Zasady publikowania
komentarzy znajdziecie
Państwo pod tym adresem.

Polityka.pl – strefa wolna od hejtu!

 

Szanowni Czytelnicy, Drodzy Użytkownicy naszego Serwisu Internetowego!

Od wielu lat udostępniamy Państwu nasze Forum internetowe oraz przestrzeń blogową dla Waszych komentarzy – także tych krytycznych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkie, które są merytoryczne. Zależy nam bardzo, aby Państwa wpisy nie utonęły w rosnącej fali internetowego hejtu i niechlujstwa.
 

Warto, aby serwis POLITYKA.PL pozostał miejscem wartościowej wymiany poglądów, gdzie toczą się dyskusje, nawet zażarte, ale pozbawione mowy nienawiści. Zależy nam na tym, abyśmy wzajemnie traktowali się z szacunkiem. Chcemy, aby POLITYKA.PL była miejscem wolnym od radykalizmów i anonimowej, bezsensownej brutalności.
 

Słowem: zapraszamy serdecznie do dyskusji na naszych forach internetowych, do wyrażania opinii, polemik, do ocen, ale w formie przyjętej między kulturalnymi ludźmi. Kto chce się wyżyć – zapraszamy na inne portale. Być może to walka z wiatrakami, ale spróbujemy. Mamy dość językowych i emocjonalnych śmieci zasypujących plac wolności, jakim miał być i może być internet.

Uwagi do wpisu na blogu Passenta

(1)
2010-01-18 18:47 | tkw
Przeczytałem kolejny wpis Daniela Passenta w jego blogu na temat PRL i krew mnie zalewa.

Passent ciągle powtarza tezę, że pomijając sam aparat władzy PRL reszta nie ma sobie za tamten czas nic do zarzucenia. Czynnie PRL nie wspierali jako funkcjonariusze, więc są czyści jak aniołki, w tym oczywiście on sam. A tak nie jest i nie było. W PRL, jak zresztą w każdej rzeczywistości, spectrum postaw ludzkich było bardzo szerokie. Od bycia funkcjonariuszem do zdeklarowanej, konsekwentnej opozycji. Większość była pomiędzy, starała się normalnie żyć i pracować i nie ma sobie zbyt wiele do zarzucenia. Ale nie celebryci tamtych czasów, a do nich Passent należał zdecydowanie (tak tak, wtedy też byli celebryci, mieli zresztą podobne zadanie – robić ludziom pianę z mózgu. Nie dziwota więc, że wielu tamtych celebrytów nadal nimi jest, choć ponoć PRL-u nie ma). Tyle, że państwo totalitarne, a takim był PRL, nie potrzebuje wcale, by wszyscy byli funkcjonariuszami, potrafi wykorzystać dla swoich celów wszystkie postawy, prócz jawnej i konsekwentnej wrogości, tych po prostu likwiduje. Wystarczy, że ktoś ma talent i robi karierę naukową o własnych siłach – zawsze można to pokazać propagandowo. Jak Karol Wojtyła został Papieżem, to prasa i telewizja wbijały nam do głów, że to „sukces socjalistycznej Ojczyzny i znak uznania naszej pięknej socjalistycznej Ojczyzny na arenie międzynarodowej” – ktoś jeszcze to pamięta ?

