Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Strefa huku

(7)
Od maja do października po jeziorach niesie się ryk silników. Najnowocześniejsze motorówki ścigają się z modnymi skuterami. Miłośnicy ciszy i spokoju zaczynają omijać Mazury.
  • 2009-07-14 14:37 | radams

    Re: Strefa huku

    Gratuluję Pani Agnieszko, rzeczowy i merytoryczny artykuł.
  • 2009-07-24 13:48 | azet

    Re: Strefa huku

    Pani Agnieszko, jako nieustanny bywalec jezior mazurskich dziękuję za tekst "Strefa huku". Problem ten jest coraz szerszy i zaczyna boleć także nad jeziorami z tzw. strefa ciszy. My bywamy nad najpiękniejszym jeziorem - wielkiego szlaku - Nidzkim. Krzyże, Karwica, Ruciane.Tu NIE wolno pływać na silnikach. Było - nie wolno. Teraz BEZKARNIE większość pseudo-żeglarzy wychodzi z portów lub wchodzi wyłącznie na ryczących silnikach. Zanika kultura żeglarska, coraz więcej stawowych sterników, którzy NIE wiedzą do czego służą żagle... Szkoda, że kapitanaty portów tym się nie przejmują. Policja wodna daleko więc hulaj dusza! Można czasami zrozumieć sterników zawijających do portu lub wychodzących wielkimi jachtami kiedy wieje potężny wiatr, ale co mówić o tych, którzy uruchamiają silniki kiedy wiatr przestaje wiać a oni chcą gdzies tam dopłynąć? Takich tylko białe szkwały eliminują z mazurskich jezior...
  • 2009-07-25 21:03 | maxport

