Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Przekrój gejzeru

(68)
Profesura pomstuje na ignorancję i nieumiejętność myślenia studentów. Studenci czują się ofiarami oszustwa: zdobywają dyplomy, lecz nie wykształcenie. To wystarczający powód do reform.
  • 2009-06-23 14:40 | w_u_j_e_k

    Re: Przekrój gejzeru

    Reforma nauki wymaga dwóch zdecydowanych ruchów:

    1. Zniesienia habilitacji jako oczywistego reliktu.
    2. Przestrzegania wieku emerytalnego 65 lat (60 lat dla kobiet) bez wzgledu na stanowisko i wykształcenie.

    Półśrodki nie przyniosą nic. Pozostaną stare układy i zależności pod nowymi szyldami.
  • 2009-06-23 19:35 | Zitronenbaum

    Kolejny niezbędny ruch:

    3. Urealnienie etatów poprzez zakaz łączenia etatów (profesor czy adiunkt powinien być pracownikiem wyłącznie JEDNEJ uczelni). Żaden normalny amerykański czy zachodnioeuropejski naukowiec nie dorabia w innej szkole. Dlaczego zatem ministerstwo nie postuluje zakazu wieloetatowości?
  • 2009-06-23 20:36 | mikolaj

    Re: Przekrój gejzeru

    "Połowa maturzystów idzie dziś na studia. Pół narodu z dyplomami!"

    Pierwsze dwa zdania i przestałem czytać.

    Czy taki lapsus ma prawo rozpoczynać artykuł o wyższym wykształceniu? Albo wręcz ojakimkolwiek?
  • 2009-06-23 22:40 | reformator

    system oceny

    "Finansowanie nauki będzie w drodze konkursu" - a konkursy bedą oceniać... jak to mówią "kruk krukowi oka nie wykole". oceniać będą "doswiadczeni naukowcy" z Warszawy i Krakowa i jak zwykle kasa będzie szła do UJ i UW tylko że teraz bedą się nazywać uczelnie flagowe :) - zżarli przez ostatnie 20 lat kupe kasy i nadal są mierni (oczywiście nie w rankingach w Polsce);
    przede wszystkim trzeba stworzyc system oceny, gdzie jeśli recenzent współpracuje z aplikantem albo ma z nim wspólną publikacje w ciągu ostatnich 2-3 lat , to nie wolno mu oceniać wniosku takiego aplikanta. inaczej mamy tak jak dzisiaj: "ja tobie, a ty mi". W jakim innym kraju recenzentami sa ludzi, którzy ostatnią pracę napisali 30 lat temu? A u nas są - spójrzcie kto siedzi w Radzie Nauki.
  • 2009-06-23 22:51 | Alexa

    Ponieważ żaden normalny amerykański czy zachodnioeuropejski naukowiec nie musi dorabiać na kolejnym etacie gdyż zarabia wystarczająco dużo na swojej macierzystej uczelni/instytucie. W Polsce bycie profesorem to wciąż zajęcie dość prestiżowe ale niezbyt dochodowe. Inną sprawą jest fakt bezsensownego łączenia kilku etatów - koniec końców nikt tego nie lubi, ani studenci ani profesorowie (jak sądzę).

    Jeśli zaś chodzi o odwołanie do Grecji to jest ono jak najbardziej chybione - jest dokładnie odwrotnie każda próba reformy szkolnictwa w Grecji kończy się protestami. Grecja nie ma prywatnych uniwesytetów i próby ich wprowadzenia zawsze kończą się fiaskiem. Owszem wielu młodych Greków nie może znaleźć zatrudnienia ale oni wcale nie życzą sobie zmian na poszczególnych kierunkach studiów. Raczej tego aby państwo zagwarantowało im prace - i to na stanowisku państwowym bez możliwości zwolnienia (co zapisano w konstytucji). Czasem lepiej się zastanowić niż snuć podobne porównania
  • 2009-06-23 22:57 | Alexa

    Wszystko dobrze tylko niestety nierealne. System recenzji na całym świecie nie jest niestety doskonały, i to jest eufemizm. I w przeważającej większości recenzenci znają osobę recenzowaną, a jeśli chodzi o całe instytucje to tych "znajomości" nie sposób wykluczyć.
  • 2009-06-24 07:42 | Leszko

    Re: Przekrój gejzeru

    Eeee tam, od razu ubędzie 1/3 studentów wskutek niżu demograficznego. Przesada, uczelnie obniżą poziom, rozwiną nomen omen marketing i cała (młoda) Polska będzie studiować. Polak potrafi, czyż nie?
    A że za 20 lat nie sposób będzie znaleźć np. polskiego hydraulika - who cares?
  • 2009-06-24 08:38 | luka

    Re: Przekrój gejzeru

    "Profesura narzeka, że „dostaje do obróbki materiał genetyczny niezdolny do samodzielnego myślenia, tępy, niedouczony”"

    A jaki ma dostawać, jeżeli na maturze obowiązują testy wykrywające obecność konkretnych wyrazów w wypowiedzi?
  • 2009-06-24 09:11 | profdrhabinzplkdypl

    Re: Przekrój gejzeru

    Kogo to obchodzi? Po co w takiej polkolonii komu wyzsze uczelnie? Zeby pan Prezydent z panem Premierem (razem, acz osobno) mogli sie raz do roku dac pokazac w tivi w otoczeniu przebierancow w gronostajach na jakiejs inauguracji?
  • 2009-06-24 09:23 | anglistka

    Re: Przekrój gejzeru

    Wiem, że w Konstytucji jest zapis o bezpłatnym dostępie do edukacji, ale jeśli chodzi o kształcenie wyższe jestem za skończeniem z fikcją: polskie uczelnie są płatne i są to spore pieniądze. Nie mam na myśli zaocznych czy wieczorowych kierunków... na każdym kroku student za coś płaci: za ksero, za podręczniki, musi wynająć stancję lub dostać pokój w akademiku (wszystko kosztuje) itp.
    Czy nie lepiej byłoby płacić określoną sumę i wszytkie powyższe udogodnienia mieć 'w cenie'. Tak jest w USA i Niemczech.
    Oczywiście wprowadzenie całkowicie płatnego szkolnictwa wymagałoby obniżenia podatków, czemu bowiem rodzice czy sami studiujący mieliby jeszcze być obciążeni przez fiskusa?
    Co do habilitacji: kolega właśnie ją robi.. czy też usiłuje, zaciskając żeby...bo pan profesor tego lubi a innego nie, temu da możliwość publikacji a innemu nie. Z resztą, ile polskich periodyków jest na liście filadelphijskiej?
  • 2009-06-24 09:26 | MGR

    Tez tak kiedys uwazalem. Ale odkad ruszyla tasmowa produkcja doktoratow uznalem, ze habilitacja jaednak wyznacza jakies standardy, na ktorych mozna sie
    oprzec. Zreszta, znoszenie, przenoszenie, roszady, zmiany nazw itd to wszytsko sa ruchy pozorowane. Juz w czasach zamierzchlej komuny wiedziano, ze jak nie
    widomo, o z problemem zrobic, to nalezy zrobic reorganizacje.

    Tak naprawde, do znoszenia, to polska nauka powinna miec kure znoszaca zlote jajka. Bez tego po prostu nalezy zniesc wszystkie polskie wyzsze uczelnie.
    Narodowi, ktory przeputal caly swoj majatek na zabawki, cztery klasy szkoly
    powszechnej wystarcza. Az nadto!
  • 2009-06-24 09:46 | Amaro

    Habilitacja przynajmniej w naukach społecznych i humanistyce jest jedyną pozostałą barierą do zalewu miernoty i dziadostwa. Poziom doktoratów zatrważająco spada. Obecnie coraz częściej zdarza się, iż jest to lekko przemodelowana praca magisterska. Ludzie z doktoratami znają się tylko na wycinku o którym pisali i nie mają pojęcia o innych tematach ze swojej dziedziny. Na wielu uczelniach odbywa się produkcja doktoratów, bo jest to opłacalne. Studia doktoranckie - masowe stały się często przechowalnią ludzi którzy nie mają na siebie pomysłu i chcieliby sobie jeszcze "postudiować" (oczywiście nie dotyczy to wszystkich). W warunkach polskich likwidacja habilitacji ostatecznie rozłoży poziom uczelni. PS Nie jestem (jeszcze) dr hab.
  • 2009-06-24 12:35 | maja.c

    Re: Przekrój gejzeru

    Za poziom polskich uczelni ijakość kształcenia odpowiedzialni są ci właśnie oburzeni profesorowie, To dla nich utrzymuje się kierunki typu "stosunki miedzynarodowe" - ilu takich specjalistów nam potrzeba. Ala zarówno oni jak i nauczyciele wszystkich innych typów szkół nie widza związku pomiedzy tym co sami robią a tym jaki jest poziom wykształcenia absolwentów
  • 2009-06-24 12:48 | ryzyk-fizyk

    Niech publikuje za granica, nauka jest jedna. W moim srodowisku robi sie tak "od zawsze". Nie rozumiem jak Pan Profesor moze nie dac czegos opublikowac! To chyba kpina. a kolega daje sie na to nabtac i robi habilitacje bez publikacji. czyli dorobku...
    Doprawdy, jesli i mlodzi i starzy beda tak dzialac i opowiadac bajki zamiast pracowac naukowo (publikacja to przeciez raport z pracy naukowej), to zadna reforma nie pomoze.
  • 2009-06-24 15:47 | xymox

