Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Mękamatyka

(46)
Dobiega końca bodaj ostatni rok szkolny, kiedy to w dobrym tonie było przyznawać się do matematycznego matołectwa. W nauczaniu tego przedmiotu ma nastąpić rewolucja.
  • 2009-06-17 09:31 | magdawieja

    Re: Mękamatyka

    Dlaczego nie poruszono w tekście problemu kadry!!!??? Matematyka byla i jest dla uczniów (w tym dla mnie) straszakiem przede wszystkim dlatego ze często (nie wiem czy to jakiś negatywny dobór naturalny) nauczyciele-despoci, nauczyciele-znęczace, nauczyciele-tyrani. I to oni wywolują wrażenie ze matematyka jest straszna. Człowiek stoi przy tablicy i pragnie tylko napisać własciwy wynik, nikt go nie uczy myślenia tylko co najwyzej wkucia wzoru i podstawenia do niego liczb. Dlaczego dziś mamy uczyć się czegokolwiek na pamięc (poza potrzebą ćwizenia pamięci, ale to można robić i przez nauke wierszy) skoro wszystko mamy w necie, w ksiazkach... Po co mnożyć i dzielic pod kreską wielocyfrowe liczby skoro sa komputery? Za t uczniowie nadal nie rozumieją zadań z jadącymi z miasta a do b pociagami, nie myślą, tylko wkuwaja i drżą ze strachu. W szkole (liceum) mojej siostry była matematyczka u której co roku ponad polowa klasy miała paly z matmy - i co? Matematyczka uczyla dalej, uczniowie wychodzili z liceum z nerwica i nienawiścią do matematyki. O czym to świadczy?
  • 2009-06-17 19:47 | ryzyk-fizyk

    "Po co mnożyć i dzielić pod kreską wielocyfrowe liczby skoro są komputery?"
    Odpowiem podobnymi argumentami:
    Po co uczyć się gramatyki, interpunkcji skoro są komputery? Po co samodzielnie pisać teksty, jeśli Google pozwala znaleźć gotowce na każdy temat?
    Uczniowie nie zrozumieją dobrze nawet najprostszych zadań, gdy nie będą w stanie wykonać sprawnie prostych obliczeń, podobnie jak nie zrozumieją tekstu, jak naukę czytania skończy się na literowaniu. Człowiek sprawnie czytający nie literuje a widzi tekst, obejmuje zdania. Człowiek posługujący się podstawami matematyki (raczej arytmetyki) widzi znaczenie liczb. "Amatematyzm" (pierwotny, wtórny, funkcjonalny) jest takim samym problemem społecznym jak analfabetyzm, tyle że znacznie bardziej powszechnym i szeroko akceptowanym społecznie.

    P.S. Redakcji dziękuję bardzo za ten tekst. Trzymam kciuki żeby reforma powiodły się chociaż w niewielkiej części, ale wiary we mnie mało. Zupełnie zaś nie wierzę, że w dającej się przewidzieć przyszłości przyznawanie się do "matołectwa matematycznego" przestanie być "w dobrym tonie". Stąd i moje sceptyczne spojrzenie na możliwości realizacji wizji "Polska 2030" przedstawianej na sąsiednich stronach...
  • 2009-06-18 16:08 | riffe

    U mnie w liceum też połowa klasy miała bóle brzucha przed matematyką i fizyką :) Na porządku dziennym było wyzywanie nas od debili, wrzeszczenie, że "to jest przecież tak trywialne, że nie ma co tłumaczyć!". Żeby mieć święty spokój i nie narażać się na wybuchy jadu pań psorek, poszłam na korki u pewnego inżyniera, który w życiu ludzi nie uczył. I to było satori. Zadania, liczby i wzory przemówiły do mnie ludzkim głosem i doczekałam matury bez nerwicy (nawet z małymi sukcesikami) :) @ryzyk fizyk też ma rację, bez podstaw nie ma szans na zakumanie reszty a szpanowanie MATołectwem jest żałosne. W ogóle ten podział na "ścislych" i "humanistów" jest idiotyczny.
  • 2009-06-19 01:28 | a kuku

    Re: Mękamatyka

    stek bzdur
  • 2009-06-19 02:40 | Janina

    Re: Matematyka królowa nauk

    To co zrobiono z matematyką w Stanach, praktycznie ją eliminując ze szkół publicznych, gdzie jej poziom osiąga takie dno, że trudno uwierzyć . Kto nie widział tych uczniów w wielkich miastach zapuszczonych jak powoje przydrożne to nie ma zielonego pojęcia, o tym, jak jeszcze daleka jest droga upadku polskiego szkolnictwa. Globalni aroganci specjalnie upośledzają szkolnictwo publiczne skazując miliony na wieczne poniżenie.
    Polskie "elyty" niby wyrosły z ludu, ale tego ludu serdecznie nie lubią i papugują wzorce globalne , które nic dobrego nie wróżą na najbliższą przyszłość . Upadł autorytet nauczyciela i rozpłynęła się dyscyplina tak potrzebna ludziom młodym. Libertyński rząd i liberalna szkoła to bliźniacze nieszczęścia.
  • 2009-06-19 09:59 | ryzyk-fizyk

    Moim zdaniem sprawa chamstawa niektorych nauczycieli i sprawa matematyki sa jednak nieco rozlaczne. Znam przypadki, ze ludzie trzesli sie przed historia, polskim, biologia czy geografia, bo byli wyzywani i upokarzani. Jednak nie przerodzolo sie to w fobie spoleczna, jak stalo sie to z matematyka i fizyka.
    Wazna czesc problemu polega na tym, ze matematyki nie da sie nauczyc inaczej, niz systematycznie nabierajac wprawy. Zaleglosci z innych przedmiotow daje sie nadrobic zrywem: wykuc, zdac, zaliczyc... (znaczy, jak umie sie juz czytac :). Wyniesione z domu i zycia spolecznego przeswiadczenie ze "matematyka jest trudna i w zwazku z tym nie warto sie jej uczyc" potrafi, jesli uczen mu ulegnie choc na krotko, spowodowac, ze cala jego dalsza droga przez ten przedmiot jest droga przez meke, a ljest switnym usprawiedliwieniem zniechecajacym do systematycznosci. Jest jesli zaleglosci powstana z powodu choroby, przyczyn losowych - no coz, usprawiedliwienie jak w garsci.... Z drugiej strony program szkolny matematyki nie przewiduje mozliwosci nauki roznym tempem, zakonczonej na roznych poziomach,, w zaleznisci od zdolnosci, predyspozycji, warunkow, zdarzen losowych. Nie przewiduje zaliczania kolejnych umiejetnosci, jest sztywny i malo elastyczny. Przewiduje nauke "klasami" z gory narzuconym tempem dla calej grupy ludzi. Jak ktos sie do jakiejs klasy dosta,nie musi dalej z nia isc, niezaleznie od tego czy jest zdolny i moglby wiecej (nudzi sie wtedy okrutnie, nie ceni przedmiotu), czy nie rozumie, bo nie zdazyl wycwiczyc umiejetnosci potrzebnej do zrozumienia. Nie organizuje sie zajec dobierajac grupy uczniow o podobnym poziomie i predyspozycjach, piozwalajacych nadrobic zaleglosci czy wysforowac sie do przodu. Utrwala to stereotypy, fobie, nie pozwala rozwinac skrzydel.
    Z fizyka jest jeszcze gorzej, bo potrzebna jest pewna sprawnosc matematyczna i juz na poczatku przedmiot stoi na przegranej pozycji. Po co na sile uczyc fizyki kogos, kto nie posiadl umiejetnosci pozwalajacych na zrozumienie zagadnien? Zeby jasno postawic sprawe: bardzo chcialbym, zeby fizyki uczono w szkolach, ale wydaje mi sie ze w aktulanym stanie zmuszanie wszystkich do zapoznawania sie z jej podstawami, bardziej fizyce szkodzi niz pomaga. I mamy to co mamy.
    Dlatego ciesze sie, ze podjeto probe zmiany tego stanu, choc jak napisalem, latwo nie bedzie.
  • 2009-06-19 10:43 | no_name

