Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Polska - Niemcy 0-1

(2)
2009-10-24 11:35 | Iwona 1972
Po wejściu Polski do Uni Europejskiej wielu lekarzy i pacjentów miało ogromną nadzieję na reformy i związaną z nimi radykalną poprawę sytuacji w publicznej służbie zdrowia.
Nadzieje te, pozostały niestety do dnia dzisiejszego niespełnione.

Gdy słucham czasami opinii o polskim systemie ochrony zdrowia, powtarzanymi na ulicy przez zwykłych ludzi, nie chce mi się czasami w nie wierzyć. Sama jak dotąd (odpukać) nie miałam z naszą służbą zdrowia zbyt częstych kontaktów.
Niestety zarówno pierwsza reforma publicznej służby zdrowia z 1999 roku, jak i niedawna druga, nie uwolniła jej od największego grzesznika w temacie zdrowia obywateli, którym jest dominacja w jego ochronie samego państwa.
Ogromnie rozczarowuje mnie sam fakt, że od czasów upadku komunizmu nasza publiczna służba zdrowia ciągle funkcjonuje według starych reguł sprzed 1989 roku.
W ciągu ostatnich lat możemy raczej mówić o cofaniu się, a na pewno nie o jakichkolwiek postępach w reformowaniu ochrony zdrowia.
W 1999 roku wprowadzono system bezpłatnego leczenia ludności oparty na finansowaniu za pomocą składek.
Wszyscy zatrudnieni musieli wtedy z zarobków brutto odprowadzić do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych podatek w wysokości 7,5%.
Polscy pracodawcy w przeciwieństwie do niemieckich nie dopłacali do tych kwot ani grosza.
Kwoty uzyskiwane z obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych były dla każdego województwa różne.
Także Kasy Chorych działały regionalnie, wyjątkiem tutaj były tak zwane Branżowe Kasy Chorych, które obejmowały swym zasięgiem cały kraj.
Struktura ta przypominała poniekąd rozwiązania znane z Niemiec.
Ogromną jednak różnicą, było ograniczenie wolnego wyboru lekarza, o możliwościach wyboru szpitala nie wspominając.
Duże regionalne rozbieżności były widoczne także w tak zwanych „koszykach świadczeń“.
Kasy Chorych o bogatszych świadczeniach musiały ponosić więc zdecydowanie większe wydatki. Ponieważ wszystkie oytzymywały tyle samo środków z budżetu państwa, cały system musiał się rozpaść.
W porównaniu jednak z dniem dzisiejszym nie było wtedy jeszcze tak całkiem źle.
Od 2003 roku jesteśmy wszyscy "dumnymi" posiadaczami tak zwanego Narodowego Funduszu Ochrony Zdrowia (NFZ).
Podpisuje on umowy z poszczególnymi podmiotami np. szpitalami i lekarzami, próbujac w ten sposób zapewnić szarym obywatelom usługi lecznicze. Wszyscy pracobiorcy płacą dziewięcioprocentowy podatek "składkę" na NFZ. Składki rencistów i bezrobotnych przekazywane są tam z funduszy socjalnych.
O tym, jaki będzie aktualny „koszyk świadczeń“ i jakie leki zostaną zrefundowane, decyduje dziś bezpośrednio Ministersto Zdrowia.
Działania te bardzo przypominają czasy sprzed 1989 roku z ta jednak różnicą, że teraz chronicznie brakuje na wszystko pieniędzy a fakt ten bardzo odczuwają lekarze i przede wszystkim ich pacjenci.
Gdyby większość lekarzy nie "dorabiała" sobie prywatnie, wielu z nich musiało by zadowolić się zarobkami w granicach 2000 złotych.
Tak zwane „dorabianie“ ma jednak ogromnie negatywny wpływ na etykę zawodu a także na problem korupcyjności tego środowiska.
Lekarz domowy otrzymuje rocznie na każdego swego pacjenta określoną kwotę pieniędzy, która umożliwia mu bardzo skromne działania.
Dlatego większość z nich może przyjmować pacjentów w bardzo ograniczonym czasowo zakresie i ewentualnie leczyć ich później „prywatnie“.
Niestety wielu pacjentów na to „prywatne“ leczenie nie może sobie w żaden sposób pozwolić.
Czekają oni do następnej możliwej wizyty finansowanej przez NFZ, czasami jej niedoczekując.
To przykre ale NFZ nie daje polskiemu pacjentowi możliwości korzystania z wielu niezbędnych dla ratowania zdrowia zabiegów, badań i przede wszystkim profilaktyki co zapewnia mu przecież nawet Konstytucja.
Te 9% wystarcza zaledwie na jedną w miesiącu wizytę i podstawowe badanie u lekarza rodzinnego, oraz ewentualne skierowanie pacjenta do lekarza specjalisty.
Następne badania i ewentualne zabiegi są z reguły opłacane już przez pacjenta z własnej kieszeni, jeśli tenże w niej coś posiada.
Według badań przeprowadzonych w Polsce przez Światową Organizację Zdrowia około 40 % wydatków na służbę zdrowia pokrywanych jest prywatnie przez samych pacjentów.
Polacy nie są jednak gotowi więcej pieniędzy przeznaczyć na ubezpieczenia zdrowotne. W Niemczech na dzień dzisiejszy jest to około 14% zarobków brutto plus drugie tyle dopłaca Kasom Chorych niemiecki pracodawca.
Największe problemy finansowe mają jednak polskie szpitale i kliniki.
Pieniędzy brakuje dosłownie na wszystko, nie ma za co kupować najważniejszych leków.
Personel polskich szpitali jest w dalszym ciągu fatalnie opłacany, pracownicy bardzo często są zwalniani.
Rząd Polski próbuje wprowadzić regulacje, pozwalające szpitalom na otrzymywanie tanich kredytów, którymi mogły by one spłacać swoje dotychczasowe, olbrzymie długi a także finansować za ich pomocą niezbędne iwestycje. Mam jednak poważne wątpliwości, czy jest to najwłaściwsza droga do poprawy tej tragicznej sytuacji, która tak jak i w przypadku spacjalistów spoza szpitalnictwa, zmusza lekarzy w nich pracujących do dorabiania w prywatnych praktykach zlokalizowanch zwykle na terenie szpitala.
Już teraz podejmowane są próby prywatyzacji niekiedy całych oddziałów poszczególnych szpitali. Księgowość koordynowana jest jednak dalej przez szpitalną administrację.
Sytuacja ta powoduje coraz większy konflikt w leczeniu pacjentów NFZ i tych płacących z własnej kieszeni. Dla większości lekarzy jest to także poważny problem etyczny.
Zwykle pomimo wyczerpania środków z NFZ lekarze przyjmują pacjentów na oddziały, wszak ciągle obowiązuje ich „Przysięga Hipokratesa“ a góra długów rośnie.
Podsumowując, wejście Polski do Unii Europejskiej nie przyniosło właściwie większych zmian w opiece zdrowotnej jej obywateli.
Skorzystała na tym tylko niewielka grupka, posiadająca spore możliwosci finansowe, dla reszty społeczeństwa sytuacja raczej zdecydowanie się pogorszyła.
Co do lekarzy, lepiej zaczęło powodzić się przede wszystkim stomatologom. Młode pokolenie Polaków chce mieć piękne, błyszczące bielą uśmiechy, za które płaci... Z własnej niestety kieszeni.

