Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Szuflada na elitę

(7)
2009-10-29 12:39 | Polityka.pl
  • 2009-10-29 12:39 | semko

    Re: Szuflada na elitę

    punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. nazywa pan profesor dzisiejszych studentów nieukami i ćwierćinteligentami? być może chodzi mu o klientów jakichś prywatnych zapchajdziur, nie wiem, nie komentuję, unikam generalizowania. ja ukończyłem wydział prawa na studiach stacjonarnych ( teraz jestem aplikantem adwokackim) i zapewniam, że nie było to łatwe, podobnie jak nazwać mnie ćwierćinteligentem uderzyłoby w samego pana profesora, albowiem jest wiele dziedzin w których biję go na głowę, pomimo profesury. ale ad rem. jak wskazałem punkt widzenia...jasne jest, że pan profesor będzie uważał, że wtedy było ciężko, a teraz nie jest, bo to on wtedy studiował, a teraz jedynie doi studentów. ja jednak mam inne informacje od wtedy studiujących. wtedy nie za bardzo opłacało się studiować, bo robotnik to był gość i jeżeli delikwent zaczął po podstawówce chodzić do tzw. szkółki przyzakładowej, potem otrzymywała dobrze płatną pracę w zakładzie "sponsorującym", to mozna powiedzieć, że zarabiał od 15-17 roku życia.natomiast studenci, wiadomo, zaczęli zarobkować w wieku dwudziestu kilku lat.ergo, panował elitaryzm, a nie jak obecnie egalitaryzm, lecz nie w poziomie nauczania, ponieważ ktoś te studia musiał kończyć.znajomi radcowie, adwokaci w wieku 45-55 lat, opowiadali, że to była jedna wielka bumelka, nocne polaków rozmowy, a potem dobrze płatna praca, aplikację każdy sobie wybierał. powtarzam, punkt widzenia...z mojego punktu widzenia, młodego prawnika, walczącego o tytuł adwokata, obecni studenci - prawa, ja nie generalizuję jak pan profesor - to elita narodu, jaką zawsze zresztą była, lecz pogardzana (vide: scena z "Krótkiego filmu o zabijaniu": Piotr po zdaniu egzaminu adwokackiego z radością oznajmia później zamordowanemu taksówkarzowi - dychotomia: inteligent - robol - że został mecenasem, ten zas spogląda na niego z pogardą, czy wręcz nienawiścią, normalny człowiek zaś uśmiech odwzajemnia uśmiechem . Powiedzcie wprost, ze uczesticzymy w wielkiej propagandzie mającej zmusić ludzi, żeby nie garnęli się na studia (wcześniej zaś do "ogólniaków"), a wybierali technika i zawodówki, bo etap rozwoju Polski, państwo usługowe dla wielkich korporacji, wymaga produkcji rąk, a nie łbów do pracy, niewolników trzeba, wyrobników, a nie inteligentów - jak mawia mój ojciec, klasyczny polski robotnik - szpagatowych. O to w tym wszystkim chodzi, IMHO
  • 2009-10-30 11:17 | Arek

    Ależ tak jest zasze, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, trudno z tego robić zarzut. W reformie szkolnictwa wyższego, tak jak i innych dziedzin, zawsze są jakieś strony. I dyskutując, trzeba pamiętać, że pan profesor jest stroną właśnie, jego wypwiedzi nie należy więc traktować jak głosu niezależnego eksperta bo ta reforma dotyczy jego środowiska i jego osobiście. A jeśli tak, to nie może być uważany za osobę bezstronną, która jedynie doradza co należy zrobić dla dobra powszechnego.
    Przy takim złożeniu bardziej zrozumiałe stają się jego słowa, gdy mówi o przyczynach niskiego poziomu edukacji wyższej. Nie jest tak że niska jakość to problem jedynie tzw. 'pseudoszkół' bo i poziom w tych najbardziej szcownych pozostawi wiele do życzenia. Nie wiem, jakie są obecne zarobki profesorów ale czy naprawdę aż tak niskie żeby pracować na 10 etatach? Jeśli chodzi o wieloetatowość to nie sądze by samo tylko znaczące podwyższenie wynagrodzeń zlikwidowało problem. W roku 2001 nominalne zarobki profesorów wzrosły o 55% a pomimo co nie skutkowało zmniejszeniem wieloetatowości. Mało wiarygodne jest twierdzenie że ktoś kto może zarabiać 20 tys. na 4 etatach zechce poprzestać na 10 tysiącach na jednym ale zrezygnować z pozostałych. Równocześnie ze zwiększeniem puli pieniędzy na wynagrodzenia powinny więc iść prawne ograniczenia w dorabianu na innych uczelniach. Tym bardziej że wieloetatowość, oprócz ma także inny, niekorzystny wymiar - profesor pracujący na kilku etatach blokuje miejsca pracy dla młodszych pracowników naukowych, którzy decydują się między innymi z tego powodu na wyjazd z kraju lub pracę w miejscach nie rokujących na jego rozwój naukowy. Jestona także jedną z przyczyn istnienia 'pseudoszkół' bez własnej kadry naukowej, bo po co mają kształcić doktorów jak mogą wziąć sobie "gotowego", chętnego w dodatku profesora? Ten brak kształcenia własnych kadr prędzej czy później się na nas zemści i znów będziemy reformować na łapu-capu pod bieżące potrzeby.
  • 2009-10-30 14:08 | Mimi