    Re: Mękamatyka

    jestem z rocznika 86 pierwszego który stał się ofiarą gimanzjów, jak porównuje zeszyty kilka lat starszych kolegów, swoje i i młodszych od siebie to widzę że poziom nauczania matmy spadł, stąd pomysł by zwiększyć ilość godzin i dać nauczycielom więcej możliwości na indywidualne podeście do klas (czy nawet ich części) uważam za bardzo dobry
    na pocieszenie dla gimnazjalistów czy licealistów dodam, że poziom matury z matmy też spadł, zatem robiąc test z przed kilku lat jak osiągną połowę punktów to bedzie dla nich rownoważne 75-80% ztego co oni będą pisać
  • 2009-06-19 12:15 | Ktosik

    Re: Mękamatyka

    Hehe.. Niestety matematyka zawsze będzie kojarzyć z ze znienawidzonym nauczycielem,salą i równaniami,których się nie rozumie. Osoba,która ma zaległości od podstawówki nie ma szans na to żeby tą matematykę umieć. Jeśli MEN nic nie zrobi to będziemy mieć kolejne pokolenia "analafabetów matematycznych" jak to mówiła moja nauczycielka. Bardzo ważny jest dobór nauczyciela. Osobiście miałam nauczycieli,którzy byli sfrustorowani tym,że muszą uczyć matematyki,co spowodowało zniechęcenie do nauki klasy. Niech rząd zaczenie wreszcie coś robić w tym kierunku. Podejście do matematyki powinno być praktyczne a nie teoretyczne. Teoria nudzi, a praktyka uczy. Matematyka jeszcze przez wiele lat będzie piętą Achillesową dużej części społeczeństwa.
  • 2009-06-19 13:31 | ruda

    W ogóle ten podział na "ścislych" i "humanistów" jest idiotyczny.

    Niestety, nie jest idiotyczny.
    Każdy z nas ma jakieś zdolności i predyspozycje co skutkuje tym, iż pewne "tematy" przyswaja szybciej a inne nie. Trzeba pogodzić się z tym i przyjąć do wiadomości że "humanistom" będziemy ułamki tłumaczyć godzinę a "ścisłym" 15 minut. Każdego można nauczyc - tylko trzeba chcieć.

    A o wpływie sposobu bycia nauczyciela na stosunek uczniów do uczonego przez Niego przedmiotu możnaby doktorat napisać. W szkole mojego syna jest nauczycielka od fizyki (chamstwo, buta, arogancja - to absolutne minimum w opisie charakteru Pani Nauczycielki) u której 90% uczniów jest systematycznie zagrożonych. Interwencje u Dyrektorki nie odnoszą rezulatów. Na pytania do dyrekcji: Nie dziwi Pani że 90% uczniów jest zagrożonych z fizyki? Może to nie jest wina uczniów a nauczyciela - Pani Dyrektor odpowiada - cieszcie się że wogóle jest nauczyciel! I ani grama refleksji - że uczniowie piątkowi (między innymi ocena bardzo dobra z matematyki, chemii) mają ocenę mierną lub dostateczną.
    Największą frajdę na fizyce miały dzieciaki, kiedy przez miesiąc uczyła ich studenka zaliczająca praktyki - nikt nie miał problemu ze zrozumieniem tematu.
  • 2009-06-19 13:45 | anglistka

    Re: Mękamatyka

    Sama uczę-angielskiego, co do matematyki powiem, że podobnie jak biologię, przedmiot ów znienawidziłam w liceum. W podstawówce miałam świetną matematyczkę, miała dobre podejście, rozumiałą, że trzeba tłumaczyć zadania na różne sposoby, bo to, co dociera do jednej osoby, niekoniecznie będzie jasne dla innej, poza tym motywowała, na kółku matematycznym były kolejki chętnych. W szkole, w której uczyłam było podobnie, na kółko uczniowie weszli by najchętniej oknem:) Liceum, to za to horror: jeśli nie rozumiesz jesteś głąb, rachunek prawdopodobieństwa to czarna magia (zaczęłam co nie co rozumieć, gdy wytłumaczył mi go mój mąż-miłośnik matmy), zadania chyba od 20 lat te same dyktowane z zeszytu profesorki...
    Ps. A propos biologi, profesorka dyktowała teksty ze swojego zeszytu ze studiów, na sprawdziane trzeba było wykuć słowo w słowo, bo inaczej nie dostawało się max liczby punktów. Zero omówienia, ręce odpadały od pisania, przerwa na przerysowanie obrazka z podęczxika była jedyną ulgą.
  • 2009-06-19 14:28 | grasz

    Re: Mękamatyka

    Zawsze lubiłam matematykę, może trafiłam na dobrych nauczycieli a może kiedyś inaczej uczono tego przedmiotu. Teraz daję domowe "korepetycje" koleżankom i kolegom mojej córki. Próbuję pokazać im piękno matematyki i wiem, że to działa.
  • 2009-06-19 15:02 | Zbigniew Wolski

    Dopóki Karta Nauczyciela, jako wytwór komunistycznego ZNP, nie zostanie zlikwidowana, nie będzie możliwości zreformowania szkoły. Karta Nauczyciela, jako rekompensata za niskie płace, obniżyła obowiązek pracy w szkole do 18 godzin. Jakoś nie została zauważone, że spowodowało to radykalną zmianę roli nauczyciela w szkole. Stał się on jedynie wykładowcą swojego przedmiotu. Jego tygodniowym zadaniem jest wygłoszenie 18 45-cio minutowych wykładów. To ZNP wprowadził do całego szkolnictwa podstawowego i średniego system nauczania właściwy szkołom wyższym. Ponad połowa czasu pracy nauczycieli została szkołom odebrana. Nie mogło się to obyć bez szkód. Również w nauczaniu matematyki.
  • 2009-06-19 15:35 | sem19

    Re: Mękamatyka

    To niesprawiedliwe!! Dlaczego dopiero teraz ktoś zacżał o tym myśleć, do cholery? Może ja też chciałbym rozumieć matmę, a już jestem po liceum i mnie ta reforma nie obejmie. To znaczy, że wcześniej matma byłą uczona "na odpierdziel" i jawnie to przyznają? Co to ma byc?
  • 2009-06-19 15:39 | sem19

    Re: Mękamatyka

    Matematyka to potęga, przydaje się prawie wszędzie (rachunki, wydatki, raty, kredyty, giełda, analiza techniczna), już o wynikającej z niej logice myslenia nie wspomnę. Szkoda, że jej nie rozumiem...
  • 2009-06-19 15:44 | sem19

    Ja tam nigdy matmy za bardzo nie rozumiałem, jechałem na trójach. W liceum nagle w I klasie miałem 4 na koniec i potem zawsze jak trzeba było jakaś kartk. lub spr. napisać, to stosowałem wspomniany przez ciebie zryw "zakuć i zdac". Licealna matematyka była jakaś inna, podzielona na niezwiązane ze soba działy, po prostu popatrzyłem jak nauczycielka rozwiązuje, poczytałem podręcznik z "krok po kroku" i sprawdziany dobrze zaliczałem. Nie wiem, może miałem niski poziom.
  • 2009-06-19 17:48 | Smal

