Po przeczytaniu spluń przez lewe ramię

(5)
2009-11-01 12:57 | Polityka.pl
  • 2009-11-01 12:57 | Redackja

    wpis został usunięty

    .........
  • 2009-11-01 17:48 | karol

    Czego szukamy w metafizyce? Dobre pytanie. Najpierw rozdzielając potoczne i filozoficzne rozumienie pojęcia "metafizyka". W tym drugim szukamy podstaw; w rozumieniu starogreckiego arche: zatem podstaw w szerokim tego słowa znaczeniu. A teraz w znacznie ciekawszym, pierwszym: potocznym, rozumieniu. Metafizyka będzie to więc wszelka forma tego co niemierzalne. Wywoływanie duchów, modlitwa, rozmowa (np z człowiekiem z szafy :-) ) i inne. Za każdym jednak razem, tak się wydaje, jest to próba "scalenia" doświadczenia. To, co potocznie nazywamy metafizyką (magia, czary, duchowy światopogląd, czasem: piękno) jest najczęściej próbą wypełnienia luki w doświadczeniu zmysłowym. Jest próbą "zasypania dziury, której nie potrafimy obejść". Czasem się przytrafia "to co niezrozumiałe" i wtedy próbujemy to nazwać. Podsumowując, może zabrzmi to dziwnie, metafizyka, moim zdaniem, jest poszukiwaniem rozumności świata. To, co nazywamy magią, też jest próbą poszukiwania tej rozumności. Rozumność rozumianą jako źródłowe poczucie "całości" świata. Wchodząc już w metaforykę religijną: rozumność jest niebem - czyli powrotem z roz-dzielonego świata po grzechu pierworodnym: CAŁOŚCIĄ. Pamiętając oczywiście, że cały czas, jest to metafora. Pozdrawiam
  • 2009-11-01 19:07 | Kecaj

    Nie ulega watpliwosci, ze religia to tylko pewna forma magii, jej jakos uporzadkowana i zdalnie kontrolowana mutacja. Jest cos fascynujacego w podobienstwie zaklec ksiezy i szaptuch. Jedyna roznica, ze ci pierwsi sa jak armia: nosza swoje habity-mundury itp insygnia i wspieraja sie nawzajem, a szptuchy nie.
  • 2009-11-01 23:50 | inkwizytorstarszy

    "Magia trzyma się mocno", religie także -z tych samych powodów,niestety...
    ..obydwa wierzenia przypominają latanie na miotle.
  • 2009-11-02 09:03 | szalonyjogin

    To co wiemy o świecie i o nas to znikomy procent. Na świecie dzieją się rzeczy, których nie potrafimy zrozumieć. Ludzka natura jest taka, że nie cierpi pustki i każda luka w rozumieniu rzeczywistości musi być czymś zapełniona - lepsza byle jaka teoria niż jej brak.

    Niezależnie od tego jak bardzo chcemy wytłumaczyć teorią naukową pewne zjawiska, nie trafia to do przekonania ogółu, gdyż wydaje mi się, że człowiek bardziej wierzy własnemu doświadczeniu i intuicji niż szacownym gremiom naukowym. Ludzie są praktyczni. W sumie zupełnie słusznie i logicznie, bo jak miałby zwykły kowalski przekuć zasadę nieoznaczoności i wykorzystać ją we własnym życiu? Dodatkowo dziś można kupić każde badania naukowe, kowalski o tym wie, poza tym popmedia nie informują w sposób ciekawy i przystępny o naukowych nowinkach, zwykle ograniczają się to do rzucenia w eter jakiejś sensacji, że gołębie na sycylii wyżej latają od tych na kubie., dlatego nie dziwię się, że zaufanie kowalskiego do nauki maleje.

    A jeśli mówimy już o metafizyce z prawdziwego zdarzenia, to wydaje mi się że cała nauka stoi dziś pod ciekawym wyzwaniem, które materializuje się w CERNie koło genewy. Daję sobie uciąć rękę, że nie znajdą trwałego, boskiego pierwiastka - po prostu świat funkcjonuje inaczej, "nic nie istnieje, wszystko jedynie się staje" jak mawiał Heraklit.

    Od zarania naszej zachodnioeuropejskiej kultury szukamy arche, tej trwałej niezmiennej zasady. O zgrozo szukamy jej w świecie zewnętrznym (nauka), będąc zupełnie nieświadomi faktu, że wszystkie zjawiska zewnętrze czy wewnętrzne stany (myśli, uczucia) wyłaniają się z przestrzeni umysłu i do niej z powrotem wracają, czyli są z natury rzeczy "puste" w znaczeniu - nie mają trwałej niezależnej esencji. Z logicznego punktu widzenia, sam fakt że coś się pojawiło wystarczy, żeby sądzić że kiedyś przeminie. Pojawiło się, bo zaistniały pewne warunki konieczne i przeminie, gdy te warunki się rozejdą. Nie potrzeba nic dodawać.

    Trwała może być tylko przestrzeń umysłu, owa "puszka" w której wszystkie zjawiska i myśli się pojawiają, to każdy wie ze swojego doświadczenia, bo niezależnie jak bogate rzeczy się w niej wydarzają, wcześniej czy później odchodzą, a sama zdolność ich przeżywania (umysł) pozostaje.

    I może na koniec słów kilka do materialistów.
    Panuje przekonanie, że mózg jest źródłem wszystkich cech umysłu, jak świadomość, pamięć, inteligencja, itp. Wydaje mi się, że jest zupełnie na odwrót, że mózg jest jedynie odbiornikiem, takim radiem, które odbiera pewną częstotliwość. Jak bowiem wytłumaczyć fakt, że niektórzy ludzie po śmierci klinicznej, których mózg w sensie biologicznym nie funkcjonował, pamiętają to co się działo w sali szpitalnej, w której leżeli? Jak wytłumaczyć, fakt, że z moją lubą wysyłamy sobie w tej samej sekundzie smsa, chociaż nie jest to spowodowane zewnętrznymi warunkami? Albo, że czasem wiesz kto dzwoni, zanim podniesiesz słuchawkę? Nie są to jakieś szczególne właściwości, gdyż każdy coś takiego chociaż raz doświadczył. Gdyby mózg miał być źródłem umysłu, musiałbym mieć z moją lubą podobne półkule:D

    Pozdrawiam,
    TK.

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną