Zgodnie z regulaminem

(14)
Musimy od siebie wymagać, choćby inni od nas nie wymagali – to było motto szkoły w Płużnicy, którego śmiertelną ofiarą stała się katechetka Małgorzata Dydo.
  • 2009-11-18 18:52 | belferka

    no cóż...

    Regulaminy, plany, plany wynikowe, zmiany statutu i inne papierzyska produkujemy na życzenie ministerstwa. Instrukcja używania czajnika elektrycznego i regulamin wstawania z ławki to twórcze rozwinięcie przez p.dyr. (niewątpliwie chorą) tendencji lansowanych przez kolejnych reformatorów oświaty. Wszystkie kontrole z Kuratoriów uwielbiają papiery, główna zasada jest taka: im więcej dokumentów, tym lepsza szkoła.
    Na dramatyczne pytanie "Dlaczego nauczyciel nie pomógł jakiemuś dzieciakowi?", odpowiedź jest jasna: "Pisał plan naprawczy."
  • 2009-11-19 11:14 | hen

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Na pierwszy rzut oka artykuł przedstawia szkołę w "krzywym zwierciadle", gdyby nie rzeczywistość. A jest ona taka, że zgodnie z obowiązującymi w dniu dzisiejszym przepisami (obowiązującymi nie tylko w placówkach oświatowych)na KAŻDĄ okoliczność powinna być opracowana odpowiednia procedura, co gdzieniegdzie jeszcze nazywa się regulaminem lub instrukcją. Stanowią one (a właściwie stanowić mają) zabezpieczenie przed możliwymi konsekwencjami. Konsekwencjami skarg klientów i pracowników, konsekwencjami wypadków, konsekwencjami zastrzeżeń organów kontrolujących, konsekwencjami zastrzeżeń przełożonych różnego szczebla. Stanowią nieodłączną część zbiurokratyzowanego życia. Śmialiśmy się z tego już dawno, oglądając fragmenty losów niejakiego Piszczyka. Dziś możemy zauważyć, że historia powtarzać się nie tylko lubi, ale w najbardziej ironicznej formie nawet uwielbia.