    Re: Przekrój gejzeru

    Studenci mają przynajmniej tyle instynktu samozachowawczego że czują że coś jest nie tak. i Faktycznie są oszukiwani tyle że źle identyfikują problem. Oszustwo zaczyna się już na etapie szkoły podstawowej i zmarnowanych pierwszych trzech lat nauki – szkoły które stosują tylko opisowe oceny wyników nauki przez 3 lata oszukują dzieci i ich rodziców. Całe założenie bezstresowego startu w szkole to jedno wielkie oszustwo. Od zawsze byli i będą lepsi i gorsi, tacy co chcą czegoś w życiu i którym to wszystko „wisi”. Brak konkurencji, brak rywalizacji, poczucie rozpiętego parasola nad sobą od zarania (ci wszyscy rzecznicy praw ucznia dziecka etc.) zabija w nas odporność na stres i poczucie potrzeby bycia lepszym. Gimnazjum to porażka, kolejne trzy lata zmarnowane, przechowalnia która niczego nie uczy a tych lepszych uczniów wręcz cofa w rozwoju. Ogólniak – przeładowane programy niedostosowane do wtórnych analfabetów których wypuszczają gimnazja. Matura na poziomie testu pt. „Czy już jesteś Forrestem Gumpem?”. Studia. Tak to temat rzeka, aż trudno się zdecydować od czego zacząć. Oszustwo pełną parą. Po pierwsze oszustem jest państwo i jego urzędnicy. Po pierwsze w latach ’90 zaczęli stosować leninowską zasadę że ilość przejdzie w jakość – niestety nie przeszła. Po drugie nikt nie ma odwagi powiedzieć społeczeństwu że studia NIE SĄ DLA SZYSTKICH, a tylko dla najlepszych. Egzaminy wstępne to farsa teraz kiedy matura jest egzaminem wstępnym jest farsą nadal. Nie wystarczy przez pięć lat być na uczelni aby dostać dyplom, a dzisiaj tak jest. Po drugie uczelnie stały się maszynkami do zarabiania pieniędzy. Prywatne od początku, państwowe choć zorientowały się z opóźnieniem to zaczęły walczyć o swój kawałek tortu skutecznie – setki studentów na płatnych studiach zaocznych i wieczorowych. Brakuje sal, laboratoriów i kadry – zajęcia potrafią prowadzić asystenci (zarówno wykłady jak i ćwiczenia). Kolejne oszustwo to poziom – nikomu na niczym nie zależy, studenci dla profesury to dopust boży który tylko przeszkadza w chałturach absorbując tak cenny czas. Doktoraty to fikcja – doktoraty w większości się kupuje lub przepisuje prace anglojęzyczne (nie do wychwycenia prze „systemy antyplagiatowe”) nie mają one żadnej wartości merytorycznej- są albo na poziomie pracy semestralnej studenta, albo zawierają wiedzę wtórną są powielaniem pomysłów i wiedzy znanej i stosowanej na świecie od wielu lat. Doktorat to inwestycja która pozwala zostać na uczelni (na zrobienie habilitacji pozostaje 30 lat) albo iść do „gospodarki” i kasować za dr przed nazwiskiem nie wnosząc żadnej innowacyjności. Profesura nie zwraca uwagi na to bo po co. Nikt nie dba o programy nauczania i jakość nauczania. Po co drażnić studentów) - oni chcą mieć „papier” kadra naukowa „święty spokój”. Interesy są komplementarne. Kolejne oszustwo to „potrzeby” przedsiębiorców. Słuchając w mediach wypowiedzi jakichś ekspertów z organizacji reprezentujących pracodawców włos jeży mi się na głowie. Ich postulaty to zastąpienie uniwersytetów przez jakieś zawodowe szkoły wyższe kształcące ćwierćinteligentów niezdolnych do żadnej twórczej działalności. Uniwersytety powinny kształcić na bardzo ogólnym poziomie pozwalając na elastyczne dostosowywanie się do rynku pracy i przekwalifikowanie się w trakcie naszego zawodowego żywota. Ustalanie programów nauczania dostosowanych do tzw. potrzeb rynku to jedno wielkie nieporozumienie. Zanim ktoś skończy studia może się okazać że dyscyplina którą studiował jest niszowa na rynku i nie może znaleźć pracy. Wszystkie pomysły które przedstawiają kolejne rządy to próba pogodzenia interesów różnych grup zawodowych funkcjonujących w „szkolnictwie „ i „nauce” ale zapomina się w tym wszystkim o dobru wspólnym, o przyszłości narodu i państwa, a ten wymaga całkowitej i dogłębnej reformy całego systemu edukacji rozpoczynając od przedszkola a kończąc na studiach doktoranckich i podyplomowych. I trzeba to zrobić wbrew środowisku akademickiemu.

    PS. Odnośnie próby różnicowania uczelni to były już takie pomysły w czasie reformy uczelni przez Buzka i Handkego – wprowadzono kategorie uczelni w zależności od ich poziomu naukowego (miał być mierzony liczbą i jakością publikacji kadry naukowej wg. punktacji tzw. listy filadelfijskiej) i ich finansowanie miało być związane z kategorią uczelni. Nic z tego nie wyszło bo do kategorii A nie załapała się większość czołowych uczelni. Zmieniono kryteria i wyszło jak zwykle.
  • 2009-06-24 17:04 | medic

    W moim srodowisku nie ma problemu z zrobieniem habilitacji: musisz tylko opublikowac 30 prac w czasopismach z impaktem, wyjechac na co najmniej 2 post-doc-i i napisac habilitacje. Reszta idzie bez wiekszych problemow :). Oczywiscie zdarzaja sie jednostki ze slabszym dorobkiem badz bez post-doc-a, ktorzy czesto mowia o "ukladach" - nikt normalny ich nie bedzie firmowal. Potem wystarczy zapytac sie gdzie kto robil habilitacje i wszystko staje sie jasne.
  • 2009-06-24 17:22 | t_m_p

    Ukaldy i ukladziki profesorskie w ktore wchodza mlodzi nic nie wnoszacy doktoranci, mentalna komuna, brak kasy na badania naukowe mimo olbrzymich dochodow uczelni np. z zaocznego studenta. Lepiej siedziec przed youtube ogladajac wyklady prawdziwych naukowcow lub darmowe, praktyczne lekcje.
  • 2009-06-24 17:23 | Jerry1

    Coz, ostatnie 20 lat zmarnowano... Nie dokonano w tym czasie w Polsce praktycznie zadnych (poza czysto "kosmetycznymi") reform w gleboko przestarzalym, nieudolnym, niewydolnym i wciaz mocno sfeudalizowanym systemie nauki i szkolnictwa wyzszego!
    Wciaz strasza osobliwosci typu "habilitacja", czy "profesura belwederska" (profesura nadawana przez prezydenta to zaiste osobliwosc na skale swiatowa!!!). Wciaz brak jasnego, klarownego systemu finansowania badan i zachecania do bardziej praktycznych aspektow (np. patenty). A do tego jeszcze egzystuje bardzo zly "mieszany' system podzialu studiow na platne i bezplatne...

    P.S. Dodam tylko, iz najlepsze uczelnie w USA (i - faktycznie - na swiecie) jak Harvard, Yale, Princeton, czy Duke University sa to uczelnie PRYWATNE!
  • 2009-06-24 17:38 | mruk

    Profesura i habilitacja
    Habilitacja jako forma selekcji jest potrzebna.
    Ale takze kadencyjnosc profesorow - warunkiem uzyskania stanowiska jest przedstawienie sumarycznego impaktu z ostatnich pieciu-sześciu lat lat i planu realizacji zadan badawczych w najbliszych pieciu-szesciu latach oraz zrodel ich finansowania. Jawnosc konkursu i pensja profesorska, powiedzmy minimum 10 tys netto w pierwszym roku pracy, z automatu podnoszona po roku do do 20-30 tys, w zaleznosci od rocznego IF. Zakaz zatrudnienia w innej instytucji poza Uczelnia.
    Doktoranci
    Prawo do studiow doktoranckich w przypadku sredniej ze studiow mininum 4.0 i udokumentowanej aktywnosci naukowej (publikacje badz wstepne wyniki do planowanej pracy doktorskiej). Stypendium 2000 netto dla wszystkich przez pierwszy rok, z mozliwoscia wzrostu do 4000 netto w kolejnych latach, w zaleznosci od rocznego IF.
    Studenci
    Studia w calosci platne ale stypendia pokrywajace czesne dla wszystkich, ktorych srednia jest wyzsza niz 4.0 oraz czesne i utrzymanie przy sredniej powyzej 4.5 lub udokumentowanej aktywnosci naukowej.

    Poza tym obowiazek przynajmniej dwoch polrocznych post-docow do habilitacji. Podzial na dydaktykow i na robiacych nauke.
    To jest moj rys reformy i oczywiscie tylko tam, gdzie jest mozliwe ocenianie pracy naukowej za pomoca IF. Wiadomo, ze IF ma dobre i zle strony ale jesli ktos puszcza systematycznie prace do czasopism z IF co najmniej 5 to juz prezentuje przyzwoity poziom - na dzien dzisiejszy dla wielu nieosiagalny.
  • 2009-06-24 18:15 | ges

    Dobry komentarz - podpisuję się obiema ręcyma.
    sam pamiętam jak 10 lat temu jedynym słusznym poglądem było, że trzeba skończyć kilka kierunków, żeby liczyć się na rynku pracy - dzisiaj kryzys i 2 fakultety to zbytek i przeszkoda w nauce zawodu (jeszcze śmieszniej, że stworzy się sztuczny próg 10% studentów, którzy będą mogli studiować darmowo drugi kierunek bo akurat więcej nie ma chętnych). Przydatne może być stworzenie policealnych szkół profilowanych zawodowo (pod potrzeby pracodawców, jako konkurencja do obecnych ,,wyższych szkół'' od sprzedaży tak potrzebnych dyplomów) - ale nie mieszajmy tego z istniejącym uczelniami wyższymi. Wykształcenie wyższe zawsze będzie elitarne. Nie branie pod uwagę sugestii RGSW sugeruje, że zmiany mają służyć szkolnictwu prywatnemu.
    Temat artykułu przerósł autorkę - podanie skrajnych opinii, zamiast średniej, gra na zwłokę w przypadku wykluczenia z tworzenia na etapie tworzenia? Tendencyjność widać gołym okiem moim zdaniem
    Ale pewnie znowu okaże się jak wiele trzeba zmienić, żeby wszystko pozostało bez zmian...
  • 2009-06-24 18:15 | parvuselephantus

    Dobrze zrobiłeś. Głupi - doczytałem do końca. Pani Wilk wyzywa Profesurę od wszystkiego co najgorsze. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego Polityka postanowiła konkurować poziomem z super ekspresem. Pani W. stwierdza, że potrzeba nam informatyków - śmieszne, gdy właściwie nie istnieje uczelnia, która by tego kierunku nie oferowała. Dodatkowo nie rozumiem czemu Pani W. ma pretensje do rodziców, że dokształają swoje dzieci. Mają ich nie dokształcać? Pani W. w pewnym momencie nawet zauważa, że mamy za dużo studentów, ale czemu potem stwierdza, że należy dopuścić młodych garnących się studentów do nauki??? Żałuję, że zacząłem czytać gazetę od tego artykułu, bo wyjątkowo nie mam ochoty na żaden kolejny artykuł tej gazety ;(
  • 2009-06-24 19:01 | Jerry1

    Odnosnie dyskryminujacej wypowiedzi "wujka"... Nie rozumiem dlaczego chcialbys wysylac 60-letnia kobiete z tytulem profesorskim na emeryture, a mezczyznie pozwalac pracowac do wieku lat 65? Po pierwsze - uczelnia wyzsza to nie fabryka, po drugie - znam przynajmniej kilka kobiet pracujacych na uczelniach wyzszych (nie w Polsce...), ktore w wieku 65, czy 66 lat sa duzo sprawniejsze umyslowo od wielu 60-letnich mezczyzn / tez profesorow/!
  • 2009-06-24 19:09 | Jerry1

    Dlaczego zwolennicy "habilitacji" w Polsce (prawie) zawsze podkreslaja, iz jest to koniecznosc bo "doktoraty sa na slabym poziomie". A kto Wam Szanowni Panstwo broni, by istotnie podniesc poziom promowanych (czesto wlasnie przez Was!) prac doktorskich??

    P.S. Jak w takim razie wytlumaczyc fakt, iz najwyzej pod wzgledem poziomu nauki stoja kraje, w ktorych zadnych "habilitacji" i tego typu wynalazkow, po prostu, nie ma...

    P.S. A samo srodowisko naukowo-profesorskie w Polsce juz dawno dowiodlo, iz stanowi najbardziej skuteczny HAMULEC wszelkich reform!
  • 2009-06-24 19:14 | Jerry1

    "W warunkach polskich likwidacja habilitacji ostatecznie rozłoży poziom uczelni."