    Re: Mękamatyka

    Obowiązkowa matematyka na maturze - uczniowie wybranych klas drugich szkół średnich w czerwcu przystąpili do próbnych matur z matematyki - zdawalność w klasach humanistycznych poniżej 50% w moim regionie. :)
  • 2009-06-19 23:39 | oj to ja

    Re: Mękamatyka

    Jestem byłą gwiazdą matematyki - zwycięstwo w szkolnym 'Kangurze'. jakieś-tam olimpiady, klasa autorska mat-fiz, skończona politechnika i co ? I wielkie G bo jestem kobietą - uwierzcie lub nie - słyszałam to na 3 rozmowach kwalifikacyjnych, od ojca, od moich 'przyjaciół' : 'znajdź dobrego męża, wyjdź dobrze za mąż itd.' .. Póki co zarabiam na korepetycjach z matmy, wspieram w siłach młodsze koleżanki (:P) , uczę się księgowości... Bo w tym kraju owszem, liczą na dobrych matematyków, panów matematyków...
    PS Każdy z nas ma dwie rzeczy do wyboru: jesteśmy albo pełni miłości... albo pełni lęku.
  • 2009-06-20 07:46 | kama

    Re: Mękamatyka???

    A mnie sie wydaje, ze problem z matematyka (i fizyka) jest duzo glebszy. Wielu ludzi odczuwa paniczny strach przed wolnoscia. Wolnoscia rozumiana jako koniecznosc samodzielnego myslenia i wyciagania wlasnych wnioskow. Duzo latwiej opierac sie na autorytetach.
    Pierwszy z brzegu przyklad: "Wielka Improwizacja". Zostalo zadekretowane i podane do wiadomosci, ze jest "Wielka". Wystarczy to zapamietac i sprawa zalatwiona. Niech ktokolwiek odwazy sie pisnac, ze to byc moze belkot pijanego paranoika. Boze, co to by sie dzialo! W matematyce - kompletnie inaczej. Nawet Pitagoras czy Newton sformulowali swe twierdzenia. Kazdy moze sobie je sprawdzic i udowodnic. Nie MUSI nic przyjmowac na wiare. Wystarczy pomyslec samemu. Pomyslec i wyciagnac wnioski. Pomyle sie? Tez dobrze, wyjdzie w sprawdzeniu. Dla mnie osobiscie to jest wolnosc. Ze przy Talesie czy Eulerze jestem pylkiem, nie dorastam im do piet? No to co? Nie jestem matematykiem. Ale od kiedy zrozumialem i udowodnilem SOBIE czyjes twierdzenie to stalo sie ono moim.
    Jeszcze inaczej - chocby profesor, nawet nadzwyczajny czy super honoris causa, stwierdzil, iz cieciwa okregu moze byc dluzsza niz jego srednica, zwykly maly Kazio moze mu udowodnic, ze popelnil blad. To nie tylko wolnosc lecz rownouprawnienie prawdy, niezaleznie kto te prawde glosi. I tylko trzeba pomyslec...
    Prosze mnie zle nie zrozumiec - ja nie twierdze, ze "matematycznie uposledzeni" nie mysla. Ja obawiam sie, ze odczuwaja lek przed wyciaganiem i WYPOWIEDZENIEM wlasnych wnioskow, nawet, jesli to dotyczy pociagow miedzy miastami A i B.
    Ale nie martwcie sie. Trzy tysiace lat temu bylo niewielu genialnych matematykow, nieco wiecej ich jest dzisiaj. Ale co to za pieniadze... A w zyciu?
    Byznesmeni udowodnili, iz duzo lepiej zostac managerem-od-wszystkiego, bankierem czy finansista bez szkodliwej znajomosci matematyki (czy fizyki, a szczegolnie termodynamiki i teorii regulacji).
    Skutki widac...
  • 2009-06-20 11:05 | Al Gorytm

    Re: Mękamatyka

    No coz, mysle ze odpowiedzia na pojawiajace sie wsrod 'humanistow' pytanie: 'po co mi matematyka' sa tresci zawarte w akcji promocyjnej pwenego zeszycika za 93.50PLN, ktorego autor staje sie powoli gwiazda kolorowego tygodnika 'Polityka'.
    Tak jeat - gwiazda, bo ktore gwiazda muzyki pop nie chcialaby miec za friko
    promocji na dwie strony w pismie uchodzacym w pewnym kraju za 'opiniotworcze'?
    Otoz w owej publikacji tworca 'algorytmu przeksztalcania rownan liniowych
    (zwany dalej 'Tworca')
    sadzi androny, ktore kazdemu, kto choc troche liznal matematyki w ogolniaku powinny dac do myslenia i zastanowienia sie przed ich publikacja. No ale w
    pewnym kraju, w ktorym tygodnik 'Polityka' uchodzi,
    podstawowa kwalifikacja do zawodu dziennikarza i powodem do czesto
    demonstrowanej wsrod przedstawicieli tego fachu dumy jest 'nieposiadanie
    umyslu matematycznego'. Zatem, kto i jak mialby sie oraz nad czym zastanowic
    przed publikacja?
    Autor zeszyciku za 93.50 PLN (Umbero Eco ze swoimi stusstronnicowymi ksiazkami na kredowym papierze z wysokiej jakosci reprodukcjiam i w
    porownywalnej cenie, zwija sie z zazdrosci!) utrzymuje na przyklad, ze przeczytal setki ksiazek z matematyki i nie znaklaz w nich sladu algorytmu przeksztalcania rownan. Szkoda, ze autor algorytmu nie wie o istnieniu dziedziny zwanej
    algorytmika (sic!). Bo wtedy juz po przejrzeniu kilku ksiazek z tego dzialu przkonalby sie, ze istnieja algorytmy 'przksztalcania' wyrazen, 'przy ktorych jego rownania liniowe' stopniem trudnosci przypominaja konstrukcje cepa. Rowniez dziennikarz nie wie (bo skad? - przez cala szkole mial przecie umysl humanistyczny),ze rownania liniowe sa najprostszymi wyrazeniami z rodziny rownan jakichkolwiek. Latwo mu zatem pisac o 'algorytmie przeksztalcania' jako o dokonaniu nieomal na miare matematycznego nobla. Sam autor 'algorytmu' tez zdawa sie miec osobliwe wyobrazenie o stopniu trudnosci wyrazen algebraicznych skoro za najtrudniejsze z wykladanych w szkole sredniej 'do matury' uwaza: 1/R=1/R_1 +1/R_2! Chociaz z pokora przyznaje, ze nie do konca jestem pewien, czy aby akurat nie ma racji w tej kwestii. Zapasc 'matematyczna' polskiej szkoly dokonana w cigu kilku ostatnich dekad przez'umysly humanistyczne' w Ministerstwie faktycznie jest taka, ze niwykluczone, iz w programie nie ma obecnie mowy o rownaniach niewymiernych, logarytmicznych, wykladniczych ..., ktore jak najbardziej byly tam obecne jeszcze jake 20 lat temu (moj kontakt ze szkola srednia, jak rowniez kontakt mojego potomstwa skonczyl sie juz dosc dawno, wiec moge byc nieswiadom glebi dokonywanych w szkolnictwie epokowych reform.
    W jednym jednak trzeba tworcy 'algorytmu'przyznac racje - spsob uczenia matematyki w szkolach jest katasrtofalny! Pisalem wprawdzie, ze nie mam kontaktu zze szkolami na poziomie sredni, ale mam ciagly kontakt z wypuszczanym przez nie 'produktem'. Zgadzam sie zatem z tworca, ze
    podtsawoy problem polega nie na samej maatematyce - tak naprawde do
    ciezkich fobii u uczniow dochodzi anim jeszcze tak naprawde dotra do matematyki - ale na nieznajomosci penych czytsto technicznych procedur
    (owych 'przewrotow,', ktorych sie nalezy nauczyc zanim sie zabierze za salta).
    Nietstety wiekszosc nauczycieli nie potrafi tych paru naprawde prostych trikow,
    po opanowaniu ktorych czynnosci wywolujace obecnie panike i totalna blokade
    mentalna staja sie czynnoscia odruchowa, wyjasnic, bo ich najzwyczjaniej nie sa najczesciej w stanie ujac w forme werbalnego przekazu zrozumialego dla
    mlodych 'humanistycznych umyslow'. Tworca ma racje, kiedy powiada, ze
    jezeli sie tego nie opanuje, to bedziemy ciagle wiezniami sytuacji, w ktorych
    nauczyciele beda mieli uczniow za glupich matolow, a uczniowie beda
    doznawali atakow panicznego strach przed kazda matma.
    Zas Tworca, korzystajac z promocji penego tygodnika, bedzie na tym robil kase.
    Poniewaz od tysiacleci widomo, ze najwieksze pieniadze robi sie na ludzkim strachu i glupocie!
    PS Podobnie jak Tworca algorytmu bylem przed laty w sytuacji osoby ratujacej sie
    przed nedza korepetycjami z matematyki na pozoimie roznym. Jak Tworca ciekaw,
    to moge mu udostepnic algorytm przeksztalcania wyrazen, ktore naja sie tak
    do jego rownan liniwoych jak budowa zegarka do wspomnianego wyzej cepa.
    Dodam, ze do jego opracowania nie musialem przestudiowac 3 tys. podrecznikow
    z matematyki. Wystarczylo przestudiowanie pol kufla piwa w Miedzyzdrojach w
    peene piekne wakacyjne popoludnie przed laty.
    trygonometrycznych
  • 2009-06-20 14:55 | mitro