    Wbrew opinii wyrażonej przez belferkę nie uważam, że dyrektorka jest "niewątpliwie chora". Być może po prostu chciała jedynie, aby nikt i przy żadnej okazji nie miał powodów, aby mieć do niej jakiekolwiek zastrzeżenia. Tak jak Piszczyk chciała mieć spokój, a jednocześnie chciała pokazać zarówno pracownikom, jak i przełożonym, że jest osoba zapobiegliwą na dzisiejsze czasy. Być może karykaturalnie "przegięła", ale w ocenie osoby należy przede wszystkim najpierw sprawdzić okoliczność "Dlaczego tak postąpiła?"
    Są na tym świecie kraje, gdzie wypadek podczas nieprawidłowego wstawania z ławki skutkuje procesem o odszkodowanie, a argumentem jest to, że "nie było instrukcji prawidłowego wykonywania tej czynności". Są wyroki i odszkodowania dla osób, które poparzyły się gorącą wodą, bo w instrukcji nie wpisano, że możliwość poparzenia istnieje. Są wyroki, które zasądzały odszkodowania dla palaczy nie wiedzących, że palenie szkodzi, bo nie było takiej wzmianki na paczce. I to nie tylko w enklawie głupoty, jaką są Stany Zjednoczone. Śmiejemy się z instrukcji mycia rąk, wiszących w szkołach, przedszkolach, szpitalach, lokalach gastronomicznych, zakładach spożywczych i wielu innych miejscach. Śmiejemy się ze szczegółowych rysunkowych instrukcji używania toalet. Dawniej wyśmiewaliśmy się z wiszących wszędzie w zakładach pracy tablic bhp, regulujących wszystko. Ale sami, a raczej nasz poziom umysłowy i brak umiejętności logicznego myślenia, jesteśmy winni takiej sytuacji.
    A teraz kamyk do belferskiego ogródka: tak zwana Karta Nauczyciela spowodowała, że możliwości wymagania od nauczycieli nie tyle prawidłowego nauczania, co rzeczywistej pracy wychowawczej są bardzo ograniczone. Jedynie udokumentowanie "naruszenia przepisów" pozwala nie tyle na egzekwowanie rzetelności, raczej na "nie kijem go, to pałką". Nauczyciele narzekają na nadmiar pracy, tłumacząc, że poza pensum muszą jeszcze sprawdzać klasówki, pisać plany, oceny uczniów, itp. No i właśnie na tym polega (i polegała dawniej, również za nieboszczki komuny) ich praca. Na procesie edukacyjno-wychowawczym, prowadzonym zgodnie z określonym planem i w kierunku właściwego kształcenia uczniów, którzy podlegają systematycznej ocenie.
    Czyż nie nauczyciele traktują opracowane podstawy programowe jako "maksimum" tego, co jest od nich wymagane w procesie edukacyjnym? Jeżeli wymagacie jedynie podstaw, to dlaczego oczekujecie więcej od innych?
    Będziecie tłumaczyć, że przecież jesteście jedynie jednym elementem wychowania młodzieży, że są jeszcze rodzice, którzy nie maja zamiaru z wami współpracować. A co zrobiliście WY, aby takie sytuacje rozwiązać na waszą korzyść, przymuszając rodziców do współpracy? Powiecie, że nie macie możliwości - pouczcie się nieco, może znajdziecie. Wykorzystajcie w tej nauce to, co widzicie dookoła siebie, nawet sytuacje opisywaną w artykule "Polityki". A jeśli nie chcecie się uczyć, to nie narzekajcie na swój los.
    Dzisiejszy system wychowania młodzieży w rzeczywistości nie czyni nikogo odpowiedzialnym za skutek. Warto skorzystać w placówkach edukacji publicznej z wzorów opracowanych w placówkach prywatnych - umowa pomiędzy placówka a opiekunem jest podstawą regulowania stosunku prawnego i podlega egzekwowaniu ze wszystkimi konsekwencjami dla KAŻDEJ ze stron.
  • 2009-11-19 18:37 | abakus

    Re:Zgodnie z regulaminem

    To co czytaqm jest paranoicznie chore łącznie z ostatnim komentarzem. Przepisy , regulaminy....a gdzie jest miejsce dla dzieci??? To nie roboty i bezmyślne istoty , które można tresowac jak pieska. Dyrektorka jest w 100% starą bezdzietną panną . Taki człowiek ma klapki na oczach niczym koń . Tego typu dewiantów należałoby poddawac eutanazji , może w końcu osiągnęlibyśmy status normalnego społeczeństwa .
  • 2009-11-21 12:07 | gościówa

    Re:Zgodnie z regulaminem

    O przepraszam! Jestem starą bezdzietną panną, a do głowy by mi nie przyszły takie idiotyzmy, jak tej dyrektorce. Miałam natomiast okazję pracować z tzw. spełnioną szczęśliwą mężatką i matką, która wobec podwładnych w pracy była sadystyczną megierą. Wszelkie uogólnienia na podstawie stanu cywilnego są po prostu idiotyczne.
  • 2009-11-19 22:52 | leopoldblum