    Przecie to argument jakim tzw. "beton" (uczelniany) w Polsce posluguje sie nie od wczoraj, a od wielu, wielu lat... Podobne zdanie widzialem i slyszalem (w Polsce) 25 lat temu i 20 lat temu, i 15 lat temu takze!

    P.S. Ten poziom JUZ jest wystarczajaco niski - nie wiem czy pozostalo jeszcze cos do "rozlozenia"...
  • 2009-06-24 19:19 | Jerry1

    "Doktoraty to fikcja – doktoraty w większości się kupuje lub przepisuje prace anglojęzyczne."

    Czy moglbym poprosic o jakies konkretne dowody? Pytam albowiem czesc postow na tym forum prezentuje li tylko "urban legends" oraz liczne bajki, bajeczki oraz zwykle pomowienia... Jestem zwolennikiem reform ale...
    nigdy nie popieralem i nie popieram bajdurzenia oraz pomawiania!
  • 2009-06-24 19:24 | hematemesis

    Re: Przekrój gejzeru

    Probleme polskiej nauki jak i wszystkich innych systemow niefunkcjinalnych w duzej czesci jest generacja profesorow i dr hab wywodzaca sie z poprzedniej epoki. Jak w kazdej dziedzinie zycia ludzie ci obudzili sie po 89 roku bedac na krzywej pochylej swojego zycia i zdajac sobei sprawe ze maja 20 moze 30 lat zeby sie nachapac. Bo pozniej nie zdaza. Dlatego wszystkie kalsy zycia spolecznego w tym politycy i profesorowie przezywaja teraz kryzys. O politykach i ich poziomie wiadomo wiele bo sa non stop scigani i opisywani przez media. Natomiast szacowne grono profesorskie jest hermetyczne i niewiele przenika z lub do. Ogolny poziom profesorow w polsce dramatycznie odstaje od poziomu za granica. Nawet nie wiedza w danej dziedzinie ale kultura osobista, obyciem w swiecie i umiejetnoscia poslugiwania sie komputerem i wspolczesnymi zestawami muli\timedialnymi. Umiejetnosc obslugi e-maili jest w starszej generacji minimalna. Niewiele mozna zalatwiec e-mailem w polsce wogole bo nadal jest uwazany za nieformalna forme komunikacji podczas gdy na zachodzie jest podstawowa forma komunikacji. Dodatkowo z jakiegos powodu w Polsce tytul profesora sprawia ze nagle czlowiek odkrywa w sobie omnibusa i zaczyna znac sie na wszystkim. Gdy skladna jest praca licencjacka, magisterska czy doktorska do recenzji to bardzo zcesto jako poprawki przychodza przecinki, cudzyslowy, zmiany wyrazow z tego na tamtem natomiast neiwiele jest merytoryki. I nic to ze praca jest z biologii czy chamii organicznej. Profesor jako omnibus porawia j. polski bo tak naparwde nie jest w stanie merytrycznie zajac stanowiska. Probleme w polskim systemie nie jest jednak habilitacja tylko tytul profesora nadawany przez Prezydenta. To tu powinna zajsc reforma. Jesli rzeczywiscie chce sie miec uczelnie flagowe to najwiekszym prestizem powinno byc zdobycie tytulu profesora tej uczelni, a nie profesora od prezydenta. Dla zamkniecia kilku krzykaczy czy tez dla podtrzymania tradycji powinno sie zostawic tytuly przezydencie nadawane 2-3 moze 5 wybitnym jednostkom - cos na zasadzie nagrod Warrena. Dzieki temu uczelnie mialyby wiekszy wplyw na dobor kadry naukowej bo mozna by miec profesora 1 stopnia, 2 i pelnego czy jak by tam je nazwac. Kazdy bylby profesorem kontraktowym na 5 lat. Po 5 latach negocjowalby swoja umowe. jesli mialby granty na woje utrzymanie na kolejne lata to by zostawal. Jesli jego glowna funkcja bylobynauczanie i mialby w dorobku fantastycznych wychowankow kontrakt bylby rowniez przedluzany. jesli natomias okazalby sie kiepskim uczonym/nauczyciekem musialby szukac pracy na skromnijeszej uczelni. Ten system zapewnilby rowniez przeplyw kadry naukowej z wielikch osrodkow do mniejszych, w momencie gdy dany osobnik jest juz poza swoim szczytem i nie mzoe konkurowac z innymi na tym samym co kiedys poziomie. Zapenilo by to rowniez naplyw dobrej kadry do prowincjonalnych osrodkow gdyz taki profesor choc juz nie ejst "competitive" na najwyzszym poziomie nadal moze wychowac wielu studentow w miejszym osrodku. Probleme z profesorami jest rowniez ich wiek emerytalny. Dlaczego choc cala populacja idzie na emerytuje w wieku 65 lat oni moga czlapac po korytarzeach do 75? Co sprawia ze tytul profesora przedluza zywotnosc szarych komorek u tej populacji. Lakarze, prawnicy, strazacy , nauczyciele musza zakonczyc kariere wczesniej. A profesorwie trzymaja sie katedry do konca. I znow zeby zapokoich potrzeby tradycji w wieku 65 lat uczelnie najlepszym profesorom powinny zaproponowac status Profesora emeryta, ale oplacac go wtedy z wlasnego budzetu a nie z tego co od panstwa idzie. Dodatkowo jesli taki prof jest nadal dobry to pewnie ma i granty i moze sam sie dalej utrzymywac. Na uczelniach medycznych wybtni profesorowie po 65 roku zycia powinni miec mozliwosc pracy na kontakty konsultacujne. jest wyjatkowo trudnyprzypadek potrzeba sie skonsultowac, mamy wybitnego kardiochirurag do konsultacji wzywamy go i placimy za godziny.
    W ty sytemie jest duzo jasniejszy przeplyw kadr, promocja i zachowany balans meidzy wybitnymi osrodkami a tymi mniej znanymi. dzieki temu systemowi najlepsze uczelnie beda mogly sciagnac do siebie najwybitniejszych.
    Kolejnym problemem aktualnego systemu jes uwolnienie etatow. W chwili obecnej jesli uczelnia nie ma etatu to nawej jesli jest to bardzo zdolny mlody czlwoiek to zatrydnic go nie mozna. nawet jak ma sie garnty. Ustawa musi umozliwic zatrudnianie ludzi oplacanych z granty na kontrakty. Tak to dziala na zachdzie i dlatego jest tam taka konkurencja.
    Wreszcie sprawa habilitacji. Choc stala sie koscia niezgody jest tak naprawde marginala i prosta do rozwiazania. Habilitacja powinna byc z wyboru a nie z musu. I znow powinna byc w gestii uczelni a nie ustawy. Jesli wybitna uczelnia chce dodac sobie prestizu to przed promowaniem uczonego na wyzszy stopien profesora moze zyczyc sobie zrobienia habilitacji. Ale habilitacja nie moze tak jak jest dzis ograniczac mozliwosc zostania samodzielnym pracownikiem naukowym. Przez habilitacje tracimy cala mase mlodych doktorow ktorzy uciekaja za granice bo tam po 3-5 latach postdoca moga otwierac samodzielne laby, podczas gdy w polsce musza przejsc przez prawie 2 letni proces habilitacji. A ci i tak robaic postdoca w dobrym labie przynajmniej maja material na habilitacje. W warunkach poskich ten proces trwa nawet dluzej. W rezultacie kadra ktora moze stac sie samodzielnym pracownikiem naukowym ma pod 40 albo wiecej, podczas gdy na zachodzie ok 35 lat. Zmeczeni mordega systemu z dziecmi na karku z kredytami po habilitacji lapia sie posady adjunkta i odpoczywaja do konca zycia. Bo zwolnic ich nie sposob, a dojscie do tego momentu kiedy wreszcie moga byc samodzielni odebralo im wszystkie sily wiec juz nawet nie chce im sie labu zaklada, albo maja jednego doktoranta zeby jakos z dwoma po kolejnych 10 latach doczlapac do profa.
    Ponwieaz takei sa protesty w sprawie habilitacji nie warto kruszyc kopii o jej zniesienie. Wytsraczy zmienic jej status. Masz doktorat i kilka lat praktyki mozesz byc samodzielnym pracownikiem naukowy - w tym sensie ze mozesz sie starc o granty. Dostaniesz swietnie otwieraj lab, zatrudniaj pracuj na nwoe granty. Jesli jestes kiepski rynek sam cie wyeliminyje. A jesli prestizowa uczelnia chce od ciebie habilitacje to jesli jestes bardzo dobry i tak ja zrobisz a jak jeste troche gorszy to jej po prostu nie rob. Badz szefem wlasnego labu z papierami w nature bez habilitacji. Proste i bez komplikacji.
    Ja mam 30 lat, po skonczeni akademii medyczne wyjechalem do stanow na postdoca. Od 5 lat pracuje na harvardzie. Z materialu na postdoca zrobilem doktorat w polsce. Jestem obecnie junior faculty. Moge sie ubiegac o samodzielne granty do 500000$. Mam kilka o nizszych kwotach. W polsce jestem nikim, moge wrocic na stanowisko adiunkta i pracowac na projekatch mojego szefa az zrobie habilitacje, bo nie moge byc samodzielnym pracownikiem naukowym. Tylko dlaczego?
    PS przepraszam za literowki ktorych jest w tym tekscie pelno
  • 2009-06-24 19:25 | Jerry1

    "Poza tym obowiazek przynajmniej dwoch polrocznych post-docow do habilitacji"

    A dlaczego, np. nie trzech, lub czterech? Czy mnozenie roznych (czesto
    zupelnie sztucznych...) kryteriow ma uratowac przestarzaly
    i coraz rzadziej gdziekolwiek na swiecie spotykany
    twor pod nazwa "habilitacja"?
  • 2009-06-24 22:23 | Ambasada Prusakow

    Elitarnosc zaklada rzadkosc a wiec nie moze byc 50 % populacji na studiach elitarnych.

