Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Pęknięty pomnik

(14)
20 lat po wyborach 4 czerwca widać, w jak odmienionym państwie teraz żyjemy, ale widać też, że mamy dwie historie tych dwóch dekad i żadnej niekwestionowanej daty odzyskania wolności.
  • 2009-06-02 23:26 | Redakcja

    ZAPRASZAMY DO DYSKUSJI !

    Jak wyglądało Państwa 20 lat w wolnej Polsce? Wygraliśmy? Przegraliśmy? Co się udało, co nie, a co po prostu mogło pójść lepiej? Zachęcamy do wzięcia udziału w debacie "Polityki" na forum. Każdy głos jest dla nas cenny.
  • 2009-06-03 00:19 | JSN

    Re: Pęknięty pomnik

    Do sprawdzenia - wg mnie autorem słow, ze nawet krowa (a nie koń) wygrałaby był dziennikarz K.Szyndzielorz
  • 2009-06-03 02:11 | iwo kesy

    4 czerwca jest niezaprzeczalnym zwycięstwem! Nie da się zakwestionować odzyskania wolności słowa i wyboru. To w końcu najważniejsze! W tym sensie ta data jest bezapelacyjnie przełomowa. Myślę jednak po latach, że pewne rzeczy zgubiliśmy gdzieś po drodze. Zgubiliśmy pewność siebie i poczucie siły jaka tkwiła w nas (raczej naszych rodzicach) i to jak słabi byli poprzednicy. Zgubiliśmy tą siłę dosyć szybko - już w pierwszym roku po wygranej gdy powstał rząd Mazowieckiego. Nie chodzi mi bynajmniej o reformy Balcerowicza bo z nimi nie dyskutuję - były jak sądzę udane. Chodzi mi o kiepski PR (jakbyśmy to dziś nazwali), o pewną wyniosłość nowych elit, które w większości wywodziły się z dobrze sytuowanych środowisk. O pewien mit inteligenta-szlachcica, który zawładnął ówczesnym czasem. Mit oderwany od rzeczywistości (Czy ktoś dziś pamięta akcję "Artyści dla Rzeczpospolitej", gdzie śmietanka towarzystwa zebrana w filharmonii zbierała kasę na budżet?) Zagrywka PR-wa była może i dobra ale nie wzięto pod uwagę tego, że reszta społeczeństwa zmaga się kilkuset-procentową inflacją, że resztę g... obchodzi wolność słowa itp., że jesteśmy narodem nie tylko wykształconych robotników i profesorów, że mamy swoje małe potrzeby (dom, spokój, rodzina). Tego typu błędów popełniano wiele. Potem była bratobójcza walka Wałęsa-Mazowiecki, która na wiele lat określiła linie podziałów a na tych podziałach zyskali w końcu postkomuniści, którzy zwyciężając w wyborach parlamentarnych i prezydenckich nadali ton nowym czasom.
    Te czasy powoli się kończą, linia podziałów się zmienia i nie biegnie już po przeszłości. Jest to w jakimś sensie zasługa Tuska i Kaczyńskiego. Nie chcę rozstrzygać kto jest tu najbardziej zasłużony (choć mam swoje zdanie).
    Myślę jednak, że mimo wszystko się opłaciło, że 4-go czerwca naprawdę "skończył się w Polsce komunizm.!
  • 2009-06-03 19:11 | Adam T.

    Moje uczucia wobec 4 czerwca, w pierwszych latach po tym wydarzeniu jednoznacznie pozytywne, obecnie są raczej ambiwalentne. Mam wrażenie, że wiele z tej szansy, jaką przed nami otworzyły wybory, zmarnowaliśmy. Pierwszy z brzegu przykład. Przez lata PRL buntowaliśmy się przeciw narzucanej nam ideologii, "przewodniej sile narodu" oraz brakowi wolności słowa. Już po kilku latach rozpoczęliśmy powrót do dawnych porządków, tylko z pewnymi zmianami. Ideologię socjalizmu zastąpiła klerykalizacja w duchu katolicyzmu, wdrażana już w placówkach oświatowych dla najmłodszych, często w sposób niewiele odbiegający od brutalnej indoktrynacji. Na pozycji przewodniej siły umościł się Kościół, starając się przejąć rząd dusz i narzucić swoją wizję świata nawet w takich szczegółach, jak język debaty publicznej. Wolność słowa, którą mogliśmy się cieszyć w pierwszych latach po 1989 r., zastąpił paragraf "o obrazie uczuć religijnych", a liczne sprawy sądowe i wyroki zapadające z tegoż paragrafu dowodzą, że stanowi on realny hamulec wolności dyskusji i wypowiedzi artystycznej. Co też w nas takiego tkwi, że nie umiemy cieszyć się swobodą myśli i wypowiedzi? Dlaczego po zlikwidowaniu urzędu cenzury wprowadzamy ponownie cenzurę, lecz w zawoalowanej formie, która często przybiera oblicze dostojnika kościelnego, posła, urzędnika samorządowego czy dyrektora szkoły? Czy nie tolerujemy sytuacji, w której brak jakiejś formy zniewolenia? Co do mnie, o ile w PRL czułem się źle, o tyle teraz - gdy przemierzyłem drogę od wychowania w tradycji katolickiej do ateizmu - też czuję się, jak gdybym był nie u siebie, nie w swoim kraju.
  • 2009-06-04 20:45 | pawel

