Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Czy uczelnia wyższa przygotowuje absolwenta do potrzeb rynku pracy?

(4)
2009-10-12 12:11 | IZ
Z moich badań wynika, że NIE. Obecnie prowadze badania nad losem zawodowym absolwentów uczelni wyższych. Pierwsze dane statystyczne są następujące: 41.08% absolwentów odpowiedziało, że uczelnia nie przygotowuje ich do rynku pracy; 20,78% nie wie czy uczelnia ich przygotowała do rynku pracy; 36,67% twierdzi, że tak. 51,1 % ankietowanych nie pracuje w swoim wyuczonym zawodzie, 42, 54% pracuje zgodnie z kierunkiem ukończonych studiów.
Wyraź swoją opinię, czy zgadzasz się ze stwierdzeniem, że uczelnie wyższe nie przygotowuje absolwenta do rynku pracy.
  • 2009-10-17 14:08 | chatczat

    Re: Czy uczelnia wyższa przygotowuje absolwenta do potrzeb rynku pracy?

    Bardzo wiele zależy od studenta.
    Są tacy, którzy już w czasie studiów usiłują znaleźć coś dla siebie. Ci zazwyczaj jakoś dają sobie radę.
    A swoja drogą... to niby jak ta uczelnia ma przygotować do tej pierwszej chociażby pracy... jeśli tu liczą się znajomości (rodziców np.) i inne takie nieformalne .... sprawy.

    Dodatkowo, ... ha ha ha... nie po to bierze się młodego człowieka do firmy, aby wiedział tyle, co wieloletni doświadczony pracownik.
    Lepiej... dla takiego młodego, żeby nie wiedział zbyt wiele i podpisywał to co jest konieczne, a nie to co jest bezpieczne do podpisania...
    Niełatwo młodym...

    Również... no nie oszukujmy się dla ilu młodych ludzi po marketingu... zarządzaniu... da radę znaleźć pracę?
    Coraz mniej jest czym zarządzać...

    Ciekawie będzie wyglądał rynek pracy dla młodych inżynierów..., bo studia humanistyczne... no to cóż... wiersze nauczyć się pisać, i może z tego jakiś chleb będzie... choć wątpię. nie dla przeciętnego młodego człowieka nie mającego określonych układów rodzinnych lub towarzyskich.
  • 2009-10-21 23:51 | r

    "Znajomości są be - głównie dlatego, że ich nie posiadam" - takie wrażenie odnoszę czytając większość wypowiedzi. Nie polecenie do pracy jest złe, tylko postawy i działania ludzi, którzy tę pracę dostają/dają. Jeśli komuś się nie chce pracować a innemu szukać dobrych i zmotywowanych pracowników, to wychodzi ledwie dysząca, mało konkurencyjna i prymitywna gospodarka, jaka panuje w naszym kraju. Znajomości w Polsce kojarzone są z pójściem na łatwizne, nic nierobieniem. Nikomu nie przychodzi do głowy, że tę dobrą opinię powinno się odpracować, pokazać, że się na nią zasłuzyło? Z drugiej strony co to za HR manager/szef, co wywala pare tysięcy na pracownika, który niewiele daje firmie?
    Moim zdaniem problem tkwi przede wszytskim w etyce pracy - pietnujemy bogatych, prymusów, robiących zawrotną karierę. To przecież nie mogą być fajni ludzie, na pewno mają jakąs ułomnośc psychiczną albo są uwikłani w nieczyste interesy. Zamiast zacisnąć zęby i ruszyć głową lepiej biadolić.
    Dopóki studenci nie ruszą tyłka na wykłady i do biblioteki, kadra naukowa nie zacznie wykładać ciekawie i pod kątem pracy w zawodzie a pracodawcy umiejętnie wydawać pieniądze i realizować świetne pomysły, dopóty będziemy na szarym końcu.
  • 2009-11-07 15:20 | MERKURY