    Nie nalezy niczego zmieniac, gdyz w naukach humanistycznych, klasycznych zadnego istotnego postepu od lat juz nie ma a profesura czesto chwyta sie banalnych watkow aby wykazac sztucznie jakis rozwoj i postep nauki. Wiele dziedzin juz wyczerpalo temat np. folozofia prawa gdzie juz nic dodac nie mozna czy teologia swieta. Tam starczy aby przyzwoicie egzekwowáno wiedze od studentow gdyz oni i tak w 90 % po tych kierunkach zadnej pracy w zawodzie nie znajda. Najwazniejsze sa jednak kierunki techniczne, medyczne, przyrodnicze gdzie postep zawsze bedzie sie dokonywal i jest co badac ale tu jest problem pieniedzy i Polska jako biedny kraj niech raczej nie sili sie na jakis wysilek bo przegra z potegami z Zachodu. Tu starczy aby studenta porzadnie nauczyc myslenia, samodzielnosci i korzystania z wiedzy a jak trafi sie ktos wybitny to zawsze moze emigrowac do zachodnich wiodacych osrodkow naukowych gdzie go docenia, uszanuja i wynagrodza ( w 2008 roku , latem na tagach we Frankfurt am Main AUDI poszukiwalo do biura naukowego mlodych inzynierow wielu specjalnosci, i zachecalo polskich absolwentow politechnik do skladania droga elektroniczna swych aplikacji nawet w j. angielskim). To, ze az 50 % populacji studiuje to dobre z punktu widzenia ogolnego poziomu pracownika, i zawsze lepiej jak sklepikarz zatrudni dziewczyne po studiach do warzywniaka niz po gimnazjum. Problem powstanie w przyszlosci, gdyz taka armia absolwentow bez szans na prace w zawodzie stanowi niebezpieczna bombe z opoznionym zaplonem i moze byc grozna dla porzadku publicznego. Fryderyk Wielki genialny Krol Prus osobiscie sterowal liczba studentow i poziomami ksztalcenia mawiajac, ze ktos kto za wysoko sie wyksztalci jak na swoje stanowisko to zawsze bedzie marzyl o jakims awansie a tu nie ma szans a wiec bedzie sfrustrowany, nieszczesliwy. Pamietam co oznaczal dyplom MBA w 1992 roku i domyslam sie co oznacza on dzis jak stal sie masowka. Gdyby zloto bylo masowo wystepujacym metalem to nie byloby zlotem.
  • 2009-06-24 22:46 | proff

    Re: Przekrój gejzeru

    1) "Pieniądze idą za uczniem , studentem". Czy ktoś jeszcze o tym pamięta? Jeżeli tak to ie może dziwić fakt, że student liczy się jako "sztuka". Bez znaczenia geniusz czy matoł. Państwo płaci uczelni z każdego tak samo.
    2) Nie "wkładajmy do jednego worka" wszystkich typów szkół wyższych. Sytuacja wygląda inaczej na uczelniach technicznych (/o tych wiem najwięcej) , medycznych czy humanistycznych. Na techniczne docierają maturzyści, którzy w moich czasach (jakieś 30 lat temu) mieli by kłopoty z ukończeniem szkoły podstawowej na pewno nie przyszło by im do głowy próbować dostać się do liceum. No cóż czasy się zmieniły ale patrz pkt. 1.
    3) Pytam kto chce reformy? Studenci, którym standardowo wystarczy trzy na zaliczenie? Wykładowcy, od których nikt niczego nie wymaga? Władze? Pracodawcy? A może obywatele, którzy płacą podatki? Mam wrażenie, że nikt nie jest tym na prawdę zainteresowany...
    4) Oczekujemy efektów kształcenia, prac badawczych. Czy ktoś z dyskutantów ma pojecie ile kosztuje warsztat pracy naukowca pozwalający na prowadzenie badań na światowym poziomie w takiej dajmy na to nanotechnologii? Z grantów badawczych przyznawanych w Polsce takich sum nie da się uzbierać nawet pracując intensywnie przez 20 lat.
    5) Obserwuję dramatyczny brak kadr do prac naukowo badawczych. Doktoranci wybierają młodych profesorów licząc, że ten potrzebując wypromować dwóch by starać się o profesurę belwederską wykona za nich całą robotę. Pomyślcie co stanie się gdy ten wymóg zniknie? Za wypromowanie doktoranta otrzymam jednorazowo 1500 zł. Prawda, że warto 4 lata pracować ?
    6) Reforma Szkół wyższych musi łączyć się w całość z reformą oświaty. Najpierw trzeba odpowiedzieć na pytanie jaki ma być cel tych działań. Czy jak najdłuższe przetrzymanie ucznia w ramach systemu (patrz pkt. 1) Czy też może kształcenie kadr dla gospodarki i państwa, a może rozwijanie indywidualnych zainteresowań i uzdolnień poszczególnych uczniów? Każdy z tych systemów wymaga innych rozwiązań i innych kadr. Oczywiście obecnie realizowany jest wariant " szkoła nie po to by uczyć lecz by nauczyciel miał pracę" - ale podobnie funkcjonuje np. system "opieki zdrowotnej" więc chyba nikogo to nie dziwi.
    7) Brak powszechnego zainteresowania tematem i poważnej dyskusji nie wróży wdrożeniu sensownych rozwiązań. Na zakończenie, ku namysłowi, cytat z M. Twaina "...szkoła nie wyrządziła mi zbyt wielkiej szkody ..."
  • 2009-06-25 10:24 | mruk

    Minimu dwa, aby
    Po pierwsze: zobaczyc co najmniej dwa rozne modele pracy - to nie jest mnozenie kryteriow.
    Po drugie: prosze zwrocic uwage, ze aby starac sie o granty unijne trzeba miec za soba co najmniej dwie opinie od opiekunow na post-docu
    W takim przypadku czlowiek po habilitacji ma szanse spelniac co namniej to mimalne kryterium aby szukac finansowanie z innych zrodel niz KBN.
    Po trzecie: post-doc jest nieocenionym sposobem na nawiazanie nowych kontaktow, ktore w przyszlosci moga posluzyc w rozwijaniu wspolpracy miedzynarodowej.
    Po czwarte: i tak to sa lagodne kryteria, poniewaz aby miec wlasny lab na zachodzie trzeba na post-docu siedziec 3-5 lat (o czym wspominaja tazke moi przedmowcy ).
    Po piate: habilitacja na dzien dzisiejszy jest jeszcze niezbedna, poniewaz jest jeszcze duzo doktoratow, ktore nie sa, delikatnie mowiac, najwyzszych lotow. Tym samym czlowiek, ktory pisze taka mizerie nie jest w stanie robic potem porzadnej nauki.
    Po szoste: Ktos, kto jest dobry to po doktoracie bez problemu bedzie publikowac i jezdzic na post-doc-i. Jesli bedzie mial wysoki impakt, wystarczy, ze zreferuje swoje dokonania i habilitacja bedzie klepnieta (tak jak to dzieje sie takze obecnie).
    Po siodme:
    podkreslam, ze wszystko o czym tutaj pisze dotyczy nauk, w ktorych aktywnosc moze byc impaktowana
    Po osme: nie mnoze przeszkod tylko uprecyzyjniam wymagania :)
  • 2009-06-25 10:33 | ryzyk-fizyk

    20 lat zmarnowano - zgoda.
    Co do osobliwosci - zgoda. Inna rzecz, ze gdyby dorobek naukowy udokumentowany publikacjami w siatowym obiegu naukowym byl rzeczywistym i jedynym kryterium ich przyznawania, nie byloby z tymi "osobliwosciami" problemu.
    Prywatne czy panstwowe:
    University of California czy pare innych stanowych sa w czolowce. Albo Cambridge i Oxford, ETH w Zurichu, uniersytety w Utrechcie, Helsinkach, Tokio, Pekinie czy kilka innych.... Nie sa prywatne. Mozna i tak i tak, w naszych warunkach nie widze mozliwosci utworzenia silnego uniwersytetu prywtnego. Zadna z polskich prywatnych szkol nie jest w stanie osiagnac m przewidywalnej przyszlosci wysokiego poziomu w naukach przyrodniczych, inzynierskich czy medycynie.
    Pytania sa nastepujace:
    1) Czego spoleczenstwo/panstwo oczekuje od edukacji?
    2) Czego spoleczeńswo/panstwo oczekuje od nauki?
    3) Ile panstwo/spoleczenstwo chce w to zainwestowac?

    Dopiero po odpowiedzi na te pytania mozna bedzie okreslic ktore z oczekiwan dawaloby sie za przewidziane srodki spelnic i do tego dostosowac reforme.

    Na razie widac, ze rzad zdal sobie sprawe, ze sprawa nauk przyrodniczych i inzynierskich lezy, co w efekcie powoduje brak szans kraju w dluzszej perspektywie na arenie miedzynarodowe. Natomiast proponowana reforma probuje przy okazji potraktowac calosc systemu. Mysle, ze konwulsje beda straszne i w rezultacie wyjdzie z tego potworek, ktory niczego nie zalatwi. Tak dlugo jak:
    - nie beda finansowani konkretni ludzie odpowiedzialnu za konkretne projekty;
    - recenzja projektu nie bedzie merytoryczna i mozliwie spoza ukladow (czytaj - w znacznej mierze swiatowa), a ocena jego wynonania nie bedzie mierzona wynikami nukowymi zgodnie ze standardami swiatowymi,
    - pracownikow naukowo dydaktycznych i naukowych nie bedzie sie rzetelnie ocenialo za wyniki naukowe, a dydaktycznych za dydaktyczne (patrz recenzja)
    doganiac nauki swiatowej nie bedziemy.
  • 2009-06-25 11:02 | Krzycho

    Ja się poważnie zastanawiam, jak to możliwe, że poziom doktoratów się obniża, skoro promują ich najwybitniejsi na świecie habilitowani, recenzują najwybitniejsi na świecie habilitowani, a stopień zatwierdza rada złożona w 100%. No to jak oni nie są w stanie zobaczyć, że te doktoraty się nie nadają, to znaczy, że habilitacja nie ma żadnej wartości, bo może ją dostać każdy dureń.
  • 2009-06-25 11:38 | saam

    po doktoracie w polsce wydalem w niemczech 2 ksiazki, ktore moglbym w polsce obronic jako habilitacje (kolejna w drodze ) bez szans. nie ma dla mnie pracy, bo zbyt dlugo mieszkam za granica i nie mam znajomosci. wiekszosc etatow w polsce obsadzanych jest przez "znajomych". kazdy etat na uczelni powinien byc obsadzany najlepsza osoba wybrana w drodze konkursu!!!
  • 2009-06-25 19:57 | Alexa

    Polroczne post-doc'i, a przepraszam w jakiej dziedzinie naukowej? Bo jesli mowimy o jakis kierunkach humanistycznych to moze to ma sens ale w naukach eksperymentalnych to przez 6 miesiecy mozna co najwyzej ustawic jakas metode ale na pewno nic wiecej.
  • 2009-06-25 22:00 | Początek

    W pełni podpisuję się pod tym, co napisał h e m a t e m e s i s. Ujął w tym wszystko. w Polsce naprawdę nie brakuję geeków i pozytywbie zakreconych naukowców, ale otoczka zbudowana wokół nauki jest nie do zniesienia, pełna snobizmy, krytykanctwa, ignorancji, obłudy. Może to się zmieni. To najważniejsza dziedzina życia społeczego.
  • 2009-06-25 23:18 | Jerry1

    "Polroczne post-doc'i, a przepraszam w jakiej dziedzinie naukowej? Bo jesli mowimy o jakis kierunkach
    humanistycznych to moze to ma sens ale w naukach eksperymentalnych to przez 6 miesiecy mozna co najwyzej
    ustawic jakas metode ale na pewno nic wiecej."