    Re: Strefa huku

    Z dużym zażenowaniem przeczytałem artykuł podpisany przez Panią Agnieszkę Sowę zatytułowany „Strefa huku”. Roi się w nim od nieprawdziwych stwierdzeń, jest tendencyjny i dzieli ludzi na dobrych (żeglarze) i złych ( motorowodniacy), czuć w nim także wyraźną, skądinąd ludzką, nutę zazdrości.
    Od wielu lat pływam na Mazurach, najpierw na żaglach, od trzech lat na dużej łodzi motorowej( 10 m) z silnikiem 300 KM. Obydwa doświadczenia są wspaniałe i nie potrafiłbym powiedzieć które jest lepsze. I obydwa są dostępne dla średniozamożnych, dla ludzi żyjących normalnie, a nie tylko tych którzy żyją „szybko”. Mam znajomych którzy jadą w tygodniu na Zegrze popływać godzinę po pracy na motorówce, ale także takich którzy też spędzają tę godzinę po pracy na żaglówce. Godzina na łodzi jednosilnikowej z silnikiem 300 KM kosztuje max. 150 złotych, a nie 300 zł/godz. Oczywiście są także łodzie które zużywają 50 litrów i więcej benzyny na godzinę pracy.
    Prowadzenie dużej łodzi motorowej nie jest wcale łatwiejsze od prowadzenia samochodu, nasze porty są małe, budowane wiele lat temu i wymagają od każdego użytkownika żaglówki czy motorówki umiejętności cumowania przy ciasno zapakowanych kejach. I przede wszystkim dużej kultury, tak by nie szkodzić innym, także środowisku.
    Zarówno żeglarze, jak i motorowodniacy mają swoje grzechy na sumieniu…
    - brzegi mazurskich jezior przypominają śmietniki, prawie pod każdym drzewem leżą odchody i papiery, butelki i plastikowe torby - i to wszystko robią ekologiczni żeglarze. Motorowodniacy nie nocują w szuwarach, mają porty, przystanie i toalety z zasobnikami . Ptactwo wodne gnieździ się w szuwarach i na brzegach, wśród śmieci ….
    -wczoraj widziałem jak użytkownicy dwóch żaglówek płoszyli koniki polskie przy pomocy szczotek, inni prali coś w mydlinach bezpośrednio w jeziorze. Inny żeglarz tańczył na pokładzie przy wyjącym radiu i pokazywał tyłek przepływającym motorówkom…;
    -motorowodniacy nagminnie nie respektują ograniczeń prędkości, nie zwalniają tam gdzie roi się od żaglówek, skuterów i kąpiących się ludzi;
    - jedni i drudzy nie dbają o kulturę języka, używają polskiego w którym dominują, wyraźnie słyszalne poprzez szum wiatru i dźwięk silników, dwa podstawowe, zaczynające się na literę „k” i „p” słowa żeglarza i motorowodniaka (no może nie każdego)…;
    -piją tak samo, „ekologiczni” i „benzynowi”, prawie bezkarnie, brakuje policji i wysokich mandatów. Warto się zastanowić czy możliwość utraty prawa jazdy (samochodowego) za picie alkoholu na łódce nie uspokoiłoby amatorów pływania „po pijaku”;
    - roi się od amatorów głośnego słuchania muzyki, czasami dwóch lub trzech w pobliżu popisuje się kto potrafi głośniej.
    Mam wątpliwości co do pokojowego współistnienia żeglarzy i użytkowników łodzi motorowych, bez odpowiednich przepisów. Prawdopodobnie dobrym wyjściem było by ograniczenie możliwości pływania w ślizgu tylko w granicach wytyczonych torów wodnych, poza torami wodnymi do, powiedzmy, 25 km/godz. - o ile nie ma innych ograniczeń. I przede wszystkim respektowanie przepisów i dużo kultury na co dzień.
    I jeszcze parę słów o ochronie środowiska.
    Muszą być zachowane strefy ciszy, może tylko bez przesady, bo gdy będą tylko strefy ciszy to także będzie jedna wielka strefa biedy i bezrobocia - Mazury . Bez przesady także dlatego, że ptakom jakoś niespecjalnie przeszkadzają te motorówki. W odległości kilku metrów od motorówek w ślizgu pływają kaczki, perkozy, łabędzie. Nawet kormorany nie podrywają się do lotu, na postojach niedaleko brzegu też wszędzie są ptaki. Może gorzej czują się w szuwarach gdzie co kilka metrów stoi żaglówka, pali się grill i fruwają w powietrzu ciągle te same dwa polskie słowa : k….. i p………, no i trochę butelek lecących w krzaki.
    Powinny być koniecznie miejsca, gdzie można opróżnić zasobniki z nieczystościami. A także kary za opróżnianie ich do wody. Wystarczyłby zakaz pływania na Mazurach łodzi (żaglowych i motorowych) z tzw. otwartym systemem ścieków. Wszystko co „wyprodukuje” się na łódce musi na niej zostać do czasu odessania pompą w porcie. System ten funkcjonuje skutecznie na wielu jeziorach w Europie. Nie rozumiem o co chodzi Pani Sowie z tymi toaletami chemicznymi, przecież to jakiś absurd. To co ma odessane z łódki nie powinno być napakowana chemią. Ma trafić do oczyszczalni ścieków i koniec.
    Niestety nie wierzę jednak by szybko wprowadzono go u nas, nie mamy pomysłu na Mazury, nie wiemy czy mają zostać skansenem czy dużym centrum turystyki. Są zapyziałe, trochę lepiej wyglądają tylko Mikołajki, ale gdzie im do nadmorskich miasteczek Chorwacji czy Hiszpanii. Wszędzie brakuje nowoczesnych marin, w niektórych portach po prostu śmierdzi , potrzeby załatwiane są w krzakach. Miejscowe władze robią niewiele i nie mają pomysłów co dalej. Burmistrz jednej z dużych mazurskich miejscowości na propozycję wspomożenia finansowego , na wykonanie sieci rozdzielni elektrycznych w porcie i ustawienie sanitariatów, odpowiedział, że czeka na pieniądze z Unii na nowy port i w starym porcie nic nie będzie robił.
    Ciekawe, kiedy ktoś z naszych rządzących wpadnie na pomysł, że Mazurom nie potrzeba żadnych pomysłów. Wystarczy jedna droga szybkiego ruchu, docelowo gdzieś do krajów bałtyckich, połączona z autostradą A2. Pojawi się ten ciągle oczekiwany ruch turystyczny, inwestycje itd. Oczywiście ekolodzy powiedzą nie, podniosą krzyk, że turyści rozdepczą Mazury, tylko jakoś nikt do tej pory nie rozdeptał jeziora Bodeńskiego i Wyspy Kwiatów, zagładzie też nie uległy fiordy norweskie, więc przy odrobinie zdrowego rozsądku, nam też to nie grozi.
    Konieczny jest także zakaz cumowania do brzegów w miejscach innych niż do tego wyznaczone, zakaz wstępu na niektóre wyspy i wysokie kary za śmiecenie . Konieczny jest system przymusowych opłat za korzystanie z wód mazurskich, będą pieniądze na czyste porty, sanitariaty, przyłącza z prądem i wodą.
    A przede wszystkim: więcej takich marin jak Letni Ogród w Wygrynach, z przyłączami elektrycznymi, wodą i sanitariatami (normalna kanalizacja, żadnych szamb!). Tu jest po prostu czysto i normalnie, można zostawić otwartą łódkę i iść na kolację bez obawy, że nie będzie do czego wrócić. Oczywiście jest tu także kilku cymbałów od głośnej muzyki, amatorów późnych libacji i wycia do księżyca piosenek o sokołach i góralach. Ale nie przesadzajmy, wiemy gdzie jesteśmy, to nasze Mazury…
    Ale wiedzmy także dokąd idziemy, ja wiem że kiedyś będzie tu super!
  • 2009-08-05 00:22 | kay