    Jakieś diabelskie czary chyba? To mój tekst!!! A tak na poważnie jedyną drogą do wolności osobistej umiejętność "weryfikacji" otaczającego nas świata. Matematyka, jako całkowicie egalitarna nauka nie zna pojęcia "dziedziczonego szlachectwa", które tak często obecne jest wśród "elit" humanistycznych, szczególnie prawników, historyków, literatów. Oni nie muszą niczego udowadniać...Ale napęd do reprezentowania reszty społeczeństwa mają odwrotnie proporcjonalny do realnie posiadanej wiedzy. Póki oni rządzą i ustalają paradygmaty, mamy prze..ne, a zakres wolności osobistej będzie ściśle reglamentowany.
  • 2009-06-20 19:28 | markon

    Re: Mękamatyka

    W podstawoce moja nauczycielka matematyki miala w zwyczaju podawac kilka sposobow na rozwiazanie zadania. Zanim wiekszosc z nas zdazylo sobie przyswoic jeden ze sposobow bylismy zmuszeni uczyc sie kolejnego w rezultacie dochodzilo do pomieszania z poplataniem i jak mozna sobie wyobrazic ogromnej frustracji.Wiekszosc z nas jakos sobie radzila z pomoca rodzicow i korepetytorow. W podstawowce nabawilem sie awersji do matematyki . Mature zdawalem z historii, ktorej bylem sie w stanie nauczyc z pomoca lub bez jakiegokolwiek nauczyciela. Ukonczylem studia prawnicze z dobrym wynikiem.
    Ale jakos nigdy nie moglem sobie wybaczyc moich ewidentnych brakow w naukach scislych i co za tym idzie ograniczonego wyboru kariery. - Dobry artykul z powazaniem Mariusz
  • 2009-06-21 11:08 | "matol matematyczny"

    Re: Mękamatyka

    W moim liceum pani caly czas siedzial za biurkiem, czylata w dzienniku rubryke z Miejscem zatrudnienia rodzicow komentujac ja na glos. Np, ze lubi krowki (ktos pracowal w fabryce krowek) Przyzwyczajana z podstawowki do zadawania pytan naiwnie podnioslam reke w pirwszej klasie i zapaytalam o to co nie rozumiem (by nie dopuscic do pozniejszych ewentualnych zaleglosci) i co uslyszalam? Taka mniej wiecej odpowiedz: "Masz czelnosc pytac (...Nazwisko), jak sie dostalas do liceum? Nie kazdy musi zdac mature " Po tym wiadrze wody na glowe, "uzywalam" lekcji matematyki do relaksu zgrzanej innymi przedmiotami glowy, bo nie trzeba bylo myslec. Wystarczylo przepisac z tablicy rownanie napisane nawet nie przez naucycieke (ta niezmiennie za biurkiem) ale przez ucznia. Klasowki sie zwalalo, pani pozwalala, bylo jej to na reke, wiedziala, ze "maloly" i taknic nie rozumieja.
    Mysle, ze najgorsza jest karta nauczyciela, ktora pozwala tej pani uczyc niezmiennie, od 20 lat, ta sama "metoda", do dzisiaj, mimo protestow rodzicow kolejnych rocznikow.
    Dzisiaj sama ucze. Moim glownym powedzonkiem na kazdej lekcji jest: "Pytajcie jesli nie rozumiecie" i dzieci pytaja.
  • 2009-06-21 11:11 | Po-Liczek

    Re: Mękamatyka

    Nie umie? Nie nauczyl sie? Po prostu nie "dac" matury! Albo nie puscic do nastepnej klasy. I glupki niech jada do rzezni pozamieniac lby na swinskie! To takie oczywiste.
  • 2009-06-21 14:18 | Humanistka

    Re: Mękamatyka

    Co przeszkadzało mi w szkolnej matematyce za moich szkolnych lat? Prowadzenie lekcji "na czas". Najpierw szybkie tłumaczenie "po łebkach" - kto zrozumiał, ten zrozumiał; kto nie, to trudno, przecież i tak jest matołem. Potem podyktowanie zadania i wyrwanie do tablicy - ledwie zdążyłam to zadanie zapisać, jeszcze nawet go dobrze nie przeczytałam, a już muszę je rozwiązać; i to poprawnie, bo jak nie, to ndst. Kiedy próbuję się nad tym zadaniem zastanowić, słyszę: "No, dalej, licz wreszcie, zaraz będzie dzwonek!", "Po co to rozpisujesz, licz w głowie, nie ma czasu!" (a ja, humanistka i wzrokowiec do tego, MUSZĘ rozpisać, bo inaczej się gubię) Na koniec dzwoni dzwonek, zadanie rozgrzebane do połowy, ja dostaję dst- i komentarz: "No, i straciliśmy pół lekcji niepotrzebnie...".
    Kończąc liceum, byłam przekonana, że jestem matematycznym antytalenciem i że nigdy już z tym paskudztwem nie chcę mieć do czynienia. Tymczasem po kilku latach przyszło mi dawać korepetycje mojej kuzynce - z matematyki właśnie. O dziwo, te zadania, które były kiedyś dla mnie koszmarem, rozumiałam i liczyłam swobodnie i poprawnie. Bo nikt nade mną nie stał i nie poganiał: "Licz prędzej, bo znów stracimy tyle czasu!..."
    Matematyka to, ogólnie mówiąc, rozwiązywanie zagadek logicznych. Nie umiem rozwiązywać zagadek logicznych na czas (i pewnie nie tylko ja). A gdy do tego obok stoi nauczyciel, który nie lubi swojej pracy ani swoich uczniów... ale to już inna historia.
  • 2009-06-21 16:03 | hynio

