Obietnica królowej

(3)
Wielkie kraje przypominają kobiety: wszystkie są zazdrosne. Czy ten dyplomatyczny bon mot się sprawdzi, kiedy Unia wdroży traktat lizboński?
  • 2009-11-14 00:37 | graga05

    bartek

    Sz. P. Redaktorze Ostrowski. Nie wnikajac w meritum artykulu porusze inne "meritum": Stosunek do kobiet - panski, korektorki, redakcji? Oto pierwsze zdanie: Wielkie kraje przypominaja kobiety, wszystkie sa zazdrosne"... i dalej dowiadujemy sie, ze jest to bon mot ... dyplomatyczny. Na szczescie nie obracam sie w sferach dyplomatycznych, wiec dla mnie nie tyle to bon mot, co wielce glupi nietakt.
    Przelecialam co mi zostalo w glowie z lektur, ogladanych sztuk. Jednak w wielkiej literaturze to glownie mezczyzni sa tragicznymi bohaterami w okowach swojej zazdrosci. Kobiet zazdrosnych jak by mniej. Moze to dlatego, ze nie godzi sie pisac geniuszom piora o uczuciach kwoki skrzyzowanej z oslem.
  • 2009-11-19 13:41 | Alla

    Re:Obietnica królowej

    A propos uwagi powyżej o zazdrosnych kobietach i nietaktach.
    Wypowiedź nie jest nietaktowna, a konia z rzędem temu, kto znajdzie kobietę, która nigdy nie była zazdrosna.
    Co do lektur i sztuk, to myślę, że nie warto przejmować się literaturą pisaną w większości przez mężczyzn, o mężczyznach i dla mężczyzn. Swoją drogą nie raz się zastanawiałam, co autorom na głowę spadło, gdy opisywali te Desdemony, Oleńki, damy kameliowe i inne mimiozy...

    Jedynym mężczyzną, który wie, co siedzi w kobiecej głowie, jest Almodovar, a u niego zazdrość ma kolor krwistej czerwieni.

    A stosunek p. Ostrowskiego do kobiet spontanicznie odbieram jako wyjątkowo ciepły i przyjazny. Chyba się nie mylę?
  • 2009-11-19 13:12 | Alla

    Re:Obietnica królowej

    To, jak nowo wybrani prezydent i minister spraw zagranicznych UE poradzą sobie z zakusami na ich autonomiczność ze strony przywódców państw europejskich, zdecyduje, czy „Lizbona warta była mszy” – czy zaufanie pokładane w nowotworzonych instytucjach i częściowa rezygnacja z prawa krajowego wyjdzie nam na dobre, czy zostanie wykorzystana przeciwko niektórym członkom Unii.
    W punkcie startowym w stosunku do nowego prezydenta na pewno będzie dominował sceptycyzm. I to nie tylko ze względu na brak mandatu społecznego. Wspólnoty, jakie dotychczas „ćwiczyliśmy” nie napawają szczególnym optymizmem, a stwierdzenie, że są równi i równiejsi jest tak prawdziwe, że aż banalne.
    Skuteczność nowych struktur będzie więc testem na wiarygodność. Ciekawe, jak wypadnie konfrontacja z Rosją, która przecież nie zrezygnuje z grania jednymi członkami Unii przeciwko drugim.
    Czekam z niecierpliwością na rezultaty i pierwsze decyzje.
    Na niekontrolowany wybuch uczuć, czy wręcz zakochanie się nie liczę, ale miło byłoby powiedzieć "nasza Unia".