Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Dzień bez samochodu

(8)
Szanowni prezydenci miast - tępienie kierowców to nie jest metoda.
  • 2009-09-22 14:05 | bianka

    Re: Dzień bez samochodu

    Święte słowa. W Krakowie jest tak samo - na północy miasta cztery nowe osiedla domów, apartamentów, bloków - i jedna wsiowa droga sprzed kilkudziesięciu lat. Jakieś 7 km pokonuję godzinę - rekord godzina czterdzieści w zimie. Samochodem oczywiście, bo autobus jest 1(słownie jeden) na godzinę. Z tym że tu bardziej o drogi chodzi bo autobus też jedzie tą samą trasą.
  • 2009-09-22 15:57 | Halszka

    Walka i z kierowcami, i z pasażerami komunikacji miejskiej

    Absolutna racja!
    Taki sam numer można ostatnio obejrzeć na Okopowej. Co jakiś czas prawy pas zmienia się znienacka w buspas (na kilkadziesiąt metrów), kierowcy w popłochu wpychają się na środkowy pas. Żeby było śmieszniej: kursuje tam jeden, słownie jeden, autobus dzienny (i jeden nocny).
    Też mieszkam na obrzeżach (północnych) Warszawy. Cieszyliśmy się (jak głupi) na metro. Tyle, ze teraz metro okazało się nie ułatwieniem, a przymusem. Dawniej było kilka bezpośrednich linii autobusowych i tramwajowych, łączących naszą dzielnicę z centrum, Ochotą, Wolą. Teraz złośliwie wszystko to skasowano. Trzeba się przesiadać 3,4,5 razy. Dojazd wydłuza się w nieskończoność. Aby dojechać metrem, także muszę przesiąść się dwa razy. Jak ta jedyna linia metra staje (awaria), cała Warszawa jest sparaliżowana.
    Gdyby komuś rzeczywiście chodziło o redukcję samochodowych spalin, powinien wreszcie zatroszczyc sie o zieloną falę na głównych arteriach. I o to, aby wydlużac cykle rano w drodze do centrum, a po południu - na kierunkach od centrum w stronę obrzeży. O tym, że tak się robi za granica, można przeczytac od kilkunastu lat. Jeśli u nas spece nie potrafią urządzić zielonej fali (czerwona jakoś im się udaje), może by zwrócili się o pomoc do zdolnej młodziezy z pobliskich szkół, umiejącej korzystać z komputerów?
    Inny nonsens: co krok trafiam na skrzyzowania, na których dziesięć samochodów chcących skręcić w prawo wyczekuje bez sensu, mimo zielonej strzałki, bo z przodu jedyny pas blokuje samochód jadący prosto. Z powodzeniem można by zrobić skręt w prawo, jest miejsce, ale drogę blokuje nikomu niepotrzebny występ chodnika z latarnią, przegradzający jezdnię. Tak, jakby ta latarnia (z wysięgnikiem) nie mogła stać 2 metry dalej.
    I jeszcze a propos trafnej uwagi "czuję się jak bydło". Warszawska komunikacja sprawia, że nieraz czuj e sie podobnie. Proste pytanie: dla kogo są przystanki tramwajowe? Dla pasażerow? Zła odpowiedź!
    Proszę się przyjrzeć tym przystankom po zmroku. Prawie wszystkie szyby jasno oświetlone - to reklamy. Tylko jedna szyba ciemna, nic nie widać, jesli pechowo nie ma w pobliżu latarni. Ludzie zapalają zapalniczki, aby coś przeczytać, klną. To szyba, za którą jest umieszczony rozkład jazdy...
  • 2009-09-22 23:07 | pawel.wrabec

    Piotrze,

    Moja żona wróciła ze Sztokholmu i mówi, że korki tam mają gorsze niż w Warszawie. No cóż co jak co ale Szwedom nie można zarzucić, że zaniedbują komunikację publiczną. Niestety tak się dziwnie składa, że rozwój infrastruktury drogowej za rozwojem motoryzacji po prostu nie nadąża. Ruch samochodowy trzeba więc różnymi sposobami - kosztownymi dla właścicieli czterech kółek - ograniczać. Tego nie da się uniknąć.
    Zgadzam się z tezą, że w tym wypadku władze stolicy przeholowały. Buspasy powinny być dostępne dla osób wiozących co najmniej 2 inne osoby ( lub w foteliku dziecko).
    Carpooling mogliby wspierać pracodawcy. W Polsce miejsca parkingowe są zarezerwowane są dla Vip-ów, podczas gdy w Stanach porządek dziobania ustępuje miejsca rozsądkowi- z tego przyileju korzystają pracownicy, którzy podwożą do roboty kolegów.
  • 2009-09-23 09:21 | wiehu

    Re: Dzień bez samochodu

    Ja się ujawniam jako wróg samochodów i całej tej kultury , żarłoczności .