    Re: Pęknięty pomnik

    4-go czerwca 1989 roku wybrano Życie.

    W 1989 roku miałem dokładnie 10 lat. Jako uczeń szkoły podstawowej nie mogłem uczestniczyć w obradach okrągłego stołu, w obalaniu muru berlińskiego ani w pierwszych wolnych wyborach do parlamentu. Jako dziecko nie uczestniczyłem również w strajkach, akcjach protestacyjnych czy manifestacjach. Nie wałczyłem, nie skakałem przez mur, nie podpisywałem wielkim długopisem Porozumień Sierpniowych. Nie uczestniczyłem w spotkaniach w Magdalence, nie prowadziłem rozmów przy stolikach, ani nie byłem formalnym lub nieformalnym doradca czy ekspertem od rożnych spraw. Nie tworzyłem tez po wyborach pierwszego wolnego rządu Rzeczypospolitej Polskiej. Zapewne nawet nie do końca zdawałem sobie sprawę, że oto NADESZLA ZMIANA, że żyję w HISTORYCZNYCH CZASACH i jestem świadkiem WIELKICH PRZEMIAN.
    A jednak, obchodzone 4 czerwca 2009 roku święto w 20-ta rocznicę wolnych wyborów w Polsce jest również moim świętem. Jest świętem całego mojego pokolenia, pokolenia ludzi, którzy wchodzili w dorosłe życie w nowej, jeszcze nie do końca zdefiniowanej, ale wolnej Polsce. Jest świętem pokolenia, które od dwudziestu lat dorasta w okresie transformacji. W okresie wielkich przemian ustrojowych, ekonomicznych i społecznych. Pokolenie to zostało ukształtowane przez kalejdoskop zmieniających się twarzy w telewizji, twarzy premierów, ministrów, nawet prezydentów. Z czasem dostaliśmy do reki kolejne programy, pilota do telewizora, telewizję satelitarnę, potem kablową, a w końcu i cyfrową. Do tego doszedł Internet, osobowości telewizyjne, Coca-Cola, Google, Youtube i Wikipedia. Jako pokolenie obserwowaliśmy walki na szczycie, reorganizacje, akcje wyborcze, sojusze, grupę trzymająca władzę, komisje śledczą śledzącą grupę trzymającą władzę, IIIRP, IVRP i bliźniaczą dwuwładzę, którą jako pokolenie odrzucilismy. Jak w lunaparku obserwowaliśmy fajerwerki polityczne, przechodzenie z partii do partii, z Wiadomości do Faktów, z Wydarzeń do TVP, z Wyborczej do Dziennika, zmiany szyldów i ulic, upadek pomników i ideałów oraz upadek i śmierć autorytetów. Będąc w liceum obserwowaliśmy, w 1996 roku, przyjęcie Polski do Sojuszu Połnocnoatlantyckiego (NATO) i zapewnienia łamaną polszczyzną o „Nic o Was bez Was”, a kończąc studia w 2004 wchodziliśmy do Unii Europejskiej, niektórzy z dusza na ramieniu. Byliśmy pierwszym pokoleniem młodych, które mogło wyjechać na Zachód nie na saksy czy do Reichu, ale po naukę lub turystycznie, a staliśmy się największą falą emigracji w nowożytnej historii Polski.
    Jako młodzi dorastający obserwowaliśmy również transformację pokolenia naszych rodziców, pokolenia, które do spółki z naszymi dziadkami, wywalczyło tę upragnioną WOLNĄ POLSKĘ. Nie był to obraz łatwy do obserwacji. Pokolenie naszych rodziców przeżyło silniej okres transformacji niż ich dzieci. Transformacja okazała się głębokim, trudnym i czasem miażdżącym doświadczeniem, do którego nikt nie był przygotowany mentalnie, moralnie czy ideowo. Nie wydano instrukcji obsługi nowego państwa, nie było okólników, odezw czy choćby strzałek, mogących pokierować rozwojem społecznym wolnych ludzi. Wielu ponoć słyszało jak to się żyje na „wolnym zachodzie”, kilkoro nawet było, widziało i mówiło że lepiej, ale dla większości był to obcy, nieznany i zakazany owoc. Dla większości, zwłaszcza Tych urodzonych po II Wojnie Światowej, wychowanych na legendzie przedwojennej, wolnej Polski, na martyrologii powstań i walki z najeźcą, na Naszym Papieżu i na Miłoszu, ta nowa, wywalczona rzeczywistość była jednak obca i zupełnie nieodkryta. Pokolenie naszych rodziców, tak zjednoczone we wspólnym celu walki o wolność i swobodę wypowiedzi, tak efektywne w walce o nową, wymarzoną Polskę, rozpadło się na tysiące kawałków społecznych pod miażdżąca siła pierestrojki. Ta twarda jak skala wspólnota solidarnościowa, tak niezłomna w walce z ówczesna władza, została kompletnie zaskoczona prostą możliwością wyboru, nieokiełznanym pluralizmem oraz swoboda wypowiedzi. Nagle, pokolenie rodziców, tak długo tłumiące