    Jaki kierunek na tej politechnice? bo jak sama 'matematyka stosowana', to niestety dobra praca jest, ale w USA. Szkoda że kształcisz się na gryzipiórka bo z tak kreatywnym umysłem jak deklarujesz powinno ci świetnie iść programowanie lub projektowanie czegokolwiek
  • 2009-06-21 16:03 | Osiemdziesięciolatek

    Nie lubilem matematyki, nawet raz na pólrocze mialem nawet '' dwóje". Ale calą animozję do przedmiotu zawdzięczam zlemu systemowi nauczania i nie tyle wlasnej tępocie, co bezradności pedagogicznej nauczycieli. Jeden nauczyciel potrafi uczniowi zobrzydzić przedmiot nawet na cale życie, Zamiast mówić o tępocie uczniów, pożyteczniej bylo by zastanowic się nad tępotą nauczycieli. Wszak to oni często są zasadniczym źródlem oglupiania okraszonego terrorem. Dla usprawiedliwienia potępianych nieszczęśników dodać by należalo, że oni śa przecież efektem nagatywnej selekcji.
  • 2009-06-21 16:23 | hynio ver2

    Też miałem taką matematyczkę. Uczyła szablonu rozwiązywania danych typów zadań, co kończyło się tak, że przy okazji badania wyników nauczania uczniowie bardzo dobrzy mieli takie same wyniki jak ci przeciętni. Nigdy nie zapomnę jak dała na kartkówce pochodną z (X-1)^2, klasa generalnie rozwiązała zadanie poprawnie, gdyby jednak zadana funkcja to było (2x-1)^2 skończyło by się szeregiem pał. Tak czy inaczej tylko moje własne samozaparcie i przykucie się na rok przed maturą do biurka sprawiło że zdałem maturę i dostałem się bez trudu na politechnikę.

    Co do pana twórcy cudownej metody, hmmm, nie czytałem książki, ale zapewniam że swego czasu na korkach potrzebowałem kwadransa żeby komuś (o ile posiadał w przeciętnym stopniu umiejętność rachowania liczb rzeczywistych) równania liniowe wytłumaczyć. Kwadratowe kapkę dłużej, ale też dawało rady. Najlepiej nauczaniu dzieci zrobiłyby badania psychiatryczne i psychologiczne nauczycieli
  • 2009-06-21 16:42 | asia

    Re: Mękamatyka

    Ja bardzo mile wspominam lekcje matematyki w szkole podstawowej(8-klasowej), moja nauczycielka była osobą bardzo cierpliwą i potrafiła poświęcić wiele uwagi i czasu na wyjaśnianie nam trudnych dla nas zadań. Na zajęcia dodatkowe z matematyki przychodziła do niej prawie połowa klasy! I pomimo tego, że nie byłam jakimś orłem matematycznym, to lubiłam ten przedmiot i radziłam sobie sama. Wszystko zmieniło się w liceum- zbyt szybkie tempo jak dla przeciętniaka, nerwówka i wyzwiska sprawiły, że matematyka i fizyka stały sie dla mnie najstraszniejszymi przedmiotami, których ani w ząb nie potrafiłam się nauczyć. A szkoda- bo w ten sposób wiele zawodów pozostało dla mnie nieosiągalnych.
  • 2009-06-22 13:01 | Męski filozof

    Moja matematyczka w liceum jest nieco "roztrzepana". Zadania na tablicy rozwiązują wszyscy uczniowie, ale sprawdzają ci tzw. "najlepsi" (w rozumieniu pani prof), bo PANI PIJE KAWĘ i nie wolno jej przeszkadzać! Wg niej jestem leniwy, ale dobry z matmy, więc mam przeciętne oceny :D (ciekawe, lol). Niestety, z tego względu, że się jej nie podlizuję (a lubi to kobieta cholernie), nie jestem jej pupilkiem. W tym roku była olimpiada z matmy. Zgłosiłem się i ja, oprócz tych "najlepszych". Niestety (chociaż dla mnie stety), okazało się, że mam wysokie miejsce w kraju i województwie, przez co znacznie wyprzedziłem kujonów. No i wyszło szydło z worka. Pewnie pani liczyła, że będę w peletonie, za ulubieńcami. Muszę powiedzieć, że to wywołało we mnie pozytywne zaskoczenie, przez co jestem spokojny o swoją maturę z matmy. Spokojnie mogę iść na politechnikę, bo z fizyki i z chemii jestem o wiele lepszy niż matmy. Wniosek: nie zawsze ocena nauczyciela jest adekwatna do zdolności ucznia.
  • 2009-06-22 14:00 | Kirhchoff czy jakoś tak :D

    Otóż to. W tym roku będę pisał maturę z matmy, więc jestem na bieżąco. Mogę powiedzieć, że takie banały jak funkcja liniowa i kwadratowa nie sprawiają uczniom raczej problemów, nawet dla tych słabych. Problem jest w trygonomertii (moim skromnym zdaniem słabsi potrzebują więcej czasu na opanowanie materiału + przerobienie zadań maturalnych z tego zakresu). Żadne przekształcenia wzoru nie pomogą uczniowi w drugiej i trzeciej klasie liceum, bo to jest potrzebne do gimnazjum. W liceum liczy się skoorynowanie wszystkich umiejętności nabytych we wcześniejszych etapach kształcenia. Tak więc ten pan jeżeli myśli że jest cudotwórcą, to chyba na głowę upadł. Matematyka to coś więcej niż głupie liczenie słupków. Na takich bzdurach liceum się nie ukończy, a jeżeli nawet, to na bank obleje maturę. Przeciętni uczniowie stracą tylko czas czytając wypociny jakiegoś pismaka bez studiów. Prawdziwy z niego cwaniak. Zareklamował jakiś szmatławiec, a desperaci kupią w ciemno kota w worku. On zgarnie kasiorę i pojedzie na wczasy do Katowic :D. 90 zł? Szkoda szmalu i zachodu. Za 90 zł to lepiej sobie z jakieś dwa zbiory zadań maturalnych kupić. Robienie zadań z dobrą książką i pod okiem nauczyciela pozwoli zdać maturę z zamkniętymi oczami. Nie wierzę, że w dobrym liceum nie ma kółek, na których uczniowie ćwiczą zadania do konkursów i matury.
  • 2009-06-22 15:19 | asik

    Re: Mękamatyka

    Moim zdaniem problem leży po stronie nauczycieli. I to od dawna. Piszę to, mimo że sama jestem nauczycielką - też ścisłego przedmiotu. 1 984 r (ta, ćwierć wieku temu) zaczęłam pracę w szkole, przy okazji różnych rozmów poprosił mnie kolega matematyk, żebym dawała korepetycje synowi jego znajomego - uczniowi technikum. Zgodziłam się, w końcu pieniądz to pieniądz. I cóż - chłopak skończywszy podstawówkę (ktoś go przecież uczył i promował) miał poważne problemy z podstawowymi działaniami w zakresie 100. Jak mu wytłumaczyć potęgi czy granicę ciągu w tej sytuacji? Po pół roku walki udało mu się mieć bezproblemowe 3. To była tak ciężka orka, że nigdy później nie zgodziłam się na dawanie korepetycji komukolwiek i z czegokolwiek.
    Później przez lata obserwowałam metody "uczenia", którymi edukowano moje dzieci. To, że niektóre nauczycielki jeszcze żyją, to tylko efekt mojego strachu przed więzieniem.
    Wiem, że dzieci są różne, sama nie zawsze mogę zrobić na lekcji to, co zaplanowałam, ale nigdy nie przyszło mi głowy wyzywać uczniów od debili czy matołów. Każdego można wychować i nauczyć, trzeba tylko chcieć.
  • 2009-06-22 20:37 | Romek