    Tępić należy samochody a najchętniej to bym widział całą warszawę zakorkowaną .
    Nawet teraz jak widzę korek to się ciesze po cichu ,
    myśląc "STADO BARANÓW"
    :-)
  • 2009-09-23 10:37 | Slawek Burkusz

    Re: Dzień bez samochodu

    Pan Redaktor widocznie wkurzył się bo mu się dojazd wydłużył ale..tędy droga.Zwykle jest sprzeżenie zwrotne - jade autem bo skomunikowanie kiepskie-nie komunikujemy tego bo brak zainteresowania. Teraz wkurzony może zacznie bardziej rozliczać samrząd z tego jak rozwija transport, czy buduje ścieżki rowerowe i parkingi buforowe, parkingi dla roweró przy węzłach komunkacyjnych a nie czy wybudował dla niego dosyć dróg. Może trzeba się wykazać elastycznością i podjechać do lepszego środka transporu. Niestety widzę ,że tu klasyczną poską chorobę-ogólną niemożność-autobus nie jest pod DRZWIAMI o idealnej porze więc jest nieskomunikowany. Drugim problemem ,który chciałbym poruszyć jest odbywająca sie budowa psedościeżek rowerowych. Zwykle jest to pasek chodnika w innym kolorze albo wymalowany farba, nietraktowany przez kierowców jako odrębny ciąg komunikacyjny po którym poruszają sie pojazdy szybciej niż piesi. Prowadzi to do nagminnego łamania znaku USTĄP PIERWSZEŃSTA PRZEJAZDU(nie zwraca uwagi ,że ktoś nagle może mu wyjechać), każdy kierowca dojeżdża sobie do lini jezdni by tam szukać szansy na włączenie się do ruchu,czekając na ową szanse zwyczajnie stoją blokując pseudościeżkę.Inną polska patologią jest przeprowadzanie pseudościeżki pięć razy przez ten sam pas ruchu bo tak idą chodniki na których odbywa się malowanka zwana szumnie ścieżką rowerową. Świadczy to o tym ,że projetujący nigdy nie korzystał na co dzień ze swojego dzieła Prawdopodobnie nigdy nie widział prawidłowo zaprojektowanej ścieżki rowerowej, podobnie jak osobnicy ,którzy za twierdzają realizację tych bubli.Ale nasi samorządowcy mogą się wykazać ,że ścieżki budują.
  • 2009-09-23 13:17 | divak2

    Re: Dzień bez samochodu

    We Wrocławiu korki były tam, gdzie ich w zwykły dzień (taki z samochodem) nie ma. Po prostu naród "pomyślał", że będzie więcej luzu na ulicach, bo frajerzy zostawią auta pod domem.
    Ponieważ auto jest bardzo wygodnym środkiem transportu człowiek z własnej inicjatywy nie ograniczy używania go, taki ktoś posiadający auto myśli "najwyżej wsiądę i pojadę" a nie myśli jak zrobić, jak zaplanować dzień żeby jechać jak najmniej. Stąd konieczność odgórnego temperowania użytkowników aut poprzez utrudnianie ruchu prywatnych pojazdów, podatki itp. Z drugiej jednak strony takie działania nez wsparcia ich poprawą komunikacji zostaną odebrane jako zamach na wolność poruszania się.


    Przy okazji - takie małe porównanie:
    Samochodem do pracy jadę20-35 minut ,
    Autobusem 30-45 minut,
    Rowerem 15-20 minut,
    Piechotą idę 40 minut.
    Czyżby pieszy osiągał 75% prędkości samochodu?
  • 2009-09-23 16:17 | MichalBudnik

    Re: Dzień bez samochodu

    ...a w Hamburgu jak byl dzien bez samochodu,to ze wszystkich srodkow komunikacji publicznej mozna bylo korzystac za darmo...
  • 2009-09-25 07:46 | Polesiak

    Re: Dzień bez samochodu

    autor spokojnie moze sie przeprowadzić na Mazury. Będzie miał bliżej do lekarza , a dziecko żyjace w zdrowszych warunkach będzie mniej chorowało ,o korach nie ma mowy ,o autobusach też Na źionących alkoholem sąsiadów w nieświezych koszulkach recepty nie ma są wszędzie Ot taka niedogodność