w sobie własne opinie i wypowiedzi, zareagowało kompletnym, niepowstrzymanym i wielostronnie-nieukierunkowanym słowotokiem, który trwa do dziś. Z tego zgiełku, z prawa i lewa, silnie pracując łokciami, wyłaniali się, co jakiś czas, co głośniejsi krzykacze i pchani siła rozentuzjazmowanego tłumu rwali się do steru nowej, demokratycznej władzy. Rozproszeni na tysiące frakcji zaczęli rywalizować raczej niż kontynuować wspólne dzieło. Jedni parli na stery władzy, inni odkryli, ze oto w wieku 40-50 lat maja ostatnią szansę na zdobycie majątku i godne życie, kolejni zaś obudzeni jak ze snu wciąż krzyczeli: „socjalizm tak! wypaczenia nie!”, ale na to było już za późno. Ci przyjęli transformacje najtrudniej. Oto, gdy jedni oblegali trybuny sejmowe, a inni gromadzili kapitał na masie upadłościowej, ogromna część tego pokolenia próbowała związać koniec z końcem w nowej, brutalnej rzeczywistości wolnego rynku i kapitalizmu. Wielu, odkryło po raz pierwszy, czym jest bezrobocie, wielu brutalnie zapoznało się z konkurencją na rynku pracy, wielu tez nie poradziło sobie z życiem w tych warunkach. Jak ten chybotliwy, rozdyskutowany, przeciążony balastem poprzedniej epoki statek z polską banderą, z rotacyjnym prawo-centro-lewostronym kapitanem u steru i kompletną dezorganizacją kierunku i siły wiosłowania, wtoczył się szczęśliwie do takich portów jak NATO czy EU pozostanie nierozstrzygniętą zagadką. Poranieni, okaleczeni, cali w strupach, z uśmiechem przez zęby, z zaciśniętą pięścią, we wsiach miastach i miasteczkach pokolenie moich rodziców świętuje 4 Czerwca 2009 tak jak przeżyło ostatnie 20 lat.
    Bez wątpienia największymi wygranymi wyborów 4 czerwca 1989 roku są dzisiejsi 30-latkowie. Jako dzieci wchodzące w nowy system mieliśmy więcej możliwości, zdolności adaptacyjnych i czasu na przywyknięcie do zmiany. Jako dzieci nie mieliśmy bagażu „tamtych lat”, nie mieliśmy na sobie ran wojny, stalinizmu, roku 56-ego, 70-ego czy 81-go. Nieświadomi, wchodziliśmy w nową rzeczywistość bez złudnych nadziei, wielkich haseł czy idei. Po prostu wychowaliśmy się w nowej rzeczywistości. Przyjęliśmy ją, jako jedyną istniejącą, jako rzecz normalną, jako naszą własną. Dało nam to olbrzymią przewagę nad pokoleniem rodziców. Mogliśmy się uczyć, podróżować, studiować, wyjeżdżać za granicę na stypendia, wakacje czy Work and Travel. Przed uzyskaniem dowodu osobistego widzieliśmy więcej Europy niż pokolenie rodziców prze cale swoje życie, przed skończeniem studiów zwiedziliśmy cały Świat. Pracowaliśmy dobrowolnie i bez przymusu czy bagażu historii dla Niemca, Anglika, Norwega, czy Amerykanina, piliśmy piwo nad Renem, Sekwaną, Tamizą czy na statku płynącym po rzece Moskwa. Mówimy językami świata.
    Dla pokolenia trzydziestolatków, ale i dla pokolenia Solidarności, rocznica 4 czerwca to przede wszystkim święto życia. Dzięki aksamitnej rewolucji jak się dokonała przy Okrągłym Stole, a której kulminacyjnym punktem stały się wolne wybory 4 czerwca 1989 roku, mogliśmy sie wychować w kompletnych rodzinach. Dzięki bezsiłowej zmianie systemu, dzięki ewolucji, a nie krwawej rewolucji, w która mogła pochłonąć wiele istnień ludzkich naszych ojców i matek, naszych dziadków i babek, która mogła niepotrzebnie zbroczyć ulice polskich miast polską krwią, mogliśmy się cieszyć naszym dzieciństwem w towarzystwie rodziców, wujków, cioć, babć i dziadków. Przemiany zapoczątkowane w roku 1989 pozwoliły na dzieciństwo pierwszego pokolenia Polaków żyjących w wolnym kraju w pełnych, wolnych rodzinach. Dzięki tym wydążeniom żyliśmy i dorastaliśmy w rodzinach, w których wszyscy byli na swoim miejscu. Wychowanie w kompletnych, wolnych rodzinach, tak inne od wychowania naszych rodziców, dało nam ogromna przewagę, dało nam wiarę w siebie, wiarę w otaczający nas świat. Pozwoliło na wykształcenie się pokolenia młodych ludzi nieobciążonych genami „Homo sovieticus”.
    Dlatego w 20 rocznicę wolnych wyborów mamy co świętować, możemy świętować dar życia, dar który nam, wychowanym w wolnej Polsce trudno będzie w pełni spłacić.
  • 2009-06-05 00:30 | Adalbert