    Sadze podobnie, tzn. moim skromnym zdaniem krotsze nizli rok staze post-doktorskie ("post-doc's") w naukach eksperymentalnych sensu zwykle nie maja...
  • 2009-06-26 12:05 | mruk

    Polroczny post-doc jako trzeci lub czwarty jest mozliwy ale wylacznie wtedy, kiedy juz mozna dogadac sie z ludzmi, pracujacymi na danej metodzie i chce sie dorobic konkretne wyniki z bardzo konkretnym planem dzialania, ewentualnie wtedy, kiedy dana jednostka wspolpracuje juz z jakimis osrodkami - znam takie przypadki. Jest to oczywiscie niezmiernie rzadkie ale sie zdarza, stad to "minimum".
    W innych przypadkach to pelna zgoda - co najmniej rok bardzo intensywnej pracy jest niezbedny. Podaje tak krotkie okresy czasu, poniewaz zakladam wyjazd bez rodziny czy dzieci: tylko wylacznie lab, zwierzatka, komputer a wieczorami rodzina via skype. Najczesciej jednak dwa post-doc-i zamykaja sie w wspominanym tu wczesniej okresie 3-5-ciu lat. Plus rok-dwa lata polerowania, ewentualnie dopublikowania czegos brakujacego i mozna w okresie 6-7miu lat, przystepowac do kolokwium na samodzielnego.
  • 2009-06-26 12:33 | t_m_p

    Racja! swietnie ujete.props dla ciebie h e m a t e m e s i s!
  • 2009-06-26 19:13 | Polak

    po polsku nie dało się napisać? zbyt trudny język?
  • 2009-06-26 20:01 | medic

    Szanowny Panie badz Szanowna Pani, prosze uprzejmie wybaczyc mi moje nietaktowne zachowanie i odstepstwo od nietykiety. Mam nadzieje, ze podobne uwagi wystosuje Pan/Pani do wypowiadajacy sie powyzej "hematemesis" oraz "ryzyk-fizyk". Jesli moje przeprosiny zostana przyjete to prosze moze chwilowo odejsc od wymagan czystej formy i skupic sie na tresci, ktora wskazuje, ze trzeba sobie dosc mocno napracowac na habilitacje. Nabiera sie przy tym czesto zlych nawykow a jednym z nich jest wlasnie pisanie bez polskich znakow. Obiecuje, ze kiedy juz bede po habilitacji to bardzo chetnie skupie sie na formie - wtedy bede miec na to czas i moze pieniadze ;).
  • 2009-06-26 20:22 | Bea

    Habilitacja w Polsce zazwyczaj oznacza mozliwosc dostania sie do wezszego grona ludzi podejmujacych wszelkie uczelniane decyzje i "spijajacych smietane"... A poza tym jest to kolejna furtka sluzaca do eliminowania pewnych, nazwijmy to "niezbyt wygodnych" ludzi. I tyle i tylko tyle! Peany na temat "podnoszenia poziomu nauki polskiej" to zwyczajne bajdurzenie i to, glownie, dla ludzi spoza "srodowiska"!

    P.S. To samo dotyczy tez wszelkich konkursow, ktore w 99% sa z gory ustawiane!!
  • 2009-06-26 20:25 | Bea

    "Podaje tak krotkie okresy czasu, poniewaz zakladam wyjazd bez rodziny czy dzieci: tylko wylacznie lab, zwierzatka,
    komputer a wieczorami rodzina via skype."

    Typowo meskie (i do tego mocno szowinistyczne) podejscie do wlasnej kariery! Czy tak???
  • 2009-06-26 23:05 | Alma

    Zgadzam się, absolutnie zgadzam się z wiekiem emerytalnym. Nie można tworzyć specjalnych przywilejów dla jednej grupy, która nie wiadomo, jakim cudem nieadekwatnie do swego wkładu w rozwój kraju tak została wywyższona. Praca na uczelni nauczycieli emerytów to wielka deprawacja, bo oni już wszystko olewają, nie przychodzą na zajęcia, z nikim się nie liczą, a czerpią wielkie, ogromne korzyści kosztem młodszych pracowników.
  • 2009-06-26 23:16 | Alma

    Zapomniałeś jeszcze starej śpiewki o godności, że nauczyciele akademiccy niegodnie zarabiają. Przecież mogą iść do banku, albo do jakiejś rady nadzorczej, nie muszą, skoro tak biedują (warto w tym momencie zajrzeć na zeznanie majątkowe Kudryckiej!), pracować - w najgorzszym razie raz w tygodniu - na uczelni (są tacy, którzy pojawiają się raz w miesiącu. Wtedy wpradzie uczą przez osiem godzin, ale i tak narzekają na niegodne zarobki). A tu jeszcze ci najbardziej rozwydrzeni pragną, żeby np. nauczyciel z podstawówki dopłacał ze swoich podatków do ich emerytury, bo za 3 tysiące miesięcznie mają nigodne życie. Chce się tylko splunąć z obrzydzenia.
  • 2009-06-26 23:33 | alma

    dodatek do profesorskiej emerytury z kieszeni nauczycielki podstawówki

    Jakkim prawem ja, nauczycielka szkoły podstawowej, miałabym z moich podatków doplacać do emerytury profesora, posądzonego o plagiat, do emerytury minister Kudryckiej czy zamożnego sąsiada, który jest profesorem na uniwersytecie? Jakim prawem Kudrycka uprzywilejowuje pieniędzmi podatników jedną grupę zawodową? Gdy ja oszczędzałam i nadal oszczędzam jak diabli na swoją emeryturę z niewielkiej pensji, Kudrycka będąc nauczycielką akademicką kupowała dzieciom domy, mieszkania itp. Zresztą nie ona jedna! Polscy profesorowie mają naprawdę wysokie roczne dochody, poza tym nawet na emeryturze mogą pracować naukowo, pisząc świetne, rozchwytywane książki i z tego, a nie z płaconych przeze mnie podatków czerpać zyski.
  • 2009-06-27 00:31 | studentka

    Re: Przekrój gejzeru

    8Przebudowany zostałby fundusz stypendialny, którego 75 proc. szłoby na pomoc socjalną (teraz połowa pieniędzy wspomaga uboższych studentów, połowa to stypendia naukowe).

    Oczywiście! Czemu nie! Ja dalej będę ciężko pracować żeby utrzymać się na studiach ze stypendium naukowego (może niektórych to zdziwi ale za 600 zł miesięcznie na osobę w rodzinie trudno jest się utrzymać samodzielnie na studiach, a stypendium socjalnego taka kwota już nie obejmuje) i będę patrzeć na bandę nierobów siedzącą całymi dniami przed grami komputerowymi, żyjącymi z państwowych pieniędzy, ślizgającymi się z roku na rok. Dajcie im jeszcze więcej niech zainwestują w lepsze karty graficzne!
  • 2009-06-27 09:30 | ryzyk-fizyk

    Ja tez moge napisac' "jakim prawem z moich podatkow ma byc oplacany nauczyciel, ktory ma wakacje, ferie, przerwy swiateczne i okolo 20 godzin pensum w tygodniu, a w kazdym razie jakim prawem ma zarabiac tyle co inni". Skonczmy prosze z naiwna urawnilowka. Dobry i i dobrze pracujacy nauczyciel powinien zarabiac wyraznie wiecej od sredniego, a slabi powinni byc eliminowani z zawodu. Dotyczy to i nauczycieli podstawowki i akademickich. Tak dlugo, jak nie zostana wypracowany i zastosowany w pratyce rozsadny system oceny nauczycieli, dajacy podstawy takze do usuniecia z pracy, tak dlugo bedzie to co jest. Trgo problemu ani proponowane zmiany dotyczce szkolnictwa wyzszego ani oswiaty nie posuwaja do przodu.

    Jeszcze ostrzej powinno byc nauce i karierze naukowej. Tam system powinien byc jeszcze mniej demokratyczny - utrzymuja sie tylko najlepsi, inni - precz. Proponowane zmiany moga do tego prowadzic, ale nie musza. Diabel tkwi w szczegolach: systemie oceny, recenzji, konkursow. Tak dlugo jak w ocenie nie bedzie miala decydujacego glosu nauka swiatowa (oceniaja najlepsi, a przynajmniej tacy z dokonaniami i doswiadczeniami miedzynarodowymi, i to tym lepsi im o wieksze pieniadze chodzi), doputy bedzie to co jest. No i oczywiscie
    jak najlepsi, to i warunki powinny byc konkurencyjne w skali miedzynarodowej.
    Aha, jeszcze jedno - ograniczanie wieku przy pelnieniu funkcji w uczelniach czy instytutach - jak najbardziej. Przymusowe odsuniecie od pracy i badan - bez sensu. Najlepsze projekty, ktore przejda przez sito takich recenzji nie powinny byc oceniane przez pryzmat wieku - za mlody czy za stary.
    Podobnie powinno byc z ocena jednostek naykowych.

    Na marginesie: to jak sa wydawane aktualnie pieniadze na nauke i szkolnictwo wyzsze z programow "innowacyjna gospodarka" i "kapital ludzki" przeczy tym zasadom. Ocena jest glownie formalna, a wartosc merytoryczna, nawet projektow za ogromne pieniadze, nie jest oceniana przez najlepszych. I mamy to co mamy,
    a efekty beda jakie beda.
  • 2009-06-27 10:48 | Zbuszman

    Nauczyciele akademiccy podlegają innemu resortowi niż uczący w szkołach podstawowych, stąd i ich budżet jest osobny. Chyba że potraktujemy cały budżet państwa jako system naczyń połączonych (w sumie to nim właśnie jest) i zadajmy może pytanie, dlaczego z powodu odpraw górników nie ma pieniędzy na inwestycje w cokolwiek (edukację, naukę, autostrady, inne przyszłościowe rzeczy). Tyle że wtedy dyskusja poprowadzi do nikąd.
  • 2009-06-27 16:24 | mruk

    Forum dotyczy dyskusji wokol pomyslow na reforme nauki. Prosze uprzejmie, trzymajmy sie tematu.
  • 2009-06-27 17:57 | doktorantka

    Robię doktorat, nie mam stypendium (moja instytucja, jednostka PAN-owska w ogóle stypendiów nie przyznaje), nie mam weekendów, życia osobistego, prawie nie sypiam. Mój chłopak robi na UW - ma stypendium 1000 PLN. W Warszawie. Proszę sobie wyobrazić jak wygląda nasz życie. Nie wydaje mi się, żeby ktokolwiek chciał sobie fundować taki trwający 4 lata koszmar "z braku pomysłu na siebie" i osobiście nie znam żadnego doktoranta, o którym można byłoby coś takiego powiedzieć. Biorąc pod uwagę poziom zamożności naszego społeczeństwa, pozwolę sobie również powątpiewać istnienie znaczącej statystycznie grupy osób, które mogłyby sobie pozwolić na traktowanie studiów doktoranckich jako "przechowalni". Prawdziwym powodem obniżającego się poziomu doktoratów jest to, że piszący je ludzie zostali przez zmuszeni do jednoczesnego studiowania i najmowania się na rynku by zarobić na życie. Wielu jest także zobowiązanych do nieodpłatnego prowadzenia zajęć dydaktycznych. Tymczasem doba wciąż ma jedynie 24 godziny. Proszę się na przyszłość zastanowić, zanim zdecyduje się Pan(i) obrazić najsłabszą i najbardziej poszkodowaną grupę akademików. Absolutny brak poczucia odpowiedzialności za wstępujące pokolenie, za przyszłość polskiej nauki, jaki manifestują polscy naukowcy, jest naprawdę przygnębiający.
  • 2009-06-28 01:25 | kmxyz