    Re: Mękamatyka

    "..Ministerstwo wywalczyło też ze związkami zawodowymi dwie dodatkowe godziny ponad zapisany w Karcie Nauczyciela limit, które nauczyciel w szkole podstawowej, gimnazjum i liceum poświęci matematyce..."
    Ciekawe jak nauczyciele przedmiotów niematematycznych wykorzystają te godziny.
    Problem polega na tym, że kolejni reformatorzy zapominają o tym, że o powodzeniu nauczania matematyki decyduje też liczba godzin tego przedmiotu. W moim gimnazjum w 2005 roku utworzyliśmy klasy (umownie zawne mat-inf), w których zamiast drugiego języka obcego dołożyliśmy lekcji matematyki (5+4+5 zamiast 4+4+4) oraz informatyki (2+2+2), na których też uczyliśmy matematyki m.in w programach Cabri, Cabri3d, Geogebra itp. W efekcie uczniowie na egzaminie gimnazjalnym uzyskali EWD (edukacyjną wartość dodaną) 8,83 z części matematyczno-przyrodniczej i 3,61 z humanistycznej, czyli ponad 12 punktów więcej niż wskazywały wyniki sprawdzianu po szkole podstawowej. Nasi decydenci postanowili werbalnie promować matematykę, a realnie wprowadza się coraz więcej przedmiotów, które co prawda marketingowo wyglądają super (3 języki w liceum), ale poziom wiedzy naszych uczniów z roku na rok się pogarsza.
  • 2009-06-23 01:21 | mat

    Re: Mękamatyka

    Pracuję na uczelni jako matematyk. Większość zajęć mam na innych wydziałach, ze studentami-inżynierami. Zacząłem pracować kilka lat temu, za czasów starej matury.
    Obecnie inżynierowie mają 2 semestry matematyki (kilkanaście lat temu 5 semestrów), mniej godzin w semestrze, i połowę materiału, który był kiedyś. A logarytmy, wielomiany, czy pochodne widzą pierwszy raz na moich zajęciach (dawniej w szkole). W szczególności ci którzy zdawali maturę z chemii czy biologii. Na zajęciach omawiamy mniej niż oni potrzebują na fizyce, czy chemii na pierwszym roku studiów. A wyniki… wiadomo.

    Wielu przeżywa pewien szok, że czegoś od nich wymagamy, pytamy, bo w szkole nie ma wymagań. Panuje nastawienie, żeby uczyć się tylko tego co jest potrzebne do matury, a inne przedmioty są ignorowane. Niektórzy na studiach tłumaczą się, że czegoś nie umieją bo zdawali chemię na maturze (również odnośnie tego, co było specjalnie tłumaczone na ćwiczeniach, bo szkole nie było). I uważają to za usprawiedliwienie. A chemicy narzekają, że brakuje im materiału z matematyki. (Pytanie o szeregi Fouriera w styczniu było śmieszne jeszcze za 'starej edukacji', bo tego nie było przez cały rok. Chociaż wtedy dałoby się to upchnąć w drugim semestrze kosztem równań różniczkowych (fizyka)). Podobnie z językiem polskim. Dariusz Chętkowski na blogach 'Polityki' pisał, że polski można zdawać po gimnazjum, bo egzamin sprawdza tylko rozumienie tekstu. Sądzę, że ma rację. Ale faktem jest też, że studenci często nie rozumieją co my do nich mówimy. Na przykład ustalam ze studentami na zaliczeniu poprawkowym, kiedy mogą przyjść po wyniki. Jest napisane cały czas na tablicy: 'Wyniki: środa, 10-11'. A po klasówce studenci pytają kiedy są wyniki.

    Rozumiem, że dla wielu osób, nauczenie się pewnego przedmiotu stanowi problem i można dyskutować, o tym ile ma być materiału i ewentualnie podział na różne poziomy (tutaj zgoda). Ale zawsze uczeń powinien uzyskać z każdego przedmiotu przynajmniej 3.0, bo szkoła to nie tylko matura. A im mniej materiału, tym powinni być lepiej przygotowani. W przypadku inżynierów wynika to z tego, że po prostu potrzebują pewnych rzeczy z matematyki na fizyce, niezależnie od ilości ćwiczeń. I trzeba skończyć z testami, bo w efekcie studenci gubią się kiedy zadanie zawiera kilka elementów.

    Przy okazji brakuje takich postaw jak: Kiedy robię błąd, to powinienem go poprawić. Mogę zapytać nauczyciela, oczekiwać pomocy, ale muszę coś zrobić w tym kierunku, np. spróbować rozwiązać i sprawdzić czego nie wiem. Obecnie młodzież nie zadaje pytań. Wiem, że boją się zadać pytanie, a raz odważniejszy student powiedział mi, że nie wiedzą czy mogą się zapytać. Dziwi mnie to, bo zachęcam do zadawania pytań i czasami przypominam o konsultacjach. Dodatkowo jest nastawienie typu 'Nie rozumiem, więc nie będę się uczył'. A przecież nigdy nie jest tak, że rozumie się wszystko od razu. Trzeba samemu spróbować. W przypadku matematyki istotna jest również systematyczna praca.

    W artykule jest mowa o tym, że nauczyciele matematyki mają być oceniani za wyniki. (Powinno dotyczyć wszystkich jeśli w ogóle). Ale co to oznacza ? Bo jeśli na podstawie ocen, to będzie to dalsze obniżenie poziomu. Tak jak matura układana pod kątem możliwości zdających. Nauczyciele powinni być oceniani za to jak faktycznie prowadzą lekcje, a nie za oceny. Ważny jest proces nauczania.

    Oczywiście, moim obowiązkiem jest odpowiednio prowadzić zajęcia. Z tego powodu co roku tłumaczę więcej, bo poziom studentów się obniża. Doszedłem w niektórych kwestiach do tego, że tłumaczę za każdym razem kiedy jest błąd na tablicy, np. kiedy iloczyn dwóch liczb jest równy zero albo że wyrażenie 'cos x' to nie jest iloczyn. Część studentów śmieje się ze mnie i moich kolegów, że mówimy do nich jak do debili, ale to wcale nie znaczy, że się nauczą. Przez cały rok są podstawowe błędy, obecnie nawet wśród lepszych studentów. Często słyszę od wykładowców, czy dziekanów, że mam zrobić 1-2 przykłady i następny temat. W tym semestrze, po upomnieniach dziekana, rozpisywałem przykłady tak długo, że faktycznie musiałem martwić się, aby studenci zdążyli policzyć chociaż 1-2 przykłady na tablicy. Dawniej był czas na więcej i na początku moich studiów (kiedy matematycy jeszcze liczą) też robiliśmy dużo. A teraz fizycznie się nie da. Kilka razy myślałem, aby robić tematy powoli do skutku, a resztę niech uczą się sami. Ale jak nie zrobię dużej części materiału (pochodne i zastosowania), to obiektywnie nie będą w stanie się nauczyć i wszyscy obleją egzamin, a tego żaden dziekan mi nie daruje.