    Jeszcze na dobre się nie zaczęło , a już się skończyło ?

    Podział na dekady jest sztuczny, ale trzeba próbować je zdefiniować na potrzeby rozmowy która musi trwać. Jednak media nie prowadzą takiej rozmowy, ani nawet nie próbują jej rozpocząć w formie narodowej dyskusji. W tych dniach ukazał się najważniejszy list tej dekady. Napisała go pani Maria Fieldorf- Czerska do dr Aliny Całej. Ten list mógłby być dobrym wstępem do takiej powaznej dyskusji, ale media korporacyjne milczą i będą dalej udawać, że nie ma problemów. Zamiatanie problemów pod dywan to pomysł stary jak demokracja. Rząd Platformy osiąga w nim jednak mistrzostwo.
  • 2009-06-05 10:03 | apparent

    Wygraliśmy i tworzymy mozolnie wspólną pomyślność. Zgodnie z demokracją powstawały kolejne rządy. Upadaly bo popełniały błędy. Jesteśmy w NATO i UE. Jak duży jest nasz sukces najlepiej świadczy "prezent" jaki przygotowała nam na 4 czerwca moskiewska generalicja.
  • 2009-06-05 22:43 | Wiktor

    Re: Pęknięty pomnik

    Prawdą jest że wybory 4 czerca 1989 r wygrała Solidarność-- jednak nikt nie powiedział wówczas ludzią że Solidarność zamierza wprowadzić kapitalizm.Przecież powszechne znane było chasło Solidarnośći --socjalizm tak--wypaczenia nie.Było to więc po prostu oszustwo.Trudno dziś mówic o sukcesach , gdy ponad połowa społeczeństwa żyje poniżej minimum socjalnego a prawie 2 mln. ludzu nie ma pracy. Swiętując chucznie , za pieniądze podatników rocznice wyborów władza ma doskonałe samopoczućie-tylko pogratulować.
  • 2009-06-07 19:06 | marekmolenda