Ktoś robi dobry teatr ? Byle nie za bardzo dokopywał w nim czerwonym, to czasem pozwalano mu a następnie pokazywano „proszę, jacy to my jesteśmy liberalni”. Nie oznacza to bynajmniej, że za samo robienie dobrego teatru dziś mamy potępiać, ale chciałbym przynajmniej, by mieć świadomość tego, że władza umiała to wykorzystać do swoich celów. Twórca dobrego teatru w PRL nie popełniał grzechu, ale popełnia go teraz twierdząc, że nie miał w ogóle świadomości, iż władza czasem to wykorzystywała. Wielu forumowiczów to zapewne zbyt młodzi ludzie by pamiętali, że paszportów w domu się nie miało, o zgodę na wyjazd trzeba było ładnie poprosić a jak ktoś był „niegrzeczny” to zgody nie dostał (większość z tych, co prosili nie dostawała a większość w ogóle nie próbowała prosić). A możliwość wyjazdu to było COŚ, dla osób prywatnych to była możliwość dorobienia się na Zachodzie (pensja w PRL liczona w $ to 20$-30$ - miesięcznie, nie dziennie). Nawet księża ulegali temu szantażowi i szli czasem na współpracę „bo inaczej nie pozwoliliby mi na wyjazd na studia do Watykanu”. Pozwolono komuś wyjechać na Zachód – jacy to my jesteśmy liberalni. A zanim dostaniesz paszport frajerze, jeśli jesteś kimś do wykorzystania, to zrób najpierw jakieś małe świństewko, to damy paszport. Donieś na kolegę i masz, jedź. A jak wrócisz, to się spotkamy, teraz nam się nie wywiniesz – zrobiłeś świństewko, to zrobisz następne, a potem następne, a potem świństwo, itd. Nie każdy umiał powiedzieć „non possumus”.

Mało kto pamięta, że robiąc doktorat trzeba było zaliczyć szkolenia z marksizmu-leninizmu – wychodzi na to, że wszystkie dzisiejsze profesorskie „autorytety”, które uzyskały swoje tytuły (choćby doktorskie) w PRL, to dyplomowani marksiści-leniniści – Geremek, Zoll, obaj Kaczyńscy, Balcerowicz, Bochniarz, Gilowska, Janusz Kochanowski, itd. itp. Prace habilitacyjne zatwierdzał Komitet Centralny PZPR (tu ciekawostka, wtedy też biurokracja była niesprawna, mój znajomy obronił pracę habilitacyjną i potem go zamknęli za „knucie”, ale informacja o aresztowaniu szła na tyle długo do KC, że habilitację mu zatwierdzili, dowiedział się o tym od żonki w liście już na Rakowieckiej).

Ja znam człowieka, który nigdy, jak sam to nazywa, „nie splamił się pracą na państwowej posadzie”. To człowiek inteligentny, wie, że pracując prywatnie też jakoś tam pracował na PRL, ale przecież gdzieś pracować musiał, inaczej by zdechł z głodu. Ale co innego takie „wspieranie PRL” a co innego bycie Danielem Passentem, czyli licencjonowanym publicystą, który tylko co jakiś czas puszczał oko do czytelnika czy widza, że „wiesz, mnie się to też nie całkiem podoba”, ale generalnie PRL popierał i nadal popiera a jego „opozycyjność” brała się z poczucia, że „ja to jestem intelektualista a oni to prostaki” i z zawiści, że to nie on jest tym co ma władzę. Gdy czytam słowa Passenta:
„Dodam tu coś, co może zabrzmieć niewłaściwie, po heretycku: krajowi takiemu jak Polska, cierpiącemu na prowincjonalizm, wejście w system komunistyczny, wewnętrzny opór przeciw niemu, gra z nim, w końcu walka z nim – dawały optykę światową. To było wyjście z zaścianka, z parafiańszczyzny. (…)”
to mi się sam nóż w kieszeni otwiera. Co myśmy najlepszego narobili w 1989 i później – przecież „wchodząc w system komunistyczny mieliśmy taką optykę światową” a teraz to tylko NATO i UE, znowu tylko ten „zaścianek i parafiańszczyzna”. To, że pokolenia marzyły by dołączyć do Zachodu i zniszczyć skutki Jałty, a Passent wraz z innymi im w tym bynajmniej nie pomagali – to detal ... Ten Zachód nie jest doskonały, ale tego chciał Naród. Passent nie chciał, jemu było dobrze w PRL, mnie było źle.