    Dlaczego ludzie kończą szkołę i nie umieją prawie nic?
    Zmiany w systemie oświaty, spotęgowane przemianami obyczajowymi, spowodowały pojawienie się skutków ubocznych. Najważniejszym jest pozbawienie ucznia samodzielności.
    Nie próbuję podejmować jakiejkolwiek dyskusji ze zwolennikami wprowadzanych reform.
    Z nimi „podyskutowało” sobie życie. Wystarczy przypatrzyć się efektom. Po 9 latach nauki (szkoła podstawowa i gimnazjum), przeciętny uczeń umie o wiele mniej, niż dawniej umiał uczeń po ukończeniu 8-letniej szkoły podstawowej.
    Uczeń szkoły średniej ma potem o rok mniej czasu na przygotowanie się do matury. Już teraz głosy wykładowców na wyższych uczelniach są jednoznaczne: poziom wiedzy maturzystów kilku ostatnich latach drastycznie poleciał w dół.
    Świeżo upieczonego studenta trzeba przez pierwszy semestr studiów uczyć tego, co powinien znać po szkole średniej. Dawniej szkoła uczyła mniej więcej tego, co wymagały wyższe uczelnie. Młody człowiek chodził do szkoły, uczył się lepiej lub gorzej, a w ostatniej klasie zaczynał myśleć, co dalej: wybierał odpowiedni fakultet i brał się za przygotowanie do matury i do egzaminów na wyższe uczelnie. Teraz, jeśli myśli poważnie o studiach, musi już na początku drugiej klasy LO pomyśleć o wyborze przedmiotów, których będzie się szerzej uczył (bo wymaga tego wyższa uczelnia), o korepetycjach lub dodatkowej nauce własnej.
    Decyzję o wyborze wyższej uczelni musi podjąć o ponad rok wcześniej. Zmiany w systemie oświaty, spotęgowane przemianami obyczajowymi, spowodowały pojawienie się skutków ubocznych.
    Najważniejszym jest pozbawienie ucznia samodzielności. Tzw. „prawa ucznia” powodują, że jest on psychicznie nieprzygotowany do studiów wyższych. Jak sama nazwa wskazuje, nauka polega tu na studiowaniu – samodzielnym zgłębianiu wiedzy. Na wyższej uczelni nikt nie zapyta, czy wszyscy rozumieją, nie będzie powtarzał kilkakrotnie tego, co stwarza problemy studentowi.
    Student ma się nauczyć i zdać odpowiednie egzaminy. Jak – to już jego sprawa (są wykłady, literatura).
    Egzaminator nie będzie się bawił w wyjaśnianie, co student powiedział dobrze, co źle, i dlaczego wystawia taką właśnie ocenę. Nie jest istotne, czy ten czuje się pokrzywdzony, czy też nie. Wysłuchuje werdyktu osoby, która umie nieporównanie więcej niż on i nie ma żadnych dyskusji. Jest to sytuacja dokładnie odwrotna do tej, którą wprowadziły reformy w szkole średniej.
    Kierunek tych reform jest mniej więcej taki:
    „Nauczycielu! Wystawiasz ocenę niedostateczną, a może przyznajesz mniej punktów, niż maksimum? Uzasadnij, dlaczego?”.
    Pozycja ucznia jest uprzywilejowana. Czy można się dziwić, że człowiek (istota z natury leniwa – gdyby tak nie było, nie ułatwiałby sobie życia wynalazkami), korzysta z okazji do nieróbstwa?
    Po co ma się ktoś męczyć, starać się zrozumieć, rozwiązywać zadania (zamiast dyskoteki), skoro może wymagać: „nie rozumiem, bo mi tego dobrze nie wytłumaczono!”?
    Może wymagać i wcale nie musi tego udowadniać. Założenia reformatorów są jednoznaczne: uczeń jest istotą, która najprawdopodobniej została w procesie nauki szkolnej skrzywdzona – takie mamy reformatorskie top-trendy.
    A potem przychodzi matura, którą trzeba zdać samodzielnie.
    A potem przychodzą studia, gdzie trzeba być samodzielnym.
    I młody człowiek jest bezradny, bo nie umie się uczyć!
    Jest przyzwyczajony, że to czy on rozumie, czy też nie, jest problemem innych - tych, którzy go uczą. A tu okazuje się, że świat jest jednak trochę inaczej urządzony. Nie tak jak go w szkole uczono… Dobrymi chęciami jest piekło wspaniale wybrukowane…
    A oni chcieli tak dobrze…żeby się dziecko biedne w szkole nie stresowało…
    Więc pytam: a kiedy to biedne dziecko ma się nauczyć walczyć w trudnych sytuacjach, których życie nie skąpi?
    Gdy będzie już dorosłym, wychowanym w bezstresowej atmosferze, w pełni ukształtowanym człowiekiem?
    Wtedy będzie za późno. Tekst dedykuję wszystkim zwolennikom bezstresowej (?) szkoły.