    Z całego tekstu najbardziej spodobało mi się następujące zdanie "A jesli prestizowa uczelnia chce od ciebie habilitacje to
    jesli jestes bardzo dobry i tak ja zrobisz a jak jeste troche gorszy to jej po prostu nie rob."
    W pełni się z nim zgadzam, habilitacja jest właśnie dla najlepszych (patologie będą oczywiście zawsze i należy z nimi walczyć). Jeśli ktoś jest naprawdę dobry, to ją zrobi i zostanie upragnionym samodzielnym pracownikiem naukowym. Reszta tekstu to głos młodego naukowca, któremu się wydaje, że jest mądrzejszy od wszystkich swoich nauczycieli. To jest bardzo częste, prawie każdy hydraulik i inny czasem odwiedzający mnie "fachowiec" uważa, że wie znacznie więcej niż wszyscy inżynierowie razem wzięci. Ale dlaczego należy zaraz gilotynować całą profesurę? Inna sprawa to to, że stosunki na akademiach medycznych są wyjątkowo fatalne i coś się tutaj powinno zrobić. Osobiście uważam, że po osiągnięciu 65 roku życia, nie powinno się pełnić funkcji kierowniczych. Jeśli do tego momentu kierownik (dyrektor itp) nie zdoła wychować sobie następcy, powinien być przymusowo odesłany na emeryturę.
  • 2009-06-28 13:27 | sebek

    Re: Przekrój gejzeru

    Jednym z głównych problemó polskiej nauki jest to że ludziom tam pracującym "falnie się żyje". Nie ma to związku z wielkimi pieniędzmi czy znakomitymi warunkami pracy ale z dużą swobodą i bezstesowością. Wielu naszych naukowców coś tam sobie dłubie, albo i nie (czasami nie wiadomo do końca co oni właściwie robią), oceny ich pracy, jeśli są, to nie skutkują większymi dla nich konsekwencjami. Dorobek naukowy w porównaniu z naukowcami pracującymi w świecie niejednokrotnie wypada nie najlepiej, ale nie może to dziwić skoro zdarzają się "doświadczeni naukowcy" którzy nie są znani nigdzie poza własnym wydziałem na rodzimej uczelni. Wydaje się że tak mocno pilnowana w Polsce autonomia uczelni jest jedynie pretekstem do zachowania status quo, bo wbrew temu co środowisko naukowe stara się forsować, w Polsce naukowcom ze stopniem doktora habilitowanego czy tytułem profesorskim nie żyje się wcale tak źle.
    Na Zachodzie a w szczególności w USA praca w nauce jest znacznie bardziej stresująca a sami pracownicy naukowi poddawani są regularnie surowym ocenom. Tam nie ma "świętych krów", pewne fory otrzymuje się dopieru po zdobyciu Nobla.
  • 2009-06-28 14:06 | Jacek zarazek

    Re: Przekrój gejzeru

    Ludzie, którzy dzisiaj kończą studia, są beznadziejnie głupi. Ich poziom jest o wiele niższy od poziomu absolwentów szkół średnich z przed pół wieku. Ale to nie tylko wina obniżonego poziomu w szkołach średnich i podstawowych, ale także beznadziejnego poziomu dzisiejszej kadry akademickiej. Do tego dochodzi negatywna selekcja na rynku pracy, gdzie szansę mają nie ci najlepsi, tylko ci, którzy mają znajomości. Ja, z moim wykształceniem średnim, zdobytym w latach sześćdziesiątych biję na głowę obecnych absolwentów i nie tylko, zarówno w swojej dziedzinie, jak i w dziedzinie wiedzy ogólnej. Dowody na to można znaleźć nawet w "Polityce". Otóż chciałem kupić najnowszy numer pisma, 26 i w tym celu zacząłem go przeglądać. Od razu natknąłem się na błąd ortograficzny: słowo "hasło" napisane przez "ch". Pewnie w całym wydaniu znajduje się takich byków więcej, a i poziom poglądów wygłaszanych w tym piśmie jest raczej nie na poziomie ludzi w wyższym wykształceniem. Dlaczego więc ja mam na rynku pracy ustępować ludziom z wyższym wykształceniem? Przecież to jest nie tylko niesprawiedliwość, ale i szkoda dla gospodarki.
  • 2009-06-28 21:48 | ja-le

    Re: Przekrój gejzeru

    Chciałbym poruszyć kwestię finansowania badań naukowych. Zacznę jednak od kilku uwag na temat studiów.
    Nigdy nie miałem wrażenia, że tylko część najlepszych studentów (po dobrych szkołach) może studiować bezpłatnie, przynajmniej jeśli chodzi o uczelnie techniczne. Na mojej wystarczą dobre wyniki, aby zostać przyjętym, tym bardziej że na studia techniczne jest coraz mniej chętnych. Rozumiem, że ten problem dotyczy głównie obleganych kierunków, jak socjologia czy marketing. Ale skoro 'produkuje się' zbyt wielu magistrów takich specjalności to czym tu się przejmować ? Niech studiują najlepsi.
    Mówi się, że mamy wielu studentów i jednocześnie narzeka na niski poziom kształcenia, masówkę, itp. Ale jedno pociąga za sobą automatycznie drugie. Szczególnie biorąc pod uwagę obecny poziom kształcenia w szkołach. Braki ze szkoły ograniczają wiedzę, którą można przekazać na studiach. Przede wszystkim rozwiązywanie zadań testowych, które nie rozwijają w uczniach umiejętności myślenia. Dodatkowo państwo płaci w zależności od liczby studentów. To sprzyja tendencji do przyjmowania dużej ilości studentów, czy możliwości studiowania dwóch kierunków osobom o niekoniecznie dobrych wynikach. Przy niskim finansowaniu w stosunku do potrzeb, jest to właśnie przykład komercyjnych działań uczelni. Jak również rezerwowanie część miejsc na studia płatne.
    Jeśli chodzi o badania naukowe, (pisał o tym Joao Magueijo w książce popularno-naukowej 'Szybciej niż światło') w Stanach Zjednoczonych pieniądze przeznaczane są głównie na kilka dużych tematów i wielu naukowców ściga się wzajemnie. W efekcie USA mają oczywiście rezultaty, ale duża część badaczy jest sfrustrowana, bo nie zdążą. A każdy musi wykazać się osiągnięciami, urzędowo. (Co jakiś czas (w Polsce co roku) trzeba wypełniać formularze związane z liczbą publikacji, itd. Kryteria ustalane są przez urzędników.) Może jest to dobra metoda na uzyskiwanie wyników, a społeczeństwo oczekuje konkretnych efektów, ale w nauce nie można patrzyć tylko na praktyczne rezultaty. Zastosowania w teorii lub praktyce mogą się pojawić dopiero po wielu latach. W szczególności popularne tematy korzystają z mniej ważnych osiągnięć. Trzeba to uwzględnić w opracowywanych projektach.
    Osobną kwestią jest sam sposób oceny. W Stanach Zjednoczonych obowiązuje tzw. Lista Filadelfijska (obejmująca część czasopism naukowych), uwzględniana w USA, w Polsce, a poza tym prawie nigdzie na świecie. Niektóre słabe czasopisma z tej listy mają dużo punktów, tak jak te rzeczywiście dobre. (Chodzi o poziom publikowanych prac). Można mieć dobre prace spoza z tej listy, ale nie uwzględniane w ocenach. Może Ministerstwo chce w ten sposób ścigać się z USA, ale trzeba wziąść pod uwagę nasz potencjał. Niektóre komputery na moim wydziale są z lat 90-tych, biblioteka skromnie wyposażona (nie wszystko można zdobyć za darmo z internetu). W tym roku liczy mi się więcej punktów za publikacje niż w zeszłym, ale dostałem trochę mniej pieniędzy. Bo w rzeczywistości państwo obcina co roku finansowanie. Dostałem około 1000zł. Koszt konferencji przynajmniej 600-800 zł (pod warunkiem, że nie będzie zbyt daleko).
    Oczywiście finansowanie wiąże się z ilością publikacji, ale w przypadku matematyki, jak u mnie, nad jednym wynikiem można pracować wiele miesięcy i publikacja trwa co najmniej rok licząc recenzowanie (z fizyki kilka miesięcy). Uzyskanie 5 publikacji w ciągu roku to jest duże osiągnięcie, a często jest jedna lub dwie. W niektórych dziedzinach można uzyskać znacznie więcej.
    Kryteria oceniania przez ministerstwo nie uwzględniają specyfiki danej dziedziny wiedzy. A przecież w medycynie, prawie, fizyce należałoby ustalić kryteria np. doktoryzowania dostosowane do ich charakteru. Jednocześnie zachowując wystarczająco wysokie wymagania. Jednym z postulatów minister Kudryckiej jest zmiana reguł habilitacji, aby ułatwić uzyskiwanie tytułów. Mam wrażenie, że chodzi o zmniejszenie wymagań. A to nie jest dobry kierunek. Jeśli mamy dążyć do zwiększania osiągnięć naukowych, to potrzeba naukowców odpowiedniej klasy, a nie odpowiedniej ilości.
  • 2009-06-29 19:17 | Jerry1

    "Jednym z postulatów minister Kudryckiej jest zmiana reguł habilitacji, aby ułatwić uzyskiwanie tytułów. Mam wrażenie, że chodzi o zmniejszenie wymagań. A to nie jest dobry kierunek."

    I oto kolejny internauta na tym forum wierzacy w magiczna moc "habilitacji"... Coz, to tylko kolejny dowod na to, iz srodowisko uczelniano-naukowe jest faktycznie glownym hamulcem wszelkich reform systemu i bedzie robic praktycznie WSZYSTKO, by do zadnych znaczacych reform nie dopuscic!

    P.S. Po 20-latach od konca PRL-u uczelniane "status quo" praktycznie nie uleglo zadnym zmianom, habilitacja i tzw. "belwederskie profesury" wciaz w Polsce istnieja... a Polska nauka zamiast zmniejszac dystans do czolowki nauki swiatowej pozostaje coraz bardziej z tylu...
  • 2009-06-29 20:56 | zbysław

    1.System szkolnictwa jest chory od podstawówki po szkoły wyższe.
    2.W szkolnictwie wyzszym ani pracownicy ani studenci nie sa zainteresowani zminami.
    3.Brak polityki pństwa dotyzacej ilosciowego i jakoscowego rozwoju szkolnictwa wyższego.
    4.Studia traktowane sa jako forma walki z bezrobociem stąd najwiekszy w P{olsce udział 40% overeducated people (najwiecej w krajach OECD)
    W 2005 kształcilismy (najwiecej w swiecie) 1,5 razy wecej absolwentw na kierunku ochrona srodowiska niż USA i mmo to kierunek ten znalazł se na liscie zamawianych.
    5.Wszystkie "stare" uczelnie sa podobne do siebie i nijakie. Brak uczelni najlepszych kształcacych najlepiej w okreslonych specjalnoscach.wynika to z podobnego finansowania.
    6.W dydaktyce uczelnie realizuja interes nauczyciela nie studenta.Wynika to z pensum.Najbardziej widoczne jest to na uczelniach rolniczych kształcacych ciagle na potrzeby PGR, ktorych nie ma od 20 lat.
    7.Na uczelni pracownika naukowego bardzo trudno jest zwolnic. Moze nic nie robić i dobrze egzystowac prowadżąc dydatykę sprzed 50 lat.
    8.System zajęc dydaktycznych (wykłady, ćwiczenia) jest przestarzały. Brak samodzilnie wykonywanych projektów,pracy w bibliotekach, samodzielnych oprcowań.
  • 2009-06-30 17:21 | lech keller

    Czemu wyjechalem z Polski?

