się ubiera a zarabia tylko na złote klamki w swoim domu - to o pani ,która pracowała heroicznie i wychowała 2 wspaniałych synów , a szefowie to wychodzą z łazienki nie myjąc rąk /, jedna z grup w firmie farmaceutycznej próbowała mnie zaszczuć bo zauważyli że mam stary model telefonu komórkowego/ mnie w ogóle technika nie interesuje a do komórki przyzwyczajam się jak do psa / , jeden z szefów działu w supermarkecie przyjmował do pracy panie tylko po rytuale średniowiecznym wyegzekwowania prawa do pierwszej nocy a jego pracownica ,która przygotowywała CV do weryfikacji dostała z tego poodu załamania nerwowego , to tylko przykłady , takich sytuacji były setki a ja nabrałam przekonania że tak poządana przez wielu praca w korporacji to piekło
  • 2010-02-27 19:07 | Krzysztof Mazur

    Re:Zakony kapitalizmu

    Co robić?
    1 w całej tej dyskusji pominięto władze lokalne. Zwiększyć udział samorządu w podatkach.
    2. Wzmocnić mikroprzedsiębiorców - likwidować podatek ZUS podnosząc CIT, PIT i VAT. Liniowy CIT, PIT 30 % bez ulg na wszystko taki sam, VAT na wszystko 22 %. Kwota wolna od PIT 12 x minimalne wynagrodzenie.
    3. "Liniowy" system emerytalny - emerytura państwowa dla wszystkich identyczna po przekroczeniu 64 lat w wysokości minimalnego wynagrodzenia, finansowana wg pkt. 2.
    4. Obowiązek ujawniania pozycji na kontraktach giełdowych na WIG20 pow. 5 % wolumenu, żeby drobny inwestor wiedział, w co grają "duzi".
    5. Likwidacja PCC dla wzmocnienia internetowych portali pożyczkowych. Sprawdzić też czy mają wystarczający i tani dostęp do biura informacji kredytowej.
    6. Podatek od zobowiązań (przy przekroczeniu np 100 mln) przeznaczany na bankowy fundusz gwarancyjny. To jest co prawda duszenie gospodarki i "monetaryzm".
    To tyle co tymczasem wymyśliłem.
    Nie wiem czy ktoś to jeszcze czyta.
    Ja bym jednak proponował ewolucję.
  • 2010-02-28 19:54 | Krzysztof Mazur

    Protestuje przeciwko porównywaniu kapitalizmu z komunizmem.

    Protestuje przeciwko porównywaniu kapitalizmu z komunizmem.
    Ja rozumiem, że to pasuje do teorii Red. Żakowskiego, że wszystko jest tym samym, ale nie jest.
    Komunizm nigdy nie był systemem społecznym, ekonomicznym, gospodarczym ani intelektualnym. Nigdy nie spełniał żadnych potrzeb społecznych ani indywidualnych poza potrzebą ludobójstwa. "Marksizm" był wyłącznie konstrukcją propagandową (i w takim głównie celu został wymyślony).
    Ekspansja komunizmu była inwazją propagandowo-polityczno-militarną praktycznego wojennego rewolucjonizmu-jakobinizmu. Ta ekspansja się zatrzymała na kryzysie kubańskim, ale "rozwoju" to tam nigdy nie było. Breżniew (i Jaruzelski) wiedzieli o tym i tylko konserwowali stan posiadania (a nie ideologię) mafijnej grupy trzymającej władzę. Funkcjonariusze partyjni i partyjni "managerowie" nigdy nie podlegali żadnej kontroli, a naczelne kierownictwo nawet formalnie nie istniało (formalnie Lenin i Stalin nigdy nie byli przywódcami państwa).
    Pan Żakowski oczywiście wie to wszystko, ale udaje że nie wie.
  • 2010-03-09 14:00 | spolecznosciowy.pl

    Re:Zakony kapitalizmu

    Szanowni Państwo!
    Widać, że większość z nas ma doskonałą świadomość czegoś, co dzieje się z naszym otoczeniem powoli, mało jaskrawie ale z pełną determinacją i niesamowitą skutecznością. Niestety sposób tego przebiegu znieczula. Kolejne niestety będzie wtedy, gdy obudzimy się z tzw. ręką w nocniku. Czy do tego dojdzie? Wydawać by się mogło, że nie bo wiele osób nie godzi się z tym. Kilka z tych osób powołało otwarty ruch "społecznościowy.pl", który w sposób świadomy próbuje nie tylko dotrzeć do społeczeństwa ale też ma konkretne pomysły na zmianę - system powszechnych referendów - nic o nas bez nas - każda ustawa tylko po pozytywnym, sprawnym i szybkim głosowaniu społeczeństwa, wybory bezpośrednie a nie partii wstawiających do parlamentu swoich pionków, ocena wybieranych podczas jej pracy - dość obiboków i politykierów załatwiających interesy kolesi z korporacji. Ja podpisuję się pod czymś takim oboma rękoma bo tylko poprzez ustalanie prawa ze społeczeństwem będziemy żyć w takim środowisku w jakim chcemy a nie o jakim opowiadają nam bajki parlamentarzyści w większości z przypadku.
    Zapraszam bo czasu coraz mniej!
    spolecznosciowy.pl
  • 2011-07-09 15:58 | Miś Uszatek

    Re:Zakony kapitalizmu

    Błyskotliwy tekst. Moje szczere gratulacje. Czy pisze pan na umowę o dzieło za 900 zł za tekst? Czy ma etat i może sobie pozwolić na pisanie jednego, ale tak ciekawego tekstu w miesiącu? A może utrzymuje pana żona?