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Cóż mogę dodać do najdłuszego komentarza? Może jedynie to, że przebija wyraźnie niechęć lub uraz do szkoły jako instytucji i nauczyciela jako nieudacznika, który [w podtekście oczywiście] innej pracy nie mógł/nie potrafił/nie chciał [właściwe podkreślić] znaleźć.
    I nawet nie jest to zarzut, to raczej refleksja. Pracuję w szkole już dosyć długo - 10 lat, gdy rozpoczynałem tę pracę było jeszcze jakieś napięcie, była jeszcze jakaś, słaba i niemotywowana ale zawsze ważna, chęć do zmiany, zmiany prawdziwej. Teraz po 10 latach widzę tylko marazm, biurokracja jest faktycznie potworna, jednak o dziwo w czasach tzw. "komuny" wcale nie była ona tak dotkliwa. Dziś tworzymy procedury zamiast prowadzić działania zmierzające do tworzenia kapitału społecznego. Brak chęci, brak wizji. Kolejne etapy reformy układają się w całość niemal przerażającą swoją wymową. W sposób praktyczny zniszczono tylko to co jeszcze funkcjonowało, nie dając w zamian nic. Otwarta szkoła - cóż to oznacza? Otóż oznacza to, że należy wprowadzić procedurę jednej godziny tzw. kartowej dla każdego czy tego chce czy nie, czy umie czy nie, czy ktoś chce z nim przez tę godzinę przebywać, czy też takiej osoby ze świecą by szukać - nieważne ważne że jest i na papierze figuruje.
    System nadzoru pedagogicznego jak działa każdy widzi, szczególnie gdy pracuje w szkole. Niestety motorem działań kuratoriów oświaty jest jedynie uzasadnienie ich istnienia, nic poza tym. Jest to sytuacja niesłychanie trudna, oto biurokracja bez której samorządy obeszłyby się całkiem sprawnie musi w konkretny sposób dowodzić że istotnie "coś robi". Tym czymś są kontrole, nieustanne, głupawe, z idiotycznymi zaleceniami i wiecznym, nieschodzącym z ust wizytatora pytaniem "W jaki sposób to udokumentowano?"
    Jak mają się te zmiany do takich jak ja [a nie jest nas garstka, w całym kraju jest nas wielu, jednak nie mamy z reguły siły przebicia, robimy rzeczy wspaniałe, nie wysyłając dzieci na żenujące konkursy w stylu "Powiatowy konkurs na najpiękniejsze jajko-pisankę" - jako element edukacji regionalnej. Nie wysyłając ich na te konkursy, nie mamy czym się pochwalić, bo jak udokumentować, że uczniowie liceum wiedzą czym jest "wykluczenie społeczne", jak udokumentować to że mają ciekawe przemyślenia, że są wolontariuszami, wierzą w demokrację na najniższym szczeblu, jak udokumentować 2 godzinną dyskusję po projekcji filmu "Pięć łatwych utworów" Boba Rafelsona? Nie ma konkursu, nie ma laureata, nikt nie przyczepi sobie kokardy - hej Leonardo! Jest jednak grupa "twardzieli", którzy zawsze byli dobrzy w sprawianiu wrażenia oni są w swoim żywiole i choć nic nie czynią - niczym król w konstytucji majowej, są doskonali. Nie przemawia tu żadna skarga, nie, ja po prostu czuję idąć do pracy jakbym działał na 2 różnych poziomach, te 2 rzeczywistości do siebie nie przystają. W jednej robię coś "naprawdę" i mam z tego ogromną satysfakcję, w drugiej widzę że świat to wielki niekończący się spektakl, w którym z niewiadomych przyczyn gram jedną z głównych ról - a nie znam tekstu i nieustannie się mylę.