    W skrócie: Podanie o nostryfikację mego australijskiego dyplomu doktorskiego (PhD z nauk politycznych) ysłałem do owczesnego dziekana Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu
    Warszawskiego dnia 22 sierpnia 2007, i do dziś nie udalo mi sie w Polsce nostryfikowac owego australijskiego doktoratu.
    Dziekan nie chcial się ze mną spotkać, a jego sekretarka byla wobec mnie wręcz agresywna i insynuowala mi, że mój dyplom jest wręcz fałszywy albo otrzymany na podrzędnym uniwersytecie, a więc nie powinienem jej zawracać głowy oraz iż najprawdopodobniej nie mam nawet matury. Na dodatek na UW zaginęły dokumenty, które wysłałem tamże w listach poleconych.
    Kiedy udało mi się wreszcie spotkać z dziekanem, to był on w stosunku do mnie wręcz agresywny, i powiedział mi, iż:
    1. Będzie stawiać na moje drodze wszystkie możliwe przeszkody prawne, to jest:
    - Powoła specjalną komisję zajmującą się weryfikacją mego doktoratu i uczelni, która go nadała (jej wyniki można sobie łatwo wyobrazić, mimo iż Monash University w Melbourne, Australia, gdzie uzyskałem
    mój dyplom, jest o wiele wyżej notowany niż Uniwersytet Warszawski),
    - Zaząda, abym przetlumaczył mą rozprawę na język polski (aby utrudnić mi maksymalnie życie i przedłużyć okres mego oczekiwania na nostryfikację) oraz
    - Będzie ode mnie wymagac maksymalnych opłat, jakie są dozwolone przez przepisy regulujące nostryfikację.
    2. Jego zadaniem mója doktorat, choć wyraźnie jest z nauk politycznych, nie nadaje się do nostryfikacji na Wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, jako iż formalnie mam tytuł doktora filozofii. Zaznaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych stopień doktora filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest
    najwyższym z możliwych do uzyskania stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to stopień w pelni równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest np. w Niemczech, gdzie na stanowisko 'pelnego' profesora wymaga się „Habilitation oder PhD”.
    Przypominam też, iż w rankingu “The Times Educational Supplement”, Monash University zajmuje na ogol 33-43 miejsce, zaś Uniwersytet Warszawski nie wchodzi nawet do pierwszej setki – zajmował on w roku 2006 i nastepnych miejsce ok. 326, a Monash wówczas miejsce ok. 38.
    Stad zwinalem swe manatki, i wyjechalem na zachod Europy, gdzie na uniwersytecie nikt nie wymaga ode mnie nostryfikacji mego australijskiego doktoratu ani tez przetlumaczenia mej roprawy z jezyka angielskiego (mimo, iz pracuje obecnie w kraju nieangielskojezycznym).
    Tak wiec zamykajac sie przed swiatem, nawet UW skazuje sie na niebyt i marginalizacje. Bez radykalnej zmiany kadry zarzadzajacej polska nauka nie mamy najmniejszych sznas, aby wreszcie zaczac doganiac czolowke swiatowa. Na razie to sie cofamy, nie tylko w stosunku do czolowki swiatowej (USA, UK, Niemcy, Francja, Japonia czy Chiny), a nawet w stosunku do Rosji, ktora ma conajmniej jeden uniwersytet (Lomonosowa w Moskwie) w scislej swiatopwej czolowce...
    lech.keller@gmail.com
  • 2009-07-01 07:10 | PJD

    ten problem, nie ten kierunek..

    postulat brzmi:
    >Uczelnie zostałyby zobowiązane do ochrony dorobku intelektualnego i rozsądnego sprzedawania go na zewnątrz; mogłyby zakładać w tym celu spółki prawa handlowego (z ang. Spin-off).

    hmm...
    1. bardzo niepokojący jest akcent na
    " ochronę dorobku intelektualnego".

    Najprawdopodobniej spowoduje dalsze zamykanie się uczelni..
    To jest potrzebne, to PRZEDE WSZYSTKIM - rozwijanie współpracy nauki z gospodarką i starania aby nauka odpowiadała na rzeczywiste, aktualne problemy społeczeństwa i gospodarki.

    należy wspierać i zachęcać do kreowania spółek odpryskowych (spin-off) dla komercjalizacji osiągnięć.
    Dyrektywa "ostrożnie" jest jak właczanie hamulców na początku wyścigu, gdy mamy gonić oddalający się peleton..

    Nam potrzeba więcej odwagi, przedsiębiorczości i innowacyjności - co nieodłącznie związane jest z ponoszeniem ryzyka eksporacji, a nie "ostrożności"
  • 2009-07-01 08:59 | ja-le

    Miałem na myśli w ogóle uzyskiwanie tytułów naukowych, tzn. doktoratów też. Wyżej napisałem w skrócie. Kiedy robiłem doktorat zostało zmienione wymaganie, aby wystarczyła jedna publikacja zamiast dwóch (przynajmniej z matematyki). Nie pamiętam dokładnie co poza tym, bo u mnie chyba wszystkie kryteria były spełnione według tych wcześniejszych. Chodzi mi o fakt, żeby nie było tak, że rozdajemy tytuły przy zbyt niskich wymaganiach (jeśli je utrzymujemy). Tak jak to się dzieje z powodu masowości studiów, sposobu ich finansowania, itp.
    Akurat co do utrzymania habilitacji nie jestem przekonany i nie będę o to walczył. W niektórych krajach nie ma habilitacji. Osiągnięcia naukowe nie zależą przecież od formalnego tytułu. A dystans do czołówki światowej zwiększa się z innych powodów, o czym pisało tutaj wiele osób.
  • 2009-07-01 09:35 | Redakcja

    EWA WILK PODSUMOWUJE DYSKUSJE O REFORMIE SZKOLNICTWA WYŻSZEGO

    Przez tydzień pod artykułem mojego autorstwa „Przekrój gejzeru” rzeczywiście kipiał gejzer. Dziękuję wszystkim, którzy zechcieli się wypowiedzieć, nawet osobie, która porzuciła lekturę po pierwszym zdaniu. Szkoda, ale z drugiej strony być może niedoszły czytelnik uniknął jeszcze większego rozczarowania. Bo główną myślą artykułu, przynajmniej w mojej intencji, było ukazanie właśnie zjawiska odmowy dyskusji, nawet bez lektury przedstawionego przez rząd dokumentu. Podczas zbierania materiału do tekstu spotkałam się z taką sytuacją wielokrotnie: rozmówcy nie spodobał się jeden punkt z propozycji i już etykietował rządowy projekt jako kompromitujący knot. Tak też, niestety, debatę poprowadziły media – jakby cały projekt sprowadzał się do dostępności bezpłatnych studiów na dodatkowych kierunkach.

    Ten rodzaj wymiany myśli i opinii prowadzi donikąd. A przecież, jak świadczy choćby liczba wpisów, naprawdę jest o czym rozmawiać.

    Nie jest tak, że wszystkie przedstawione przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego pomysły są genialne, ani też tak, że wszystkie całkowicie chybione. Z całą pewnością nie ma dziennikarza, który byłby w stanie dogłębnie i obiektywnie zanalizować i ocenić punkt po punkcie proponowaną reformę i artykuł do tego w najmniejszym stopniu nie aspirował; raczej w skrócie zakreślał pole projektowanych zmian. O ocenę poszczególnych rozwiązań tym trudniej, że – jak wynika z wpisów – wiele problemów budzi skrajne opinie.

    Największe emocje – nie ulega wątpliwości - wywołuje sprawa awansu naukowego. Na naszym forum równie mocno zabrzmiały głosy w obronie osób pokonujących bariery przy doktoryzacji i habilitacji, jak i bardzo krytyczne opinie na temat „masowej produkcji doktorów”.

    Przedmiotem sporu była ( i będzie z pewnością) sprawa dopłat do emerytur profesorskich, bo wiele osób z innych grup zawodowych zapyta: a dlaczego ja mam finansować taki przywilej? (Na naszym forum pyta o to nauczycielka). Nie będzie zgody co do przesunięcia funduszy ze stypendiów naukowych na socjalne, bo są studenci, którzy tylko dzięki świetnym wynikom finansują swoje studia. Na tych przykładach najwyraźniej widać, jak niebezpieczne są wszelkiego rodzaju uogólnienia. I jak łatwo zamknąć rozmowę.

    Najłatwiej jest zapytać retorycznie: to co, nie podoba się, że naród się kształci, że rodzice dokładają starań, żeby wyedukować dzieci? To co, mamy wracać do PRL i mieć znowu tylko kilka procent osób z wyższym wykształceniem? Mamy reformować bez końca dla samego reformowania? Przecież tyle było już reform połowicznych, zaniechanych, nieudanych.

    Wydaje się, że pewne poglądy są tak oczywiste i tak powszechnie podzielane, iż nie ma sensu ich bez końca powtarzać. Jednak chyba potrzebna jest jasna deklaracja. Naturalnie, że boom edukacyjny w Polsce to jest rzecz fantastyczna. Oczywiście umiejętność krytycznego myślenia w dużym stopniu chroni przed łatwym uleganiem demagogii i populizmowi. Nawet marne studia są lepsze niż brak edukacji, zawsze człowiek się zetknie z wartościową lekturą, wyćwiczy umysł. Oczywiście, nie każde studia muszą dawać konkretny fach, a nawet lepiej, żeby dawały wiedzę i kompetencje tak elastyczne, żeby człowiek mógł dostosowywać się do nowych wyzwań. Wreszcie: paragrafami nie da się niczym czarodziejską różdżką zmienić jakości nauki i edukacji, ale przecież prawo jest tym instrumentem w demokratycznym państwie, za pomocą którego obywatele-podatnicy mogą wpływać na rzeczywistość. Pod warunkiem, że skorzystają możliwości dyskusji, artykułowania swoich potrzeb, poglądów, interesów. Mam wrażenie, że te stwierdzenia stanowią swoisty protokół zbieżności, pod którym podpisałaby się wiele osób, które zabrały głos w tej tygodniowej wymianie zdań.