Zadając sobie pytanie o systemy opieki zdrowotnej, porównanie ich z innymi ma szczególne znaczenie, bo wszyscy cenimy sobie najbardziej właśnie zdrowie.
W funkcjonowaniu służby zdrowia krajów uprzemysłowionych występują często ogromne różnice, choć przecież wszędzie chodzi o te same problemy i zadania związane z zapewnieniem ich mieszkańcom dobrego zdrowia.
Powodem tych różnic jest oddziaływanie różnych grup zawodowych, polityków i organizacji i przede wszystkim sposoby finansowania służby zdrowia w poszczególnych krajach.
Systemów opieki zdrowotnej nie projektuje się na desce kreślarskiej, lecz jest to długofalowy proces, przebiegający odmiennie w zależności od kraju i jego sytuacji historyczno-politycznej.
Niektóre szczególnie charakterystyczne cechy niemieckiego systemu opieki zdrowotnej odnieść można już do polityki socjalnej z okresu Cesarstwa Rzeszy.
Samodzielne zarządzanie i kooperacja są tam tak samo zakorzenione jak i monopol lekarzy zrzeszonych w strukturach organizacyjnych Kas Chorych. Charakterystyczne jest też dla niego administracyjne rozdrobnienie w całej niemieckiej opiece zdrowotnej.
Właśnie na przykładzie niemieckiej służby zdrowia, można zaobserwować jak mocno i jak długo takie cechy i struktury wpływają na jej stan dzisiejszy. Pomimo tego że już od dawna takie rozwiązania nie są odekwatne do współczesnych potrzeb.
Chciałabym pokrótce opisać charakterystyczne cechy niemieckiego systemu ochrony zdrowia i historię jego rozwoju. Głównie chodzi mi o sposoby kierowania, ośrodki podejmowania kluczowych decyzji. Spróbuję też odpowiedzieć na podstawowe pytania dotyczące organizowania opieki medycznej w Niemczech.