    Niestety nowobogackie chamstwo ma w nosie jakiekolwiek maniery. Guzik ich obchodzi, ze przeszkadzaja innym i szkodza przyrodzie. Tylko bardzo wysokie mandaty, konfiskata sprzetu oraz zakaz wypozyczania sprzetu tutaj pomoze.
  • 2009-08-10 10:42 | janek

    jestem żeglarzem od 8miu lat na mazurach... sprzatam zawsze po biwakach wlasnej zalogi, sprzatam tez po innych. Zapłaciłbym i 10zł winiety dziennie gdyby te pieniadze byly w 100% przeznaczone na usuwanie zanieczyszczen i smieci. Takie oplaty powinny byc obligatoryjne dla wszystkich plywajacych na wodach.

    Tu juz nie chodzi tylko o mazury, chodzi o sposób chronienia przyrody i finansowania usuwania smieci. W polsce jest na to tylko jeden sposob, wliczyc te oplaty w cene innych dóbr, tak aby nikt nie byl w stanie ich "uniknąć".
  • 2011-07-11 14:04 | Tonsil

    Re:Strefa huku

    Odebrałem ten artykuł jako zachętę dla motorówkarzy. Wczoraj wróciłem z Mazur. Na Bełdanach huk i smród jak na Trasie Łazienkowskiej. Motorówki i skutery bez pardonu na pełnym gazie przepływają obok żagłowek. Przy brzegu benzynowy kożuch i tsunami, uniemożliwiają kapiel maluchom. W Zatoce Iznockiej (strefa ciszy) stała wielka motorówka i nadawała muzykę na pełen regulator. Wątpię by prowadzący te hałaśliwe ustrojstwa nie zdawali sobie sprawy, jak wielu ludziom uprzykrzają wypoczynek i jak ich działanie destruktywnie działa na przyrodę. Wątpię również, że władze gmin, powiadów, rezerwatów oraz służby nie wiedziały, co się tu wyrabia. Mazury stały się strefą nie tylko huku ale też chamstwa i bezprawia.
  • 2014-07-29 19:41 | Motorowodniak

    Re:Strefa huku

    Owszem, nowobogackie chamstwo to termin istniejacy na Mazurach. Dotyczy on jednak osob bez wzgledu na to czy plywajA pod zaglami czy na jachcie motorowym. Taka sama tradycjejak samo chamstwo nowobogackie ma nazywanie w ten sposob ludzi po prostu bogatszych i bardziej usmiechnietych. Proponuje nie dzielic na zlych - motorowodniakow i dobrych- zeglarzy, a zajac sie wlasna kultura i praca dajaca mozliwosc wyboru pomiedzy lajba za 150zl a motorowka za 1000 dziennie. Odrebna sprawajest kultura - sternicy motorowodni maja wiedze i umiejetnosci by przebywac na akwenach. Pytanie tylko - kto tak na prawde plywa w lodziach i na skuterach...