Czas PRL należy podzielić głównie na dwie części – czysty stalinizm i czas po. Ten drugi różnił się od pierwszego tym, że sporów ideologicznych nie rozstrzygano strzałem w tył głowy (choć egzekucja Wawrzeckiego w 1965 r. w tzw. „aferze mięsnej” pokazuje, że nie było w tym żelaznej konsekwencji). Przestali strzelać w tył głowy wcale nie z miłości do narodu, nie z powodu wyrzutów sumienia, tylko dla własnego bezpieczeństwa, legitymacja partyjna nie chroniła przed takim strzałem a z założenia miała wynieść jej posiadacza ponad poziom niewolników. Dziś nikt, nawet z piewców PRL jak Passent, nie broni pierwszego z tych okresów, choć wg mnie to był właśnie czas ideologii, później był tylko czas „nachapania się”, czas Gomółki zaś to etap pośredni. Osobiście bardziej szanuję ideowego komunistę od cynika, Gomółkę potępiam, Gierkiem pogardzam. Dla Passenta czas Gierka to zdaje się najlepszy okres w dziejach Polski.

Wszystkim piewcom ideologii komunistycznej przypominam Czerwonych Khmerów z Kambodży, bodaj czy nie jedynych prawdziwie konsekwentnych komunistów. Komunizm miał zlikwidować walkę klas, więc chłopaki uznali, że nie będzie walki klas jak zostanie tylko jedna klasa. Więc wyrżnęli n-1 klas, zostawili tylko klasę wiejską. W 4 lata wyrżnęli 25% narodu, ponoć ocalało kilka (dosłownie 3 czy 4) osób z wyższym wykształceniem, bo się skutecznie ukryli wśród chłopów. Ocaleli ci, co zdołali uciec za granicę.

Jak patrzę na te „elity”, co to są elitami w każdym czasie i zawsze jak jest już „po” to okazuje się, że oni „zawsze byli przeciw, zawsze wiedzieli, że to było „be”, zawsze widzieli niedociągnięcia, no ale co my mogliśmy zrobić – wicie rozumicie...”, to mi się rzygać chce.

A na koniec parę komentarzy do tekstu Passenta:
Na szczęście są także miłosierni, którzy mu wybaczają, że był członkiem partii.
TKW: to zadziwiające, jak dziś PZPR-owcy usiłują zbagatelizować swoje „bycie członkiem”. Na miejscu dawnych przywódców naplułbym im dziś w twarz za zakłamanie. Wychodzi na to, że będąc członkami byli przeciw ! Toż to zakłamanie w czystej postaci ! Czy ci ludzie honoru nie mają ? Mój znajomy przynajmniej powiedział „błądziłem, byłem głupi”, ale on żadnym „autorytetem” nie jest. Mimo to szanuję go bardziej niż „autorytety”.

Pozostaje fakt: w PRL-u, kraju realnego socjalizmu i ograniczonej suwerenności, powstała wielka kultura o światowym rezonansie. W poezji – Różewicz, Herbert, Szymborska, nie licząc pięknego rozwoju starych, jak Przyboś, Iwaszkiewicz, Jastrun. W kinie: Wajda, Munk, Kawalerowicz, Has, Kieślowski. W teatrze: Kantor, Swinarski, Jarocki, no i Grotowski. Józef Szajna, cała plejada scenografów. W muzyce też.
TKW: to nie jest zasługa PRL. w tamtym czasie przez pół wieku żyło dobrych kilkadziesiąt milionów ludzi, to i rodzynki też się trafiały, to ich osobiste osiągnięcia. A ilu PRL „udupił”, ilu w ten sposób straciliśmy ? Kto może zagwarantować, że nie byliby jeszcze wybitniejsi ?

Ale u nas po roku 1956 despotyzm był dziurawy, chory, wstydził się sam siebie. (…)
TKW: bardzo się wstydził. Trzeba być bardzo bezczelnym, żeby coś takiego napisać.

Szary, dramatyzm bezwyjściowości, który osobliwie sprzyjał twórczym napięciom, stymulował. Trzeba działać tu i teraz. Bo co będzie jutro? (…)
TKW: no i mamy receptę na literackie Noble dla Polski ! Literaci, malarze, muzycy, rzeźbiarze itd. do Oświęcimia, to będziemy potęgą kulturalną.