UBEZPIECZENIE SOCJALNE BISMARKA.

W 1883 roku powstały obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne. Są one do dziś najbardziej charakterystyczną cześcią składową niemieckiego systemu ochrony zdrowia, który do czasów współczesnych jest tym sposobem finansowany i obejmuje przeważającą część społeczeństwa.
Głównym kryterium porównawczym funkcjonowania ochrony zdrowia w różnych krajach, są właśnie sposoby ich finansowania.

~ Kraje, w tym Polska, w których w/w system otrzymuje od państwa środki uzyskiwane z podatków. Przykładami dla takiego finansowania są także Wielka Brytania, Szwecja, Dania, Irlandia, Grecja, Hiszpania, Włochy.

~ Kraje, w których służba zdrowia finansowana jest za pomocą obowiązkowych dla społeczeństwa ubezpieczeń socjalnych, kontrolowanych i regulowanych przez państwo.
Taki sposób finansowania nazywany jest ze względu na jego twórcę „ Systemem Bismarka“.
Obok Niemiec, obowiązuje on także w Austrii, Francji, Holandii, Belgii, Luksemburgu i Japonii.

~ W krajach zorientowanych w kierunku gospodarki rynkowej, finansowanie służby zdrowia opiera się przede wszystkim na ubezpieczeniach prywatnych. Najlepszym tego rodzaju przykładem są Stany Zjednoczone, choć i tam ma właśnie natąpić wkrótce jego reforma.

Finansowanie ubezpieczenia zdrowotnego stoi od zawsze jako podstawowy problem w debatach politycznych dotyczących ochrony zdrowia publicznego w Niemczech.
Obowiązkowe ubezpieczenie zdrowotne GKV ( Gesetzliche Krankenversicherung) gra podstawową rolę w tamtejszej ochronie zdrowia.
90 % Niemców, mniej lub bardziej dobrowolnie korzysta z takiej formy ubezpieczenia.
Ponad 60 % ogólnych wydatków na służbę zdrowia, jest finansowane przez fundusze uzyskiwane z tych ubezpieczeń.
Zasady funkcjonowania GKV, ich oddziaływanie na lekarzy, szpitalnictwo, apteki itd., ukazują nam, jak ogromny wpływ mają one na ogólny obraz systemu niemieckiej służby zdrowia.

OBOWIĄZKOWE UBEZPIECZENIA DLA PRACOBIORCÓW

Służba zdrowia w Niemczech pozostaje do dziś pod ogromnym wpływem przepisów GKV stworzonych w XIX wieku przez Bismarka i jego politycznych kontrachentów.
Jednym z najważniejszych jej aspektów, jest koncepcja GKV jako ubezpieczenia pracobiorców.
GKV finansowane jest między innymi poprzez stałe, określone w procentach od zarobków udziały pracobiorców i pracodawców.
Dzisiejsze problemy finansowe, z którymi boryka się tamtejsza służba zdrowia spowodowane są właśnie w dużej mierze uzależnieniem od wzrostu płac ( a w związku z tym także rent i emerytur).

Sama konstrukcja GKV jako obowiązkowego ubezpieczenia jest głównym dziedzictwem z czasów Cesarza Bismarka.
Ochrona zdrowia, żyjących wtedy w ekstremalnie trudnych warunkach robotników przemysłowych była bardzo nowatorska i jedyna jak na tamte czasy. Z drugiej jednak strony, wprowadzając ją, wzmacniał Bismark tym sposobem swą polityczną siłę i ogromnie zyskiwał na popularności.
Będąc swoistą „marchewką“, socjalne inicjatywy Bismarka przytłumiły rosnące gwałtownie niezadowolenie robotników i mocno ograniczyły polityczne zapędy socjalistów.

Jak już wspomniałam, obowiązkowe ubezpieczenia zdrowotne w Niemczech obejmują około
90 % społeczenstwa.
Pozostała cześć, czyli urzędnicy państwowi, prywatni pracodawcy oraz obywatele o dochodach wyższych niz 46.800 € w roku (2005) nie są nimi objęci.
Od ponad sześciu lat dyskutuje się w Niemczech o propozycji reformy mającej na celu zmiany rozszerzające zasięg obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych na całe społeczeństwo.