    Re: Pęknięty pomnik

    Wybory czerwcowe w 1989 r . miały kluczowe znaczenie dla upadku poprzedniego ustroju. Stało się tak mimo postawy kierownictwa ,, Solidarności", całkowicie nieprzygotowanego do wykorzystania ogromnej fali poparcia społecznego jaka objawiła sie 4 czerwca. Sparaliżowano wszelkie próby odejścia od kontraktu okrągłostołowego. Zgodzono się na manipulację ordynacji wyborczej, by przywódcy Komitetu Obywatelskiego mogli zrealizować swe plany polityczne. Wolę większości społeczeństwa potraktowano instrumentalnie.
    Oznaczało to zdradę ideowych fundamentów , na których zbudowano ,, Solidarność"
    i dało początek epoki relatywizmu moralnego, który już niepodzielnie zapanował w polskim życiu publicznym. 4 czerwca dał początek legendzie, że wtedy skończył się w Polsce komunizm. Szybko zapomniano o ideach solidarnościowych.
  • 2009-06-08 13:19 | Fox Mulder

    Witam! To przykre, ale w wielu miejscach moje odczucia są dokładnie takie same, jak Pańskie. Też pamiętam radość z wyników wyborów i jej gaśnięcie z latami. Zgadzam się zupełnie z tezą, iż przewodnią siłę narodu w postaci PZPR zastąpił Kościół, który z nieznanych przyczyn knebluje wszystkim wokół usta. Podobnie, jak Pan ani wtedy, ani dziś nie czuję się tu jak u siebie. Pozdrawiam.
  • 2009-06-09 10:45 | Redakcja

    MARIUSZ JANICKI PODSUMOWUJE DEBATĘ

    Dyskusja internautów w swojej istocie dotyczy problemu, który stał się osią naszego artykułu, podsumowującego ostatnie dwie dekady w Polsce. Jak na jednej wadze zważyć takie pojęcia jak wolność słowa, swobody obywatelskie, wolne wybory, demokratyczne standardy, czyli najogólniej wolność po prostu a zarazem bezrobocie, nierówności społeczne, biedę wielu rodaków, polityczne swary, afery, korupcję. A do tego wszystkiego jeszcze wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej. Według niektórych opinii, nie ma absolutnych wartości, wolność musi służyć do realizowania społecznych celów, a sama w sobie jest pojęciem w dużej mierze abstrakcyjnym. Można tu usłyszeć, że Solidarność zawiodła, bo obiecując socjalizm bez wypaczeń, zaprowadziła w gruncie rzeczy surowy kapitalizm, w którym wielu Polaków do dziś nie może się odnaleźć. Internauci wspominają, o relatywizmie moralnym jaki zapanował po 1989 r. i zdradzie solidarnościowych ideałów.

    Ale też pojawiły się w debacie głosy podnoszące, że wolność jest wartością nadrzędną, a demokracja jest tylko ramą, która niewiele gwarantuje, poza organizowaniem przestrzeni tejże wolności i to jest bardzo ważne. To ton bliski i nam, autorom.

    Niemal wszyscy dostrzegają, jak bardzo zmieniła się Polska przez te dwadzieścia lat, nie ma natomiast zgody co do tego, czy zmieniła się wystarczająco, czy zmierzała i zmierza w słuszną stronę, gdzie popełniono błędy i co powinno się zmienić w kolejnych latach. Jednocześnie rocznica 4 czerwca przebiegła zaskakująco dobrze, widać było jeśli nie entuzjazm, to zadowolenie połączone z refleksją, namysłem nad najnowszą historią. To może być naprawdę mądre święto.

    Mariusz Janicki
  • 2009-06-10 01:23 | Iwo Kęsy

    Im dłużej nad tym myślę to sądzę, że to "naprawdę mądre święto". Mimo wielu zastrzeżeń do minionego dwudziestolecia myślę, że to jednak wyjątkowa data. Data kiedy powiedzieliśmy sobie dość. Dość rewanżyzmom, dość szaleńczym zwycięstwom, dość obojętności! Chciałbym byśmy mogli wreszcie świętować prawdziwe zwycięstwo! A nie tylko moralne (powstanie W.) albo iluzoryczne (konstytucja 3-go maja)! Chciałbym by słowo "kompromis" nie było zawsze związane z przymiotnikiem "zgniły", żeby nasza wolność nie oznaczała "uległość", żebyśmy mogli Europie wytłumaczyć gdzie są jej prawdziwe granice (idei i interesów).
    To mogłoby być prawdziwe święto mądrości. Mądrości nie takiej, która wie co będzie ale takiej która wie co należy robić...
  • 2009-06-10 13:42 | Anna Brakoniecka

    4. czerwca jako swieto Europy - poprzyj nasza inicjatywe!

