Sz. P. Redaktorze Ostrowski. Nie wnikajac w meritum artykulu porusze inne "meritum": Stosunek do kobiet - panski, korektorki, redakcji? Oto pierwsze zdanie: Wielkie kraje przypominaja kobiety, wszystkie sa zazdrosne"... i dalej dowiadujemy sie, ze jest to bon mot ... dyplomatyczny. Na szczescie nie obracam sie w sferach dyplomatycznych, wiec dla mnie nie tyle to bon mot, co wielce glupi nietakt.
Przelecialam co mi zostalo w glowie z lektur, ogladanych sztuk. Jednak w wielkiej literaturze to glownie mezczyzni sa tragicznymi bohaterami w okowach swojej zazdrosci. Kobiet zazdrosnych jak by mniej. Moze to dlatego, ze nie godzi sie pisac geniuszom piora o uczuciach kwoki skrzyzowanej z oslem.
Wyszukaj na forum
Forum
Obietnica królowej
(3)
Wielkie kraje przypominają kobiety: wszystkie są zazdrosne. Czy ten dyplomatyczny bon mot się sprawdzi, kiedy Unia wdroży traktat lizboński?
-
-
Re:Obietnica królowej
A propos uwagi powyżej o zazdrosnych kobietach i nietaktach.
Wypowiedź nie jest nietaktowna, a konia z rzędem temu, kto znajdzie kobietę, która nigdy nie była zazdrosna.
Co do lektur i sztuk, to myślę, że nie warto przejmować się literaturą pisaną w większości przez mężczyzn, o mężczyznach i dla mężczyzn. Swoją drogą nie raz się zastanawiałam, co autorom na głowę spadło, gdy opisywali te Desdemony, Oleńki, damy kameliowe i inne mimiozy...
Jedynym mężczyzną, który wie, co siedzi w kobiecej głowie, jest Almodovar, a u niego zazdrość ma kolor krwistej czerwieni.
A stosunek p. Ostrowskiego do kobiet spontanicznie odbieram jako wyjątkowo ciepły i przyjazny. Chyba się nie mylę? -
Re:Obietnica królowej
To, jak nowo wybrani prezydent i minister spraw zagranicznych UE poradzą sobie z zakusami na ich autonomiczność ze strony przywódców państw europejskich, zdecyduje, czy „Lizbona warta była mszy” – czy zaufanie pokładane w nowotworzonych instytucjach i częściowa rezygnacja z prawa krajowego wyjdzie nam na dobre, czy zostanie wykorzystana przeciwko niektórym członkom Unii.
W punkcie startowym w stosunku do nowego prezydenta na pewno będzie dominował sceptycyzm. I to nie tylko ze względu na brak mandatu społecznego. Wspólnoty, jakie dotychczas „ćwiczyliśmy” nie napawają szczególnym optymizmem, a stwierdzenie, że są równi i równiejsi jest tak prawdziwe, że aż banalne.
Skuteczność nowych struktur będzie więc testem na wiarygodność. Ciekawe, jak wypadnie konfrontacja z Rosją, która przecież nie zrezygnuje z grania jednymi członkami Unii przeciwko drugim.
Czekam z niecierpliwością na rezultaty i pierwsze decyzje.
Na niekontrolowany wybuch uczuć, czy wręcz zakochanie się nie liczę, ale miło byłoby powiedzieć "nasza Unia".
