Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Sądy łamiące prawo

(2)
2009-06-24 17:14 | Hektor36
Zapraszam do dyskusji na temat naruszania przepisów prawa przez pracowników resortu sprawiedliwości.
Opiszę w największym skrucie mój przypadek i i chciałbym poznać opinię społeczeństwa.
W 2007 r. zostałem skazany przez Sąd Rejonowy za pobicie. Do czynu oczywiście się przyznałem oraz poinformowałem sąd iż uczyniłem to w obronie koniecznej. Podczas procesu sędzia znacząco ograniczył mi prawo do zadawania pytań ale i tak podczas rozprawy nie pojawił się żaden dowód świadczący na moją niekorzyść. Wersja skarżącego i jego głównego świadka była oczywiście mocno wzbogacona. Ale to nieważne.
Następnie zostałem oskarżony przez konkubentke tego oskarżyciela o znęcanie się nad nią i atakowanie jej dwójki dzieci. Sprawa sądowa odbywała się bardzo podobnie jak poprzednio. I tym razem sąd pozbawił mnie prawa do zadawania pytań chociaż oficjalnie poinformował mnie że takie prawo mam. Ale. Sędzia poinformował mnie, że mam zadawać pytania związane z wydarzeniam w pozwie. Problem w tym że tych wydarzeń nigdy nie było w rzeczywistości, a sędzia odrzucał każde moje pytanie które miało na celu podważyć wiarygodność oskarżycielki i jej świadków. Ostatecznie Sąd skazał mnie.
Tymczasem złożyłem odwołanie i sąd apelacyjny nakazał ponowne rozpatrzenie tej sprawy. I tutaj najważniejsze. Na rozprawie II instancji kolejny sędzia zezwolił mi na większość pytań. Efekt był natychmiastowy. Udowodniłem oskarżycielce i większości jej świadków kłamstwo. Udowodniłem, że wymienionych w pozwie wydarzeń nie było w rzeczywistości. Na sprawie były przesłuchiwane dzieci oskarżycielki i sam sedzia uznał że kłamały, potwierdziła to biegła psycholog obecna na sprawie. Na tej sprawie wyszło również pośrednio na jaw, że zeznania składane na pierwszej mojej sprawie z oskarżenia konkubenta oskarżycielki również były częsciowo fałszywe. Liczba wykrytych kłamstw i nieprawidłowości w zeznaniach strony skarżącej była tak duża, że sędzia niemiał innego wyjścia jak tylko mnie uniewinnić ale (i tu zaskoczenie) tylko od jednego zarzutu oraz umorzył sprawę drugiego zarzutu. Co ciekawsze sędzia dał mi wyraźnie do zrozumienia, że jest porzekonany iż oskarżenie jest zwykłym pomówieniem. Ale nie złożył doniesienia do prokuratury o składanie fałszywych zeznań.
Zrobiłem to sam i tu kolejne zaskoczenie. Oto uzasadnienia Sądu rejonowego i tamtejszej prokuratury.
W sprawie wykrytych nieprawidlowości i niezgodności zeznań z dowodami świadka oskarżenia (i zarazam pracownika funkcyjnego szkoły podstawowej) Sąd uznaje że są one błahe, nieistotne a ponadto świadek ten zeznał (i tu sąd przytacza słowa, których nigdy ten świadek nie wypowiedział i nie ma ich w protokole)
W sprawie wykrytych sprzeczności i w zeznaniach oskarżycielki prokuratura ustaliła, że oskarżycielka chciała się przedstawić w lepszym świetle i nie widzi w tym złamania przepisów prawa. (to lepsze światło to fakt iż oskarżycielka spotkała się prywatnie ze śiwadkiem, wymienionym wyżej pracownikem szkoły podstawowej i zaprzeczyła temu twierdząc, że nie zna adresu prywatnego tej osoby. Niestety przeczy temu raport detektywów, w którym jest zarejestrowane to spotkanie)
W moim rozumieniu takie postępowanie sądu jest dziwne, bo uzasadnienia są nielogiczne. Ujawnionych faktów nie da się podważyć i wyraźnie one świadczą, że oskarżenie jest zmyślone. Albo Sąd próbuje ukryć fakt popełniania poważnych błędów podczas toczących się rozpraw albo w grę wchodzi korupcja, chociaż w to drugie akurat wątpie. Jakie jest państwa zdanie.