    Szanowni Państwo,

    zwróciliśmy się z propozycją do naszych gości, by 4. czerwca zaproponować jako święto europejskie – nie tylko polskie, ale właśnie europejskie, albowiem ówczesne wydarzenia w Polsce zainaugurowały proces przemian w całej Europie i doprowadziły do zjednoczenia Europy. Na nasz apel (http://www.scholar-online.pl/articles.php?article_id=26) zareagowano dość entuzjastycznie i z tej okazji stworzyliśmy dodatkową stronę (oczywiście w trzech językach: polski, niemiecki, angielski), gdzie umieszczamy przemyślenia, propozycje, zastrzeżenia właśnie na temat 4. czerwca 1989 i jego roli. Pojawiły się już głosy z wielu krajów, pojawiły się pierwsze podziękowania, uwagi, dlatego bardzo gorąco Państwa proszę, by nas Państwo poparli wpisując się na tej stronie, abyśmy mogli później przedstawić te właśnie opinie innym Europejczykom, w tym politykom, mediom. Bardzo bym się cieszyła z możliwości przeczytania Państwa refleksji i wspomnień związanych z czerwcem 1989. (Każda opinia tłumaczona jest przez nasz zespół na inne języki, tak by każdy mógł wziąć udział w dyskusji, niezależnie od poziomu zaawansowania własnego języków obcych).


    Myślę że taka dyskusja, pełna argumentów i refleksji, pozwoli nam, Polakom i innym Europejczykom poznać się bliżej i docenić się wzajemnie, w innym przypadku nadal będziemy nastawiani przez niektórych polityków przeciw innym narodom. Sianie niepewności i strachu nie jest dla nas dobrym rozwiązaniem. Powinniśmy się lepiej rozumieć, a lepsze zrozumienie możliwe jest tylko przez lepsze poznanie się. Zapraszam gorąco na nasza stronę:

    http://www.scholar-online.pl/viewpage.php?page_id=64


    Jednocześnie nie widzę zainteresowania ze strony dzisiejszych polityków i prasy. Wprawdzie Prezydent Komisji Europejskiej, pan Barroso, z którym miałam okazję porozmawiać, wyraził się pozytywnie o naszej idei, a jego zespół zarzucił mnie wówczas komplementami, jednak ani z jego strony, ani ze strony polskich, niemieckich i innych europejskich polityków (przede wszystkim eurodeputowanych i rządów) nie znaleźliśmy poparcia. Dlatego chcemy budować lepszą Europę i zrozumienie pomiędzy nami, Europejczykami, od podstaw, jak w pozytywizmie.


    Dlatego zwracam się do Państwa jako Polaków i Europejczyków, aby poparli Państwo tę myśl (wspólnego święta europejskiego) oraz by Państwo poparli naszą propozycję, by właśnie 4. czerwca był tym dniem, który mogłaby świętować cała Europa.


    Dziękuję serdecznie za poparcie i przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia,

    Anna Brakoniecka


    O nas: Portal Scholar-online.eu jest przeznaczony dla każdego Europejczyka, który chce wypowiedzieć się; o mniej lub bardziej ważnych codziennych problemach, troskach, radościach, a celem jest lepsze poznanie innych Europejczyków. Aby umożliwić dialog, każda z wypowiedzi jest tłumaczona na inne języki (polski, angielski, niemiecki, częściowo rosyjski). Chcemy burzyć nieprawdziwe stereotypy i by tworzyć wzajemne zaufanie na płaszczyźnie europejskiej. Poprzez komunikację bez barier językowych chcemy pokazać, że ludzie z innych krajów wcale nie są tak bardzo różni od nas. Chcemy szerzyć otwartość i tolerancję, ale i poznawać nowe, nieznane światy. Odwiedziło nas już ponad 200.000 gości (przeważnie z Europy), wspomagalismy akcje młodzieżowe i edukacyjne.
  • 2009-06-10 23:24 | Marek de Nisau

    Dzięki !!!! Rodzic walczący.