Trwa licytacja kto był świnią, a kto bohaterem, przy czym liczba bohaterów rośnie.
TKW: fakt, wielu dawnych PRL-owskich tuzów liczy na nasza amnezję. A przecież chyba nie ma wątpliwości, że za ileś lat ocena będzie tylko jedna – PRL to zdrada narodu. Tak jak dziś jednoznacznie oceniamy Powstanie Styczniowe, wtedy też wielu pluło na Powstańców.

Nie umie się czytać gestów, znaków, zachowań, symboli, psychiki ludzi tamtej, szczęśliwie minionej epoki.
TKW: dla Passenta to był sens życia, te gesty, ta mimika, te „igranie z lwem” (tylko nie za bardzo, w końcu posadka w Polityce była dużo warta ...)

A w młodym pokoleniu stało się trudno zrozumiałe, że Jerzy Grotowski, twórca epokowego przedstawienia „Księcia Niezłomnego” – wizerunek Ryszarda Cieślaka w tej roli stał się emblematem całej epoki światowego teatru – był członkiem PZPR.
TKW: a to się światowy teatr zdziwi, jak się dowie, co jest jego emblematem. PRL w udupianiu był tak skuteczny, ze mało kto nawet w Polsce o nim słyszał.

Tak, bawiliśmy się. Dansingi, łażenia po lokalach i kawiarniach, prywatki, domowe potańcówy przy Radiu Luxemburg, popijawy w Cricocie, u Kantora, wieczór w wieczór. Pod peerelowym uciskiem bawiły się nie tylko elity, ale i lud. (…)
TKW: no i zrównał wszystkich, „Passent jako typowy lud”. Pamiętam tamte czasy, faktycznie wszystkich było stać na dansingi, łażenie po lokalach i kawiarniach, prywatki. Popijawy „dzień w dzień” dla wielu były rzeczywistością, ale chyba nie u Kantora, raczej w bramie.

Może dlatego było osobliwie wesoło, że życie w kraju zdawało się czymś niezbyt serio? To było jakby życie na niby, by użyć formuły profesora Kazimierza Wyki. W roku 1954-55 pisałem o poczuciu nierzeczywistości w PRL. Wiązało się to z beznadzieja, z nudą, tym naszym powszednim chlebem. Byliśmy przeświadczeni, że ten reżim nie upadnie za naszego życia, że może to być rodzaj wieczności, jak ze sztuki Sartre’a „Przy drzwiach zamkniętych”. Trzeba było w tym znaleźć jakieś modus vivendi, dając upust wolności…
TKW: życie na niby. Faktycznie, dla licencjonowanego dziennikarza zwykła codzienność to było jak oglądanie telewizji. A wolności dawał upust, że hej ...

PRL był laboratorium zniewolenia i wolności. Istotne, co człowiek robi ze swojego zniewolenia i ze swojej wolności. Ta perspektywa kusiła – znaleźć możność w niemożności. Dziś widać, że umiarkowane zniewolenie może być płodne, a wolność bywa jałowa w sztuce. Proszę mnie dobrze zrozumieć: nie ogarnęła mnie nostalgia za PRL, chcę zrozumieć, co się nam przydarzyło. Z perspektywy, niejako na odchodnym”.
TKW: przydarzyło Ci się, człowieku, pomieszanie wartości. Mógłbym jeszcze zrozumieć to w tamtych czasach, ale mieć nadal to pomieszanie ? Przy niewątpliwej inteligencji ? Nawet w tak znienawidzonym przez Ciebie Kościele jest „mea culpa, mea culpa, mea maxima culpa” i prosi się o wybaczenie win a nie brnie „w zaparte”.

Tak było, a przynajmniej ja tak pamiętam tamte czasy. Były różne, od stalinizmu do Solidarności i stanu wojennego – w sumie jednak były takie, jak opowiada Flaszen.
TKW: Solidarność to nie był PRL, to właśnie był wyłom w PRL. Zrównać Solidarność z PRL to wyjątkowa podłość.