    Na więcej godzin nie mogę liczyć, np. z powodów finansowych. Zresztą kilkadziesiąt godzin niewiele zmieni, jeśli studenci nie będą sami pracować. Dlatego choćby krótko, ale robię wszystkie istotniejsze tematy. (Większość obecnych studentów uczy się tylko tego co widzieli na zajęciach. Jak coś 'wyleciało', to mało kto się nauczy na egzamin, pomimo upomnień.) I dlatego kolejny nie przyjmę kolejny raz upomnień, że źle tłumaczę, chyba że ktoś przyjdzie na moje ćwiczenia. Bo do tej pory byłem upominany przez osoby, które patrzyły tylko na wyniki. Poza tym miałem lepsze efekty kiedy studenci mieli okazję więcej pisać na tablicy.

    Trochę przesadziłem z tekstem, choć niektóre kwestie tylko wspomniałem, więc na koniec coś śmieszniejszego: To było chyba w czerwcu zeszłego roku, czyli po drugim semestrze studiów. Koleżanka zaproponowała studentom termin zaliczenia. A oni mówią, że wtedy nie mogą, bo zdają maturę. Koleżanka była bardzo zaskoczona. Okazało się, że większość osób poprawia egzamin maturalny, bo można ponownie zdawać bez konsekwencji. Zaliczenie musiało poczekać.
  • 2009-06-23 17:25 | Anna Barnett

    Re: Mękamatyka

    Mialam fatalna nauczycielke matematyki w liceum; matematyka to byl koszmar! W dwoch pierwszych klasach szkoly mialam bez problemu "4" i musze przyznac ze nawet lubilam ten przedmiot, ba! czulam sie spelniona i dowartosciowana - "4" to bylo cos u Pana Kosiary ('). W trzeciej klasie liceum dostalismy nowego, a raczej nowa nauczycielke i zaczal sie problem - kumplowanie sie z uczniami, zarciki, faworyzowanie chlopakow i byle jakie tlumaczenie. Ja nie potrafie sie skupic jak pol klasy wrzeszczy a pani sie smieje glupawo i mysli ze ja sie naucze matematyki w podobnych warnukach traktujac mnie jak imbecyla bo... no wlasnie... bo nie wytlumaczyla i kazala przerobic w domu. Zaluje ze dwa lata mojej nauki zostalo zmarnowanych, zaluje iz pani wpoila mnie niechec do przedmiotu, szkoda bardzo...
  • 2009-06-23 23:00 | ja-va

    Jako matematyk, i były nauczyciel matematyki, który uczył jej na wszystkich szczeblach przez 20 lat mam sporo przemyśleń, ale ze względu na miejsce ograniczę się do kilku tez:

    1. Nie rozumiem dlaczego wszyscy mają zdawać maturę z matematyki.
    Takie założenie powoduje, że poziom matury musi być ustawiony bardzo nisko. O elementach matematyki wyższej na maturze należy zapomnieć.
    Nauczanie "pod maturę" uśredni poziom kształcenia w liceum na niskim poziomie.
    Sam kiedyś mało nie doprowadziłem do "oblania" uczennicy, która dziś cenię jako wybitną poetkę. Dziś nie sądzę, by moje wysiłki, aby wykształcić u niej elementarne sprawności matematyczne miały jakikolwiek sens i znaczenie.

    2. Kto uczy matematyki dzieci?
    To kluczowe pytanie. Matematyka to wbrew pozorom nauka doświadczalna. Możliwość wyabstrahowania złożonych pojęć i zdobycie umiejętności budowania złożonych konstrukcji algorytmicznych i dowodowych wymaga zgromadzenia wielu doświadczeń. Te doświadczenia zbiera się w trakcie mądrej zabawy. Dobry, świadomy intuicji, jakie chce wykształcić, nauczyciel może ułatwić zdobywanie potrzebnych doświadczeń i ich uogólnianie. Zły- będzie wymagał pamięciowego wkucia definicji i regułek, których znaczenia i konsekwencji sam nie rozumie.
    Uważam, że matematyki winni uczyć od początku matematycy, a przynajmniej nauczyciele, którzy przeszli z sukcesem (i przyjemnością poznawczą) przyzwoity kurs matematyki teoretycznej.
    Ktoś wyżej wspomniał o szkodach nieumiejętnego wykorzystywania pojęć teorii mnogości w nauczaniu początkowym. Dobry nauczyciel, rozumiejący podstawy matematyki, wykorzysta je do właściwego doboru środków i wyrabiania dobrych intuicji, zły- będzie wymagał od dziecka np. definicji sumy zbiorów. itd itd

    3. Nie da się przygotować do studiów inżynierskich, studiów matematycznych, fizycznych i chemicznych przy takiej liczbie godzin dydaktycznych, jakie obowiązują w siatkach współczesnego gimnazjum i liceum.

    Po prostu się nie da. A skoro się nie da, to należałoby to robić na studiach, ale o tym ktoś już pisał wyżej. Efekt- student trzeciego czy czwartego roku politechniki, który nie potrafi rozwiązać najprostszego równania różniczkowego, czy obliczyć najprostszej całki. Umiejętności, które wynosili z klas mat-fiz uczniowie liceów jakieś trzydzieści lat temu.
  • 2009-06-25 00:18 | rukh

    zagadnienie bełkotu pijanego paranoika poruszyliśmy przy omawianiu wielkiej improwizacji i rzeczywiście nauczycielka ogromnie sfrustrowana stwierdziła, że takiej możliwości nie przewiduje klucz (buhahaha) i że jesteśmy do niczego
  • 2009-06-25 02:24 | LoL

    Re: Mękamatyka

    Pajacu, matematyka to abstrakcja, lepiej się skupić na nauce czegoś pożytecznego. Dziękuję
  • 2009-06-25 09:48 | misio

    Masz rację - na przykład logiczne myślenie jest całkowicie zbyteczne dla współczesnego człowieka. W sumie całe myślenie jest mało pożyteczne, przecież to XXI wiek i mamy wspaniałe komputery. Tylko powiedz mi dlaczego ludzie nie potrafią wypełnić zwykłego PIT-u który sprowadza się do umiejętności logicznego myślenia, prostych obliczeń arytmetycznych i czytania ze zrozumieniem.
  • 2009-06-25 11:17 | Thoth

    Zgadzam się z panem! Podstawowy błąd to obcinanie godzin. Dlaczego? Bo mamy system boloński, więc to co było kiedyś w 3 lata (podstawowe przedmioty, a nie specjalność) trzeba zrobić w rok lub góra półtora.. Ja się jeszcze załapałam na pochodne w liceum i na studiach rok matematyki. I to było za mało. Jednak bez samodzielnej pracy, liczenia, czytania książek do matematyki czy pomocy osób bieglejszych człowiek się matmy nie nauczy.. Przez pierwszy rok liceum byłam na biol-chemie. Matmy było tam tyle co kot napłakał. Przepisałam się na mat-fiz, bo jednak wizja zostania lekarzem mnie nie pociągała. I co musiałam zrobić? Przez pierwszy semestr nadrobić cały rok matmy, który miałam w plecy. Chodziłam na korki, bo sama nie dałabym rady. I wiecie co? Po 4 miesiącach ciężkiej pracy nadrobiłam to i w efekcie byłam lepsza od wielu osób, które były na mat-fizie w 1. klasie. Weekendy to nie było spanie do południa i nicnierobienie, tylko wczesna pobudka i siedzenie nad tym, aż zrozumie, aż rozwiążę, aż odpowiem sobie na pytanie. Nawet korepytatorka na koniec powiedziała, że na pierwszej lekcji to bała się co to ze mną będzie, bo "nie czułam tego".

