Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Jak gasło Światło Ariów

(1)
W 30-lecie rewolucji
  • 2009-06-07 14:03 | Jarosław Pędraszewski

    Re: Jak gasło Światło Ariów

    witam
    Jaki sens ma recenzja, która jedyne co robi to streszcza książkę, powtarzając przy okazji błędy w niej zawarte (patrz nazwisko ppłk. GoleniEwskiego, które zarówno w książce, jak i w recenzji przekręcone jest na GoleniOwski) albo nie do końca przesądzone co do prawdziwości tezy (jak ta, że amerykanie już od 1961 r. wiedzieli, iż Chomeini był agentem Bloku Wschodniego)? Swoją drogą, tu zgadzam się z autorem recenzji, zadziwiająca sytuacja - USA robi rewolucję i w miejsce obalonego szacha wprowadza na sam szczyt człowieka powiązanego z ZSRR.
    Książka mimo podtytułu "Relacje i dokumenty" nie przedstawia żadnych dokumentów, a relacje są tak drobiazgowe (włączając w to odtworzone rozmowy bohaterów wydarzeń opisywanych w książce, prowadzone nota bene na przestrzeni kilku lat), że aż nieprawdopodobne, tym bardziej, że spisane 25 lat później. Szach zaś, przy całym szacunku do człowieka, jawi się raczej bardziej jako zwykły nieudacznik, a nie jako postać tragiczna, choć na jego korzyść mogą przemawiać intencje uniezależnienia się od możnych protektorów. Jednak, jak powszechnie wiadomo, dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Wyraźnie widać wszelkie negatywne cechy rządów jednego człowiek, jednej partii, jednej klasy (irańskiej arystokracji), wspomaganej tajną policją i armią. Ciągłe walki dworskich frakcji i kamaryli, ograniczanie aktywności przez dworski protokół, chęć przypodobania się szachowi, który otoczony pochlebcami i lizusami traci co raz bardziej kontakt z rzeczywistością. Przez to brak mu oglądu całej - bardzo zresztą skomplikowanej - rzeczywistości (znamienne jest, że jednym z głównych źródeł jego wiedzy o rzeczywistości, oprócz relacji otaczających go dworzan i współpracowników, są wielkie dzienniki i magazyny światowe, głównie amerykańskie, brytyjskie i francuskie). Wszystko to powoduje, że próby opanowania sytuacji w latach 1978-1979 są nieudane. Również dlatego, że szach nie myśli o dopuszczeniu do władzy wszystkich sił Iranu, obejmujących całe społeczeństwo, a jedynie podejmuje fasadowe działania odsuwania niepopularnych bo skorumpowanych, albo niezbyt religijnych (tu ukłon w kierunku hierarchów szyickich) członków rządu bądź dworu, zastępując ich - zawsze nieprzekupnymi i pełnymi cnót, wg autora - kolejnymi protegowanymi. Wcześniej, czy później takie rządy musiały paść.
    Autor książki wydaje się dostrzegać błędy a później inercję w działaniu szacha, ale z drugiej strony zafascynowany jest jego postacią jako króla, Swiatła Ariów, pozostając do końca jego wiernym poddanym. Typowy urzędnik ancient regime'u.
    Dla mnie ta książka nie jest - tak jak chciał autor - relacją prób wyprowadzenia kraju z kryzysu, które w związku z zewnętrznymi siłami, jego zdaniem były z góry skazane na porażkę, a raczej dowodem na to jak nieudaczną była krótkotrwała dynastia Pahlavi, która próbując zerwać więzy zależności od USA i Wielkiej Brytanii, podzieliła los Kadżarów, których obliła w 1925 r. za namową i przy pomocy Wilekiej Brytanii (w książce na stronie 207 dodano im jeszcze 10 lat panowania).
    Historia zatoczyła koło, ale tu najlepsze. Rewolucja Islamska - przy wszystkich jej bezeceństwach - osiągnęła to czego nie osiągnął szach Mohammad Reza Pahlavi - niezależność Iranu, zarówno od Wchodu, jak i Zachodu. Nie na to raczej liczyli Amerykanie i Brytyjczycy.