    Re: Szuflada na elitę

    Nie jestem przekonana do tego że kiepskie wykształcenie, ale jednak, jest lepsze od braku wykształcenia. Trudno mi się z tym zgodzić ponieważ widzę co się dzieje obecnie w Polsce. Zamiast przynajmniej jednej uczelni na światowym poziomie, mamy powszechną bylejakość. Z punktu widzenia corocznie robionych światowych rankngów nie ma większej różnicy pomiędzy UJ-em a Skołą Wyższą Zarządzania Wszystkim z jakieś prowincjonalnej mieściny. I to jest w tym wszystkim najgorsze. Więc mówienie że lepsze wykształcenie bylejakie niż jego brak jest mocno dyskusyjne, bo to prowadzi do ogólnej mizerii całego systemu. Wiem że w takim USA obok znakomitych uczelni też są szkoły słabe, jednak w polsce obok słabych nie ma tych znakomitych. Błąd polega na tym że w pewnej chwili państwo postawiło na masowość wyższego wykształcenia kosztem jego jakości. Jest jeszcze jedno z czym się nie zgadzam, nie jest prawdą że dawniej było tak pięknie a jedynie dzisiaj jest źle. Żle było i dawniej i dziś, polska nauka nie liczyła się w świecie tak dawniej jak i obecnie. Poziom przygotwania studentów do pracy nie był wcale wyższy niż obecnie. Jedno było inaczej, mniej było studentów i studiowanie nie było obligą, jak dziś. Nie każdy robił maturę i nie każdy szedł na na studia. I nikt nie robił z tego problemu, jak to jest dziś.
  • 2009-11-04 14:40 | Tadeusz Rewaj

    Jestem fizykiem, emerytowanym profesorem Politechniki. Praktycznie w pełni podzielam opinię wyrażoną przez prof. Dołowego w tym wywiadzie. Byłem w latach 1993-97 Senatorem RP urlopowanym na .ten czas z Uczelni. Po powrocie na Uczelnię byłem przerażony poziomem przygotowania do studiów i podejściem do studiów studentów.
    Jestem głęboko przekonany, że procent młodzieży nadającej sie do studiowania, szczególnie na kierunkach ścisłych i technicznych , jest niezbyt wysoki w każdym pokoleniu. Tak więc zachwyty nad piramidalnym wzrostem procentowym wskaźnika skolaryzacji na poziomie wyższym są obłudne. Musiało to doprowadzić do obniżenia poziomu kształcenia.Dotycz\y to również Państwowych i renomowanych Uczelni. Zaś masowe kształceni "specjalistów" od markietingu i zarzadzania zakrawa na skandal.
    Nie znaczy to, że jestem wrogiem kształcenia pomaturalnego. Nie wolno tylko tego typu szkoleń utożsamiać ze studiami wyższymi. Istnieje konieczność utrzymania wysokiego poziomu studiów na wybranych uczelniach w Kraju. Do takich uczelni wstęp byłby na podstawie egzaminu wstępnego.
  • 2009-11-08 11:03 | manolis

    Re: Szuflada na elitę

    Pełna zgoda z Panem Prof. Ja chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na fikcję darmowych studiów na polskich uczelniach. Tak na prawdę na nich za wszystko się płaci. Za powtórki roku, powtórki egzaminów, legitymacje, itd. itd. Przykład każdego uniwersytetu. Na kierunek prawo dzienne przyjmuje się kilkaset osób. Im nie trzeba do nauki żadnych laboratoriów, odczynników i innych takich rzeczy. Wystarczy wykładowca i sala naukowa (a i tak nap. na UJ i z tym są problemy). Potem przychodzi jedna i druga sesja. Oblewa się ludzi na potęgę, niczym się nie przejmując. W efekcie czego powtarza rok ok. 50 osób (powtórka kosztuje ok. 3,5 tys.), powtarza przedmiot, ok. 100 (powtórka ok. 600 zł). Kasa zasila budżet uczelni. Do tego krocie płacą studenci zaoczni i wieczorowi. I tak, taki wydział dotuje biedniejsze inne wydziały na uczelni. O jakość kształcenia na wydziale prawa i nadmierną ilość studentów nikt się nie przejmuje, bo po co? Uczelnie jakoś musi łatać finansowe dziury.
    W tym kraju musi się w końcu zrozumieć, że studia wyższe powinny być dla najlepszych, i żeby być wartościowym człowiekiem, nie trzeba mieć fikcyjnego papierka. W końcu trzeba skończyć z tą fikcją i wprowadzić studia płatne z jasnym, porządnym systemem stypendialnym i kredytowym.
    Bo potem się dziwimy, że mamy nie wiadomo po co, milion magistrów socjologii, zarządzania, pedagogiki itp., którzy pracują na stacjach benzynowych i tym podobnych.
  • 2009-11-08 16:17 | werszcz

    Drogi semko,
    zapewniasz, ze "...ja ukończyłem wydział prawa na studiach stacjonarnych ( teraz jestem aplikantem adwokackim)..." i zaprzeczasz tezie prof. Dolowego, iz poziom na dzisiejszych uczelniach jest nizszy w porownaniu z okresem, kiedy jeszcze nie edukowano masowo. Swoim postem dajesz sam na to wymowny dowod. Pomijam jego "ton" i styl, ale chaosu juz nie da sie pominac. Nienajlepsza wizytowka przyszlego adwokata, chyba ze wlasnie bylejakiego.
    Pozdrawiam