    Dla mnie głupotą jest obcinać matematykę wszędzie, gdzie się da. Już szczególnie na mat-fizie zabierać całki i pochodne! Przecież to podstawa na analizie matematycznej, która wita wszystkie studia inżynierskie oraz w mniejszym zakresie ekonomiczne. Humanów i biol-chemy też trzeba w tym kształcić, a nie na zasadzie ja na to nie mam głowy. Bo całeczki i pochodne spotkamy w ekologii (biol-chem), a logikę na prawie i socjologii (humany). Kiedyś moja koleżanka, która jest genialna w biologii, powiedziała, że żałuje, iż jej w liceum w ogóle nie nauczyli matmy i że chciałaby ją umieć. Miała problemy na 1.roku studiów jak przyszło zmierzyć się jej z całkami i pochodnymi. Ja jestem teraz wdzięczna mojemu ćwiczeniowcowi ze studiów, który olewał schematyczne i proste przykłady i od razu przechodził do konkretów. Samemu trzeba było przerobić podstawy, bo na zajęciach były ciężkie orzechy do zgryzienia. Na kolosach to już w ogóle kosmos! Ale teraz widzę, że to miało sens i mi szczerze brakuje matematyki.

    Co do problemu z zadawaniem pytań. Niestety wynika to z przeświadczenia w społeczeństwie, że jak ktoś się pyta, to nie wie.. Ale każdy ma prawo nie wiedzieć czy się upewnić! Ja zwykle zadawałam pytania, przez co część osób się ze mnie nabijała, bo nie rozumiem i jestem głupia. Jednak jak przychodził sprawdzian to często w momencie przystopowania w rozwiązaniu przypominałam sobie dokładnie objaśnienie nauczyciele, które sobie w głowie interpretowałam raz jeszcze. Potem było 4, a kto nie pytał miał problem z zaliczeniem.. Trzeba się kierować starą maksymą: "Kto pyta, nie błądzi."
  • 2009-06-25 13:34 | justynka85

    Re: Mękamatyka

    Błąd: prof. Czesław Kupisiewicz, a nie Kulisiewicz!
  • 2009-06-25 22:59 | leeon

    Samochod, komputer, telewizor, itp, itd....czy to jest abstrakcja????? to wszystko technika, inzynieria, ktora bez matematyki nie istnieje.
    matematyczny opis zjawisk fizycznych powoduje ze to wszystko dziala.......
  • 2009-06-26 10:31 | Franzu

    Re: Mękamatyka

    Ale do ciężkiego diabła... Nie prawdą jest ze jesli ktos nie chce sie uczyc matematyki, to neguje logiczne myślenie. Logika opiera sie nie tylko na matematyce. Na logiczne decyzje może mieć wpływ wiele czynnikow, z ktorych owszem, jednym z ważniejszych jest matematyka.
    Skoro ktos chce sie kształcić w kierunku niezwiązanym z matematyką to jakie znaczenie ma dla niego znajomość skomplikowanych równań i twierdzeń które były mu tak naprawde wryte na siłe przez polski system edukacji ponieważ inaczej oblał by klasę. Skoro dajmy na to chcę być prawnikiem to do diabła po co mi wiedziec jak obliczyć x'a ...

    System edukacji powinien zagwarantowac rozwijanie talentow i zainteresowan uczniow, a nie zmuszac ich do nauki rzeczy niepotrzebnych.

    Dlatego Panie Ministrze, wybacz mi pan ze nigdy nie uczylem sie matematyki, zawsze mialem z niej same 2 i wogole nie uczęszczałem na zajęcia.

    Otóż nie dam sobie zapchac mozgu kilogramami zbędnych danych.

    PS. Moze na podstawie wlasnych obserwacji wyjasnie dlaczego uczniowie tak nie lubią matematyki. jest to bardzo zamknięta i jakby nie patrzeć dla "romantyka" skomplikowana nauka. Podczas gdy na lekcjach j. polskiego uczniowie mają szerokie pole do popisu interpretujac rozne utwory na swoj wlasny sposob i w ten sposob rozwijajac myslenie.

    W zadaniach matematycznych mamy zadanie i scisle okreslone rozwiazanie do ktorego musimy dojsc szeregiem nieinteresujacych dzialan.

    Chodzi glownie o to ze matematyka jest dla nas "romantykow" (to moje okreslenie, humanista to ze mnie zaden) monotonna, ograniczona i nie daje nam satysfakcji z posiadania takiej wiedzy. Przynajmniej ja wiem, ze nie chce w zyciu robic nic co jest zwiazane ze skoplikowanymi obliczeniami. Nie potrzebuje nawet znajomosci wzoru pitagorasa....

    Dzieki i pozdrawiam :)
  • 2009-06-26 13:59 | wladimirz

    1.A możesz podać przyklad czegoś co będziesz bez tej matematyki robil, bo, jak sam twierdzisz, humanista z ciebie żaden...;-)Może się okazać,że się mylisz;-)))
    2.>W zadaniach matematycznych mamy zadanie i scisle okreslone rozwiazanie do ktorego musimy dojsc szeregiem nieinteresujacych dzialan.<
    Masz kiepskiego matematyka po prostu.To taki typ w stylu polonisty Bladaczki czy Pimki z "Ferdydurke" i tak jak oni odbiór poezji tak on odbiór matematyki może zespsuć..;-)
  • 2009-06-28 13:19 | heed

    Re: Mękamatyka

    Nie, nie była męką. W końcu sama zdecydowałam o klasie matematyczno - fizycznej w liceum. Uważam, że wszystko zależy od nauczyciela. Ja, dzięki Bogu, zawsze trafiałam na tych najlepszych.
    A co do samej matematyki - jutro mam z niej egzamin. Będzie ciężko, bo niestety, ale na studiach nie zawsze ocena zależy od moich zdolności, a raczej od humoru wykładowcy ;)
  • 2010-05-20 00:06 | 4y

    Re:Mękamatyka

    Tak naprawdę to dawałaś konkretne pieniądze. Nawet w niedużym mieście korepetycje z matematyki kosztują konkretne pieniądze:
    http://www.korepetycje.pl/?przedmiot=Matematyka&miasto=toru%F1&korepetycje=Szukaj

    Pozdrawiam,
    Marek
  • 2010-11-08 20:54 | maya

    Re:Mękamatyka

    Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś hobbystycznie zaczęła nadrabiać ewentualne licealne braki i starała się zrozumieć matematykę, jeśli uważasz że z jakichś powodów mogłaby okazać się dla Ciebie przydatna lub zwyczajnie fascynująca. Twoja edukacja nie kończy się w momencie opuszczenia murów szkoły czy uczelni. Kończy się wtedy, kiedy sama o zaprzestaniu nauki zadecydujesz.

    Niestety w skali społeczeństwa nauka kojarzy się dzisiaj albo z przykrym obowiązkiem, albo z koniecznością, a często z jednym i drugim. I podobne nastawienie stanowi kolejny problem. Bo ilu ludzi, wyłączając kręgi uczelniane, w ramach czasu wolnego, hobbystycznie rozwija swoją wiedzę? Czy to matematyczną, czy, dajmy na to, językową, czy jakąkolwiek inną? Moje osobiste doświadczenia z takimi ludźmi są bardzo skąpe, bo wśród większości znanych mi pasjonatów, zainteresowania zostały przeniesione na płaszczyznę zawodową. Ale być może zbyt wiele wymagam...