    Masowość wyższej edukacji objawiła właśnie swoje mankamenty. Polska nie jest jedynym krajem na świecie, które próbują sobie z tym poradzić. W wielu sprawach nie da się osiągnąć stuprocentowej zgody, bo np. odpowiedź na pytanie, jak dzielić stypendia, w dużej mierze wynika z generalnej wizji świata i poglądów politycznych. Jednym bliższy zawsze będzie ideał wyrównywania szans, innym – promowania najlepszych i budowy intelektualnej elity. Wydaje się, że w przyszłym roku akademickim środowisko naukowe będzie ucierać stanowisko wobec przedstawionych przez Ministerstwo propozycji. „Polityka” będzie zagrzewać do rozmowy. I niezmiennie, o czym świadczy nasz już 9-letni program stypendialny „Zostańcie z nami”, wspierać, również finansowo, niebanalnych, pełnych pasji młodych naukowców. W nich nadzieja.
  • 2009-07-01 13:44 | ekho

    Polska nauka i system ksztalcenia MOZE doscignie np. UK za 100 lat. Ja nie mam czasu! Zarobiona kase inwestuje w moj rozwoj w UK bo wiem ze ten dyplom jest tego wart.Do czego zachecam wszystkich niezdecydowanych. Pozdrawiam.
  • 2009-07-01 19:01 | lech keller

    Ja tez sie zdecydowalem na wyjazd z Polski, choc wolalbym w niej zostac. Ale Polska nie uznaje zagranicznych kwalifikacji, chyba ze sa one z Libii albo Slowacji...
  • 2009-07-08 21:15 | Jerry1

    Tak, czy inaczej - nauce polskiej potrzebna jest bardzo gleboka, calosciowa reforma!
    Przyznam, iz sam coraz mniej wierze, iz znajdzie sie ktos kto bedzie w stanie
    wytrzymac zaciekle ataki (oraz listy, petycje, itd.) uczelnianego i PAN-owskiego
    betonu i tych reform, w koncu, dokonac...
  • 2009-07-11 11:07 | malgorzata.academicus

    Odmowa dyskusji o reformach jest powszechna i osobiscie wcale mnie nie dziwi.

    Przyczyna niestety jest dosc prozaiczna - znakomita wiekszosc srodowiska (podobnie jak polskiego spoleczenstwa) calkowicie nie jest zdolna do obywatelskich postaw, myslenia z innej perspektywy niz wlasne egoistyczne cele - srodowisko akademickie nie jest tutaj odosobnione, a poza tym mentalnie tkwi jeszcze gleboko w poprzednim systemie gdyz jest praktycznie calkowicie zamkniete na ludzi z zewnatrz. Stad wczesniejsza burzliwa dyskusja koncentrowala sie dookola sciezki kariery i spraw finansowych (pieniadze na badania wlasne i wysokosc pensji, mobilizacja medialna przeciwko pomyslom Gilowskiej na zniesienie 'przekretu podatkowego' Kolodki, etc.). Niewiele natomiast jest artykulow dotyczacych spraw najwazniejszych - jakosci i sposobu ksztalcenia na polskich uczelniach, ich raison d'etre (sensu istnienia). Pytanie nr 3 proff'a jest jak najbardziej zasadne (2009-06-24 22:46:33 | proff). Bez wlasciwego ksztalcenia nie bedzie ani kadr dla gospodarki ani mlodych adeptow nauki. Juz teraz 4-7 doktoratow na 10 sprawdzonych nie spelnia podstawowych wymagan wg prof. Tazbira (wypowiedz zima 2005 r. w sejmowej KENM).

    Zapadla decyzja o utrzymaniu habilitacji, niestety minister Kudrycka zgodzila sie na wykorzystywanie funduszy strukturalnych i kolosalnych POZYCZEK na nauke z EBI, wiec nie ma juz o czym dyskutowac. Te pieniadze powinny byc zainwetsowane w ZREFORMOWANE uczelnie - w obecnym systemie nie ma praktycznie zadnych zabezpieczen gwarantujacych, ze nie zostana one zmarnowane. Ci, ktorym na czyms zalezy (jest ich chyba wiecej wsrod 'starszej' profesury niz mlodych wilkow nastawionych na wlasna kariere - chow wsobny i nabor wg kryterium BMW zrobil swoje) udali sie na emigracje wewnetrzna.

    Dlaczego emigracja wewnetrzna kadry? Odpowiedz jest prosta. System jest 'demokratyczny' czyli wszelkie decyzje zapadaja wiekszosciowo. Sprzeciwisz sie, wyrazisz swoje zdanie - przy najblizszej okazji 'wiekszosc', ktorej sie narazisz nie wyrazi zgody na cos na czym ci bardzo zalezy. Twoj doktorant, magistrant zacznie byc atakowany z niewiadomych przyczyn - skoro nie mozna 'dosiegnac' profesora to atakuje sie jego zespol. Moga tez ci utrudnic zakup aparatury za twoje wlasne pieniadze z grantu. Mozliwosci 'uprzykrzania zycia' w niefektywnie zarzadzanym systemie (brak indywidualnej odpowiedzialnosci za podejmowane decyzje) sa praktycznie nieograniczone. Sprobujesz wprowadzac pomalu reformy na poziomie uczelni - nie wybiora cie na druga kadencje. Polecam tutaj chwile szczerosci rektora Leszka Pacholskiego w wywiadzie Edwina Bendyka dla Polityki - Przekluc ten balon.

    Polskie uczelnie ciesza sie jedna z najwyzszych autonomii w calej Europie - autonomii, ktora jest zle i niewlasciwie wykorzystywana o czy swiadcza patologie, ciagle jeszcze niewystarczajaco naglasniane w prasie (np szerzacy sie plagiaryzm i niewywiazywanie sie z podstawowych obowiazkow dydaktycznych przez kadre - przepadajace zajecia i nieobecnosc na wyznaczonych konsultacjach).

    A przede wszystkim lenistwo intelektualne. System szkolnictwa wyzszego jest bardzo skomplikowany, obowiazujaca ustawa Prawo o Szkolnictwie Wyzszym jest nadmiernie rozbudowana. Malo kto z osob wypowiadajacych sie o reformach zadaje sobie trud zapoznania sie z zalozeniami, miedzynarodowymi raportami - kazdy i tak WIE NAJLEPIEJ i swoje.

    Czy tak musi pozostac?

    Forum Integracyjne Academicus Poloniae stara sie skupic osoby o roznych pogladach, ale wspolnie uwazajacych, ze glebokie reformy sa nie tylko konieczne ale przede wszystkim mozliwe.

    Wczoraj zostal przekazany Pani Minister Kudryckiej dwudziestostronicowy dokument z naszymi szczegolowymi uwagami do czesci ogloszonych 15 czerwca zalozen, ktore mialy byc podstawa do dyskusji na forum Polityki.
    Nasze komnetarze sa juz upublicznione w internecie, pod adresem:
    scribd.com/doc/17254352/UwagidoZalozen10072009FIAP
    Mozna do nich tez dotrzec poprzez blog na portalu FIAP
    esse-est-percipi.com

    Wszystkich zaineteresowanych powaznie refromami, zapraszam rowniez do zapoznania sie z wyborem dokumentow w naszej bibliotece i centrum informacji portalu. Sa tam m.in. liniki do raportu OECD z 2007 r., Banku Swoatowego z 2004 r., ksiazki JK Thieme Szkolnictow wyzsze. Wyzwania XXI wieku, etc.
  • 2009-07-11 11:33 | malgorzata.academicus

    "Czy moglbym poprosic o jakies konkretne dowody?"

    Nie na przepisywanie lub kupowanie lecz na ich 'poziom' - prosze bardzo! Cytuje opinie prof. Tazbira, przewodniczacego CKdsTiSN z 2005r.

    „(...) Chciałbym tylko ustosunkować się do pewnego bardzo niepokojącego nieporozumienia, a mianowicie do przekonania, iż podwyższenie wymagań w stosunku do doktorów może w skutecznym stopniu zastąpić habilitację. Nie bardzo sobie wyobrażam, w jakiej formie miałoby się dokonywać owo podwyższenie wymagań: czy poprzez apele do sumień recenzentów opiniujących prace doktorskie, do sumień rad wydziałowych, do sumień dziekanów? Sądzę, że w nauce niezbędna jest jakakolwiek forma kontroli. Ta kontrola może być przeprowadzona w postaci konkursów na stanowiska profesorów. Taka forma kontroli jest systematycznie prowadzona na uniwersytetach amerykańskich przynajmniej corocznie poprzez wypowiedzi studentów o przydatności dydaktycznej wykładowców. Na uniwersytetach niemieckich odbywa się to poprzez możliwość przenoszenia się z gorszych uniwersytetów na lepsze. Tę kontrolę sprawuje u nas Centralna Komisja. Można oczywiście założyć, że Centralna Komisja będzie się zajmować nie habilitacjami, ale oceną poziomu doktorów. W Centralnej Komisji przeprowadzamy taką ocenę i muszę przyznać, że ona wypada dość zatrważająco. Mniej więcej na 10 przejrzanych doktoratów od 4 do 7 doktoratów nie spełnia podstawowych wymagań. (...)”
    źródło: Biuletyn nr 4104/IV KENM /nr 229/ Data: 19-01-2005

    W najwyzszym stopniu niepokojace jest przekonanie decydentow, ze w Polsce nie mozna zagwarantowac/osignac wysokiego poziomu doktoratow, a przeciez mamy 'habilitowanych' promotorow i recenzentow. Moze powinno sie ich pociagnac do odpowiedzialnosci w przypadku udokumentowanej nierzetelnosci lub wpisac na 'czarna liste' w przypadku braku kompetencji?

    Na dzisiaj slaby doktorat i niekomeptentna/nierzetelna recenzja sa 'przepustkami do profesury belwederskiej dla promotora (wymog posiadania doktorow) i recenzentow ('aktywnosc' naukowa, ktorej nie maja ostrzy recxenzenci, ktorych sie unika). Jednostka dostaje pieniadze za 'rozwoj kadry', przybliza sie do wypelnienia wymagan wszelkich minimow. Tylko nauka polska i jej opinia w swiecie chyba jednak przyspiesza po rowni pochylej w dol.
  • 2009-07-11 12:31 | malgorzata.academicus

    Opinie o zalozeniach z 15 czerwca

    Wczoraj zostal przekazany Pani Minister Kudryckiej dwudziestostronicowy dokument ze szczegolowymi uwagami do czesci ogloszonych 15 czerwca zalozen, ktore sa punktem wyjscia do toczacej sie w tym watku dyskusji.
    Jest on juz upubliczniony w internecie - niestety moj poprzedni wpis z pelnym adresem zostal zmoderowany.
    Odsylam wiec Panstwa do wyszukiwarki:
    Forum Integracyjne Academicus Poloniae
    nastepnie: blog Academicus Poloniae
    artykul z 10 lipca: Wynik konsultacji w ramach FIAP

    Przepraszam, ze nie zamieszczam uwag bezposrednio na forum Polityki, ale to jest dwudziesostronicowy tekst z 'technicznymi' komentarzami do konkretnych punktow/zdan w zalozeniach, czyli dokladnie to o co apeluje Ewa Wilk - porozmawiajmy o konkretach.

    Rowniez PSRP zamiescil w czwartek 9 lipca na swojej stronie komentarze 'studenckie' do zalozen.

    Zapraszam do zapoznania sie z oboma sranowiskami i ewentualnego komentowania ich na tym forum. Moze konkretne propozycje ozywia zamierajaca dyskusje?
  • 2009-09-22 14:24 | Biolog

    "sprzed" a nie "z przed" panie "miszczu" ortografii.
    Pozdrawiam
  • 2011-04-06 00:27 | martkacy

    bez tytułu

    Przede wszystkim widzę pielęgnację idiotyzmu - lepsza matura = lepsze studia,
    lepszy byłby egzamin.. tak jest na uczelniach artystycznych, odsiew jest olbrzymi,
    wieloetapowy egzamin, z 400 osób którym przyjęto teczki prac / papiery zostaje
    25 na rok :) Cudowne, prawda ?