Publiczne Kasy Chorych, jak rownież związki zrzeszające lekarzy dla tych kas pracujących grają w Niemczech centralną rolę w ambulatoryjnej opiece medycznej.
Należą one do tak zwanych organów publicznych, co oznacza, że choć bezpośrednio podlegają zarządzaniu państwowemu, nie są jednak przez samo państwo finansowane.
Państwo spełnia tutaj jedynie rolę koordynatora i kontrolera.
Kasy kierowane są przez własne zarządy i ich rady. Zarządy są głównymi koordynatorami w działalności Publicznych Kas Chorych.
Rada Zarządu decyduje o jego składzie i wybiera kierownictwo. W składzie są zarówno przedstawiciele pracodawców jak i pracobiorców, wyjątkiem są tutaj Zastępcze Kasy Chorych, w zarządach których zasiadają tylko przedstawiciele pracobiorców.
Niemieckimi zrzeszeniami lekarzy i dentystów pracujących dla Kas Chorych kierują gremia wybierane przez ich przedstawicieli.
Dla wszystkich organizacji związanych z publiczną służbą zdrowia nadrzędną rolę pelni Komisja Ogólnokrajowa, to właśnie ona decyduje o zakresie świadczeń związanych z ochroną zdrowia każdego obowiązkowo ubezpieczonego obywatela Niemiec.

Kolejną cechą niemieckiego systemu ochrony zdrowia jest kooperacja, która jest ściśle powiązana z samorządnością.
Polega to, na przesunięciu ośrodków podejmowania decyzji na poszczególne związki np. farmaceutów, czy też lekarzy.
Do dziś pozostaje ona bardzo charakterystyczną cechą, nie tylko dla obowiązkowych ubezpieczeń zdrowotnych, lecz także dla całego niemieckiego systemu opieki.
Kooperacja jest zupełnym przeciwieństwem dla bezpośredniego zarządzania służba zdrowia przez państwo (Polska) lub systemów jego ochrony opartych tylko na mechanizmach rynkowych (USA).

Ambulatoryjna opieka lekarska finansowana jest poprzez umowy zawierane między właściwym dla danej specjalizacji Zrzeszeniem Lekarzy Kas Chorych a przynależnym danemu Krajowi (Land) Zrzeszeniem Kas Chorych.
Dla całych Niemiec zawierane są pomiędzy Krajowymi Zwiazkami Lekarzy a Krajowym Związkiem Kas Chorych tak zwane „umowy ogólne“.
Wpisywane są one następnie do umów dla poszczególnych regionów.
Kasy Chorych zorganizowane są wprawdzie w różnych zrzeszeniach, na wiele pytań muszą jednak odpowiadać „jednym głosem“ i wspólnie rozwiązywać problemy obejmujące cały kraj. Jest to wymóg postawiony przez państwo.
Ja widać głównymi aktorami na scenie ochrony zdrowia w Niemczech nie są Kasy Chorych i poszczególni lekarze, lecz zrzeszenia a w szczególnych przypadkach także Obowiązkowe Ubezpieczenia Zdrowotne GKV oraz wpółpracujący z nimi lekarze.

Na koniec parę bezpośrednich porównań.

Jest nas 38,6 miliona zaś Niemców prawie 83 miliony.
PKB w Polsce wynosi za I półrocze niecałe 100 miliardów Euro w Niemczech około 1000 miliardów.
Bezrobotnych mamy ok 11% a Niemcy 7,4%
Czynnych zawodowo jest 54,5% Polaków, Niemców 73,3%!!!
Na służbę zdrowia Polska przeznacza około 6,3% PKB, zaś Niemcy 10,7%.
W Polsce w instytucjach związanych ze zdrowiem zatrudnionych jest ponad 600 tysięcy ludzi w Niemczech jest ich 4,5 miliona.
Polski lekarz w szpitalu zarabia od 500 do 1200 Euro miesięcznie, jego niemiecki kolega od 3000 do 8000.

Aha... Jeszcze jeden drobny "szczególik" różniący system polski od niemieckiego. Niemiecka lekarka lub lekarz nigdy do pacjenta nie zwrócą się słowami: “…a teraz obracamy się na boczek, zamykamy lewe oczko, podnosimy nóżkę, otwieramy szeroko buźkę”.
W Polsce ten styl rozmowy z pacjentem obowiązuje w dalszym ciągu... Nagminnie.

Iwona B.

Bibliografia

Deutsche Arzteblat 2004 Gesundheitsysteme Osteuropas (Teil 1). Polen – Bedrückende Resignation Martina Merten.
N. Blüm „Gesundheit und Geselschaft“.
M.G. Schmidt „Sozialpolitik in Detschland“.
European Observatory on Health Systems and Policies.