    Im więcej procedur tym mniej człowieka, im więcej regulaminów tym gorzej. Ostatnio jadąc na czterodniową wycieczkę by pokazać uczniom obraz Memlinga i dać okazję do posłuchania organów katedry oliwskiej oraz zwyczajnie pośpiewać z nimi całą noc [bo to się potem pamięta całe życie] otrzymałem 4 stronnicą instrukcję udzielania pierwszej pomocy przedmedycznej w sytuacjach zagrożenia życia... Czy to ma jakikolwiek sens?
    Dyrektorzy są w tym wszystkim poddani największym naciskom, to oni są w sytuacji mobbingowej, żyją w stresie "bo kontrola", "bo wezwanie", "bo zalecenie", fakt, istotnie boją się tego nadmiernie tylko ci, którzy są zbyt przywiązani do swej funkcji, zapomnieli już jak uczyć, lub też nigdy nie dawało im to żadnej satysfakcji. Ale to nie zmienia faktu że nacisk i mobbing idzie z tzw. "góry".
    Teraz o sytuacji opisanej w artykule. Cóż format osoby decyduje o jej przemyśleniach i postępowaniu, pani dyrektor niestety mieści się w dość trudnej do ostatecznego zdefiniowania kategorii osób, o których często w swych wywodach opowiadał dobry wojak Szwejk, ta pani jest z Haska jak mało kto, tylko że niestety tu mamy też ofiarę. Osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji opisanej w artykule, w moim przypadku szybko skończyłoby sie to doniesieniem o popełnieniu przestępstwa i skargą do organu prowadzącego szkołę - co oznaczałoby oczywiście mój koniec, ale byłoby zachowaniem godnym i właściwym w demokracji, która miejmy nadzieję nie jest fasadowa.
    Podsumowując - negatywna selekcja do zawodu nauczyciela w przeszłości prowadzi do tego typu zachowań i skandali w czasach obecnych, kto pracuje dodatkowo 8 godzin w tygodniu ten nigdy nie pojmie dlaczego ma wypisywać na osobnych kartkach jak realizuje jedną z tych godzin. Szkoła jest fascynująca, uczniowie są niesamowicie otwarci, są inteligentni, pełni wiary we własne siły i odwagi, takiej cywilnej nader często mylonej z bezczelnością, niestety są to cechy których nie da się scharakteryzować i udomumentować na kartce papieru - to kapitał społeczny którego nam tak brakuje. Nikomu a szczególnie nadzorowi pedagogicznemu nie zalezy dzisiaj na tym kapitale, na jego konsekwentnym budowaniu. Polska szkoła zamienia się niestety w miejsce bezduszne, uczące oszustwa, powszechnego udawania i braku zaufania. To nie jest jednak tragedia, to tylko niewielki dramat tych, którzy się na to nie godzą - jak ja przykładowo. Poza tym, każde ekstremum powodujące napięcie musi się kiedyś skończyć przeciążeniem - materiał tego nie wytrzyma. Myślę że przyjdzie jeszcze czas zmiany na lepsze, w końcu każda z odsłon reformy upadła w sposób spektakularny nie pozostawiając po sobie niczego prócz skamieniałego osadu zniechęcenia.
    Refleksja ogólnospołeczna jest taka; otóż zgadzam się trzeba zlikwidować kartę nauczyciela i napisać od nowa ustawę o systemie edukacji w Polsce,w tej nowej ustawie należy skrócić męki bezproduktywnej podstawówki do lat 5, potem niech już będzie nonsensowne w swej konstrukcji trzyletnie gimnazjum, potem obowiązkowo 4 - letnia szkoła średnia i matura w obecnym kształcie jednak nie konstruowana przez tzw. "ekspertów" a nauczycieli i z nimi konsultowana. To miałoby sens jeśli zostałoby wprowadzone wraz z ucięciem przywilejów zawodowych [w obecnej śmiesznej formie] i dobrą wiarą samych zainteresowanych. Brak tylko siły politycznej gotowej pójść na ten front.
  • 2009-11-20 15:45 | przypadkowy

    Re:Zgodnie z regulaminem

    a może obowiązkowe nauczanie już się przeżyło? Może pozostawić ludziom w tym względzie wolną wolę? Nic wielkiego się nie stanie jeżeli jedno lub dwa pokolenia ludzkie zostaną naturszczikami,a potem się zobaczy.
  • 2009-11-21 00:29 | evin

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Może masz rację, po się uczyć, skoro i tak napiszą do wszystkiego instrukcję: jak siadać, jak wstawać, jak chodzić, jak zrobić herbatę, jak nie oblać się gorącą wodą... Nie tylko napiszą, ale i zilustrują dla tych, którzy czytać jednak nie zdążyli się nauczyć...
  • 2009-11-21 09:33 | hen

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Nie mam niechęci i urazu do szkoły. Ale do tej szkoły, do której chodziłem niekiedy nawet z przyjemnością. Pamiętam nauczycieli z prawdziwego zdarzenia, którzy nie dysponując komputerami, rzutnikami multimedialnymi, a jedynie własnymi umiejętnościami tłumaczenia dość zawiłych zagadnień przedmiotów ścisłych. Pamiętam nauczycieli, którzy potrafili zaszczepić chęć do czytania innej literatury, niż tylko obowiązujące, nie zawsze ciekawe, lektury szkolne.
    I wbrew Pańskiemu stanowisku nie traktuję nauczycieli jako nieudaczników. Ale zdarza mi się często być świadkiem rozmów nauczycieli, wygłaszających swoje żale na temat organizacji własnej pracy, trudności w wychowaniu dzieci (którym nic zrobić nie można, a oni mogą wszystko), niemożności korzystania z właściwych pomocy naukowych, itp. itd. A wszystko dlatego, że muszą wypełniać głupie, według nich nie związane z procesem edukacyjnym kwity. Narzekają na koleżanki i kolegów, że ograniczając swoje zadania do minimum otrzymują takie same pieniądze jak oni, którzy się starają. Tym samym zaczynają twierdzić, że "starać się" absolutnie nie ma sensu. A kiedy pytam, dlaczego nie żądacie od polityków likwidacji Karty nauczyciela, która jest jednym z największych hamulców rozwoju oświaty i edukacji, czemu nie krytykujecie, ale z argumentami merytorycznymi, pomysłów urzędników i polityków, czemu nie wykorzystujecie wszystkich dostępnych prawem metod, aby poprawić sytuację w oświatowych placówkach, słyszę: przecież to nie ma sensu, przecież nie od tego jestem, jakoś przetrzymam, itd. itp.
    Takie samo stanowisko przebija i z Pańskiego komentarza.
    Niedawno miałem okazję słuchać opowieści "szeregowego" uczestnika prac na szczeblu ministerialnym, mających na celu opracowanie zmian programowych i organizacyjnych w oświacie. Jedna z konkluzji była taka: to, co udało się przez kilka miesięcy wypracować w gronie naukowców (nota bene, bardzo to ciekawe i niesamowicie zadufane w sobie środowisko) i praktyków, co miało zmienić, usprawnić i naprawić, po "przeróbce" na szczeblu urzędu i jego komórek "prawniczych" stawało się ostatecznie niedopracowaną karykaturą systemu. Na dodatek znaczna część powstałych tak i zatwierdzonych urzędowo pomysłów została sformułowana takim językiem, że nie tylko potencjalni odbiorcy (jak i praktycy, mający w części być jego twórcami) tego nie rozumieją, ale w wielu elementach (wg mnie) naruszono prawo o języku polskim. A wynika to wszystko ze strachu przed odpowiedzialnością. Strachu idącego w dół od ministra do dyrektora szkoły. Często dziś takich osób, które nie mają predyspozycji psychicznych do pełnienia funkcji.
    Jako nauczyciel w słowach bardziej łagodnych i "okrągłych" potwierdził Pan w całości to, co myślę i co napisałem. Ja nie używam języka dyplomatycznego (może i jest to wada). On usypia, zamiast obudzić. A edukacja młodego pokolenia, od przedszkoli do szkół różnych szczebli, "spania" ma już raczej dość.
  • 2009-11-23 17:08 | edward

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Niestety, przez wiele lat dewaluował się etos pracy nauczycielskiej,aż osiągnął dno. Dzisiaj na studia pedagogiczne idą nieudacznicy, którzy nie mają szans na dobre kierunki. Bydgoski UKW - do niedawna Akademia Pedagogiczna ma słabą kadrę dydaktyczną ( afery z plagiatami kadry profesorskiej)a studentów jeszcze słabszych. To właśnie takim "ambitnym", których cechuje przerost formy nad treścią powierzamy nasze dzieci.
  • 2009-11-21 21:32 | wladimirz

    Nieuchronny skutek prowadzonej polityki biurokratyzacji oświaty!!!

    Uczeń jest tylko kłopotliwym dodatkiem do przepisów, programów, procedur, planów etc. oraz dokumentacji ich realizacji.
    W porównaniu z obecną szkoła w PRL(przynajmniej w latach 1960-1989) była odformalizowaną, ludzką, ukierunkowaną na ucznia,instytucją.Niestety...
  • 2009-11-22 12:29 | joanna kopytowska

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Paranoja biurokratyczna jest w Polsce niezwykle rzadkim zjawiskiem mamy raczej tendencję do improwizacji i lekceważenia przepisów a w szczególności regulaminów które uważamy za błahe i niepotrzebne , tu zadziwia odporność psychiczna nauczycieli którzy tak długo pozwalali '' pani dyrektor '' znęcać się nad sobą, niestety cały czas i wszędzie nie tylko w Polsce nabór do zawodów pedagogicznych jest selekcją negatywną najgorszych , także tych z defektami osobowości a najczęściej jednak ze słabym przygotowaniem i niską motywacją , to bolaczka całej edukacji europejskiej bo praca z dziećmi jest uważana za szczególnie uciążliwą i mało płatną, stąd niedobory w kadrze w Niemczech czy w Angli , nawet Norwegowie szukają przedszkolanek w Polsce gwarantując kurs języka i dobą płacę, warto przemyśleć system edukacji w ogóle pod kątem humanistycznego dobrego stosunku do dzieci i pracowników oświaty , pani dyrektor z tej szkoły powinna mieć dyscyplinarny zakaz pracy w szkolnictwie
  • 2009-11-23 13:57 | sebek

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Motto bardzo dobre, jednak musimy pamiętać że nie jesteśmy cyborgami a ludźmi. Szef, który będzie jedynie wymagał, jest kiepskim szefem. W tak twórczej pracy, jaką powina być edukacja, sprawą nie do przecenienia jest atmosfera panująca w miejscu pracy. To nie tabelki powinny się liczyć najbardziej a ludzie, nie wykresy a kreatywność pracowników, ich chęci i energia do pracy. Jakim nauczycielem może być człowiek sterroryzowany? Na pewno nie dobrym. Jakie wartości może on przekazać dzieciom, czego ich nauczyć, jeśli będzie nad nim stał nadzorca z batem?
    Dzić mamy sytuację, gdy roztacza się przed nami piękne wizje, robi się wielkie reformy i mówi jak to będzie za chwile nam wspaniale lecz jednocześnie nie ma pieniędzy na realizację tych wspaniałości. Dlatego na wyższych szczeblach rodzi się irytacja, że ludzie nie nadążają, rozpoczyna się dopychanie kolanem, straszenie, jeśli ktoś nie wytrzymuje itd. Społeczeństwo utrzymuje się w stanie niedoinformowania, bo wtedy łatwiej jest wygrywać jednych przeciw drugim. W szkołach powstaje więc mieszanka wybuchowa praw rodziców i dzieci, brak obowiązków tychże i niemożliwości egzekwowania europejskich standardów. A ludzie muszą w tym pracować, dyrektorzy nawet muszą wykazywać się przed górą, stąd nerwowość i czasem tragedie ludzkie.
  • 2009-11-23 23:32 | zgrywus.r

    Obrona

    Historia byłaby śmieszna, gdyby nie doprowadziła do tragedii. Czy są w niej winni? Obawiam się, że nie. Dyrektorka przyjęła typową w biurokracji strategię przetrwania: obłożyć siebie i innych procedurami. Nie musi się nawet specjalnie martwić, jak sprawować bezpośredni nadzór - wszak każdą negatywną sytuację można rozpatrywać pod kątem nieprzestrzegania procedur. Sądzicie, że brak biurokracji coś by zmienił? Nie, bo dyrektorka i tak by ją wprowadziła.

    Problemem jest niezrozumienie biurokracji, która sama w sobie jest zupełnie neutralnym zestawem narzędzi organizacyjnych. Ma być więc środkiem, a nie celem.

    Z biurokracji szydzili: Gogol, Kafka, Kirst, Heller i wielu innych. A ona wciąż ma się dobrze - bo jest sposobem na przetrwanie.

  • 2009-11-27 16:09 | aneteysza

    Re:Zgodnie z regulaminem

    Według mnie samobójstwa nie popełnia się tylko poprzez problemy w pracy.. Fakt dyrektorka przegięła lecz nikt nikogo na siłę nie trzymał w pracy.Pracujący w niej ludzie byli ludźmi dorosłymi i w każdej chwili mogli napisać skargę do ministerstwa. Nie można obwiniać za śmierć żony tego pana tylko dyrektorki ! Ktoś tu zwiódł że poczuwała się, że MUSI pracować.. Gdyby nie miała takiego poczucia to na pewno by nie zakończyła swego żywota samobójstwem.Była KATECHETKĄ !!

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną